<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0">

<channel>
	<title>Notatnik Syzyfa – przeciwko nicości</title>
	
	<link>http://www.notatniksyzyfa.com</link>
	<description>Blog praktycznego humanisty.</description>
	<pubDate>Fri, 10 Sep 2010 15:18:07 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/notatniksyzyfa" /><feedburner:info uri="notatniksyzyfa" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><item>
		<title>A. Appelbaum: Prawda dla byłych komunistów jest haniebna</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/notatniksyzyfa/~3/MJro7-uXj9I/</link>
		<comments>http://www.notatniksyzyfa.com/oblicza-czlowieczenstwa/a-appelbaum-prawda-dla-bylych-komunistow-jest-haniebna/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Sep 2010 14:37:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>janlesny</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Oblicza człowieczeństwa]]></category>

		<category><![CDATA[Applebaum]]></category>

		<category><![CDATA[Dodaj nowy tag]]></category>

		<category><![CDATA[gułag]]></category>

		<category><![CDATA[komunizm]]></category>

		<category><![CDATA[nazizm]]></category>

		<category><![CDATA[obóz]]></category>

		<category><![CDATA[rozliczenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.notatniksyzyfa.com/?p=452</guid>
		<description><![CDATA[ [...] jeżeli łotry i kanalie starego systemu pozostają bezkarni, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem - A. Applebaum, „Gułag&#8221;, Świat Książki, Warszawa 2005.
W recenzjach książki Anne Applebaum pt. „Gułag&#8221; wielu autorów pominęło rzecz najistotniejszą: próbę zmierzenia się pisarki z problemem niedostrzegania przez intelektualistów zachodnich zbrodniczości systemu komunistycznego przy jednoczesnym eksploatowaniu w nauce, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em> </em></strong><strong><em>[...] jeżeli łotry i kanalie starego systemu pozostają bezkarni, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem</em></strong><strong> - </strong>A. Applebaum, „Gułag&#8221;, Świat Książki, Warszawa 2005.<span id="more-452"></span></p>
<p>W recenzjach książki Anne Applebaum pt. „Gułag&#8221; wielu autorów pominęło rzecz najistotniejszą: próbę zmierzenia się pisarki z problemem niedostrzegania przez intelektualistów zachodnich zbrodniczości systemu komunistycznego przy jednoczesnym eksploatowaniu w nauce, sztuce i wszelkich mediach zbrodni nazizmu.</p>
<p>Oczywiście Applebaum nie ubolewa z tego powodu, że jakiekolwiek związki z nazizmem kładą się poważnym cieniem na reputacji osób zajmujących się działalnością publiczną. Zdaniem pisarki niebezpieczne jest to, że zbrodnie komunistów (acz wcale nie mniej straszne w skutkach niż zbrodnie Hitlera i jego współpracowników - przyp. J.L), nie są powszechnie piętnowane, a ich sprawcy nie tylko nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej, ale nawet nie wytłumaczyli się ze swej zbrodniczej działalności. </p>
<p>Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje jest złożona. Dla osób, które nie mają dostępu do ksiązki podaję fragmenty tez Applebaum w przypisie<a name="_ednref1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_edn1">[1]</a>. Nie są to jednak rzeczy w tym momencie najistotniejsze, gdyż podobne wyjaśnienia możemy znaleźć w wielu innych źródłach.</p>
<p>Największą przysługę Anne Applebaum oddaje czytelnikowi, zwracając uwagę na skutki nierozliczenia komunistycznej przeszłości.</p>
<p><em>Luki w świadomości historycznej mają również poważne konsekwencje dla procesu kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego i rządów prawa w Rosji - </em>czytamy w podsumowaniu książki<em>.  Mówiąc bez ogródek <strong>- jeżeli łotry i kanalie starego systemu pozostają bezkarni, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem</strong>. Brzmi to może nieco apokaliptycznie, ale znajduje bezpośrednie odbicie w sferze życia publicznego. Żeby zapewnić poszanowanie porządku publicznego, policja nie musi wyłapać wszystkich kryminalistów, ale nieodzowne jest, by ujęła znaczący ich odsetek. <strong>Nic tak nie sprzyja  bezprawiu, jak widok cieszącego się bezkarnością bandyty, unoszące swój łup i śmiejącego się obrabowanym w twarz. Funkcjonariusze tajnej policji zachowali swoje służbowe mieszkania, swoje dacze i swoje specjalne emerytury. Ich ofiary żyją w nędzy, zepchnięte na margines życia społecznego</strong>. Większość Rosjan odnosi dziś wrażenie, że im bardziej ktoś kolaborował w przeszłości, tym lepiej na tym wyszedł, a stąd prosty wniosek im więcej ukradniesz i nałgasz dzisiaj, tym lepsza czeka cię przyszłość.</em></p>
<p><strong> </strong><strong>W Polsce jest podobnie</strong></p>
<p>Powyższy fragment - acz pisany z myślą o Rosji - odnosi w dużej mierze do wszystkich państw postkomunistycznych, także Polski.</p>
<p>Brak sankcji dla donosicieli, funkcjonariuszy pezetpeerowskich, pracowników policji politycznej&#8230; w warunkach transformacji ustrojowej oznaczał w istocie przyznanie tym ludziom kolejnych przywilejów. To przecież oni posiadali kontakty, umożliwiające nabywanie za symboliczne pieniądze przedsiębiorstw państwowych i szybkie bogacenie się. To oni ustawiali przetargi, mieli dostęp do tajemnic gospodarczych i zainteresowani byli bankructwem firm należących do państwa. Ojciec Krzysztofa Olejnika powiedział wprost, że miejscowa policja zaproponowała mu układ polegający na tym, że oni ułatwią mu przejmowanie za bezcen państwowych zakładów mięsnych, a on będzie się z nimi dzielił łupami z miejscowymi kacykami. Naiwnością byłoby sądzić, że to była jedyna tego typu propozycja. Najprawdopodobniej setki, jeżeli nie tysiące, podobnych układów doszło do skutku.</p>
<p>Oczywiście dawna nomenklatura nie zawłaszczyła całej Polski. Największa część polskiej gospodarki została sprzedana firmom zagranicznym. Jednak nie byłby one w stanie tak swobodnie operować na polskim rynku bez układów korupcyjno-biznesowych ze światem polskiej polityki, który w dużej mierze kształtowany jest przez postkomunistów zarówno tych świeżej daty, jak i tych nawróconych przed laty na antykomunizm.</p>
<p><strong> </strong><strong>Środowisko „Wyborczej&#8221; osiągnęło, co chciało</strong></p>
<p>W sumie zostały spełnione wszystkie postulaty środowiska „Gazety Wyborczej&#8221; z 1989 r., wyrażone w artykule Ernesta Skalskiego „Wielki Kompromis&#8221;, w którym autor domagał się uwłaszczenia tzw. nomenklatury na specjalnie korzystnych zasadach:<em> </em></p>
<p><em>To musi być oferta dla całego aparatu</em>&#8230;- pisze Skalski - <em>trzeba tym ludziom otworzyć możliwość ubiegania się o przejmowanie na własność części majątku, którym zarządzają jeśli dają nie gorsze od innych gwarancje jego wykorzystania. Na pewno zaś należy im obiecać co najmniej roczne wypowiedzenie z zachowaniem realnej wartości zarobków, zachowanie przywilejów niechby drażniących, wszechstronną pomoc przy podejmowaniu nowego zajęcia czy samodzielnej działalności gospodarczej. Ewentualne wcześniejsze odpowiednio korzystne emerytury. <strong>Oraz - co ważne - żadnych osobistych rozliczeń z tytułu ich wcześniejszej</strong> <strong>działalności<a name="_ednref2" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_edn2"><strong>[2]</strong></a></strong>.&#8221;</em></p>
<p>Kiedy indziej w roli obrońcy dawnych funkcjonariuszy UB wystąpił sam naczelny „Wyborczej&#8221; Adam Michnik, który na forum Sejmu, jako poseł, wygłosił protest przeciwko  odebraniu przywilejów emerytalnych byłym ubekom, a następnie głosował przeciwko rządowemu projektowi ustawy, który te przywileje ograniczał.<a name="_ednref3" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_edn3">[3]</a></p>
<p><strong>Nasi kapitaliści jak „nowi Ruscy&#8221;</strong></p>
<p>Beneficjenci przemian ustrojowych chcieliby teraz, aby lud miał zaufanie do państwa, aby zrozumiał, że wspieranie prywatnej własności leży w jego interesie, a ludzi bogatych uznał wreszcie za zbawców ojczyny, niezależnie skąd ich bogactwo pochodzi. Ich stosunek do prostych ludzi jako żywo przypomina postawy „nowych Ruskich&#8221;, zauważone przez Applebaum:</p>
<p><em>Byłam kiedyś świadkiem klasycznej „nocnej Rosjan rozmowy&#8221;, która toczyła się w mieszkaniu moich moskiewskich przyjaciół </em>- pisze Applebaum<em>. W pewnym momencie - bardzo już późno w nocy - dwóch z uczestników spotkania - obaj dobrze prosperujący przedsiębiorcy - zaczęło rozważania w duchu: jakże skretyniały i naiwny jest lud rosyjski. I ileż my przewyższamy go inteligencją. Stara stalinowska zasada podziału ludzi na kategorie, głębokiego rozziewu między wszechmocną elitą i bezwartościowymi „wrogami ludu&#8221; przejawia się właśnie w pogardzie, z jaką „nowi Ruscy&#8221; traktują pozostałych rodaków. Jeśli elita rosyjska nie dojdzie - i to szybko - do wniosku, że ważni są wszyscy obywatele kraju, Rosja skończy w ostatecznym rozrachunku jako państwo w rodzaju dzisiejszego Zairu [...].</em></p>
<p>W Polsce każdy przedsiębiorca, czy to jest właściciel gazety czy masarni głowi się jak zaniżyć swoje podatki i jak najmniej zapłacić ludziom, natomiast od nędznie zarabiających pracowników oczekuje się trzymania buzi na kłódkę i propaństwowej postawy.</p>
<p>Osoby pracujące na niskich stanowiskach traktowane są jak niewolnicy. Wielu moich znajomych, zatrudnionych w prywatnych firmach, dzieli się ze mną informacjami wprost niewiarygodnymi. Na przykład moja sąsiadka pracująca w dużej firmie jako sprzątaczka, została przez pana prezesa zwymyślana od kurwy, bo się na chwilę zatrzymała, by zamienić dwa słowa z koleżanką. Inna znajoma, która została zwolniona z pracy z naruszeniem prawa, w całym mieście nie mogła znaleźć adwokata, który by ją reprezentował, bo - jak argumentowali prawnicy - szef firmy, która ją zwolniła trzęsie całym miastem i nikt mu nie podskoczy. Nie trzeba dodawać, że ów szef swoją siatkę kontaktów zbudował jeszcze za poprzedniego ustroju.</p>
<p>Takie przykłady można by mnożyć. I nie chodzi tu tylko o to, że płaca jest niska a prawo pracy jest w głębokim niepoważaniu. Nie mniej przykre jest bezprzykładne chamstwo nowych kapitalistów wobec pracowników. Podobnie jak „nowi Ruscy&#8221; uważają, że ci, których przymus ekonomiczny zmusił do pracy w ich firmach, to rodzaj podludzi, skoro nie okazali się tak sprytni, jak oni i nie zbudowali sobie sieci kontaktów, dzięki którym mogliby eksploatować innych.</p>
<p><strong>Polski kapitalizm wchłonął całą masę moralnych prymitywów, którzy świetnie opanowali sztukę przetrwania, ale nie mają bladego pojęcia o kulturze i dostają szewskiej pasji, gdy ktoś zwróci im uwagę, że wykorzystywani przez nich osobnicy to pełnoprawni obywatele, którzy mają prawo do zaspokojenia swoich ludzkich potrzeb.  </strong></p>
<p>Przy całkowitej impotencji związków zawodowych (procent uzwiązkowienia jest w Polsce najniższy w Europie), pozorowanej działalności Inspekcji Pracy oraz rachityczności polskiego sądownictwa - przedsiębiorca jest w Polsce całkowicie bezkarny. Chamstwo i wyzysk - tego przede wszystkim doświadcza zdecydowana większość zatrudnionych w sektorze prywatnym.</p>
<p><strong> </strong><strong>Prawda wrogiem publicznym nr 1</strong></p>
<p>Zasygnalizowane wyżej bezprawie dzieje się przy aktywnym udziale komunistów w życiu publicznym:</p>
<p> <em>Dominacja byłych komunistów w kalekiej i niepełnej dyskusji o przeszłości, jaka trwa w świecie postkomunistycznym, nie jest dziełem przypadku - </em>pisze A. Applebaum<em>. Mówiąc brutalnie - <strong>byli komuniści mają wszelkie powody, by ukrywać prawdę o przeszłości, ta bowiem jest dla nich haniebna, plami ich, podkopuje ich pozycję, podważa wiarygodność, podważa wiarygodność podnoszonych przez nich pretensji do „reform&#8221;</strong>. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy ludzie ci nie mają osobiści nic wspólnego popełnionymi niegdyś zbrodniami. Na Węgrzech była partia komunistyczna - przemianowana teraz na socjaldemokratyczną - prowadziła zajadłą kampanię przeciwko otwarciu muzeum ofiar terroru. Po dojściu do władzy w Polsce w 2001 r. byli komuniści - również przefarbowani na socjaldemokratów - natychmiast obcięli budżet Instytutu Pamięci Narodowej założonego przez centroprawicowych poprzedników<a name="_ednref4" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_edn4"><strong>[4]</strong></a>.</em></p>
<p> </p>
<p>Ktoś zapyta: jaki jest związek między nierozliczeniem byłych komunistów, a tragicznymi warunkami pracy w wielu polskich przedsiębiorstwach. A taki, że <em>jeżeli łotry i kanalie starego systemu pozostają bezkarni, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem. </em>Te słowa A. Applebaum odnosiły się co prawda do Rosji, ale doskonale wiemy, że każdy kraj postkomunistyczny miał swoich łotrów i swoje kanalie, na miarę panujących w tych krajach warunków. Miała i ma je także Polska. I choć poziom patologii w życiu społecznym jest w Polsce niższy niż w Rosji, nadal mamy do czynienia z powszechnym oszukiwaniem ludzi. Z tym, że kiedyś robiło to się w imię socjalizmu, a teraz w imię kapitalizmu z nieludzką twarzą. A najgorsze jest to, że zarówno kiedyś, jak i obecnie, oszukują często ci sami ludzie.</p>
<p>Takie osoby jak Leszek Miller czy Aleksander Kwaśniewski może nie zasługują wprost, by nazwać ich łotrami i kanaliami, ale na pewno zasługują na miano wiernych towarzyszy łotrów i kanalii. Byli wszak w samym epicentrum systemu, który dokonywał skrytobójczych mordów, oszukiwał obywateli swego państwa i ograniczał brutalnie ich wolność. Szybko przeprowadzona dekomunizacja mogłaby oczyścić atmosferę u progu niepodległości i odsunąć do politycznych profitów tych, którzy dali się poznać jako zawodowi oportuniści, gardzący masami, którymi mieli pretensje przewodzić.  </p>
<p><strong> </strong><strong>„Wyborcza&#8221; odrzuca swoje żniwo</strong></p>
<p> Po 20. latach transformacji „Gazeta Wyborcza&#8221; wyraziła swe zdziwienie, dlaczego jest tak źle, choć miało być tak pięknie. Niepokój dziennikarza „Gazety&#8221;, Marka Beylina wzbudziła anormalna sytuacja na rynku pracy w mazurskich miastach:</p>
<p><em>Młodzi szukają więc pracy w okolicznych miastach. Jednak pracy jest mało, kto znalazł, trzyma się jej za wszelką cenę. A cena jest wysoka. - Pracujemy przy szkodliwych substancjach - opowiada X. - Ale testy są fałszowane, nic nie wykazują, więc nie należy się nic za pracę w szkodliwych warunkach. - Robimy w hali pod blachą, niedawno w ramach poprawy warunków pracy powieszono tam termometr, wykazał 61 stopni. Właściciel i tak krzyczał, że za wolno pracujemy - mówi Y. - W mieście, gdzie pracuję, jest tylko kilkunastu przedsiębiorców, wszyscy się znają. Jak ktoś się postawi jednemu, nie znajdzie pracy u nikogo. Jeśli chcemy tu żyć, nic nie możemy zrobić - komentuje Z.</em></p>
<p><em>Takich opowieści jest na pęczki </em>- pisze Marek Beylin<em>. Ci ludzie ani nie chcą, ani nie mają jak upomnieć się o swoje elementarne prawa. Ich horyzont myślenia o publicznym świecie ogranicza się do tego, jak przetrwać. Polityka centralna, wybory, spory o katastrofę czy o to, kto jest lepszym patriotą, nie mają dla nich znaczenia, nie rozwiązują żadnego ich problemu i nie zaspokajają żadnej życiowej potrzeby. <strong>Demokracja kojarzy im się przede wszystkim z wielkim życiowym trudem, na pewno nie czują się bardziej wolni niż kiedyś.</strong></em></p>
<p><em>Można powiedzieć: znaleźli się akurat w złym miejscu i złej fazie kapitalizmu. Tyle że ten</em></p>
<p><strong><em>dziki kapitalizm wpychający ludzi w niemal niewolniczą zależność stabilizuje się i instytucjonalizuje przez nieformalne porozumienia przedsiębiorców, lokalnych polityków i urzędników</em></strong><em>. </em></p>
<div><em>Takie jest jedno z oblicz naszej modernizacji: Polska zaradna gniecie Polskę bezradną<a name="_ednref5" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_edn5"><strong>[5]</strong></a>.</em></div>
<div><em> </em></div>
<div>&#8220;Polska zaradna&#8221; to bardzo łagodne określenie. Należało by napisać „Polska złodziejska i hochsztaplerska&#8221;, która powstała na fundamentach komuny, a której narodzinom od początku patronowała „Gazeta Wyborcza&#8221;. Wszak pracodawca, który zmusza ludzi do pracy w szkodliwych warunkach i jeszcze marnie im za to płaci, to po prostu złodziej. Kradnie przecież ich zdrowie i pieniądze. Pracodawca, który zalega ludziom z wypłatą, to też złodziej wymuszający bezprocentową pożyczkę od tych, którzy mają najmniej.</div>
<p>Gdy zwykły obywatel nie spłaca kredytu, to posyła się do niego firmę windykacyjną, albo komornika, ale gdy przedsiębiorca nie płaci ludziom, to jest tylko biznesmenem z przejściowymi kłopotami, którego nikt nie ruszy. Na całym świecie firmy pożyczają pieniądze od banków, a w Polsce do kredytowania kapitału zmusza się robotników, nie płacąc w terminie wypłaty. Oczywiście nie wszyscy tak robią i nie wszyscy prowadzą swój biznes po złodziejsku, ale fakt, iż nie próbuje się wcale z tym zjawiskiem walczyć, zachęca do oszustw tych, którzy próbują jeszcze być uczciwi.</p>
<p>Owych patologii <em>Nie zmienią [...] odgórne zarządzenia, kontrole</em> - pisze dalej M. Beylin - <em>zresztą żadna &#8220;góra&#8221; się do tego nie pali, zbyt wiele interesów jest w grze. </em></p>
<p>Jako remedium na panoszące się na naszym rynku pracy zło M. Beylin proponuje poprawę szans życiowych „ludzi wychowujących się we wsiach&#8221; (jakby tylko oni padali ofiarą oszustów), czyli „edukacja od przedszkola, dostęp do Internetu  i do świata przedstawionego w publicznych mediach&#8221;.</p>
<p>Większej bzdury trudno sobie wyobrazić. Wszak ofiarami nieuczciwych pracodawców są zarówno ludzie ze wsi, jak i z miast, którzy są wykształceni i mają dostęp do Internetu. Pracownik, wykształcony i świadomy swoich praw tak samo może być wykorzystany i upokorzony, jak świeże „mięso&#8221; robocze ze wsi, bo jeszcze się taki nie urodził, który wygrałby z miejscową sitwą tylko dlatego, że ma słuszność.</p>
<p>Poza tym nie należy obrażać ludzi ze wsi. Ich już nie dzieli przepaść cywilizacyjna i intelektualna od tych z miasta. Ci, którzy zdecydowali się opuścić wieś w poszukiwaniu pracy, to osoby na ogół zaradne i wiedzące jak się bronić. I z pewnością by się broniły, gdyby państwo - poprzez instytucje egzekwujące prawo - taką szansę obrony stworzyło.</p>
<p>Wielce wymowna jest w tej materii wypowiedź jednego z internautów, który na forum  ogólnopolskiego portalu pisze:</p>
<p><em>Dlaczego na obcej ziemi nikt rodaków nie okrada, dlaczego na obcej ziemi pracodawca boi się  oszukiwać i zaniżać pensje ?  Bo tam jest rząd i respektowane są założenia rządu, za nieprzestrzeganie praw pracy koszta są wysokie w Anglii, za zatrudnienie na czarno, jeśli złapią, kara jest adekwatna - 5000 tys. funtów, u nas - 500 zł, lub wcale, bo przeważnie są układy, a na układy nie ma rady</em>.</p>
<p>Nie jest to niestety wypowiedź jednostkowa. Repertuar oszustw polskich pracodawców jest tak bogaty, że można by na ten temat napisać książkę. <strong>Dla bardzo znacznej części polskiego społeczeństwa czasy pogardy nie minęły, lecz zyskały tylko demokratyczną legitymację. Dawniej narzucona władza pogardzała klerykalnymi masami, dziś demokratycznie ustanowione instytucje gardzą problemami zwykłych ludzi, choć rzekomo do ich rozwiązywania zostały powołane. Kiedy obca władza krzywdziła obywateli, można było żyć nadzieją, że się ją kiedyś obali, ale gdy legalna władza krzywdę uważa za immanentny element gospodarczej strategii, to wielu oszukanym obywatelom nie pozostaje nic prócz tępej nienawiści.  </strong></p>
<p>Pracownicy nie są - rzecz jasna - bez winy, ale kto będzie szanował pracodawcę, który poniża pracownika, płaci marnie, zmusza do bezpłatnych nadgodzin i pracy w warunkach szkodliwych dla zdrowia, notorycznie „zapomina&#8221; opłacać za niego ZUS etc., etc.    </p>
<p>Powróćmy jeszcze artykułu Marka Beylina, a szczególnie do passusu mówiącego o „dostępie do Internetu i do świata przedstawionego w publicznych mediach&#8221;. Gdyby redaktor poszperał trochę po lokalnych portalach internetowych i tzw. giełdach pracy, to bez trudu zauważyłby, że osoby z nich korzystające to jedna z najbardziej sfrustrowanych grup pracowników najemnych. Tyle rozżalenia z powodu niecnych praktyk pracodawców, tyle bezsilnej złości i defetyzmu nie przeczyta się chyba nigdzie. Młodzi ludzie, którzy na „łamach&#8221; tych portali się wypowiadają są przekonani, że lokalne układy, to żelazobeton, którego nie skruszy żadna siła. Sam Internet to ani luksus, ani narzędzie pomagające walczyć z bezprawiem. Internet to tylko „miejsce&#8221;, gdzie oszukiwani mogą się wypłakać.</p>
<p>A czy ofiarom patologii na rynku pracy potrzebny jest dostęp do świata przedstawionego w mediach ? Od czego są media ? Czy przypadkiem nie od tego, żeby pokazywały świat taki, jaki jest ? Świat lokalnych, układów, korupcji, bezprawia&#8230; w proporcji takiej, jak istnieje świecie realnym. To nie ludzie mają podążać za światem medialnym, tylko media mają obowiązek odzwierciedlać świat prawdziwych ludzi. Podążanie za medialnymi mistyfikacjami może się skończyć jednym: bolesną porażką. Medialne chimery dobre są może dla tych, co je wymyślają, bo dzięki temu mają jakieś zajęcie. Dla ludzi od ciężkiej roboty nie ma nic cenniejszego (oprócz rodziny - rzecz jasna) niż praca i płaca zgodna z umową. Oni doskonale wiedzą, że świat medialny jest sztuczny i wcale do niego nie tęsknią.</p>
<p>To, że Internet i edukacja od przedszkola są antidotum na patologie rynku pracy jest takim samym mitem, jak zbawienne skutki kształcenia na poziomie wyższym. Wielki wysyp bezrobotnych magistrów - którzy niemal w 100 procentach korzystają z Internetu - jest tego wymownym przykładem.</p>
<p>Jeżeli media nadal będą redukować swe funkcje edukacyjne i ograniczać się do dostarczania trywialnej rozrywki, to świat przez nie przedstawiony będzie tylko światem ułudy. Cóż mogą one zaproponować wyedukowanym solidnie (od przedszkola) telewidzom ? Mają ich przekonywać do wcielania w życie serialowej fikcji lub wzorców propagowanych przez durne relity show ? Dalsze podążanie w kierunku komercjalizacji uczyni media raczej złodziejami czasu i ogłupiaczami, niż inicjatorami działań pożądanych społecznie. Zatem „awans&#8221; do świata przedstawionego w „publicznych&#8221; mediach może co najwyżej oznaczać przepustkę do świata intryg, seksizmu, hedonizmu, nihilizmu i purnonsensu. Aż chce się zawołać: Boże, nie karz ludzi takim „awansem !&#8221;. </p>
<p><strong> </strong><strong>Komunistyczne zło kamieniem węgielnym III RP</strong></p>
<p>Jest rzeczą oczywistą, że za jakość polskiego kapitalizmu oraz poziom polskiego życia społecznego odpowiadają nie tylko byli komuniści i „Gazeta Wyborcza&#8221;. Jest też oczywistością, że nieuczciwość pleniłaby się niezależnie od tego czy zbrodnie i błędy przeszłości zostałby rozliczone. Zło potrafi wykiełkować wszędzie.</p>
<p><strong>Warto jednak pamiętać, że rezygnując z nazwania, sklasyfikowania i obłożenia moralną anatemą zarówno samego zła przeszłości, jak i jego sprawców, popełniono ciężki grzech zaniechania. Wszak w praktyce oznaczało to wkomponowanie starego zła w nową demokratyczną rzeczywistość. Nie trzeba przekonywać, że musiało to ją zatruć u samego zarania, zanim „dorobiła&#8221; się własnych patologii. </strong></p>
<p> <strong>Brak potępienia sprawców, to kpina z ofiar</strong></p>
<p>Nowa polska rzeczywistość wykluwa się w atmosferze negacji komunistycznych zbrodni i budowaniu zbrodniczego oblicza polskiej prawicy międzywojennej. Pod tym względem <strong>między PRL a III RP jest zdumiewająca ciągłość. </strong>Przynależność do Narodowej Demokracji lub Młodzieży Wszechpolskiej dyskryminuje naszych polityków niemal tak samo jak nazizm. Jednak masowe mordy na polskich patriotach, dokonywane przez komunistyczny aparat represji, acz szły w dziesiątki tysięcy, nie mają swoich winowajców. Ilu ludzi w Polsce poniosło śmierć z rąk polskiej prawicy ? Czy walkę z żydowskim handlem da się w ogóle porównać z eksterminacją polskich elit ? </p>
<p>Czyżby śmierć z ręki komunistów była mniej straszna ? Czyżby ofiary komunizmu w sensie ludzkim mniej znaczyły niż ofiary hitleryzmu ? Czy kilka milionów Ukraińców, którzy umarli śmiercią głodową, to w sensie ludzkim mniejsza strata niż kilka milionów Żydów ? Czy życie ludzi którzy zginęli w wojnie domowej w Rosji, w łagrach, w wyniku licznych powstań chłopskich, klęsk głodu, kolejnych czystek stalinowskich, deportacji&#8230; mniej znaczy niż życie ludzi, którzy zostali zgładzeni w hitlerowskich obozach zagłady ? Ile istnień ludzkich powinien pochłonąć komunizm, by na skali zła mógł zrównać się z hitleryzmem ? Ilu uśmierconych Ukraińców powinno przypadać na jednego zabitego Żyda, by świat zauważył, że komunizm uśmiercał równie masowo i okrutnie ?</p>
<p>Oczywiście inne pobudki skłaniały ludzi ku komunizmowi i inne ku nazizmowi. Jednak dla ofiar nie miało to większego znaczenia. A właściwie miało, jeżeli o samym rodzaju śmierci mówić: śmierć w komorze gazowej - przy całym szacunku dla ofiar hitlerowskich obozów zagłady - była z pewnością mniej straszna niż śmierć głodowa. Tortury stosowane przez NKWD i polskie służby bezpieczeństwa był bardziej wyrafinowane od hitlerowskich.</p>
<p>Łagry mogą się wydawać bardziej „humanitarne&#8221; niż obozy hitlerowskie. Wszak nie stworzono ich po to, by masowo uśmiercać w nich ludzi. Jednak ich liczebność, długi okres funkcjonowania oraz warunki w nich panujące powodowały, że znalazło w nich śmierć więcej osób niż w hitlerowskich obozach zagłady.</p>
<p>Zatem wszelkie relatywizowanie zbrodni komunistycznych i traktowanie komunistycznej ideologii jako rodzaj snobizmu i zabawy dla zbuntowanej młodzieży, to odmawianie należnej czci jego ofiarom. Nie da się co prawda wykluczyć, że dla niektórych komunizm rzeczywiście był zgrywą, ale jednocześnie nie sposób zaprzeczyć, że niezliczone trupy, które są jego dorobkiem, to trupy prawdziwe.</p>
<p>Takie przerzucanie się liczbami pomordowanych może się wydawać małostkowe, irytujące czy wręcz prymitywne. Niektórzy mogą też sądzić, że czyni się to po to, by usprawiedliwić nazizm. Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Jest to protest przeciwko gigantycznej zbrodni zakłamywania pamięci i gloryfikowania jednej z najbardziej zbrodniczych ideologii naszych czasów.</p>
<p>Szkielety więzów Oświęcimia świat ujrzał już pod koniec wojny, o robieniu mydła z ludzi uczy się już kilka pokoleń Polaków, ofiary nazizmu upamiętniono wieloma tysiącami pomników i muzeów, na temat zbrodni niemieckich nakręcono w Polsce dziesiątki filmów&#8230; Przez kilka dziesiątek powojennych lat żyliśmy w cieniu cmentarzy ofiar hitleryzmu. I niektórym z nas prawie już zdołano wmówić, że to jedyne ludobójstwo XX wieku. Przebicie się teraz do świadomości ludzi z bezlikiem nowych  hekatomb, ponowne wstrząśnięcie uśpionym już sumieniem świata i wpisanie komunizmu na listę największych hańb ludzkości jest zadaniem bardzo trudnym. Zbyt wielu postkomunistów jest jeszcze w polityce i zbyt wiele interesów „jeszcze jest w grze&#8221;. Wymaga to odwagi, konsekwencji i niestandardowej argumentacji. I nie chodzi tu głównie o samą wiedzę o zbrodniczości systemu, tę przecież nietrudno zdobyć. Najważniejsza jest ponowna analiza drogi prowadzącej do zbiorowych mordów, w poczuciu szacunku dla ofiar i wstrętu do poczynań sprawców. Taki „rachunek sumienia&#8221; wymaga też  gotowości do elementarnej ekspiacji wszystkich, którzy bezpośrednio lub pośrednio przyczynili się swoim działaniem do komunistycznych zbrodni. Tylko w ten sposób ta koszmarna lekcja historii może nam pomóc zrozumieć samych siebie.</p>
<p>System komunistyczny na przestrzeni lat oddalał się od swej stalinowskiej, najbardziej krwiożerczej odmiany, ale niemal do ostatnich dni swego istnienia zniewalał społeczeństwo i uśmiercał niewinnych ludzi. Kariery Millera, Kiszczaka czy Kwaśniewskiego nabierały rozmachu w cieniu tych śmierci. Ludzie ci maczali ręce w nieprawościach starego systemu i aktywnie wypaczali nowy. Przenosząc przesłanie książki A. Applebaum w polską rzeczywistość, nie uciekniemy od stwierdzenia, że prawda dotycząca przynajmniej niektórych aspektów działalności wymienionych (i wielu im podobnych) jest bez wątpienia haniebna, tak jak haniebna jest prawda o Putinie i całej postsowieckiej kamaryli.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<hr size="1" /><a name="_edn1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ednref1">[1]</a>Wstęp,  s. 11-17</p>
<p>Podczas przechadzki po Pradze A. Applebaum zauważyła na straganach „sowieckie parafernalia wojskowe: czapki epolety, klamry od pasków i cynowe znaczki z Leninem i Breżniewem [...]. Większość klientów, kupujących sowieckie emblematy, stanowili amerykańscy lub zachodnioeuropejscy turyści. Zapewne wszyscy oburzyliby się na samą myśl o noszeniu w klapie swastyki. Nikt jednak nie miał nic przeciwko przypięciu sierpa i młota do koszulki lub czapki. Tego rodzaju drobne obserwacje pozwalają uchwycić nastroje społeczne: symbole jednych zbrodni budzą w nas przerażenie, symbole innych - tylko śmiech.&#8221;</p>
<p>W kulturze masowej zabrakło filmów tej miary co „Lista Schindlera&#8221; czy „Wybór Zofii&#8221;, które w sposób równie ciekawy i wstrząsający opowiadały o łagrach.</p>
<p>Wysoka kultura też stroniła od tego problemu i na domiar złego ludzi uwikłanych w nazizm traktowała nieproporcjonalnie surowo w porównaniu z powszechnym przyzwoleniem na głoszenie poglądów komunistycznych. „Reputacja Martina Heideggera doznała uszczerbku za sprawą  jego krótkotrwałej, acz nieskrywanej sympatii do nazizmu - entuzjazmu, który zrodził się na długo przed popełnieniem przez Hitlera największych zbrodni. Z drugiej strony opinia o Jeanie Paulu Sartrze nie ucierpiała zbytnio z powodu jego zajadłego poparcia dla stalinizmu, wyrażanego już w latach powojennych, kiedy nie było trudno o dowody licznych zbrodni Stalina&#8221;.</p>
<p>Po upadku Związku Sowieckiego wiele się w tej materii zmieniło, ale równie wiele „pozostało bez zmian&#8221;. <strong>„Jest na porządku dziennym, że amerykańscy uczeni uniwersyteccy wychwalają czystki stalinowskie lat trzydziestych, pisząc, że były niezwykle użyteczne, gdyż zmobilizowały ludzi i pozwoliły przygotować grunt pod prejestrojkę. Nadal zdarza się, że brytyjscy wydawcy odmawiają przyjęcia do druku artykułu z powodu „zbyt antysowieckiego wydźwięku&#8221;</strong>. Najczęstszymi  postawami wobec terroru stalinowskiego, z jakimi się zetknęłam, są po prostu znudzenie i obojętność. Poniekąd szczera i pochlebna recenzja mojej książki poświęconej sytuacji w zachodnich republikach Związku Sowieckiego po roku 1990 zawierała ustęp: &#8220;Przez ziemie te w latach trzydziestych przeszła fala terroru głodowego, Stalin był odpowiedzialny za śmierć większej liczby Ukraińców niż Hitler Żydów. Ile osób na Zachodzie o tym pamięta ? W końcu to umieranie było tak bardzo nudne, tak zupełnie pozbawione jakiegokolwiek dramatyzmu&#8221;.    </p>
<p> </p>
<p>„Amerykanie  i Europejczycy doskonale wiedzą, co wydarzyło się w Związku Sowieckim&#8221;.  Książki Sołżenicyna zostały przez Zachód świetnie przyjęte, a w niektórych krajach (np. Francji) przyczyniły się nawet do rewolucji intelektualnej.</p>
<p>„Nie zmienia to faktu, że zbrodnie stalinowskie nie wywołują takiego wzburzenia, jak te popełnione przez Hitlera&#8221;</p>
<p>Powszechna obojętność wobec tragedii, jaką przyniósł komunizm ma  - według A. Applebaum - następujące przyczyny:</p>
<ul>
<li>1) Reżimy komunistyczne w ostatniej swej fazie łagodniały i stawały się coraz bardziej poprawne, co mogło rodzić przekonanie, że zawsze takie były.</li>
<li>2) Brak dostępu do archiwów oraz do terenów i miejsc, gdzie ludzie cierpieli najbardziej („Do sowieckich łagrów i ich ofiar nigdy nie dotarły kamery filmowe, tak jak pod koniec II wojny światowej stało się to w Niemczech&#8221;).</li>
<li>3) Ideologia. „Od lat trzydziestych niewielka grupa działaczy lewicy zachodniej usiłowała wyjaśnić, a niekiedy nawet usprawiedliwić i obozy i terror, który przyczynił się do ich powstania&#8221;. „Wielu aktywistów czuło zażenowanie wobec zainteresowania dysydentami więzionymi w obozach na terenie Europy Wschodniej. Może działo się tak dlatego, że nauki tych samych filozofów - Marksa i Engelsa - ukształtowały poglądy całej lewicy - zarówno zachodniej, jak i sowieckiej. Używano tych samych pojęć do opisania świata: „masy&#8221;, „walka&#8221;, „proletariat&#8221;, „wyzyskiwacze&#8221; i wyzyskiwani&#8221; czy też „własność środków produkcji&#8221;. Zbyt głębokie potępienie Związku Sowieckiego oznaczałoby potępienie czegoś, co było bliskie sercom wielu przedstawicieli lewicy zachodniej.</li>
</ul>
<p>Ale nie tylko skrajna lewica i zachodni komuniści starali się znaleźć usprawiedliwienie dla zbrodni Stalina, czego nigdy nie zrobiliby w wypadku Hitlera. Ideały komunistów - sprawiedliwość i równość społeczna - były zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla większości mieszkańców Zachodu niż nazistowski nacjonalizm  i triumf nad słabymi&#8221;.</p>
<ul>
<li>4) Kac moralny Zachodu, wynikający z faktu, że „&#8230; nie wyzwolono łagrów naszego sprzymierzeńca Stalina, tak bardzo przypominających obozy hitlerowskie. Nikt nie chce przyznać, że po wojnie w wyniku przymusowych repatriacji tysiące Rosjan poniosło śmierć, że oddając w Jałcie miliony ludzi pod władzę Stalina, przyczyniono się do popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości. [...] Nikt nie chce pamiętać, że pokonano jednego zbrodniarza z pomocą innego. Wszyscy zapomnieli, jakimi względami cieszył się ów morderca u zachodnich mężów stanu&#8221;.</li>
</ul>
<p><strong>„Kiedy w latach osiemdziesiątych kończyłam w Stanach licencjat, koledzy poradzili mi, żebym nie zawracała sobie głowy studiami magisterskimi na temat stalinizmu - wiązało się to z wieloma trudnościami. Ci, którzy pisali o Związku Sowieckim w sposób „przychylny&#8221;, mieli w nagrodę lepszy dostęp do archiwów i oficjalnych źródeł informacji, dostawali też dłużej wizy. Nie groziły im konsekwencje w postaci wydalenia i wynikających stąd problemów. Nie muszę chyba dodawać, że nikt z zewnątrz nie miał dostępu do materiałów dotyczących łagrów i poststalinowskiego systemu więziennictwa. Ten problem w ogóle nie istniał, a tych, którzy to drążyli, pozbawiano prawa pobytu w tym kraju. </strong></p>
<p> </p>
<p>Epilog. Pamięć, s. 520 i n.</p>
<p>W Rosji „Zażarta debata o sprawiedliwości , jaką należy oddać ofiarom, urwała się, jak nożem uciął. Mimo, że wiele mówiło się  o tym pod koniec lat osiemdziesiątych, władze rosyjskie nigdy ani nie przesłuchały, ani nie postawiły przed sądem winnych tortur i masowych egzekucji, nawet tych, których wina była oczywista.&#8221;</p>
<p>„Dominacja byłych komunistów w kalekiej i niepełnej dyskusji o przeszłości, jaka trwa w świecie postkomunistycznym, nie jest dziełem przypadku. Mówiąc brutalnie - byli komuniści mają wszelkie powody, by ukrywać prawdę o przeszłości, ta bowiem jest dla nich haniebna, plami ich, podkopuje ich pozycję, podważa wiarygodność, podważa wiarygodność podnoszonych przez nich pretensji do „reform&#8221;. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy ludzie ci nie mają osobiści nic wspólnego popełnionymi niegdyś zbrodniami. Na Węgrzech była partia komunistyczna - przemianowana teraz na socjaldemokratyczną - prowadziła zajadłą kampanię przeciwko otwarciu muzeum ofiar terroru. Po dojściu do władzy w Polsce w 2001 r. byli komuniści - również przefarbowani na socjaldemokratów - natychmiast obcięli budżet Instytutu Pamięci Narodowej założonego przez centroprawicowych poprzedników&#8221;.</p>
<p>„Niejasne interesy załatwiane w przeszłości między bratnimi partiami komunistycznymi trwają w takiej czy innej formie do dzisiaj. W niektórych krajach cały aparat tajnej policji - poczynając od kadr, na wyposażeniu i biurach kończąc - pozostał praktycznie nietknięty&#8221;.</p>
<p> </p>
<p>Luki w świadomości historycznej mają również poważne konsekwencje dla procesu kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego i rządów prawa w Rosji.  Mówiąc bez ogródek - jeżeli łotry i kanalie starego systemu pozostają bezkarni, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem. Brzmi to może nieco apokaliptycznie, ale znajduje bezpośrednie odbicie w sferze życia publicznego. Żeby zapewnić poszanowanie porządku publicznego, policja nie musi wyłapać wszystkich kryminalistów, ale nieodzowne jest, by ujęła znaczący ich odsetek. Nic tak nie sprzyja  bezprawiu, jak widok cieszącego się bezkarnością bandyty, unoszące swój łup i śmiejącego się obrabowanym w twarz. Funkcjonariusze tajnej policji zachowali swoje służbowe mieszkania, swoje dacze i swoje specjalne emerytury. Ich ofiary żyją w nędzy, zepchnięte na margines życia społecznego. Większość Rosjan odnosi dziś wrażenie, że im bardziej ktoś kolaborował w przeszłości, tym lepiej na tym wyszedł, a stąd prosty wniosek im więcej ukradniesz i nałgasz dzisiaj, tym lepsza czeka cię przyszłość&#8221;.   </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><a name="_edn2" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ednref2">[2]</a>Ernest Skalski, Wielki kompromis, Gazeta Wyborcza nr 60, wydanie z dnia 31 lipca 1989, str. 3-4; załącznik d.</p>
<p><a name="_edn3" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ednref3">[3]</a>Stenogram 28 posiedzenia Sejmu z dnia 27 kwietnia 1990 roku. Dyskusja nad projektami ustaw o zmianie ustaw; o zaopatrzeniu emerytalnym; o zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin oraz projektem uchwały, kol. 266-267; załącznik f.</p>
<p> </p>
<p><a name="_edn4" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ednref4">[4]</a> Walka o ograniczenie działalności IPN toczy się po dzień dzisiejszy. Katarzyna Piekarska z SLD zaproponowała 19 sierpnia 2010 obcięcie funduszy tej instytucji i przeznaczenie ich na łatanie dziur budżetowych. </p>
<p> </p>
<p><a name="_edn5" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ednref5">[5]</a><a href="http://wyborcza.pl/1,76842,8172108,Polska_zaradna_gniecie_bezradna.html#ixzz0x2vU9zBH" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.pl/1_76842_8172108_Polska_zaradna_gniecie_bezradna.html_ixzz0x2vU9zBH?referer=');">http://wyborcza.pl/1,76842,8172108,Polska_zaradna_gniecie_bezradna.html#ixzz0&#215;2vU9zBH</a></p>
<img src="http://feeds.feedburner.com/~r/notatniksyzyfa/~4/MJro7-uXj9I" height="1" width="1"/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.notatniksyzyfa.com/oblicza-czlowieczenstwa/a-appelbaum-prawda-dla-bylych-komunistow-jest-haniebna/feed/</wfw:commentRss>
		<feedburner:origLink>http://www.notatniksyzyfa.com/oblicza-czlowieczenstwa/a-appelbaum-prawda-dla-bylych-komunistow-jest-haniebna/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>W hołdzie bohaterskim antysemitom !</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/notatniksyzyfa/~3/HqCFlMQchYE/</link>
		<comments>http://www.notatniksyzyfa.com/polacy-zydzi/w-holdzie-bohaterskim-antysemitom/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Aug 2010 18:18:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>janlesny</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Polacy-Żydzi]]></category>

		<category><![CDATA[Dobraczyński]]></category>

		<category><![CDATA[Holocaust]]></category>

		<category><![CDATA[Iranek-Osmecki]]></category>

		<category><![CDATA[Karski]]></category>

		<category><![CDATA[PRON]]></category>

		<category><![CDATA[Sendlerowa]]></category>

		<category><![CDATA[Stanisław Piasecki]]></category>

		<category><![CDATA[Zagłada]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.notatniksyzyfa.com/?p=448</guid>
		<description><![CDATA[JAN KARSKI. Jan Karski znany jest jako Polak, który pragnął w czasie wojny uruchomić pomoc aliantów dla mordowanych masowo Żydów. Gdyby oceniać jego misję po efektach, to niestety należałoby go zaliczyć do wielkich przegranych. Wszak niczego na Zachodzie nie wskórał. 
Co prawda dzieło jakiego się podjął było wielkie, naprawdę na miarę milionów ludzi, którzy w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>JAN KARSKI. Jan Karski znany jest jako Polak, który pragnął w czasie wojny uruchomić pomoc aliantów dla mordowanych masowo Żydów. Gdyby oceniać jego misję po efektach, to niestety należałoby go zaliczyć do wielkich przegranych. Wszak niczego na Zachodzie nie wskórał. </strong></p>
<p>Co prawda dzieło jakiego się podjął było wielkie, naprawdę na miarę milionów ludzi, którzy w razie powodzenia misji, nie zostaliby spaleni w hitlerowskich krematoriach. Warto dla takiej misji zaryzykować życie, warto nawet w sensie dosłownym spłonąć na stosie ofiarnym, byle tylko uratować Żydów od Zagłady, a świat od hańby sobkostwa i obojętności. Stało się jednak jedno i drugie: Żydów europejskich wymordowano, a wielka cywilizacja zachodnia zhańbiła się jak nigdy dotąd.</p>
<p>Czy Karski nie przeczuwał już po pierwszych kontaktach z przedstawicielami aliantów, że misja nie ma szans ? Brak wiary w jego słowa  mógł mówić wszystko. Żeby usunąć zagrożenie trzeba przecież najpierw uwierzyć, że ono istnieje. A zatem Zachód nie zrobił nic, bo nie był w stanie uwierzyć ? Bzdura. Zachód wraz z przedstawicielami Żydów amerykańskich doskonale wiedział, co dzieje się z Żydami w okupowanej Polsce. Wiemy nie od dziś dlaczego Roosvelt był przeciwny akcjom militarnym mającym na celu powstrzymanie eksterminacji Żydów i możemy mieć pewność, że to nie brak informacji o ich losie stanął temu na przeszkodzie.</p>
<p>Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że zanim Jan Karski wyruszył na swą misję, przedstawiciele Rządu Polskiego na Uchodźctwie interweniowali już ok. 20 razy na Zachodzie w sprawie ratowania Żydów (noty dyplomatyczne, publikacje w kilku językach, przemówienia, osobiste spotkania z politykami itp. - K. Iranek-Osmecki, <em>Kto ratuje jedno życie&#8230; Polacy i Żydzi 1939-1945</em>, Warszawa 2009, s. 358-369).<span id="more-448"></span></p>
<p> <strong>Świat jest okropny</strong></p>
<p>Wobec powszechnej na Zachodzie i zracjonalizowanej niechęci do kiwnięcia palcem w bucie na rzecz przerwania wykonywania wyroku śmierci na całym narodzie&#8230; jeden nadwrażliwy Polak - można odnieść wrażenie po lekturze niektórych publikacji. Nieprawda. Polski emisariusz nie był przecież jedynym. Oprócz przedstawicieli Rządu Londyńskiego (o czym wyżej) o sytuacji europejskich Żydów informowali również inni, także Żydzi. To, co nieprawdopodobne, stawało się coraz bardziej oczywiste. Rewelacje polskiego emisariusza, nie jedyne i nie pierwsze, można było zweryfikować w wielu innych źródłach.</p>
<p>Ponadto godzi się wspomnieć, że  Karski nie był sam sobie sterem, tylko działał na zlecenie władz Polski Podziemnej, dokładnie - Delegata Rządu RP na Kraj Jana Piekałkiewicza. W  przygotowaniu jego misji brali też udział  inni działacze niepodległościowego Podziemia. Czy to wyklucza jej wyjątkowość oraz podważa bohaterstwo emisariusza ? Oczywiście, że nie. Trudno jednak traktować wyczyn Karskiego wyłącznie jako przejaw szalonej odwagi i wrażliwości jednego człowieka. Wszak gdyby nie działał w ramach i na zlecenie struktur Podziemia, to nie tylko nie poinformowałby wielkich tego świata o Zagładzie Żydów, ale - być może - miałaby nawet problem z opuszczeniem okupowanej Polski. <strong>Misja Karskiego była więc zaledwie jednym z wielu przejawów chlubnej i dobrze zorganizowanej działalności Polskiego Państwa Podziemnego na rzecz ratowania Żydów. Działalność ta była o tyle cenna, że wielu wypadkach okazała się bardzo skuteczna, mimo że prowadzona była w warunkach bezpośredniego zagrożenia życia.</strong> Żaden inny kraj na świecie, niezależnie od tego czy był zniewolony, czy też wolny i bardzo bogaty, nie zdobył się na podobny wysiłek.</p>
<p>Karski podchodził jednak do tego problemu tak, jakby powstrzymanie Holocaustu zależało głównie od niego. Miał ogromne wyrzuty sumienia, że nie potrafił wpłynąć na Churchilla i Roosevelta. Jednak gdy jednostka próbuje w pojedynkę dźwigać odpowiedzialność za nieszczęście, któremu winne są największe potęgi świata, to prędzej czy później dojdzie do kresu wytrzymałości psychicznej. Może się jej wtedy wydawać, że świat zwariował, zarówno po stronie wrogów, jak i przyjaciół.</p>
<p>Łatwo się na ten świat obrazić, popaść w oskarżycielski ton i zwymyślać swój naród, że też nie stanął na wysokości zadania. Poczucie winy to niszczące uczucie. Zatruwa cierpiącemu cały świat.</p>
<p>Słońce - nie, nie mogę się beztrosko wylegiwać na słońcu, bo miliony spalonych nie miały tej szansy.</p>
<p>Niebo błękitne - ci którzy szli do gazu też pewnie patrzyli w niebo i znaleźli tam kosmiczną obojętność.</p>
<p>Miłość - czy na cmentarzysku wypada czerpać rozkosz z miłości ?</p>
<p>Ojczyzna, naród ? Wiadomo co zrobili ludzie, którzy obłędnie kochali ojczyznę i stworzyli wielki naród.</p>
<p>Jakże łatwo idealizować wówczas ofiary, zarówno te, które przeszły przez komin, jak i te, które cudem ocalały.</p>
<p> </p>
<p><strong>Najszczęśliwszy dzień życia</strong></p>
<p> </p>
<p>- Dzień powstania państwa Izrael, to najszczęśliwszy dzień mojego życia - miał powiedzieć Karski. Idealizował Żydów, uważał, że im się to należy, bo przeżyli Holocaust.</p>
<p>Ale oni też zbudowali ojczyznę i naród, stworzyli policję i wojsko, więzienia i sale tortur. Oni też nauczyli się nienawidzić i strzelać do dzieci. Wreszcie oni też, (podobnie jak Polacy Powstanie Warszawskie), zaczęli gloryfikować zwycięskie, choć przegrane powstanie w getcie warszawskim.      </p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Polscy komuniści są niewinni</strong></p>
<p> </p>
<p>Karski <strong>„Nawoływał [m. in.] do pragmatyzmu, szanowania Rosji i rozsądku w wydawaniu wyroków na temat polskich komunistów. Bo to nie Polacy stworzyli PRL, ale Stalin i alianci&#8221;</strong> (<a href="http://wyborcza.pl/1,87648,8132619,Jak_katolik_zostal_Zydem.html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.pl/1_87648_8132619_Jak_katolik_zostal_Zydem.html?referer=');">http://wyborcza.pl/1,87648,8132619,Jak_katolik_zostal_Zydem.html</a>).</p>
<p>Pragmatyzm to w polityce rzecz bezcenna, ale szacunek do ciemiężyciela już mniej. Szacunek do ciemiężyciela nie jest postawą pragmatyczną. Pragmatyczna jest polityka, która liczy się siłą potężnego sąsiada. Szacunek można mieć do kultury rosyjskiej, do rosyjskich elit humanistycznych, dawnych rosyjskich dysydentów, którzy szanowali inne narody. A propos tych wyroków „na temat polskich komunistów&#8221;. Ile ich było ? Kto po 1989 r. odpowiedział za zbrodnie komunistyczne w Polsce ?</p>
<p>„Nie Polacy stworzyli PRL, ale Stalin i alianci !&#8221; - trzeba więc dać sobie spokój z szukaniem winnych wśród swoich. Byli tylko narzędziami w rękach Stalina, Roosevelta i Churchilla ? Dlaczego więc postawiono na ławie oskarżonych zbrodniarzy hitlerowskich ? Wszak oni wszyscy byli przecież ofiarami Hitlera. Jeżeli polskich i żydowskich zbrodniarzy stalinowskich rozgrzesza fakt, że bez względu na ich aktywny udział w zbrodniach, i tak by do tych zbrodni doszło, bo życzył sobie tego Stalin, to dlaczego nie rozgrzeszyć  funkcyjnych w obozach zagłady, którzy bili więźniów na śmierć. Wszak oni też zabijali tylko tych ludzi, którzy i tak przeznaczeni byli do gazu. Można przyjąć, że nie utłuczono ich kijami, tylko zostali  uśmierceni an bloc samym rozkazem Hitlera. W myśl tej logiki ciąganie po sądach starego i schorowanego Demianiuka, to niegodziwość.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Moja bardzo wielka wina</strong></p>
<p> </p>
<p>W swej publicznej spowiedzi Karski oprócz narodu żydowskiego wymienia również konkretne osoby, wobec których w swoim przeświadczeniu zawinił, a do których nieszczęść nie przyczynił się świadomie w żaden sposób. Nieszczęścia tych ludzi nie był spowodowane głupotą Karskiego czy brakiem wyobraźni, nie były też przejawem tchórzostwa, lenistwa ani skutkiem zaniechania. A jednak obciążały jego sumienie. O czym to świadczy ? Między innymi o tym, że winy Karskiego były urojone.</p>
<p>Są podstawy by sądzić, że Karski potraktował swoją misję mesjanistycznie. Przekonał sam siebie, że Los/Bóg powierzył mu do wykonania zdanie uratowania milionów przed Zagładą, a świat przed kompromitacją. Podobne misje - może na mniejszą skalę - znamy z rzeczywistości biblijnej. Osoba, która w Biblii zostaje do takich celów wyznaczona, otrzymuje również nadprzyrodzoną moc i szczególne błogosławieństwo Boże. Karski działał jednak w świecie realnym, posiadał możliwości normalnego człowieka, wyróżnionego co prawda wysokim zmysłem moralnym i inteligencją, ale bez wsparcia w postaci cudów. Jako działacz Podziemnego Państwa, które zarówno jako legalne, jak i nielegalne już od wieków nie liczyło się na dworach wielkich mocarstw, niewiele zrobił, bo niewiele mógł. On odebrał to jednak jako efekt własnych błędów, albo jeszcze gorzej - zmarnowanie szansy danej od Losu/Boga, na skutek utraty wiarygodności w jego oczach.</p>
<p>- Gdyby mi Bóg błogosławił, zrobiłbym to. A nie pobłogosławił mi, bo uznał mnie za niegodnego, odtrącił mnie -  mógł mniemać. Może właśnie na tym polegał mechanizm rozrastania się jego poczucia winy. Urojona wina jest często pokłosiem urojonej wielkości. Czy dokładnie tak przeżywał ją Karski, nigdy się pewnie nie dowiemy.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Między idealizacją a deprawacją</strong></p>
<p> </p>
<p>Wiemy jednak na pewno, że wszelkie idealizowanie ludzi i narodów z krwi i kości, doprowadza do oszustwa.  Nie można nikomu wynagrodzić cierpienia poprzez wykazywanie się ślepotą wobec jego błędów i nieprawości. Nie sposób dziecku, które kiedyś doznało wiele krzywdy, zezwalać, w ramach rekompensaty, na okradanie staruszek. Odpłacanie się państwu Izrael czy w ogóle Żydom za Holocaust przymykaniem oczu na ich niegodne czyny, jest również wysoce niemoralne. Doprowadza to bowiem do absurdalnej sytuacji, w której niewinnie kiedyś sponiewierani i okaleczeni ludzie, odbijają sobie krzywdy na innych niewinnych.</p>
<p>Jan Karski, który tak ochoczo smaga biczem swej wrażliwości własny naród, przemilczał - zapewne z powodów grzecznościowych - że wśród osób, które są oskarżane o „wprowadzenie w Polsce komunizmu&#8221;, byli też żydowscy komuniści. Umieszczenie ich na  tym samym poziomie moralnym co Polaków, uznał zapewne za brak delikatności, choć wina wszystkich komunistów, za wyjątkiem Stalina i aliantów, jest w jego mniemaniu nieistotna. Gdyby miał częstszy kontakt z krajem i porozmawiał z kimś, kogo przesłuchiwał Jacek Różański, albo zwiedził którąś z piwnic UB, pojąłby do jak głębokich fałszów taka grzeczność prowadzi</p>
<p>Oczywiście traktowanie Żydów tak, jakby Holocaustu w ogóle nie było, też nie mieści się w granicach przyzwoitości. Pamięć o tym, co spotkało naród żydowski i wyciąganie z tego wniosków, należy do naszych obowiązków. Co innego jednak pamiętanie i współczucie, a co innego zamykanie oczu na zbrodnie, niegodziwości czy zwykłą głupotę poszczególnych Żydów z obawy, że się zostanie okrzykniętym antysemitą. To sięganie po inwektywę antysemity, gdy tylko ktoś inaczej postrzega historię Żydów, niż tego chcą filosemici, to rodzaj szantażu, któremu niestety bardzo wielu ludzi ulega. W ostatecznym rozrachunku nie jest to korzystne ani dla zastraszonych, ani samych Żydów. Wszak krytyka niewyartykułowana wprost, na anonimowych forach internetowych, przybiera później formę agresji, bądź przeradza się w chuligańskie wybryki i palenie synagog (na Zachodzie to wcale nie rzadkość). Szacunku, empatii i zrozumienia dla narodu żydowskiego nie da się wymusić normami politycznej poprawności. Dzięki nim można jedynie zafałszować rzeczywistość i stworzyć pożywkę dla licznych urojeń i teorii spiskowych.</p>
<p> </p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>JAN DOBRACZYŃSKI. Zupełnie innym typem człowieka był Jan Dobraczyński. On, w przeciwieństwie do Karskiego, stawiał sobie realne cele.</strong></p>
<p>Był antysemitą bez dwóch zdań. Zawiązany z organizacjami skrajnie prawicowymi, współpracował ze Stanisławem Piaseckim, pół-Żydem (Jeżeli się przyjmie, że u Żydów narodowość dziedziczy się po matce, to Stanisław Piasecki był Żydem), pół-Polakiem, który uchodził za głównego antysemitę w Warszawie, choć obcy mu brutalizm Falangi. Dobraczyński ponoć nigdy nie nabrał sympatii Żydów i nawet po Zagładzie miał zwyczaj mówić wprost, że ich nie lubi. Niepoprawny politycznie aż do bólu, katolik, nie umiejący czytać znaków czasu, popierający do końca PRL z obawy, że jego rozpad może się skończyć dla Polski i Polaków czymś znacznie gorszym.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Czy ideologia może zabić ?</strong></p>
<p> </p>
<p>Gdy dotarła do niego wieść o tym, co dzieje się w czasie okupacji z Żydami dokonała się w nim przemiana, ale nie na tyle silna, by uczynić z niego filosemitę. Antysemityzm w Polsce międzywojennej wśród niektórych kręgów społeczeństwa polskiego był faktem. Ale nawet najskrajniejsze polskie ugrupowania prawicowe bynajmniej nie popierały eksterminacji Żydów. Za to potrzebę ich eliminacji z polskiego życia społecznego, poprzez nakłanianie do opuszczania Polski, głosiły już ochoczo.</p>
<p>Nikt nie udowodnił związku między polskim antysemityzmem a Holocaustem <strong>(gdyby ów związek istniał, to trzeba by też przyjąć, że wszyscy, którzy głosili hasła komunistyczne są współodpowiedzialni za śmieć dziesiątek milionów ludzi zgładzonych przez reżimy komunistyczne)</strong>, ale Dobraczyński uznał, iż pytanie o taki związek powinien sobie postawić.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Bóg kazał mu zapłacić</strong></p>
<p> </p>
<p>Odpowiedź - jak utrzymuje Nechama Tec (amerykańska socjolożka i historyczka, uratowana z Holocaustu jako dziecko) - była następująca: „Jeśli moje idee mogły do tego doprowadzić, to Bóg mi mówi, że muszę za to zapłacić&#8221; (<a href="http://wyborcza.pl/1,75478,3034375.html#ixzz0u6fIcq1E" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/wyborcza.pl/1_75478_3034375.html_ixzz0u6fIcq1E?referer=');">http://wyborcza.pl/1,75478,3034375.html#ixzz0u6fIcq1E</a>).  </p>
<p>I płacił. Według informacji Nechamy Tec („Jak ocalałam&#8221;, Wyborcza) uratował ok. 300 dzieci żydowskich. Jednak inna wiarygodna publikacja (tom &#8220;Ten jest z ojczyzny mojej&#8221;, oprac. Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna)  mówi, że tak naprawdę zrobił dużo, dużo więcej. Bez jego udziału niemożliwy byłby wyczyn Sendlerowej - uratowanie ok. 2,5 tysiąca małych Żydów.</p>
<p>Dzieci wyciągnięte z getta musiały być gdzieś umieszczone. Najbezpieczniejszym dla nich miejscem były klasztory katolickie, gdzie mogły trafić tylko dzięki pomocy ludzi związanych z Kościołem. Niezastąpionym łącznikiem był Jan Dobraczyński. &#8220;Dzięki jego życzliwemu i serdecznemu podejściu do zagadnień ratowania dzieci żydowskich i dużej odwadze, za jego podpisem na oficjalnym druku, dzieci te były kierowane do różnych zakładów zakonnych jako sieroty&#8221; - pisała Sendlerowa. Szczególną możliwość rozwijania akcji ratowania dzieci żydowskich zyskał dzięki swym kontaktom z władzami kościelnymi i zakonnymi oraz pracy w Wydziale Opieki Społecznej Zarządu Miejskiego w Warszawie, którą podjął w 1941 r. W razie wykrycia akcji, nawet jeden podpis na spreparowanych dokumentach kosztowałby go życie.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Politycznie przegrywa, ale wygrywa żydowskie życie</strong></p>
<p> </p>
<p>Nie jestem miłośnikiem pisarstwa Dobraczyńskiego. Uchodził za świetnego pisarza, ale z drugiej półki. Gdy byłem młody, uznałem, że szkoda życia na drugorzędną literaturę. Teraz jego książki trącą już myszką. No i ten PAX, PRON&#8230; Ale mniejsza o jego pisarstwo i polityczne wybory. Nawet gdyby nie napisał niczego, byłby dla mnie wielki. Ilu jest w Polsce ludzi, którzy ocalili setki ludzkich istnień ?</p>
<p>I co tak naprawdę w życiu jest ważne ? Poprawne poglądy, czy odwaga niesienia drugiemu człowiekowi pomocy ? Na co się zdała ta propaganda niektórych działaczy lewicowych, którzy w mowie zawsze byli Żydom przyjaźni, ale gdy przyszedł czas próby to albo nie potrafili, albo nie mieli odwagi z narażeniem własnego życia przez długie miesiące nieść im realnej i dobrze zorganizowanej pomocy ? Sendlerowa była działaczką PPS, ale bez współpracy wielu działaczy katolickich i narodowych, którzy stanowili zdecydowaną większość Żegoty (nazwę wymyśliła Zofia Kossak-Szczucka, notabene nie pałająca miłością do narodu żydowskiego) nie na wiele by się zdał jej trud.</p>
<p> </p>
<p><strong>Wybieram skuteczniejszego</strong></p>
<p> </p>
<p>Gdy ktoś by mnie zapytał: Kto więcej zrobił dla Żydów ? Karski czy Dobraczyński ? Bez wątpienia wskazałbym na Dobraczyńskiego.</p>
<p>Karskiego wyniosły do sławy (kandydat do Nagrody Nobla) szczere, na pewno bardzo szczere, chęci zapobieżenia Zagładzie, filosemityzm oraz zawzięta i często bezpodstawna krytyka własnego narodu.</p>
<p>Bohaterski kurier wbrew przyjętej przez liberalne media zasadzie - która mówi, że należy kpić z Polaków z powodu świętowania przez nich rocznic przegranych powstań - jest gloryfikowany za rozchodzącą się szerokim echem&#8230; katastrofę dyplomatyczną (podobną do tych, jakie ponieśli wcześniej i później inni przedstawiciele Rządu Londyńskiego).</p>
<p>Oczywiście nie ulega wątpliwości, że wyczyn Karskiego rozpatrywany jako symbol - przejaw człowieczeństwa wysokiej próby w czasach pogardy - jest już wielkim sukcesem. Tylko dlaczego - wbrew tej oczywistości - odmawia się podobnego sukcesu powstańcom warszawskim ?</p>
<p>Dobraczyński jest bohaterem ze wszech miar obciachowym. W smugę cienia wpędziła go - ogólnie rzecz ujmując - wielka niepoprawność polityczna. Gdy ktoś się jej sprzeniewierzy, nie ujdzie surowej ręce „sprawiedliwości&#8221;. Nie pomoże nawet uratowanie całego świata (Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat -Talmud babiloński).</p>
<img src="http://feeds.feedburner.com/~r/notatniksyzyfa/~4/HqCFlMQchYE" height="1" width="1"/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.notatniksyzyfa.com/polacy-zydzi/w-holdzie-bohaterskim-antysemitom/feed/</wfw:commentRss>
		<feedburner:origLink>http://www.notatniksyzyfa.com/polacy-zydzi/w-holdzie-bohaterskim-antysemitom/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Nie wszyscy patrioci liczą się dla ojczyzny tak samo</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/notatniksyzyfa/~3/wBtpcjxh0UU/</link>
		<comments>http://www.notatniksyzyfa.com/patriotyzm/nie-wszyscy-patrioci-licza-sie-dla-ojczyzny-tak-samo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Apr 2010 16:00:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>janlesny</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Patriotyzm]]></category>

		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>

		<category><![CDATA[Krasnodębski]]></category>

		<category><![CDATA[Król]]></category>

		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>

		<category><![CDATA[tragedia]]></category>

		<category><![CDATA[Wolski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.notatniksyzyfa.com/?p=444</guid>
		<description><![CDATA[Ojczyzna to nie tylko państwo, nie tylko groby i ziemia, lecz także ludzie. Bardzo konkretni ludzie z określonymi zaletami i wadami. Czasami zachowujący się heroicznie, a czasami tchórzący, czasami mądrzy, arcymądrzy, a czasami mali i głupi. Moja ojczyzna to słuchacze Radia Maryja i polscy liberałowie, polscy libertyni i purytanie, polscy nihiliści i entuzjaści&#8230; Wybaczam im [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ojczyzna to nie tylko państwo, nie tylko groby i ziemia, lecz także ludzie. Bardzo konkretni ludzie z określonymi zaletami i wadami. Czasami zachowujący się heroicznie, a czasami tchórzący, czasami mądrzy, arcymądrzy, a czasami mali i głupi. Moja ojczyzna to słuchacze Radia Maryja i polscy liberałowie, polscy libertyni i purytanie, polscy nihiliści i entuzjaści&#8230; Wybaczam im trochę więcej niż innym narodom, ich sukcesy bardziej mnie cieszą niż obywateli Rosji, Niemiec, Francji&#8230; To oni w moich marzeniach są solą ziemi i pępkiem świata. </strong></p>
<p><strong><span id="more-444"></span></strong></p>
<address> O patriotyzmie mówi się ostatnio sporo, jednak owe dyskusje nie przybliżają nas do zgody narodowej, ponieważ każdy rozumie to zjawisko inaczej. Jedni próbują je wartościować i stopniować, a inni krzyczą, że nie ma lepszego i gorszego patriotyzmu, że wszyscy, którzy mienią się patriotami bezsprzecznie zasługują na to miano. Jeszcze inni kwestionują patriotyzm jako umiłowanie ojczyzny narodowej, bo w dobie jednoczenia się Europy prymat powinny mieć interesy ogólnoeuropejskie. </address>
<address>Postanowiłem więc i ja dołożyć swoje trzy grosze. Czynię to jednak nie po to, by zapewnić o prawomyślności mojego patriotyzmu, tylko podjąć próbę odpowiedzi na pytanie: jaki patriotyzm jest mojej ojczyźnie najbardziej potrzebny. </address>
<address>Piszę w pierwszej osobie, choć w praktyce mój sposób wyrażania przywiązania do ojczyny  lekko odbiega od poniższego modelu. Na cóż, nie jestem ani  doskonały, ani ojczyźnie niezbędny. Poruszam ten temat jako pewien problem teoretyczny, który łatwiej mi rozważać, gdy odnoszę go do siebie.</address>
<p> </p>
<p>W niektórych kręgach poprawność polityczna zabrania wypowiadać się zbyt ciepło o własnej ojczyźnie. Wiadomo Europa ! Ale czyż Niemcy, Rosjanie, Francuzi nie myślą dokładnie tak samo ? Czyż dewiza: „Milsza koszula ciału&#8221; nie rządzi nadal Europą ? Czyż przedstawiciele poszczególnych państw unijnych nie walczą o swoje interesy ? Czyż Wielka Brytania nie walczyła do upadłego o uprzywilejowane warunki swego członkostwa w Unii. Czyż Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy&#8230; nie troszczą się w pierwszej kolejności o siebie ?</p>
<p>Profesor Geremek z żalem kiedyś stwierdził, że w Unii Europejskiej interesy narodowe biorą górę nad interesami ogólnoeuropejskimi, dając w ten sposób dowód swej naiwnej wiary w bezinteresowne braterstwo narodów. Widocznie marzenia o utopii nie zawsze wietrzeją z wiekiem. Zawsze jednak utopia prowadzi do porażki.</p>
<p>Dyplomacja to sztuka hipokryzji. Władze USA  zapewniają Polaków, że Polska jest ich przyjacielem i sojusznikiem. Jednak trzeźwi komentatorzy tłumaczą: USA to dla Polski bardzo ważny sojusznik, trzeba zabiegać o jego przychylność, bo dużo może. Będzie jednak tak długo naszym sojusznikiem, jak długo niektóre interesy USA będą się pokrywać czy krzyżować z interesami Polski. Wszak politycy amerykańscy zanim się w cokolwiek zaangażują, muszą mieć pewność, że to, co robią, jest dobre dla Ameryki, że to się Ameryce w sensie materialnym bądź prestiżowym opłaca. Jak bezpardonowo potrafią zabiegać o swoje świadczy choćby ich egoistyczna postawa podczas podziału łupów w Iraku (kontrakty na odbudowę). Wtedy jakoś nie pamiętali o sojusznikach. Czy można jednak mieć do nich pretensje ? W końcu „bliższa koszula ciału&#8221;.</p>
<p>Czyż można mieć pretensje do Francji, że nie chce się pogodzić z utratą statusu największego beneficjenta dopłat unijnych ?  Czyż można mieć pretensje do Niemiec, że nie chcą już pełnić w Unii roli dojnej krowy ? Płacili chętnie dopóki mieli w tym interes: Niemcy tylko w strukturach międzynarodowych mogli liczyć na w miarę szybkie wyjście ze smugi cienia wywołanej nazizmem i to tylko jako donatorzy, tylko jako dobrzy wujkowie i wzorowi demokraci, tylko taka rola gwarantowała im pełną emancypację, a w końcu nawet supremację wśród państw Europy Zachodniej oraz zamazanie, zapomnienie&#8230; zbrodni wojennych.  Dziś wypominanie im win sprzed kilkudziesięciu lat, to już nawet nieprzyzwoitość. Dziś mogą sobie nawet pozwolić na legalizację organizacji neofaszystowskich.  Zatem łożąc na Unię inwestowali w swoją przyszłość. I bardzo im się to opłaciło.</p>
<p><strong>Miłość do ojczyny to uczucie bezwarunkowe: ceni się ją nie za to, że coś nam daje, lecz za to tylko, że jest, podobnie jak kocha się dzieci czy rodziców</strong>. Leży mi na sercu los wszystkich dzieci na świecie, ale pierwszym obywatelem świata jest mój syn. Znam jego wady i słabości, czasami mnie irytuje, czasami nawet doprowadza mnie do wściekłości, ale nie ma rzeczy której bym mu nie wybaczył. Niczym się jeszcze nie zasłużył, ale samym swoim istnieniem daje mi więcej niż wszystkie inne dzieci świata. Ojczyna też nieraz bardziej irytuje, niż napawa dumą, ale nie sposób jej wymienić w sercu na jakąkolwiek inną. Albo ją się akceptuje w całości z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo jest się patriotą tylko warunkowym.</p>
<p><strong>Prawdziwy patriotyzm jest irracjonalny. Nie zalety ludzi się liczą, lecz sami ludzie, nie to czy należą oni do pierwszej ligii cywilizacji, nie to czy są sumieniem świata, nie to czy mędrcami Europy ! Nawet gdyby ludność mojego kraju składała się z samych warchołów, głuptasów, pobrzękiwaczy szabelką, dziwaków i pokręconych, to i tak wszyscy pozostaliby moimi rodakami, których los interesuje mnie bardziej niż reszty świata. </strong></p>
<p>Prawdziwy patriotyzm to pewien rodzaj zgody na nasz charakter narodowy, bez względu na to, jaki on by nie był. Nie jestem typem, który ceni sobie emocjonalne zachowania. Denerwują mnie sytuacje, kiedy bohaterstwo zbyt daleko wybiega przed rozum<a name="_ftnref1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ftn1">[1]</a> (czego żniwem są najczęściej niepotrzebne trupy), kiedy moi rodacy dopatrują się Palca Bożego, w tragediach, które są zwykle efektem niedbalstwa, niepotrzebnej brawury lub wolnej improwizacji, ujawniającej swe oblicze zwykle wtedy, gdy niezbędna jest organizacja i dyscyplina. Ale czy z tego powodu moi rodacy są mi mniej bliscy ! Czy to mi daje prawo, aby ich pouczać strofować, wzywać do tablicy i przywoływać do porządku ? Czy to upoważnia mnie do wyzywania ich od histeryków, zadymiarzy, niedbaluchów, siakich i owakich ? Czy gdybym postępował w ten sposób, dałbym świadectwo swej tolerancji dla ich inności, dla ich sposobu przeżywania emocji  i podejścia do życia ? Czy może popadłbym w tani dydaktyzm, który jest równie odpychający jak rozbuchane cierpiętnictwo i tromtadracja ? Jedno jednak wydaje się pewne: skoro moim rodakom podoba się być takimi, jacy są, to mnie nie pozostaje nic innego, jak to uszanować. Nie zamierzam sobie wybierać innego narodu, szanuję ten, którego jestem częścią i to z nim, a nie z innymi narodami (być może mądrzejszymi i bardziej odpowiedzialnymi) wiążę swój los. Temu narodowi najbardziej kibicuję i jego sukcesy najbardziej mnie cieszą.     </p>
<p>Oczywiście staram się być sprawiedliwy i obiektywny. Jestem za przyjaźnią z Niemcami, Rosjanami i wszelkimi innymi narodami. Jestem za tym, by Polska pomagała biedniejszym od siebie i dzieliła się z innymi odpowiedzialnością za swój kontynent i świat.</p>
<p>Jestem też zwolennikiem racjonalizmu. Wszelkie teorie mesjanistyczne (łącznie z teorią „narodu wybranego&#8221;) przyprawiają mnie o skręt kiszek. Jednak racjonalizm jest sam w sobie jest pusty. <strong>Racjonalizm to tylko metoda osiągania irracjonalnych celów. Prawdziwy patriotyzm to urzeczywistnianie racjonalnymi środkami irracjonalnej idei przywiązania do ojczyzny, nawet jeżeli ojczyzna nam tego nie odwzajemnia</strong>. Dlatego usprawiedliwione są wybujałe emocje, potoki łez i sny o potędze. Nie sądzę, aby osobom, którym taki sposób bycia nie odpowiada, działa się z tego powodu krzywda.</p>
<p>Mówiąc mój naród, mam na myśli wszystkich obywateli niezależnie od narodowości. Problemy polskich Romów, Żydów, Białorusinów, Ukraińców, Litwinów, Niemców&#8230; są mi tak samo bliskie, jak problemy Polaków. Moje Państwo - w zakresie praw obywatelskich - powinno być narodowościowo ślepe. Nie znaczy to jednak, że wszystkich obywateli mojego kraju cenię tak samo. Ci, których nie stać ani na obywatelską lojalność wobec własnego kraju, ani na krztynę irracjonalnej atencji wobec jego mieszkańców&#8230; zasługują rzecz jasna na szacunek jako ludzie, ale jako politycy czy  wysokiej rangi działacze społeczni są niewiarygodni. Dopóki istnieją państwa narodowe, dopóki istnieją granice, dopóki istnieje konflikt interesów, dopóty kosmopolitycyzm z punktu widzenia interesów poszczególnych krajów, będzie postawą szkodliwą, a obywatelska lojalność będzie oznaczać działanie przede wszystkim w interesie własnej ojczyzny.</p>
<p><strong>Czy istnieją różne formy patriotyzmu ? Czy patriotyzm można okazywać na różne sposoby ?</strong> <strong>Na pewno tak. Ale czy każdy patriotyzm jest tyle samo wart ? </strong>Nic bardziej bałamutnego. <strong>Patriotyzm jest tyle wart, ile osoba nim powodowana, jest w stanie uczynić dobrego dla swej ojczyzny</strong>. Mój patriotyzm jest z pewnością o wiele, wiele mniej wart od patriotyzmu wielu wybitnych dobroczyńców Polski, którzy robią więcej dobrego dla ojczyny niż ja.  Spotkałem się ze śmiałym przypuszczeniem, że Bolesław Bierut był na swój sposób patriotą. Pragnął rzekomo poprawy bytu całego narodu, kosztem części jego egoistycznych elit. Represje i zbrodnie na elitach miały być - według niego - rodzajem gorzkiego lekarstwa, które należało narodowi zaaplikować, aby poczuł się później lepiej. Jak wiadomo Bierut miał licznych zwolenników wśród lewicowych tuzów intelektualnych. Popierano go szczerze, hałaśliwie a czasami wręcz histerycznie. Wielu głosiło światu swą wielką radość, że wreszcie dorżnięty zostanie polski ciemnogród, a idea: „Bóg, honor i ojczyzna&#8221; trafi na zawsze do lamusa (Wystarczy poczytać archiwalne numery „Kuźnicy&#8221;). Na i co ? Czy nam się taki patriotyzm podoba ?</p>
<p>Patriotyzm nie jest jednak niezbędnym warunkiem przyzwoitości. Są ludzie, których Polska rozumiana jako naród i tradycja zupełnie nie obchodzi. Obchodzą ich za to najbliżsi sąsiedzi, obchodzi ich firma, która płaci podatki w Polsce, obchodzi ich porządek na ich osiedlu i środowisko naturalne, w którym żyją. I nawet jeśli nie potrafią, a może nawet nie chcą, współodczuwać dramatów, wiktorii i bied Polski jako całości, swoją pracą wrażliwością na problemy ludzkie dokładają swoją cegiełkę do budowli, którą zwie się pomyślnością ojczyzny.</p>
<p>Nie koniecznie też trzeba w sposób bezpośredni działać na rzecz obywateli własnego kraju, aby zasłużyć na miano patrioty. Czy Polska Akcja Humanitarna z Janiną Ochojską na czele jest organizacją niepatriotyczną, ponieważ gros jej akcji podejmowanych jest na rzecz poszkodowanych z innych krajów ? Tak długo jak organizacja ta będzie reprezentować Polskę, tak długo jak udzielając pomocy poszkodowanym, będzie obwieszczała światu, że może pomagać dzięki ofiarności polskiego społeczeństwa, tak długo jej działalność będzie działalnością patriotyczną. Gdyby czerpała środki od polskich obywateli, a dary przekazywała poszkodowanym w imieniu - na przykład - jakiejś charytatywnej międzynarodówki, to choć nadal wykonywałaby pożyteczną pracę, nie zasługiwałaby na miano organizacji patriotycznej. Działając na arenie międzynarodowej jako organizacja reprezentująca polskie społeczeństwo, PAH jest świetnym ambasadorem swojego kraju i wyrazicielem polskiej empatii i wrażliwości.</p>
<p><strong>Czy wartościowanie poszczególnych sposobów wyrażania patriotyzmu jest rzeczą</strong>  <strong>wykluczającą, nie mieszczącą się w ramach demokracji ?</strong> Oczywiście, że nie. Skoro wartościowaniu podlega tak delikatna rzecz jak religijność Polaków, to dlaczego nie mielibyśmy wartościować polskich „patriotyzmów&#8221;.  Skoro - zdaniem niektórych intelektualistów - polska religijność jest naskórkowa, bezrefleksyjna, oparta tylko na emocjach, aintelektualna i w związku z tym niewiele warta, to dlaczego ludziom miałoby nie stawać odwagi, by nazwać mało wartościowym czyjś patriotyzm. Zapewne nikt z średnio inteligentnych ludzi nie umieści na jednej szali patriotyzmu Bolesława Bieruta i Jana Pawła II, Jakuba Bermana i Mariana Hemara, Jacka Różańskiego i rotmistrza Pileckiego, Stefana Michnika i Stefana Korbońskiego, Brunona Jasieńskiego i Zbigniewa Herberta&#8230;</p>
<p><strong>Skoro ludzie mieniący się intelektualistami usiłują często pouczać Polaków, jak mają wierzyć w Boga, to dlaczego wierzący Polacy nie mieliby wyrażać swego krytycznego zdania na temat patriotyzmu owych intelektualistów ?</strong> <strong>Prawo do krytyki działa w obie strony. Jeżeli krytykujesz, to nie obrażaj się, gdy sam będziesz krytykowany. Jeżeli ośmieszasz, to licz się z tym, że sam możesz być ośmieszony. Jeżeli ważysz się wchodzić z butami swej krytyki w tak delikatną sferę życia swoich rodaków jak religijność, to musisz być przygotowany na to, że to, co stanowi dla ciebie rzecz świętą, też może zostać zdeptane.</strong></p>
<p>Skoro pewna grupa osób uważa, że ma prawo krytykować Polaków za to, że swój patriotyzm wyrażają poprzez „kiczowatą i histeryczną&#8221; żałobę z powodu katastrofy pod Smoleńskiem, to oczywiście owi Polacy mają również prawo do wartościowania i krytykowania patriotyzmu i żałoby (lub jej braku) swych oskarżycieli. Powiem więcej: Ludzie prości mają większe prawo do krytyki niż intelektualiści, ponieważ krytykują zwykle w przypływie emocji i nie są w swej krytyce wyrachowani, natomiast intelektualiści precyzyjnie planują swój atak i celują często w miejsca najbardziej wrażliwie, by jak najmocniej bolało.</p>
<p>Za tego rodzaju „cios&#8221; można byłoby uważać m. in. wiersz panów Krasnodębskiego i Wolskiego, gdyby Panowie koniec końców nie strzelili sobie w stopę. Chcieli  pewnie wypomnieć zakłamywanie obrazu polskiej prawicy, ale zrobili to w tak zjadliwym, wręcz kundlowskim stylu, że z pewnością obróci się to przeciwko nim i przeciwko sprawie, której bronią. Co prawda nie kierowali swoich słów do społeczeństwa, tylko do elit, którymi mają na pieńku, jednak przekraczając normy cywilizowanego dyskursu, utwierdzili tylko swoich adwersarzy w przekonaniu, że przynajmniej część prawicowych elit jest „dzika&#8221; i nieobliczalna. W podobny sposób strzelił sobie samobója redaktor Król z „Wprost&#8221; (felieton: „Nie polezie orzeł w GWna&#8221;). Gdyby po ludzku napisał, że  Adam Michnik namawiał Andrzeja Wajdę do napisania listu protestacyjnego przeciwko pochówku pary prezydenckiej na Wawelu (oczywiście w oparciu o wiarygodne źródła), to nikt nie musiałby za niego przepraszać. Dopuścił się jednak rzeczy wielce prymitywnej: kpił z kalectwa naczelnego Wyborczej. Do tego jeszcze dochodzi ta mało elegancka sugestia w tytule. Być może redaktor Król cel miał szlachetny: chciał poinformować czytelników o mącicielskich skłonnościach Michnika. Niestety w trakcie realizacji owej misji zniżył się do poziomu ustępu.        </p>
<p>Nie usprawiedliwia to jednak w żaden sposób przedstawicieli elit lewicowo-liberalnych, którzy obnosząc się z kiepsko kamuflowaną pogardą do obyczajowości, charakteru i tradycji własnego narodu sami kwestionują swój patriotyzm. Nie muszą tego wcale robić Krasnodębski, Wolski, Rymkiewicz czy Kaczyński.  </p>
<p>.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>  </p>
<p> </p>
<hr size="1" /><a name="_ftn1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ftnref1">[1]</a> K.C. Norwid ujął to w sposób następujący: u nas „energia wyprzedza zawsze Inteligencję - i co pokolenie, to rzeź&#8221;.</p>
<img src="http://feeds.feedburner.com/~r/notatniksyzyfa/~4/wBtpcjxh0UU" height="1" width="1"/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.notatniksyzyfa.com/patriotyzm/nie-wszyscy-patrioci-licza-sie-dla-ojczyzny-tak-samo/feed/</wfw:commentRss>
		<feedburner:origLink>http://www.notatniksyzyfa.com/patriotyzm/nie-wszyscy-patrioci-licza-sie-dla-ojczyzny-tak-samo/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>PRL-owski raj Lecha Kaczyńskiego</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/notatniksyzyfa/~3/tHiaXbz8IkI/</link>
		<comments>http://www.notatniksyzyfa.com/ludzie/prl-owski-raj-lecha-kaczynskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Apr 2010 16:51:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>janlesny</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>

		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>

		<category><![CDATA[Lech Kaczyński]]></category>

		<category><![CDATA[prezydent]]></category>

		<category><![CDATA[raj]]></category>

		<category><![CDATA[saturator]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.notatniksyzyfa.com/?p=438</guid>
		<description><![CDATA[Prezydent Lech Kaczyński zapytany, jak sobie wyobraża raj, odpowiedział m. in., że jako rajską uważa scenę „kiedy pije sobie z Jarkiem wodę z sokiem z saturatora&#8221;. Wyznanie to rzuca ciekawe światło na, zwalczany przez Kaczyńskich PRL, który widziany okiem sentymentalnego Lecha, z wysokości Pierwszej Osoby w państwie - urasta do rangi rajskiej krainy. 
Wygląda na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Prezydent Lech Kaczyński zapytany, jak sobie wyobraża raj, odpowiedział m. in., że jako rajską uważa scenę „kiedy pije sobie z Jarkiem wodę z sokiem z saturatora&#8221;. Wyznanie to rzuca ciekawe światło na, zwalczany przez Kaczyńskich PRL, który widziany okiem sentymentalnego Lecha, z wysokości Pierwszej Osoby w państwie - urasta do rangi rajskiej krainy.</strong> <span id="more-438"></span></p>
<p>Wygląda na to, że Lech Kaczyński nie pragnął zmartwychwstać jako prezydent wolnej Polski, tylko jako dziecko. W kraju dzieciństwa ! Jest wielka magia w tych słowach. Do kraju dzieciństwa przenosili swoje dusze nasi wieszcze narodowi, żołnierze tułacze, wielcy mężowie stanu na wygnaniu i niepiśmienni polscy chłopi, którzy musieli wyruszyć w świat za chlebem. Każdy chciał wrócić do ojczyzny swoich wspomnień, tęsknotą przemienionej w raj, młodej i beztroskiej, tak jak młode i beztroskie są dziecięce serca.</p>
<p>Nie wiadomo o jaki dokładnie okres chodziło prezydentowi. Nie wiadomo czy już wtedy „ukradł&#8221; z Jarkiem księżyc, czy dopiero się przygotowywali do tego skoku życia. Jedno jest pewne: dzieciństwo braci Kaczyńskich przypadło na okres stalinizmu i gomułkizmu. W setkach jeżeli nie tysiącach relacji, czasy te jawią się jako szare, bure, biedne i straszne. Więzienia wypełnione były polskimi patriotami, ludzie byli zastraszeni i sponiewierani. Przestrzeń publiczną wypełniały kłamstwo i fałsz, a dzieciom brakowało zabawek. Małym Kaczyńskim nie odbierało to jednak radości życia. Mieli kochającą matkę, nie cierpieli głodu, otoczeni byli miłością, cieszyli się życiem tak, jak tylko dzieci cieszyć się potrafią. Zapewne żaden inny napój nie smakował później Lechowi tak bosko, jak ta wspomniana woda z saturatora.</p>
<p>Komuniści uśmiercili wielu wartościowych Polaków, skłócili naród, zatruli przestrzeń publiczną, ale nie zatruli wody sodowej. Nie zaprawili goryczą  cukrowej waty. I co bardzo ważne, nie zniszczyli kochanej przez Kaczyńskich Warszawy, lecz raczej patronowali jej odbudowie. Oczywiście twórcą ich raju na ziemi nie byli komuniści, tylko przede wszystkim matka, związana zawodowo z zawiadywanym przez komunistów Instytutem Badań Literackich PAN, ale wiadomo przecież, że nawet najbardziej karkołomne usiłowania bohaterskiej sanitariuszki z AK, nie zdałby się na wiele, gdyby stopień zniewolenia Polaków w PRL był na przykład porównywalny ze zniewoleniem narodów sowieckich.</p>
<p>Spotkało nas przekleństwo komunizmu. Bywało strasznie.  Mamy prawo do rozpamiętywania niezasłużonych upokorzeń, mamy święte prawo do upominania się o cześć  dla pomordowanych, ale czasami przebieramy w tym miarę.</p>
<p>W lesie katyńskim jest więcej pomordowanych obywateli ZSRR niż Polaków, a przez cały okres komunizmu wymordowano Sowieckiej Rosji co najmniej dziesięć razy tyle Rosjan, co obywateli polskich. Ukraińcy zapłacili za „najszczęśliwszy ustrój&#8221; sześcioma milionami zagłodzonych na śmierć. Listę miejsc kaźni i narodowców przetrzebionych przez komunizm można by ciągnąć w nieskończoność. Jako naród, który padł ofiarą komunizmu jesteśmy więc częścią wielkiej rodziny poranionych przez zbrodniczy system. Rzadko o tym pamiętamy, zapatrzeni we własne rany, rzadko zdobywamy się na słowa szczerego współczucia wobec braci Rosjan, Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, Gruzinów, Azerów, Ormian i wielu innych. Nie jesteśmy w stanie docenić faktu, że nasz obskurny PRL - mimo zbrodni i terroru - dawał nam o wiele więcej szans na budowanie swoich prywatnych świątyń patriotyzmu, niż to było możliwe w republikach sowieckich.</p>
<p>Powiem nawet więcej: nie było w naszej historii takiego okresu, w którym szczęście choćby dla nielicznych, nie byłoby w ogóle możliwe. Przecież nawet w czasie okupacji ludzie się zakochiwali i pobierali, bawili się i na miarę ówczesnych możliwości korzystali z życia. Przeżywali swoje chwile szczęścia w getcie warszawskim, i w czasie Powstania Warszawskiego, na syberyjskim zesłaniu i rzecz niewiarygodna&#8230; w obozach koncentracyjnych (Imre Kertesz, „Los utracony&#8221;).</p>
<p>Zawsze też dość liczna rzesza, doświadczała piekła także w czasach dla ojczyny szczęśliwych. Czyż  w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie było biedaków, zdradzonych i wykluczonych ? Czyż nie brakuje ich także w Polsce dzisiejszej ? A czyż prezydent Kaczyński największego rozczarowania nie przeżył właśnie w ostatnich latach życia, które jawią się niektórym jako okres „powszechnej szczęśliwości&#8221; ? Pozycję pierwszego po Bogu, liczne grono akolitów, splendory, honory&#8230; wszystko to oddał za chwilę dzieciństwa i szklankę wody z peerelowskiego saturatora.</p>
<p>Pokpiwamy często z ludzi o peerelowskich tęsknotach, którzy swój najbardziej twórczy i szczęśliwy okres życia przeżywali właśnie w PRL. Nie rozumiemy, iż oczekując od nich całkowitego potępienia tamtego okresu, każemy im zaprzeć się swej młodości, chcemy by wstydzili się radości najpiękniejszych lat. Nie dowierzamy, że w niesuwerennej ojczyźnie wielu potrafiło skutecznie zawalczyć o szczęście własne i szczęście własnych rodzin, nie czyniąc przy tym nikomu krzywdy. A przecież gdyby ustrój wszystkich unieszczęśliwiał, to nie byłoby komu odzyskiwać niepodległości. Bylibyśmy społeczeństwem ludzi zgnuśniałych, zgorzkniałych, obrażonych na cały świat i na samych siebie, a inni patrzyliby na nas z pogardą.</p>
<p>Cieszy mnie, że Lech Kaczyński - acz najprawdopodobniej zupełnie nieświadomie - troszeczkę rozjaśnił wspomnieniem swej dziecięcej radości to czarne PRL-wskie niebo, uświadamiając jednocześnie niedowiarkom, że osobiste szczęście i najlepszy ustrój nie zawsze stanowią dobraną parę.</p>
<img src="http://feeds.feedburner.com/~r/notatniksyzyfa/~4/tHiaXbz8IkI" height="1" width="1"/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.notatniksyzyfa.com/ludzie/prl-owski-raj-lecha-kaczynskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<feedburner:origLink>http://www.notatniksyzyfa.com/ludzie/prl-owski-raj-lecha-kaczynskiego/</feedburner:origLink></item>
		<item>
		<title>Przykro być motylem !</title>
		<link>http://feedproxy.google.com/~r/notatniksyzyfa/~3/U0KHXZZ-liQ/</link>
		<comments>http://www.notatniksyzyfa.com/spoleczenstwo/przykro-byc-motylem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Mar 2010 21:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>janlesny</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<category><![CDATA[indywidualizm]]></category>

		<category><![CDATA[pamięć]]></category>

		<category><![CDATA[rodzina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.notatniksyzyfa.com/?p=434</guid>
		<description><![CDATA[ Jaka jest różnica między motylem i człowiekiem ? Pod względem długości życia odniesionej do wieczności niewiele się te istoty różnią. Na mapie wszechdziejów pojedynczy człowiek i motyl nie są w stanie zaznaczyć swej obecności nawet kropką. Tego rodzaju konstatacja działa często jak zimny kompres, schładzający rozpalone nerwy. Dzięki temu możemy sobie powiedzieć: „Wolnego  kolego, gdzie tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> Jaka jest różnica między motylem i człowiekiem ? Pod względem długości życia odniesionej do wieczności niewiele się te istoty różnią. Na mapie wszechdziejów pojedynczy człowiek i motyl nie są w stanie zaznaczyć swej obecności nawet kropką. Tego rodzaju konstatacja działa często jak zimny kompres, schładzający rozpalone nerwy. Dzięki temu możemy sobie powiedzieć: „Wolnego  kolego, gdzie tak pędzisz ! Czy zdążysz, czy nie zdążysz świat doskonale poradzi sobie bez twej bieganiny. Wszystko, czemu z takim zapałem i wręcz chorobliwym przejęciem służysz, za ileś tam lat zamieni się w &#8230; nicość&#8221;.  Taka refleksja ma jednak także moc niszczenia. Gdy za bardzo zespoli się z naszymi myślami, to wszelkie nasze działania stają się daremne. Nasze siły witalne topnieją. Nie mamy już nad sobą błękitnego nieba, tylko przytłaczającą czaszę jałowości.</p>
<p><span id="more-434"></span></p>
<p>Żeby żyć musimy się oszukiwać, że to, co robimy jest wieczne i najważniejsze na świecie. Nasza chwilowość, tymczasowość musi być na tyle bezrefleksyjna, by była w pełni naturalna. Żeby cieszyć się życiem człowiek bardziej powinien być motylem, niż istotą myślącą. Motyl nie wie, że żyje chwilę, dlatego jest taki piękny i wolny. Radość życia to młodość, która nie zawraca sobie głowy myślami o przyszłości. Potem dopada nas już rozsądek, kalkulujemy, liczymy lata, ważymy swoje osiągnięcia, porównujemy się z innymi&#8230; Na naszych oczach wali się nasz świat: firma, którą tworzyliśmy upada, znajomi umierają, rodzice, niegdyś piękni i młodzi, zamieniają się w trzęsących staruszków, a dzieci tracą swą młodzieńczą niewinność. Nasze osiągnięcia ? Jakże niewiele z nich przetrwało próbę !</p>
<p>Bierzemy się jednak za siebie: odmładzamy wizerunek, zaczynamy biegać, wyjeżdżamy częściej za miasto i z niecierpliwością czekamy na&#8230; cud. Niestety przyroda wymaga autentyczności i nie cierpi, gdy się coś robi na czas. Nie słychać wtedy śpiewu ptaków, nie widać wychylających się pączków, nie sposób dostrzec mrówek, krzątających się z niesłabnącym nigdy wigorem&#8230; Nie oddychamy wówczas w rytm natury, nasze myśli nie przejmują jej barw i zapachów, nadal rządzi nami wirtualna abstrakcja. Wracamy niepocieszeni, z poczuciem straconego czasu. Po jaką cholerę obdarzono nas tak wielkim mózgiem ? Dlaczego nie umiemy „myśleć&#8221; tylko zmysłami ! Czemu nie potrafimy zdać się na instynkt, który czyni motyla takim ślicznym ! Myślenie to gorzknienie. Burzy nasze sny i zakwasza ciało, nie pomagając odpowiedzieć na żadne z pytań.</p>
<p>Jesteśmy częścią natury, a tak wiele wysiłku wkładamy w to, by się z niej wyobcować. Człowieczeństwo, to nieustanne powściąganie w sobie człowieka naturalnego, to sterowanie emocjami przycinanie swojego charakteru do rozmiarów ciasnej klatki zbudowanej z konwenansów, obyczajów, etykiety, przepisów prawa, obowiązków etc., etc. Człowieczeństwo to sztuczność: szminka, puder, maska i udawanie.</p>
<p>Wymyśliliśmy sztukę, która jest grą pozorów. Wszystkie wiersze o miłości, to przerost formy nad treścią&#8230;  Model miłości zasłyszany z literatury usiłujemy naśladować we własnym życiu, co skutkuje nierzadko frustracją. Tymczasem miłość jest taka, jak my sami: niedoskonała, nietrwała, zmienna, kapryśna, często wręcz głupia. Pod tym względem o wiele bardziej bliżsi prawdy wydają mi się Cyganie, którzy nie mają w swoim słowniku słowa: miłość. Cygan nie mówi Cygance, że ją kocha. On może jej co najwyżej powiedzieć, że jej pragnie. Jest w tym o wiele więcej autentyczności niż najpiękniejszych poematach, które są sztuką dla sztuki.</p>
<p>W ogóle Cyganie to w porównaniu z innymi nacjami,  ludzie szczególnie autentyczni. Polacy wyglądają przy nich jak zakompleksieni, sfrustrowani biedacy, który boją się własnego cienia i najbardziej na świecie pragną kimś innym niż są. Cyganie nie wstydzą się swego folkloru, dialektu, kodeksu moralnego, nie drżą, że wywodzi się on z wiochy czy wręcz z &#8230; lasu. Co z tego, że epatują błyszczykami i kwiecistościami, skoro to jest ich sposób na wyrażanie miłości do życia. Co z tego, że mają jarmarczny gust i ocierają się  w swej sztuce o disco polo, skoro to najlepiej zaspokaja ich psychiczne potrzeby. Co z tego, że Don Wasyl i Cygańskie Gwiazdy grają i śpiewają ciągle na jedno kopyto, skoro bardziej szczęśliwego człowieka jak Don Wasyl, nie zdarzyło mi się w mojej ojczyźnie widzieć.  I jakoś radzą sobie bez literatury, bez wieszczów, proroków, Nobli i Oscarów.    </p>
<p>Oczywiście ktoś zaraz przypomni, że Cyganie są prymitywni i biją okrutnie swoje kobiety. A Polacy to nie biją ! Pomny całego prymitywizmu relacji damsko-męskich wśród Cyganów, mniemam, że wielu Cygankom żyje się o niebo lżej, niż sfrustrowanym i wiecznie zafrasowanym matkom Polkom. Tajemnica szczęścia Cyganów tkwi we wspólnocie. Cygan bez towarzystwa nie istnieje. My natomiast wręcz przeciwnie: głosimy wszem i wobec, że należy się wsłuchiwać we własne wnętrze, pielęgnować swój indywidualizm i poszerzać granice samoświadomości. Sami chcemy być dla siebie centrum świata, źródłem nadziei i witalnej siły. Ale to droga do nikąd. Gdy jedynym odniesieniem losu człowieka jest sam człowiek, to prędzej czy później pojawia się w jego życiu jałowość i zgorzknienie. Sens naszemu życiu nadaje wspólnota wraz ze swą odwieczną wymianą pokoleń. Fakt, iż każdy z nas jest ogniwem niekończącego się łańcucha - krzepi.</p>
<p>Genealogia - jeżeli nie jest czystym snobizmem - to fajna rzecz.  Dzięki niej każdy może znaleźć swoje miejsce. Tam bohaterowie i nieudacznicy są na równych prawach, tam nikt nie jest wydziedziczony z pamięci, tam każdy biedak może poczuć się dziedzicem, tam wreszcie każdy ma gwarancję długowieczności. Pojedynczy człowiek jest tylko motylem, natomiast wspólnota ludzi, to już trwałość, bezpieczeństwo, summa ludzkiego trudu, pracy i walki. Gdyby człowiek nie wiedział, że umrze, to nie miałoby żadnego znaczenia czy będzie żył dzień, czy sto lat. Jednak bolesna świadomość przemijalności czyni nas zachłannymi na czas. Boimy się zapomnienia i samotności, pragniemy, by nasze tu i teraz było wieczne, od naszego sukcesu lub porażki, szczęścia lub nieszczęścia, chcielibyśmy uzależnić losy świata.  Wydaje się nam, że wypełniamy swoją osobą całą planetę i czujemy się trochę niepocieszeni, gdy dociera do nas, że życie będzie miało czelność toczyć się dalej, także wtedy, gdy nas nie będzie. Na zapobieżenie tej „tragedii&#8217; nie ma chyba sposobu bardziej realistycznego (namacalnego wręcz), niż przyklejenie się do wspólnoty, niż włączenie się do jej systemu korzeniowego i pożywienie się jej sokami. Dzięki temu miast umierać bezpowrotnie, płyniemy w żyłach wielopokoleniowego organizmu.</p>
<p>Cyganie czują genealogię jak mało kto, choć oczywiście nie rysują „drzew&#8221; i nie przetrząsają archiwów. Ona przejawia się u nich w opowieściach starych ludzi, w szacunku dla przodków, w cygańskim kodeksie honorowym czy prawie przekazywanym ustnie z pokolenia na pokolenie. Cygan nigdy nie jest sam, należy do dwóch wspólnot jednocześnie: pierwsza z nich to współcześnie żyjąca rodzina i ród, a druga - to wspólnota minionych pokoleń.   </p>
<p>Życie we wspólnocie ma jednak swoje minusy. Im silniejsze więzy między ludźmi, tym trudniej o tolerancję. Iluż to singlom dopiekła rodzinka, zachęcając do „normalnego&#8221; życia, czyli takiego, jakie wiedzie reszta wspólnoty ! Iluż to odmieńców seksualnych, charakterologicznych i wszelkich innych nacierpiało się z powodu „troski&#8221; rodziny, nieustającej w wysiłkach, by ich nagiąć do swych oczekiwań i wyobrażeń cnotliwego życia ! Iluż zostało z tego powodu stłamszonych, wzgardzonych, wbitych w straszliwe kompleksy i poniżonych !</p>
<p>Na szczęście rodziny się zmieniają. Moich dziadków szokowały długie włosy, lecz moim rodzicom już nie przeszkadzały. Moja babcia opowiadała się za nierozerwalnością małżeństwa, nawet gdyby małżonek był sadystą, natomiast dla mich rodziców zmuszanie kogoś do takich poświęceń jest równoznaczne z barbarzyństwem. Mądra rodzina poradzi sobie z każdą odmiennością i przygarnie każdego oryginała, nawet jeżeli gdzieś z tyłu głowy będzie się jej kołatać myśl, że może delikwent błądzi.</p>
<p>Tu jednak zaczyna się kolejny problem. Wszak im bardziej stajemy się otwarci i tolerancyjni, tym trudniej nam ocalić rodzinę. I to wcale nie dlatego, że tolerancja rodzinie szkodzi, tylko ze względu na styl życia, wymuszony przez współczesny rynek pracy. Wszelkie ruchy migracyjne w poszukiwaniu pracy sprzyjają naszemu wyobcowaniu, czynią nas nomadami bez korzeni. O utrzymanie tradycyjnego wymiaru życia rodzinnego trudno również wtedy, gdy nie ruszamy się z miejsca, ponieważ coraz więcej jest zawodów wymagających ofiary całopalnej: pracy po godzinach i w weekendy, uczestnictwa w licznych szkoleniach, walki z konkurencją etc., etc. Gdzie tu miejsce na zjazdy rodzinne, na poznawanie kuzynów, na dzielenie się z rodzeństwem (równie zresztą zapracowanym) swoimi radościami i smutkami. Brakuje też czasu dla sąsiadów, przyjaciół i - co gorsze - dla własnych dzieci. Bezinteresowne kontakty międzyludzkie odchodzą w niepamięć. Na pierwszym miejscu są kontakty biznesowe, wzajemna wymiana przysług i usług. Eliminuje się z tego kręgu ludzi słabych i niezaradnych, ponieważ są energetycznymi wampirami. A więc z jednej strony otwartość, tolerancja i wyrozumiałość, a z drugiej skrajna interesowność i wybujały egoizm. Na jednym biegunie wrażliwość na specyficzne potrzeby drugiej osoby, a na drugim bezwzględna walka konkurencyjna, w której nie przestrzega się prawie żadnych zasad. Mówienie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu to grzech, ale rozpuszczanie kłamliwych informacji o konkurencyjnej firnie, to akceptowany standard. Nieprzyznanie się do współpracy z SB (ze względów psychologicznych zrozumiałe) to kłamstwo nad kłamstwami, lecz nachalne nieraz kłamstwo zawarte w niezliczonych reklamach i piarowskich popisach, to przejaw ekonomicznego i społecznego zdrowia.</p>
<p>Pewna firma dała ogłoszenie: „Poszukujemy handlowca. Jeżeli potrafisz sprzedać nawet to, czego nie ma, to czeka się u nas wspaniała przyszłość&#8221;. Gdyby chodziło o posadę iluzjonisty, to można pogratulować zwięzłości. Jednak w solidnym handlu obowiązują - a raczej powinny obowiązywać - jakieś zasady. Brak zasad skutkuje tym, że inna moralność obowiązuje w pracy, a inna we własnej rodzinie. Matka dwójki dzieci pracująca w reklamie, jako kobieta wykształcona,  będzie oczywiście uczulać własne pociechy na szkodliwość chipsów, ale gdy dostanie intratną propozycję zorganizowania kampanii reklamowej, poświęconej temu świństwu, to stanie na głowie, by wszystkim „obcym&#8221; dzieciakom wmówić, że chipsy są źródłem niewypowiedzianej przyjemności.</p>
<p>Z jednej strony ludzie mają pełne usta frazesów o wolności i niezależności, jako niezbywalnych i bezcennych wartościach, a z drugiej podejmują liczne działania, które są tej wolności zaprzeczeniem. Decydują się na przykład na siłownię, bo szczupli są milej widziani przez pracodawców; poddają się licznym zabiegom kosmetyczno-plastycznym - czasami bardzo ryzykownym - ponieważ wymagają tego narzucone standardy atrakcyjności, warunkującej karierę; kupują drogie samochody, ubrania i wynajmują mieszkania w ekskluzywnej dzielnicy, bo wymaga tego od nich osiągnięty status społeczny etc., etc. Dyktatura tego, co wypada, co jest trendy, co się dobrze kojarzy, co sprzyja interesom nie pozostawia wiele miejsca na realizacje najbardziej osobistych marzeń i autentyczny indywidualizm. Indywidualistyczne tendencje przejawiają nie w postępowaniu zgodnie z rytmem własnej duszy, tylko w uleganiu trendom dezintegracyjnym, których efektem jest samotność i niewrażliwość na problemy innych, a w razie niepowodzenia, wykluczenie.</p>
<p>Wszak pracownik im więcej czasu poświęca rodzinie, im bardziej pielęgnuje swe bezinteresowne przyjaźnie, im częściej pochyla się nad cudzą biedą, tym mniej ma czasu dla firmy, która coraz częściej rości sobie prawo do jego prywatności, usiłuje kształtować jego potrzeby i narzuca mu „firmowy&#8221; stosunek rzeczywistości.</p>
<p>Dlatego doskonale rozumiem Cyganów, którzy sabotują różne programy integracyjne. Oni po prostu nie chcą być tacy, jakimi coraz częściej się stają  ich polscy sąsiedzi - zapędzeni, przestraszeni, zgorzkniali, samotni, zamykający się w swoich czterech ścianach nie mający czasu i sił ani na zabawę, ani na żałobę po najbliższych (szybkie pogrzeby, ogłoszenia: „Prosimy o nieskładnie kondolencji&#8221;), ani na opiekowanie się swoimi starcami i chorymi (sektor rozmaitych domów i opieki należy do najprężniej rozwijających się).</p>
<p>Człowiek żyjący według takich zasad odchodzi ze świata jak motyl. Zamiast prawdziwych przyjaciół ma steki znajomych z portali społecznościowych, zamiast wypróbowanych kumpli z pracy - ma w głowie dziesiątki nazwisk współpracowników i jednocześnie konkurentów, których rzadko wspomina mile, zamiast rozgałęzionej rodziny - ma krewnych, o których nic nie wie, zamiast serdecznych sąsiadów - ma znajomych, którzy znają go tylko z marki samochodu i kroju garnituru&#8230; Gdy taki osobnik znika z firmy, to jakby zapadł się pod ziemię; gdy znika z domu jego sąsiedzi konstatują, że dawno go nie widzieli, ale nie wiedzą czy wyjechał, zachorował, czy doznał pomieszania zmysłów.  Rodzina ubolewa, ale ma przecież własne problemy. Cały ciężar jego nieszczęścia spada na najbliższego partnera, który przygnieciony ciężarem ponad siły, zaczyna z czasem wymiękać i niecierpliwić się: „wóz albo przewóz, życie, albo śmierć, jak długo można żyć tylko dla kogoś&#8221;. Planując wspólne życie na ogół nie przewiduje się nieuleczalnej choroby, ubytku sił witalnych, długiego okresu bezrobocia, bankructwa firmy, Alzhaimera rodziców etc., etc. Bez wsparcia wspólnoty tego rodzaju problemy przerażają, przerastają, rujnują związki, odbierają poczucie bezpieczeństwa dzieciom.</p>
<p>Przegrany lub chory odchodzi jak motyl. Miejsca, w których żył szybko tracą jego ciepło, ekspresowo zacierają się pozostawione przez niego ślady. Coraz częściej nie pozostawia po sobie ręcznych notatek, listów, kart pocztowych czy papierowych zdjęć. Jednym kliknięciem w klawisz komputera można zrobić po nim porządek. Jego wnuk (o ile zdąży spłodzić syna) dowie się o nim podczas wizyty na cmentarzu. Na szczęście, cmentarze w Polsce ciągle są jeszcze miejscami zbiorowej pamięci.</p>
<p>Oczywiście taka osoba nie była motylem: nie było jej lekko, w pogoni za spełnieniem szybko straciła swój naturalny wdzięk&#8230; Do motyla stała się podobna ze względu na długość życia, głównie tego po życiu. Wszak gdy nie ma wspólnoty nie ma też pamięci o człowieku, ani wymiany żalu, ani wymownej pustki po nim, ani bolesnej tęsknoty za jego ciepłem&#8230; Pozostaje tylko pośmiertny żywot w sercach kilku najbliższych. Ale oni też mają coraz mniej czasu na żałobę. Wszak cena za każdą absencję na arenie zawodowych przepychanek, rośnie szybciej niż lichwiarskie procenty.</p>
<p> </p>
<p>P.S.</p>
<p>Zdaję sobie sprawę, że trochę przerysowałem problem. Egzystencja współczesnego człowieka jest zbyt różnorodna, aby dało się ją określić jako udaną, bądź nieudaną, szczęśliwą, bądź nieszczęśliwą&#8230; Zapewne nigdy nie będzie tak źle, jako to wieszczą absolutni pesymiści. Konkurencja nie musi być złą rzeczą. Wszak  wymusza aktywność i pod pewnymi względami poprawia jakość życia. Niestety gdy nie rządzą nią żelazne zasady, może też skutkować śmiertelnym znużeniem i jałowością. Syndrom chronicznego zmęczenia, depresja, która dotyka ludzi ze wszystkich warstw społecznych czy demonstracyjne zacieranie śladów po swoim istnieniu<a name="_ftnref1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ftn1">[1]</a>, świadczą, że im więcej ludzie osiągają w wymiarze materialnym i zawodowym, tym częściej dopada ich niszczące pytanie: po co to wszystko ?</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<hr size="1" /><a name="_ftn1" href="http://www.notatniksyzyfa.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/paste/blank.htm#_ftnref1">[1]</a>Tzw. lasy śmierci, powstające m. in. w Niemczech. Polega to na tym, że pod korzenie drzew wkłada się urny z ludzkimi prochami. Urny są z tektury i bardzo szybko się rozkładają. Miejsca złożenia prochów nie są oznakowane. Ludzie po prostu znikają doszczętnie. Czyni się tak zwykle na życzenie ludzi samotnych.  Interpretowane to jest dwojako: jako przejaw zachowań ekologicznych oraz jako rozpaczliwy komunikat do bliskich czy znajomych: „Skoro nie obchodziliśmy was za życia, to nie ma potrzeby dbałości o nasze ślady po śmierci&#8221;.</p>
<img src="http://feeds.feedburner.com/~r/notatniksyzyfa/~4/U0KHXZZ-liQ" height="1" width="1"/>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.notatniksyzyfa.com/spoleczenstwo/przykro-byc-motylem/feed/</wfw:commentRss>
		<feedburner:origLink>http://www.notatniksyzyfa.com/spoleczenstwo/przykro-byc-motylem/</feedburner:origLink></item>
	</channel>
</rss>

