<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" standalone="no"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/" xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/" version="2.0">

<channel>
	<title>Ciekawe artykuły - Chris Trynkiewicz</title>
	<atom:link href="http://blog.eldoras.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml"/>
	<link>https://blog.eldoras.com</link>
	<description>Blog przedstawiający wyłącznie interesujące, szokujące, a zarazem poczytne tematy.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 30 Oct 2018 21:50:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.1</generator>
	<item>
		<title>Kultura, godziny i praktyka uczęszczania na studia</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/kultura-i-praktyka-uczeszczania-na-studia/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/kultura-i-praktyka-uczeszczania-na-studia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 29 Apr 2016 12:20:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=941</guid>

					<description><![CDATA[W dzisiejszym artykule opiszemy: ile trwają zajęcia na studiach, ile trwają przerwy, jak traktowane są spóźnienia studentów i prowadzących zajęcia, jak wygląda kwestia obecności na zajęciach, jak należy zwracać się do prowadzących zajęcia, czym różni się kultura na studiach od tej znanej z liceum. Zapraszamy do lektury! Czas trwania zajęć na studiach Niemal wszystkie zajęcia na &#8230; <a href="https://blog.eldoras.com/kultura-i-praktyka-uczeszczania-na-studia/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Kultura, godziny i praktyka uczęszczania na studia</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W dzisiejszym artykule opiszemy:</p>
<ul>
<li>ile trwają zajęcia na studiach,</li>
<li>ile trwają przerwy,</li>
<li>jak traktowane są spóźnienia studentów i prowadzących zajęcia,</li>
<li>jak wygląda kwestia obecności na zajęciach,</li>
<li>jak należy zwracać się do prowadzących zajęcia,</li>
<li>czym różni się kultura na studiach od tej znanej z liceum.</li>
</ul>
<p>Zapraszamy do lektury!</p>
<p><span id="more-941"></span></p>
<h2>Czas trwania zajęć na studiach</h2>
<p>Niemal wszystkie zajęcia na studiach trwają 1,5 godziny zegarowej (90 minut), a bloki czasowe podzielone są na zestawy dwugodzinne, co daje 30 minut czasu wolnego pomiędzy zajęciami.</p>
<p>Załóżmy, że pierwsze zajęcia danego dnia trwają 1,5 godziny i mają się odbyć między 8:00 a 10:00. O ile prowadzący zajęcia nie ustali samodzielnie godziny rozpoczęcia i nie poda jej na tablicy ogłoszeń danego kierunku i roku studiów, która zapewne wisi gdzieś w budynku wydziału, bądź też nie zamieści tej informacji w elektronicznym systemie zapisu na zajęcia (zwanym <em>USOS &#8211; Uczelniany System Obsługi Studiów</em>), pierwsze zajęcia pewnie rozpoczną się o 8:00.</p>
<p>Na tych pierwszych zajęciach prowadzący pewnie zaproponuje, że przyjemnie byłoby się wyspać, więc zaproponuje trwanie przyszłych zajęć od 8:30 do 10:00, bez żadnej przerwy.</p>
<p>Z kolei zajęcia wieczorne zapewne będą przesunięte na jak najwcześniejszą godzinę bloku dwugodzinnego, czyli jeśli mają odbyć się między 18:00 a 20:00, pewnie ustalone zostanie rozpoczęcie o 18:00, a zakończenie o 19:30, by wcześniej być w domu.</p>
<p>Wyjątkami są zajęcia, które wymagają dużego skupienia &#8211; wtedy zazwyczaj organizuje się 15-minutową przerwę po pierwszych 45 minutach zajęć, a potem wraca się na pozostałe 45 minut do sali. Zajęcia takie w praktyce trwają więc łącznie z 15-minutową przerwą godzinę i 45 minut. Czasami przerwa jest po prostu niezbędna.</p>
<p>Często studenci, którzy uczęszczają na te same zajęcia (np. ćwiczenia z matematyki) dzieleni są na mniejsze grupy (około 20 osób) i ćwiczenia z tego samego przedmiotu prowadzą różne osoby, w różnej formie, o różnych godzinach i w różnych dniach. Warto więc zorientować się u osób na wyższym roku studiów, kto, jak i kiedy prowadzi dane zajęcia, by harmonogram był jak najbardziej przyjemny. Przenoszenie się między grupami na początku roku zazwyczaj nie jest żadnym problemem, z wyjątkiem tego, że każdy chce przenieść się do najbardziej wygodnej grupy.</p>
<h2>Spóźnianie się na zajęcia na studiach</h2>
<p>Dosyć elastyczne godziny rozpoczynania i kończenia zajęć powodują, że często pewne zajęcia kończą się np. o 10:00, a kolejne zaczynają się o 10:00 i to w innym budynku.</p>
<p>Na szczęście prawie wszyscy na studiach uznają tzw. <em>kwadrans studencki</em>. Jest to 15 minut na początku zajęć, podczas których można się spóźnić i wystarczy za to przeprosić, a raczej nikt nie zrobi z tego powodu żadnego problemu.</p>
<p>Kwadrans studencki dotyczy zarówno studentów, jak i prowadzących zajęcia. Prowadzący może spóźnić się 15 minut. Po tym czasie zazwyczaj robiona jest na kartce papieru lista osób, które stawiły się na zajęcia. Kartka ta jest przypinana do drzwi sali, w której zajęcia miały się odbyć, a następnie studenci rozchodzą się, a zajęcia w tym dniu się nie odbywają. Czasami zdarza się dłuższe oczekiwanie na prowadzącego zajęcia &#8211; np. gdy wiadome jest, że zajęcia tego dnia są bardzo ważne i powinny się odbyć.</p>
<p><strong>Uwaga: sporadczynie zdarza się, że prowadzący zajęcia nie toleruje jakichkolwiek spóźnień i lepiej jest nie przyjść, niż przyjść spóźnionym. Takie informacje podawane są zazwyczaj na pierwszych zajęciach, na które lepiej stawić się punktualnie.</strong></p>
<p>Elastyczność godzin zajęć pozwala także na <em>odrabianie</em> ich. W praktyce więc np. przed świętami można wynegocjować brak zajęć, a zamiast tego na kolejnych 6 zajęciach przedłużyć ich trwanie o 15 minut, co razem daje 1,5 godziny.</p>
<h2>Nieobecność na zajęciach</h2>
<p>Standardowo jedne zajęcia (np. ćwiczenia) trwają 30 godzin zegarowych w kontekście całego semestru co daje 20 spotkań z prowadzącym zajęcia.</p>
<p>Zazwyczaj przyjmuje się, że jeśli obecność na danych zajęciach jest obowiązkowa, to można dwukrotnie nie być obecnym bez podania przyczyny, zaś większą ilość razy należy usprawiedliwić (np. zaświadczeniem od lekarza, najlepiej wpisanym do otrzymanej na początku studiów Książeczki Zdrowia Studenta).</p>
<p>Nieobecność na zajęciach zazwyczaj nie wywołuje tak nieprzyjemnych konsekwencji i pytań prowadzącego, jak w liceum &#8211; studenta traktuje się jak osobę dorosłą, z odpowiednią wyrozumiałością.</p>
<h2>Zwracanie się do prowadzących zajęcia</h2>
<p>W niektórych liceach nauczyciele każą do siebie zwracać się per <em>profesorze</em>, mimo, że ich tytuł naukowy to prawie zawsze magister.</p>
<p>Na studiach można uświadomić sobie, jak żałosne jest takie zachowanie ze strony nauczycieli, bowiem profesora od magistra dzielą zazwyczaj dziesiątki lat starannej i innowacyjnej pracy badawczej oraz naukowej. Uzurpowanie sobie tytułu profesora jest zupełnie nieetyczne i skandaliczne w rozumieniu akademickim.</p>
<p>Należy mieć świadomość, że tytuł naukowy na uczelni jest zwieńczeniem wieloletnich starań i ciężkiej, twórczej pracy, której nauczyciele akademiccy poświęcili większość swojego życia. Świadczy on nie tylko o doskonałym zrozumieniu swojej branży na najwyższym poziomie wtajemniczenia, popratym dziesiątkami publikacji naukowych opartych o własne badania, ale też o innowacyjnym podejściu do branży i każdorocznym poświęcaniu swojego czasu na szkolenie kolejnych światłych umysłów, by branżę tą rozwijać.</p>
<p>Pominięcie lub pomylenie tytułu naukowego przed podaniem nazwiska nauczyciela akademickiego jest traktowane bardzo poważnie, więc należy do tego przykładać dużą wagę.</p>
<ul>
<li>Jeśli osoba ma tytuł profesora (a tym samym doktora habilitowanego i magistra), należy zwracać się do niej <strong>i o niej</strong> per <em>Panie profesorze</em>.</li>
<li>Jeśli osoba ma tytuł doktora habilitowanego (a tym samym magistra), należy zwracać się do niej <strong>i o niej</strong><em> </em>per <em>Panie doktorze habilitowany</em> (czasami w rozmowie bezpośrednio z osobą, której tytuł dotyczy, można pominąć wyraz <em>habilitowany</em>, ale lepiej nie zapominać o nim, mówiąc o tej osobie).</li>
<li>Jeśli osoba ma tytuł doktora (a tym samym magistra), należy zwracać się do niej <strong>i o niej<em> </em></strong>per <em>Panie doktorze</em>,</li>
<li>Jeśli osoba ma tytuł magistra, należy zwracać się do niej <strong>i o niej</strong> per <em>Panie magistrze.</em></li>
<li>Jeśli osoba ma tytuł licencjata lub inżyniera, zazwyczaj pomija się ten tytuł w rozmowie; osoby z tak niskim tytułem prawie nigdy nie są zatrudniane na uczelniach.</li>
<li>Jeśli osoba piastuje stanowisko we władzach uczelni &#8211; np. jest dziekanem &#8211; można użyć tylko określenia stanowiska, aczkolwiek lepiej dodać tytuł naukowy, np. <em>Pan dziekan, profesor Kowalski.</em></li>
</ul>
<h2>Kultura na studiach</h2>
<p><strong>Studia pod względem kultury i sposobu traktowania ucznia różnią się diametralnie od szkoły średniej.</strong></p>
<p>Oto trochę przykładów:</p>
<ul>
<li>Nikogo nie obchodzi co masz w zeszycie, czy w ogóle posiadasz zeszyt lub jakąkolwiek książkę do przedmiotu.</li>
<li>Nikt nie przebiera butów &#8211; w uczelniach pracują sprzątaczki, które nawet w zimie utrzymują czystość w salach.</li>
<li>Nie ma dyżurów (jeśli się skończy kreda, pójdzie po nią chętny, czasami prowadzący).</li>
<li>Wszyscy &#8211; z wyjątkiem innych studentów &#8211; zwracają się do Ciebie per <em>Pan</em> &#8211; nawet, jeśli dzieli was tylko kilka lat różnicy.</li>
<li>Prowadzący zajęcia są w większości wyrozumiali i akceptują potrzeby wcześniejszego lub nagłego wyjścia, pilnego odebrania telefonu (oczywiście z wyjściem poza salę), wyjścia do toalety bez zapytania o zgodę, czy nawet wypicia wody lub <strong>cichego i dyskretnego</strong> zjedzenia batonika w ostatniej ławie w sali wykładowej.</li>
<li>Brak tzw. <em>prywatnych wycieczek</em>, przywiązywania się lub bycia niemiłym w relacjach student-prowadzący.</li>
<li>Bardziej sprawiedliwe i obiektywne oceny.</li>
<li>W budynku zazwyczaj znajduje się szatnia na kurtki i płaszcze, obsługiwana przez szatniarki. Nikt jednak nie zdziwi się zbytnio, jeśli swoje ubranie powiesisz na oparciu krzesła podczas zajęć.</li>
</ul>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/kultura-i-praktyka-uczeszczania-na-studia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Formy zajęć i zaliczeń przedmiotów oraz roku na studiach</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/formy-zajec-i-zaliczen-przedmiotow-na-studiach/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/formy-zajec-i-zaliczen-przedmiotow-na-studiach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Apr 2016 08:18:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=928</guid>

					<description><![CDATA[W szkole średniej wszystkie zajęcia zwane są lekcjami. Na uczelniach wyższych wcale nie stosuje się takiego określenia. Zamiast niego uczęszcza się na: ćwiczenia, wykłady, warsztaty, repetytoria, seminaria, zajęcia Wychowania Fizycznego. Dwa razy do roku organizowane są egzaminy zwane sesją, które oprócz powyższych zajęć trzeba zaliczyć, by zdać na kolejny rok studiów. Szczegółowo formy zajęć, sposoby zaliczeń przedmiotów &#8230; <a href="https://blog.eldoras.com/formy-zajec-i-zaliczen-przedmiotow-na-studiach/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Formy zajęć i zaliczeń przedmiotów oraz roku na studiach</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W szkole średniej wszystkie zajęcia zwane są <em>lekcjami</em>.</p>
<p>Na uczelniach wyższych wcale nie stosuje się takiego określenia. Zamiast niego uczęszcza się na:</p>
<ul>
<li>ćwiczenia,</li>
<li>wykłady,</li>
<li>warsztaty,</li>
<li>repetytoria,</li>
<li>seminaria,</li>
<li>zajęcia Wychowania Fizycznego.</li>
</ul>
<p>Dwa razy do roku organizowane są egzaminy zwane <em>sesją</em>, które oprócz powyższych zajęć trzeba zaliczyć, by zdać na kolejny rok studiów.</p>
<p>Szczegółowo formy zajęć, sposoby zaliczeń przedmiotów oraz całego roku omawiamy w dzisiejszym artykule.</p>
<p><span id="more-928"></span></p>
<h2></h2>
<h2>Rodzaje zajęć na studiach</h2>
<p>Dany przedmiot na studiach (np. Podstawy Grafiki Komputerowej) czasami nazywany jest <em>kursem</em>. Jeden przedmiot (kurs) składa się zazwyczaj z kilku rodzajów zajęć, np. wykładów i ćwiczeń.</p>
<p>Do każdego kursu warto założyć osobny zeszyt na notatki. Zeszytu nikt nie kontroluje, jak w liceum &#8211; jest tylko do celów studenta i od niego zależy, co i czy cokolwiek sobie zanotuje. Znaną i wygodną praktyką jest np. notowanie ćwiczeń z jednej strony zeszytu, a wykładu &#8211; z drugiej. Na niektórych przedmiotach przez cały semestr niczego się nie zantouje, na innych &#8211; wypełni się 180 stron.</p>
<h3>Wykłady</h3>
<p>Wykład to podstawowy rodzaj zajęć w ramach danego przedmiotu. Na wykładach zazwyczaj słucha się i notuje to, co powie wykładowca. Wykładowca prawie nigdy nie będzie powtarzał się, dyktował lub czekał, aż studenci skończą pisać. Należy więc nauczyć się pisania samodzielnego, szybkiego, często skrótowego.</p>
<p>Wykłady zazwyczaj zawierają wiedzę teoretyczną na dany temat. Rzadko zdarza się, by na wykładach była w jakikolwiek sposób sprawdzana wiedza słuchaczy.</p>
<p>Na niektórych uczelniach większość wykładów ma obecność sprawdzaną i obowiązkową, a w innych szkołach wyższych obecność na wykładach nie jest obowiązkowa. Ostatecznie zależy to od wykładowcy, więc warto dowiedzieć się tego na pierwszych zajęciach.</p>
<p>Wykładowcy czasami udostępniają materiały dydaktyczne, np. własne notatki lub slajdy z prezentacji.</p>
<h3>Ćwiczenia</h3>
<p>Dany przedmiot na studiach zazwyczaj składa się z wykładów, na których prezentowana jest teoria, oraz z ćwiczeń, na których wykonuje się zadania praktyczne. Czasami zdarzają się przedmioty, które składają się tylko z ćwiczeń.</p>
<p>Ćwiczenia zazwyczaj mają obowiązkową obecność. Zdarzają się zadania domowe i na bieżąco sprawdzana jest wiedza prawie wszystkich studentów.</p>
<h3>Warsztaty</h3>
<p>Warsztaty są w zasadzie inną nazwą dla ćwiczeń.</p>
<p>Ćwiczenia bowiem wykonuje się najczęściej przy tablicy, zaś podczas warsztatów pracuje się na pewnym sprzęcie, np. elektronicznym.</p>
<h3>Repetytoria</h3>
<p>Repetytoria są zajęciami o zazwyczaj nieobowiązkowej obecności, na których można lepiej przyswoić sobie pewien materiał przedmiotu lub nadrobić zaległości wyniesione ze szkoły średniej.</p>
<p>Repetytoria często organizowane są jako tzw. <em>zajęcia wyrównawcze</em>, na których np. osoby, które nie miały zakresu rozszerzonego danego przedmiotu w szkole średniej mogą nabyć tą wiedzę, niezbędną do zdawania standardowych przedmiotów.</p>
<h3>Seminaria</h3>
<p>Seminarium to zajęcia, na których wykład prezentuje każdorazowo inny student, omawiając wybrane na początku semestru zagadnienie, odpowiadając także na pytania słuchaczy (innych studentów i prowadzącego zajęcia).</p>
<p>Obecność na seminariach jest zazwyczaj opcjonalna, z wyjątkiem &#8211; rzecz jasna &#8211; tych zajęć, na których omawia się swój temat.</p>
<p>Seminaria są zazwyczaj organizowane dopiero pod koniec studiów, gdy student ma możliwość zaprezentować nabytą wiedzę.</p>
<h3>Jak wygląda WF na studiach?</h3>
<p>Praktycznie na każdym kierunku studiów &#8211; także na tych humanistycznych i ścisłych &#8211; podczas pierwszego roku studiów należy uczęszczać na obowiązkowe zajęcia z Wychowania Fizycznego.</p>
<p>Dobrą wiadomością jest to, że mogą mieć one znacznie przyjemniejszą formę, niż ta znana z liceum.</p>
<p>Standardowo można uczęszczać na normalne ćwiczenia w sali lub na zewnątrz ośrodka treningowego, wykonując ćwiczenia takie, jak zaleci trener (gra w piłkę, biegi, siatkówka, koszykówka itp.). Są to więc zajęcia bardzo podobne do tych znanych z poprzednich szkół.</p>
<p>Na pierwszych zajęciach WF zazwyczaj można zapisać się jednak do pewnych sekcji, w których wcale nie trzeba być doświadczonym. Przykładowo, WF można zaliczyć:</p>
<ul>
<li>chodząc na basen,</li>
<li>jeżdżąc na rowerze (około 6 wycieczek w semestrze po 40-60 km każda),</li>
<li>jeżdżąc na nartach lub snowboardzie (wyjazdy na około 2 obozy zimowe dla studentów).</li>
</ul>
<p>Rodzaje zajęć alternatywnych od standardowego WFu zależą od danej uczelni. Generalnie jest to jednak znacznie przyjemniejsza forma zaliczania tego przedmiotu, niż standardowa.</p>
<h2> Jak zalicza się zajęcia i rok akademicki?</h2>
<p>Aby zostać przeniesionym na kolejny rok akademicki, należy zaliczyć wszystkie lub prawie wszystkie przedmioty prowadzone w dwóch semestrach, na które podzielony jest rok.</p>
<p>Na koniec każdego semestru organizowany jest 2-tygodniowy okres, podczas którego nie ma żadnych zajęć, lecz przeprowadzane są wyłącznie egzaminy. Okres ten nazywa się <strong><em>sesją</em></strong>.</p>
<p>Ponieważ sesja wieńczy każdy semestr, wyróżniamy sesję zimową (zazwyczaj na przełomie stycznia i lutego) oraz sesję letnią (zazwyczaj pod koniec czerwca). Dodatkowo organizowane są sesje poprawkowe, trwające zazwyczaj tydzień i następujące odpowiednio: po przerwie zimowej (w lutym) i po przerwie wakacyjnej (we wrześniu). Podczas sesji poprawkowych można ponownie spróbować zdać przedmioty, których nie zaliczyło się przy pierwszym podejściu. Egzamin poprawkowy nazywa się potocznie <em>poprawką</em>.</p>
<p>Ogólnie zajęcia na uczelni trwają od października do czerwca &#8211; w stosunku do szkoły średniej jest więc dodatkowy miesiąc wolnego (o ile zaliczy się sesję letnią w pierwszych terminach egzaminów).</p>
<p>Egzaminy sesyjne zazwyczaj są sposobem zaliczenia wykładów, więc mają charakter teoretyczny. Zdarza się jednak także, że na egzaminach pojawiają się zadania praktyczne, rozwiązywane na ćwiczeniach.</p>
<p>Aby zostać dopuszczonym do zdawania egzaminu w sesji, prawie zawsze trzeba najpierw zaliczyć ćwiczenia z danego przedmiotu.</p>
<p>Najczęściej spotykane formy zaliczania dowolnego rodzaju zajęć (wykłady, ćwiczenia, warsztaty) na studiach to:</p>
<ul>
<li>egzamin końcowy (dotyczy prawie wyłącznie wykładów),</li>
<li>zaliczenie bieżących, prawie zawsze zapowiedzianych sprawdzianów, zwanych na studiach <em><strong>kolokwiami</strong></em>, a potocznie <strong><em>kolosami</em></strong>,</li>
<li>wykonanie określonej liczby zadań (np. przy tablicy) podczas całego semestru,</li>
<li>wykonywanie bieżących zadań domowych,</li>
<li>wykonanie jednego dużego projektu końcowego,</li>
<li>wykonanie zadania grupowego,</li>
<li>przygotowanie i zaprezentowanie własnego wykładu (seminarium),</li>
<li>obecność na zajęciach,</li>
<li>mix powyższych.</li>
</ul>
<p>Uzyskanie pozytywnej oceny z zajęć nazywa się ich zaliczeniem. Zaliczenie może mieć formę wpisu &#8222;<em>zal.</em>&#8221; lub przyznawana jest za zajęcia jedna z poniższych ocen:</p>
<ul>
<li>2,0 (czytaj: <em>dwa zero</em>) &#8211; inaczej ndst. (niedostateczny) &#8211; najniższa możliwa ocena, brak zaliczenia,</li>
<li>2,5 (czytaj: <em>dwa i pół</em>) &#8211; brak zaliczenia,</li>
<li>3,0 &#8211; inaczej dst. (dostateczny) &#8211; zaliczenie z najniższą dopuszczalną oceną,</li>
<li>3,5</li>
<li>4,0 &#8211; inaczej db. (dobry)</li>
<li>4,5</li>
<li>5,0 &#8211; inaczej bdb. (bardzo dobry) &#8211; najwyższa możliwa ocena na większości uczelni</li>
<li>5,5 i 6,0 &#8211; występuje sporadycznie na niektórych uczelniach.</li>
</ul>
<p>Ocenę lub adnotację &#8222;zal.&#8221;, bądź też &#8222;nzal.&#8221; (niezaliczone) wpisuje się do indeksu studenta, czyli jego dzienniczka. Proces ten nazywa się <em>wpisem</em>. Do prowadzącego zajęcia należy więc powiedzieć &#8222;<em>czy można dostać wpis?</em>&#8222;. Indeks składa się do sekretariatu swojego kierunku studiów co semestr lub raz do roku (zależy od uczelni) w celu rozliczenia, zazwyczaj wraz z kartą studiów, na której także wpisuje się oceny z zajęć. Indeks jest bowiem dla studenta, zaś karta studiów zostaje w sekretariacie. Niektóre uczelnie używają zamiast tych elementów systemu elektronicznego USOS (Uniwersytecki System Obsługi Studiów). Indeksy i karty studiów należy złożyć w określonym terminie, biorąc pod uwagę wielogodzinne kolejki po wpisy oraz do złożenia dokumentów w sekretariacie. Czasami więc wpisy lub złożenie dokumentów wykonuje się hurtowo, zbierając je hurtowo od całego rocznika studentów.</p>
<p>Aby zaliczyć dany przedmiot, należy zdać jednocześnie wszystkie jego formy zajęć (np. ćwiczenia i egzamin końcowy nawiązujący także do wykładu).</p>
<p>Sporadycznie zdarza się tzw. warunkowe dopuszczenie do egzaminu przez wykładowcę, polegające na tym, że mimo braku zaliczenia z ćwiczeń dozwolone jest zdawanie egzaminu. Jeśli zaliczy się go, zalicza się cały przedmiot, zaś przy braku zaliczenia nie otrzymuje się zaliczenia z ćwiczeń, ani z wykładu.</p>
<p>Niektórzy wykładowcy oprócz dwóch standardowych terminów zdawania egzaminów organizują także dodatkowe (poprawkowe), bądź też tzw. <em>termin zerowy</em> (zwany skrótowo <em>zerówką</em>). Zerówka to dodatkowy termin egzaminu, realizowany przed sesją, do którego mogą przystąpić zazwyczaj tylko osoby, które sprawnie zdały ćwiczenia z danego przedmiotu. Ten dodatkowy termin jest formą wynagrodzenia za solidną naukę i pozwala studentowi szybciej zdać egzamin z przedmiotu, z którego i tak jest biegły, co z kolei zostawia studentowi więcej czasu w sesji na przygotowywanie się do innych egzaminów.</p>
<p>Podczas jednego semestru uczęszcza się na około 6-10 przedmiotów. Zazwyczaj można zapisywać się na przedmioty dodatkowe, np. przeznaczone dla innego kierunku studiów, ale niesie to ze sobą obowiązek ich zaliczenia.</p>
<h2>Zaliczanie semestru i roku studiów</h2>
<p>Na niektórych uczelniach studenta rozlicza się z ocen raz do roku, a na niektórych &#8211; dwa razy do roku (czyli co semestr). Możliwość bycia wyrzuconym ze studiów pojawia się więc raz lub dwa razy w roku.</p>
<p>Zazwyczaj brak zaliczenia jednego przedmiotu nie oznacza usunięcia studenta ze studiów. W takiej sytuacji najczęściej student powinien napisać podanie o tzw. <em>wpis warunkowy</em>, czyli prośbę o wpisanie go na kolejny rok studiów, pod warunkiem zobowiązania się do zaliczenia niezdanego przedmiotu podczas tego kolejnego roku studiów. Wpis warunkowy nazywa się potocznie <em>warunkiem</em> lub <em>warunem</em>.</p>
<p>Pewne przedmioty na studiach są bardziej istotne, niż inne. Przykładowo, dla matematyka oblanie matematyki jest poważniejszym problemem, niż oblanie filozofii (która także na studiach ścisłych jest obowiązkowa w pewnym bardzo małym zakresie). Każdy przedmiot ma więc przypisaną pewną liczbę punktów, zwanymi ECTS, które określają jego istotność.</p>
<p>Wpis warunkowy zazwyczaj oparty jest na pewnym limicie punktów ECTS &#8211; można więc np. nie zdać dwóch mało istotnych przedmiotów, ale można też nie dostać wpisu warunkowego, jeśli obleje się przedmiot bardzo ważny. Różne uczelnie wprowadzają dodatkowe obostrzenia w tym zakresie, więc o szczegóły należy pytać w pierwszej kolejności wydziałowy samorząd studentów lub prodziekana, bądź pełnomocnika dziekana do spraw studiów lub danego kierunku.</p>
<p>Na większości uczelni oprócz wpisu warunkowego istnieje możliwość <em>powtarzania roku</em>. Podczas powtarzania roku pozostaje się na tym samym roku studiów, ale powtarza się tylko te przedmioty, których się wcześniej nie zdało. Zazwyczaj można także wtedy zapisać się na przedmioty z roku, na który by się trafiło, gdyby wszystko się zdało, więc jest szansa na pozostanie w tym samym gronie studentów i ukończenie studiów wraz z nimi.</p>
<p>Powtarzanie roku jest zazwyczaj możliwe tylko raz w ramach całego toku studiów, czasami dwukrotnie (o ile uzyska się odpowiednią zgodę od władz uczelni).</p>
<p>Zasady te są czasami zupełnie inne na pewnych uczelniach, które nie dają <em>drugiej szansy</em>. Dobrze jest zorientować się w tej kwestii wcześniej, a najlepiej &#8211; nie dopuszczać do braku zaliczeń.</p>
<h2>Ukończenie studiów</h2>
<p>Różne uczelnie mają różne kryteria zakończenia studiów. Najczęściej są to:</p>
<ul>
<li>uzyskanie tzw. <em>absolutorium</em>, czyli zaliczenie wszystkich przedmiotów ze wszystkich lat studiów,</li>
<li>uzyskanie odpowiedniej liczby punktów ECTS (czasami trzeba samemu zapisać się na dodatkowe przedmioty, by osiągnąć wymagane minimum),</li>
<li>zdanie egzaminu końcowego (dotyczy zazwyczaj studiów na poziomie najniższym, czyli licencjackim; rzadko stosowane na wyższych poziomach studiów),</li>
<li>napisanie pracy dyplomowej (opracowanie ustalonego tematu w formie obszernej, zazwyczaj kilkudziesięciostronnicowej pracy naukowej, z wymogiem wykonania własnych badań),</li>
<li>tzw. <em>obronienie</em> pracy dyplomowej, czyli odpowiedzenie przed komisją uczelnianą na około 3 pytania związane z pracą dyplomową i/lub z wiedzą nabytą podczas studiów.</li>
</ul>
<p>Studia kończone są uzyskaniem tytułu zawodowego na dyplomie (np. magister informatyki), wypisem ocen z wszystkich przedmiotów na studiach (tzw. karta przebiegu studiów) oraz jedną oceną końcową, zamieszczoną na dyplomie ukończenia studiów. Ocena ta liczona jest w różny sposób w zależności od uczelni. Zazwyczaj składa się na nią średnia ocen z wszystkich przedmiotów oraz średnia ocen z pracy dyplomowej oraz z jej obrony. Ocena ta posiada skalę taką samą, jak inne oceny na studiach, z wyjątkiem ocen 2,0 i 2,5 &#8211; nie można bowiem ukończyć studiów z końcową oceną niedostateczną.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/formy-zajec-i-zaliczen-przedmiotow-na-studiach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czym różnią się: rektor, dziekan, uniwersytet, akademia itp?</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/czym-roznia-sie-rektor-dziekan-uniwersytet-akademia-itp/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/czym-roznia-sie-rektor-dziekan-uniwersytet-akademia-itp/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Apr 2016 08:38:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=925</guid>

					<description><![CDATA[W dzisiejszym artykule wyjaśnimy: kim są: rektor, prorektor, dziekan i prodziekan, czym różni się uniwersytet od akademii i politechniki, jak podzielona jest szkoła wyższa: czym są wydziały, instytuty, zakłady itp., czym jest i jaką rolę gra w tym wszystkim samorząd studentów. Zapraszamy do lektury! Nazwy uczelni wyższych Szkoły wyższe (inaczej: uczelnie) mają różne nazwy: Uniwersytet, Akademia, Politechnika, Szkoła &#8230; <a href="https://blog.eldoras.com/czym-roznia-sie-rektor-dziekan-uniwersytet-akademia-itp/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Czym różnią się: rektor, dziekan, uniwersytet, akademia itp?</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W dzisiejszym artykule wyjaśnimy:</p>
<ul>
<li>kim są: rektor, prorektor, dziekan i prodziekan,</li>
<li>czym różni się uniwersytet od akademii i politechniki,</li>
<li>jak podzielona jest szkoła wyższa: czym są wydziały, instytuty, zakłady itp.,</li>
<li>czym jest i jaką rolę gra w tym wszystkim samorząd studentów.</li>
</ul>
<p>Zapraszamy do lektury!</p>
<p><span id="more-925"></span></p>
<h2>Nazwy uczelni wyższych</h2>
<p>Szkoły wyższe (inaczej: <em>uczelnie</em>) mają różne nazwy:</p>
<ul>
<li>Uniwersytet,</li>
<li>Akademia,</li>
<li>Politechnika,</li>
<li>Szkoła wyższa.</li>
</ul>
<p>Historycznie uniwersytety były bardziej ukierunkowane na nauki humanistyczne, a akademie i politechniki &#8211; na nauki ścisłe.</p>
<p>Obecnie podział ten zatarł się i nazwa nie ma już większego znaczenia.</p>
<p>Dla uproszczenia w dalszej części poradnika będziemy zazwyczaj używać nazwy uniwersytet, mając na myśli dowolną nazwę szkoły wyższej.</p>
<h2>Kto jest kim na uniwersytecie?</h2>
<p>Podobnie jak np. województwa dzielą się na gminy i powiaty, tak też szkoły wyższe mają swoje mniejsze jednostki organizacyjne.</p>
<p>Podział zazwyczaj jest następujący:</p>
<ul>
<li>Szkołą wyższą zarządza osoba nazywana Rektorem (historycznie nazywany <em>Jego Magnificjencja</em>). Rektor ma swoich podwładnych, zwanych Prorektorami, którzy odpowiadają za pewne węższe zakresy spraw &#8211; przykładowo, prorektor do spraw studenckich zajmuje się między innymi wnioskami składanymi przez studentów. Rektor, jako osoba o wyższym stanowisku od prorektorów, rozpatruje ewentualne odwołania od ich decyzji.</li>
<li>Szkoła wyższa dzieli się na wydziały, które reprezentują pewne obszary nauki (np. Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej).  Na czele wydziału stoi Dziekan, który mianuje prodziekanów, którzy mu pomagają. Dziekan może mianować także pełnomocników, którzy mają trochę wyższy zakres działania, niż prodziekani. Przykładowo, prodziekan ds. studiów odpowiada za wszystkie kierunki studiów na wydziale, zaś pełnomocnik dziekana ds. danego kierunku może odpowiadać za jeden z tych kierunków, by odciążyć prodziekana w obowiązkach.<br />
Studenci załatwiają swoje sprawy w sekretariatach danych kierunków studiów, natomiast w sprawach dotyczących wydziału (np. zarezerwowania sali) należy zwrócić się do innego pokoju, zwanego dziekanatem.</li>
<li>Wydział prowadzi studia o różnych kierunkach &#8211; np. wspomniany Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej może prowadzić kierunki: Fizyka, Astronomia, Informatyka Stosowana, ale też: Kosmologia, Biofizyka, czy Zaawansowane materiały.</li>
<li>Większe wydziały często podzielone są dodatkowo na Instytuty, którymi zarządzają Dyrektorzy instytutów. Dany kierunek studiów może być prowadzony bezpośrednio przez wydział, ale może też podlegać pod dany instytut. Przykładowo, Insytut Fizyki odpowiada za kierunek studiów Fizyka na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej.</li>
<li>Wreszcie, w ramach instytutów czasami działają kilkuosobowe grupy naukowców, tworząc tzw. Zakłady (np. Zakład Grafiki Komputerowej). Pod Zakłady raczej już nie podlegają kierunki studiów &#8211; jest to mniejsza jednostka organizacyjna.</li>
</ul>
<p>W praktyce oznacza to, że będąc na kierunku Informatyki w razie potrzeby porozumiewa się z bezpośrednim opiekunem tego kierunku, którym jest np. dyrektor instytutu, pełnomocnik dziekana do spraw tego kierunku lub prodziekan do spraw studiów. Dopiero w razie braku porozumienia zwraca się do prorektorów do spraw studiów, zaś rektora zapewne nawet nie zobaczysz na oczy, o ile nie będzie akurat Twoim wykładowcą.</p>
<h2>Dlaczego liczy się nie tylko kierunek, ale też wydział?</h2>
<p><strong>Ważne: dwa różne wydziały na tej samej uczelni mogą prowadzić kierunki studiów o tej samej nazwie, które znacznie się od siebie różnią.</strong></p>
<p>Przykładowo: kierunek Informatyka może być prowadzony przez Wydział Fizyki oraz przez Wydział Matematyki. Z powodu przynależności do wydziału ten pierwszy może wykładać informatykę z większym naciskiem na przedmioty fizyczne, a ten drugi &#8211; pod kątem matematycznym.</p>
<p>Zupełnie inaczej z kolei będzie wyglądać kierunek Informatyka prowadzony na Wydziale Nauk Medycznych, gdzie zapewne wszystkie zagadnienia będą prezentowane pod kątem wspomagania metod leczenia.</p>
<h2>Czym jest Samorząd Studentów?</h2>
<p>W szkołach średnich działają instytucje zwane Samorządami Uczniowskimi, które w praktyce raczej nic nie robią &#8211; mało kto nawet o nich wie.</p>
<p>Inaczej sytuacja ma się na studiach, gdzie studenci wybierają w wyborach swoich reprezentantów. Reprezentanci ci tworzą Samorząd Studentów.</p>
<p>Samorząd wybiera się na szczeblu wydziałowym, a jego zadaniami są: pomaganie studentom w razie problemów, negocjowanie i współpraca z władzami wydziału, realizacja pomysłów i usprawnień, organizacja imprez (np. wykładów dla chętnych, Dni Otwartych itp.).</p>
<p><strong>Jeśli więc masz jakieś problemy, najlepiej najpierw zwrócić się do Wydziałowego Samorządu Studentów, gdzie znajdziesz chętnych do pomocy rówieśników.</strong></p>
<p>Samorząd Studentów zazwyczaj ma swój pokój gdzieś wewnątrz wydziałowego budynku.</p>
<p>Osoby wybrane do wydziałowych samorządów studentów mogą również tworzyć Uczelniany Samorząd Studentów, który zajmuje się tymi samymi kwestiami, ale na wyższym szczeblu &#8211; dotyczącym całej uczelni, a także sprawami indywidualnymi studentów, których nie udało rozwiązać się na szczeblu wydziałowym.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/czym-roznia-sie-rektor-dziekan-uniwersytet-akademia-itp/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy dostanę się na studia?</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/czy-dostane-sie-na-studia/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/czy-dostane-sie-na-studia/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Apr 2016 21:03:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=917</guid>

					<description><![CDATA[&#160; W wielu liceach stosowane jest podejście &#8222;lepiej się ucz, bo 90% klasy nie dostanie się na studia, a chyba chcesz być w tych 10%, które się dostaną?&#8221;. Działa to może na kilka osób, zaś resztę zniechęca i przygnębia. Zdając maturę takie osoby nawet nie składają papierów rekrutacyjnych tam, gdzie by faktycznie chciały iść &#8211; &#8230; <a href="https://blog.eldoras.com/czy-dostane-sie-na-studia/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Czy dostanę się na studia?</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>W wielu liceach stosowane jest podejście &#8222;<em>lepiej się ucz, bo 90% klasy nie dostanie się na studia, a chyba chcesz być w tych 10%, które się dostaną?&#8221;</em>.</p>
<p>Działa to może na kilka osób, zaś resztę zniechęca i przygnębia. Zdając maturę takie osoby nawet nie składają papierów rekrutacyjnych tam, gdzie by faktycznie chciały iść &#8211; są bowiem przekonane, że i tak się nie dostaną.</p>
<p><strong>Rzeczywistość jest na szczęście lepsza.</strong></p>
<p><span id="more-917"></span></p>
<h2>Realne szanse dostania się na studia</h2>
<p>Psychologia tłumu i straszenie wymaganiami powodują, że często te bardziej prestiżowe uczelnie mają mniejsze obłożenie, niż te, na które teoretycznie powinny być niższe wymagania.</p>
<p>Konkretny przykład: od wielu lat Informatyka i Filologia angielska jest dużo bardziej oblegana na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, niż na Uniwersytecie Jagiellońskim (znajdującym się w tym samym mieście). Mało kto liczy na powodzenie w rekrutacji na UJ, przez co większość składa papiery na UP. To powoduje, że na UP jest więcej chętnych, są wyższe progi i ciężej się tam dostać.</p>
<h2>Czy dostanę się na studia?</h2>
<p>Zamiast się martwić i czytać często nieprawdziwe informacje w Internecie, lepiej przejść się do sekretariatu danego kierunku studiów i zapytać, ile w praktyce punktów trzeba było mieć rok temu, by się dostać, a także &#8211; ile było osób chętnych na jedno miejsce.</p>
<p>Jeśli trafi się na kogoś miłego w sekretariacie, można się tego dowiedzieć nawet, jeśli oficjalnie mówi się, że nie ma lub nie udostępnia się takich informacji.</p>
<p>Jeśli bardzo Ci zależy, możesz w drugiej kolejności spróbować zapytać o to prodziekana lub pełnomocnika dziekana do spraw danego kierunku studiów lub wszystkich kierunków studiów na danym wydziale. Osoba taka przyjmuje jednak tylko w wyznaczonych godzinach. Ma też dużo na głowie, więc nie zdziw się, jeśli powie Ci tylko, byś złożył papiery i sam zobaczył.</p>
<p>Szczęścia można spróbować też w wydziałowym samorządzie studentów, który na danym wydziale z pewnością ma swój pokój.</p>
<p>Te terminy (wydział, samorząd studentów itp.) mogą być dla Ciebie nieznane &#8211; omawiamy je w artykule Czym różnią się: rektor, dziekan, uniwersytet, akademia itp.?</p>
<p>Pytania te możesz zadać także na forum dyskusyjnym danego kierunku studiów na wybranej przez siebie uczelni, aczkolwiek często fora takie są ukryte i ciężko je znaleźć. Każdy rocznik studentów ma zazwyczaj własne forum pod innym adresem, więc można zapytać na kilku stronach.</p>
<h2>Dni Otwarte na uczelniach</h2>
<p>Większość uczelni organizuje co roku tzw. <em>Dni Otwarte</em>.</p>
<p>Są to 1 lub 2 dni, podczas których można w jednej dużej sali porozmawiać ze studentami wielu kierunków studiów na danej uczelni, otrzymać broszury informacyjne, poznać kryteria i progi rekrutacyjne.</p>
<p>Na konkretnych wydziałach często organizowane są także bezpłatne wykłady, obchody, pokazy i prezentacje. Nie ma natomiast możliwości wygrania miejsca na studiach w jakimś konkursie podczas Dni Otwartych.</p>
<p>Maturzyści w porozumieniu z wychowawcą swojej klasy mogą zazwyczaj liczyć na zwolnienie z lekcji w danym dniu w celu uczestniczenia w Dniach Otwartych danej uczelni. Zdarza się, że na imprezie tej można otrzymać pieczątkę potwierdzającą obecność, co może być uznawane przez wychowawcę.</p>
<p><strong>Uwaga:</strong> Dni Otwarte są często organizowane na kilka miesięcy przed maturą i nie są specjalnie rozgłaszane, więc warto co kilka dni sprawdzać stronę internetową danej uczelni lub zapytać o tą kwestię w dziale rekrutacyjnym uczelni, bądź przez stronę internetową samorządu studentów tej uczelni.</p>
<p>Jeśli przegapisz Dni Otwarte, nie martw się &#8211; te same informacje uzyskasz kontaktując się z odpowiednimi osobami na uczelni.</p>
<h2>Drugie i dalsze rekrutacje</h2>
<p>Na podstawie wyników matury (czasami także w oparciu o inne kryteria, np. dodatkowe testy) ustalany jest ranking kandydatów na studia.</p>
<p>Powiedzmy, że na dany kierunek może dostać się 100 osób. Tworzony jest ranking wszystkich aplikujących, np. 250 osób. Pierwszych 100 osób ma proponowaną możliwość zapisu na studia.</p>
<p><strong>Trzeba mieć przy tym świadomość, że osoby z górnej części rankingu zapewne dostają też oferty z innych uczelni i kierunków, a studiować będą tylko jeden, zwalniając tym samym miejsca w innych uczelniach.</strong></p>
<p>Załóżmy więc, że z rzeczonych 100 osób na studia zapisze się 60. Pozostałe 40 miejsc jest proponowanych osobom, które w rankingu zajęły miejsce od 101 do 140. Część z nich zapisze się na studia, ale &#8211; ponownie &#8211; nie wszyscy.</p>
<p>Z czasem coraz mniej wygodne jest pytanie kolejnych kandydatów o chęć zapisu na studia, więc zamiast tego ogłasza się kolejną rekrutację, w której lista kandydatów tworzona jest całkowicie od nowa.</p>
<p>Taka druga rekrutacja jest także ogłaszana, gdy podczas pierwszej rekrutacji było więcej miejsc do obsadzenia, niż chętnych, którzy aplikowali.</p>
<p>Czasami dochodzi nawet do trzeciej rekrutacji na dany kierunek. Ta jest już rzadko ogłaszana publicznie i można dowiedzieć się o niej np. w sekretariacie danego kierunku studiów.</p>
<p>Osoby wytrwałe ze słabym wynikiem maturalnym mogą więc próbować do skutku &#8211; często się opłaca, bo np. przy 110 chętnych na 100 miejsc władze uczelni mogą podjąć decyzję o poszerzeniu limitu, by przyjąć wszystkich. O taką możliwość warto zapytać w sekretariacie danego kierunku studiów, który zapewne odeśle z tym pytaniem do odpowiedniej osoby.</p>
<p><strong>Pamiętaj: na studia dostają się osoby wytrwałe i odważne, którym na tym zależy. Nie poddawaj się nawet, jeśli masz słaby wynik z matury.</strong></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/czy-dostane-sie-na-studia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Film Ziemi z Kosmosu</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/film-ziemi-z-kosmosu/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/film-ziemi-z-kosmosu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 20 Apr 2012 12:30:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=881</guid>

					<description><![CDATA[Poniżej piękny film z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Na zdjęciach sprzed około 6 lat Ziemia była znacznie mniej oświetlona. Szybko się rozwijamy pod względem elektryczności 🙂]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej piękny film z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).</p>
<p>Na zdjęciach sprzed około 6 lat Ziemia była znacznie mniej oświetlona. Szybko się rozwijamy pod względem elektryczności <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p><iframe style="width: 450px; height: 366px; border: none;" src="https://www.youtube.com/embed/FG0fTKAqZ5g?rel=0" width="300" height="150"></iframe></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/film-ziemi-z-kosmosu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Długowieczne oraz Nieśmiertelne Zwierzęta i Rośliny</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/dlugowieczne-oraz-niesmiertelne-zwierzeta-i-rosliny/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/dlugowieczne-oraz-niesmiertelne-zwierzeta-i-rosliny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 11:59:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=843</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zawsze uważałem badanie koralowców i podobnych do nich stworzeń za sztukę dla sztuki. Wreszcie artykuł w Gazecie Wyborczej o koralowcach żyjących ponad 4.000 lat dał mi do myślenia.</p>
<p>Zacząłem szukać rekordów długowieczności w Wikipedii i ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że na <strong>na Ziemi żyją nieśmiertelne zwierzęta!</strong></p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/trawa.jpg" style="width: 450px; height: 338px;" alt="Długowieczna Posidonia oceanica" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zawsze uważałem badanie koralowców i podobnych do nich stworzeń za sztukę dla sztuki. Wreszcie artykuł w Gazecie Wyborczej o koralowcach żyjących ponad 4.000 lat dał mi do myślenia.</p>
<p>Zacząłem szukać rekordów długowieczności w Wikipedii i ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że na <strong>na Ziemi żyją nieśmiertelne zwierzęta!</strong></p>
<div class="q"><img decoding="async" style="width: 450px; height: 338px;" src="https://eldoras.com/blog/trawa.jpg" alt="Długowieczna Posidonia oceanica" /></div>
<p><span id="more-843"></span></p>
<h2>Długowieczność u ludzi</h2>
<p>Zestawienie wypada zacząć od homo sapiens. Nie trzymamy się bowiem tak źle &#8211; <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Centenarian">osoby żyjące ponad 100 lat</a> liczy się już w setkach tysięcy (co ciekawe w zdecydowanej większości są to obywatele USA).</p>
<p>Rozbieżność w średniem wieku życia na Ziemi jest spora &#8211; dla krajów <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Trzeci_%C5%9Awiat">trzeciego świata</a> wynosi zaledwie 15-20 lat, w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Swaziland">Królestwie Suazi</a> wynosi około 30 lat (ze względu na AIDS), zaś w Honk Kongu ponad 80 lat (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Human">źródło</a>).</p>
<p>Wprawdzie nie znalazłem mówiącego o tym dowodu rzeczowego, ale wygląda na to, że człowiek najszybciej wydłuża swóją średnią życia względem wszystkich stworzeń na Ziemi.</p>
<p>Jeszcze 100 lat temu średnia ta wynosiła 30-45 lat (wcześniej nigdy nie przekroczyła 30 lat). Osoby urodzone w roku 2010 powinny żyć już średnio 67 lat (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Life_expectancy">źródło</a>). Ciężko nie dojść do wniosku, że to właśnie człowiek niedługo będzie wiódł prym w długowieczności.</p>
<h2>Najdłużej żyjące rośliny</h2>
<p>Uważasz, że 4.000 lat z pierwszego akapitu tego artykułu robi wrażenie?</p>
<p>To co powiesz o trawie morskiej <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Posidonia_oceanica">Posidonia oceanica</a> z Morza Śródziemnego, która <strong>żyje 100.000 lat</strong>?</p>
<p>Trzeba przy tym podkreślić, że trzyma fason:</p>
<div class="q"><img decoding="async" style="width: 450px; height: 338px;" src="https://eldoras.com/blog/trawa.jpg" alt="Długowieczna Posidonia oceanica" /></div>
<h2>Najdłużej żyjące zwierzęta</h2>
<p>Powszechnie uważa sie, że żółwie wiodą prym w długowieczności zwierząt. Faktycznie, wiele osobników żyje po 200 lat. Podobne osiągnięcia mają ryby Koi oraz Wieloryby grenlandzkie.</p>
<p>Po 400 lat żyją z kolei małże <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Arctica_islandica">Arctica Islandica</a>, a absolutny rekord biją gąbki Cinachyra antarctica &#8211; 1.500 lat! Sukces zawdzięczają życiu w lodowatym Oceanie Antarktycznym, gdzie reakcje biologiczne zachodzą wyjątkowo powoli.</p>
<h2>Najdłużej żyjąca bakteria</h2>
<p>W 2000 roku badacze z West Chester University w Pensylwanii wskrzesili bakterię, która hibernowała w krysztale w jaskini w Nowym Meksyku. Bakterii podano specjalną pożywkę i zaczęła znowu żyć &#8222;pełną piersią&#8221;. Obecnie ma <strong>250 milionów lat</strong> i trzyma się dobrze (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_long-living_organisms">źródło</a>).</p>
<h2>Zwierzęta nieśmiertelne &#8211; stułbie</h2>
<div class="q"><img decoding="async" style="width: 450px; height: 336px;" src="https://eldoras.com/blog/hydra.jpg" alt="Nieśmiertelna Stułbia" /></div>
<p>Stułbie to małe zwierzątka &#8211; mają najwyżej 3cm długości. Ich prosta budowa biologiczna pozwala na wyjątkowo sprawną regenerację. Polega ona na zastępowaniu starych komórek nowymi. Przez <a href="http://www.biochem.uci.edu/steele/PDFs/Hydra_senescence_paper.pdf">cztery lata obserwacji stułbi</a> zmieniły one całe swoje ciała (wszystkie komórki) ponad 60 razy! Dzięki ciągłej wymianie komórek, <strong>stułbie zupełnie nie starzeją się i żyją wiecznie!</strong></p>
<p>Podczas badania zwrócono uwagę, że czas pierwszej reprodukcji w 99% przypadków silnie wiąże się z długością życia. Porównując stułbie do innych zwierząt, które reprodukują się w tym samym wieku, stułbie powinny żyć od 1 do 8 miesięcy. Tymczasem przez 4 lata nie zaobserwowano żadnych oznak starzenia się.</p>
<p>Co ciekawe, jeśli przetniemy stułbię na pół przy użyciu skalpela, nie umrze ona. Obydwie części ciała zregenerują się i powstaną&#8230; dwa zwierzątka! (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Morphallaxis">źródło</a>).</p>
<p>W podsumowaniu naukowcy podkreślają, że wymiana wszystkich komórek ciała jest możliwa dzięki prostej budowie biologicznej. Sugerują, że starzenie się innych zwierząt zachodzi właśnie dlatego, że są zbyt skomplikowane, by wymieniać swoje komórki.</p>
<p>Ma to swój sens &#8211; wszak przeszczepy opierają się właśnie na masowej wymianie komórek i działają należycie. Gdyby tylko nasze organizmy były sprytniejsze, zapewne same hodowałyby wszystkie nowe komórki i je podmieniały. Niestety nie są (regenerują tylko naskórek itp.), więc musimy pomagać im w laboratoriach. Jest to jednak dowód na to, że naturalną koleją rzeczy jest wymiana komórek i nieśmiertelność, a nie starzenie się.</p>
<h2>Zwierzęta nieśmiertelne &#8211; Turritopsis nutricula</h2>
<div class="q"><img decoding="async" style="width: 450px; height: 320px;" src="https://eldoras.com/blog/jellyfish.jpg" alt="Nieśmiertelna Meduza Turritopsis nutricula" /></div>
<p>Jest to meduza o długości 4,5mm, występująca w każdym oceanie, która osiąga dojrzałość płciową, reprodukuje się, a następnie&#8230; cofa w rozwoju!</p>
<p>Oznacza to, że przechodzi przez cykle starzenia się i odmładzania w nieskończoność, zmieniając swoje komórki wedle potrzeby. Czas między cyklami zależny jest od konkretnego gatunku &#8211; może to być kilka godzin, a może wiele miesięcy.</p>
<p>Również w tym podejściu człowiek może pochwalić się osiągnięciami &#8211; nie tak dawno udało się odwrócić proces rozwoju komórek ludzkiego organizmu. Oznacza to, że naukowcy potrafią zamienić np. komórkę skóry w komórkę macierzystą, która z kolei ma zdolność do przekształcenia się w dowolną inną komórkę. Można więc wymieniać uszkodzone tkanki organizmu bez posługiwania się embrionalnymi (&#8222;zapłodnionymi&#8221;) komórkami macierzystymi, które według wielu oznaczają już życie. Protestów tych oczywiście nie podnosi używanie komórek własnego ciała, bowiem ciężko twierdzić, że część naszego naskórka to nowe życie.</p>
<h2>Dążenie człowieka do nieśmiertelności</h2>
<p>Jak widać, ostatnie lata bardzo zbliżyły nas do nieśmiertelności. Wprawdzie do celu wciąż jeszcze daleko, ale przy tym tempie rozwoju można przypuszczać, że za kilka lub kilkanaście pokoleń życie będzie nieskończenie długie.</p>
<p>Narazie możemy brać przykład z ludzi żyjących ponad 100 lat &#8211; u wszystkich zanotowano wysoki poziom witamin A oraz E. Do zobaczenia w warzywniaku <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Wiedza i zdjęcia pochodzą z Wikipedii.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/dlugowieczne-oraz-niesmiertelne-zwierzeta-i-rosliny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Hiking: 5 najtrudniejszych i najpiękniejszych szlaków turystycznych świata</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/hiking-5-najtrudniejszych-i-najpiekniejszych-szlakow-turysty/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/hiking-5-najtrudniejszych-i-najpiekniejszych-szlakow-turysty/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jun 2009 15:12:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=833</guid>

					<description><![CDATA[<p>W tym wpisie odwiedzimy 5 najpiękniejszych i jednocześnie najtrudniejszych ścieżek na świecie, poprowadzonych wzdłuż długich na kilkanaście km, a wysokich na kilkaset metrów kanionów.</p>
<p><strong>Zapewniam ogromne zachwyty i emocje!</strong></p>
<p>Zapraszam do lektury :)</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/sciezki/camino.jpg" alt="Najpiękniejsze widoki na szlakach: El Caminito del Rey" /><p class="i">Fot. <a href="http://www.journaldutrek.com/el-camino-del-rey/">Journal du Trek</a></p></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W tym wpisie odwiedzimy 5 najpiękniejszych i jednocześnie najtrudniejszych ścieżek na świecie, poprowadzonych wzdłuż długich na kilkanaście km, a wysokich na kilkaset metrów kanionów.</p>
<p><strong>Zapewniam ogromne zachwyty i emocje!</strong></p>
<p>Zapraszam do lektury <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/camino.jpg" alt="Najpiękniejsze widoki na szlakach: El Caminito del Rey" /></p>
<p class="i">Fot. <a href="http://www.journaldutrek.com/el-camino-del-rey/">Journal du Trek</a></p>
</div>
<p><span id="more-833"></span></p>
<h2>5) Aktywny wypoczynek: Słowacki Raj</h2>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/slo.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Słowacki Raj" /></p>
<p class="i">Fot. <a href="http://flog.pravda.sk/myoflog.flog?foto=53922">myo</a></p>
</div>
<p>O Słowackim Raju (<a href="http://maps.google.com/maps?t=h&amp;q=48.916667,20.416667&amp;ie=UTF8&amp;ll=48.916667,20.416667&amp;spn=0.10807,0.2211&amp;z=12&amp;iwloc=A&amp;lci=com.panoramio.all">zobacz w Google Maps</a>) słyszało wielu, wielu też w nim było. Stanowi połączenie przyrody, 20 jaskiń i wodospadów, kanionu i wspinaczki z pomocą drabin, kładek i łańcuchów. Do tego jest blisko, chociaż niekoniecznie tanio.</p>
<p>Słowacki Raj to świetny pomysł na aktywny wypoczynek. Nieopodal znajdziemy także uzdrowiska i baseny termalne.</p>
<div class="q">
<p><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/CjgSO9gHIqY" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/CjgSO9gHIqY" /></object></p>
<p class="i">W lecie wygląda to jeszcze lepiej</p>
</div>
<h2>4) Szlaki turystyczne w kanionach: Wąwóz Vintgar, Słowenia</h2>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/v2.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Wąwóz Vintgar, Słowenia" /></p>
<p class="i">Ścieżka zazwyczaj wbita jest w ścianę kanionu</p>
</div>
<p>Do wąwozu Vintgar (<a href="http://maps.google.pl/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=pl&amp;geocode=&amp;q=vintgar,+slovenia&amp;sll=46.400506,14.100008&amp;sspn=0.007073,0.013819&amp;g=Blejski+Vintgar&amp;ie=UTF8&amp;ll=46.400506,14.100008&amp;spn=0.007073,0.013819&amp;t=h&amp;z=16&amp;iwloc=A">zobacz na Google Maps</a>) trafiłem w dosyć spontanicznych okolicznościach. Byłem bowiem przy granicy włosko-słoweńskiej opodal Triestu, przy Morzu Adriatyckim. Tankowałem samochód na ostatniej taniej stacji przed Włochami. Stojąc w kolejce sięgnąłem po przewodnik po Słowenii. Tam zobaczyłem jedno zdjęcie z Vintgaru. Chwila namysłu i wraz z rodziną zrobiłem 150km na północ do jeziora Bled, by później wracać do Włoch przez okolice Planicy. Pomysł okazał się fantastyczny.</p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/v1.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Wąwóz Vintgar, Słowenia" /></p>
<p class="i">W głębokim korycie potoku leżą dowody jego silnego prądu</p>
</div>
<p>Vintgar to zielony kanion o wysokości 50-100m, który ciągnie się przez 1.6km, co okazuje się mimo wszystko trochę krótkim dystansem. Na jego końcu czeka 13-metrowy wodospad z rozległym widokiem na dolinę.</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/IGVLwNy1KoU" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/IGVLwNy1KoU" /></object></div>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/v3.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Okolice Bled, Słowenia" /></p>
<p class="i">Takie alpejskie krajobrazy czekają nas po wyjeździe z Bled</p>
</div>
<h2>3) Hiking w kanionach: Saklikent, Fethiye, Turcja</h2>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/s3.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Saklikent, Fethiye, Turcja" /></p>
<p class="i">Fotografia własna <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Zakaz używania bez zgody</p>
</div>
<p>Dane mi było podróżować kanionem Saklikent (tur. <em>Ukryte Miasto</em>, <a href="http://www.flickr.com/photos/guraydere/map?&amp;fLat=36.4669&amp;fLon=29.388&amp;zl=5&amp;map_type=sat&amp;order_by=recent" rel="nofollow">zobacz na Flickr Maps</a>) i mogę bez wahania powiedzieć, że <strong>widok absolutnie rzuca na kolana</strong>.</p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/s2.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Saklikent, Fethiye, Turcja" /></p>
<p class="i">Dokładnie w tym miejscu dwóch gości skoczyło do wody na główkę&#8230;</p>
</div>
<p>Wejście do <strong>długiego na 18 km kanionu</strong> stanowi wbita w skałę betonowa ścieżka, która dalej opada ku terenowi zadaszonemu drzewami, a pokrytemu dywanami. Można w nim odpocząć i wsłuchać się w potok&#8230;</p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/s1.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Saklikent, Fethiye, Turcja" /></p>
<p class="i">W tym miejscu wypożyczymy lub kupimy buty do dalszej podróży</p>
</div>
<p>W dalszą, właściwą, podróż wyruszymy&#8230; wpław! Musimy bowiem przebyć potok, a przez całą dalszą drogę będziemy iść jego korytem, niejednokrotnie brodząc po pas.</p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/s4.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Saklikent, Fethiye, Turcja" /></p>
<p class="i">Prąd jest w sam raz &#8211; nie zmywa, ale dostarcza mnóstwa emocji</p>
</div>
<p>Po bokach tego drugiego co do wielkości kanionu w Europie wznoszą się 300-metrowe ściany. Po kilkuset metrach chodzenie ze sprzętem elektronicznym robi się niebezpieczne. Pojawiają się liny, którymi trzeba wspomagać się przy wchodzeniu na kilkumetrowe głazy, po których tryska woda. To był także główny powód mojego powrotu. Idąc do Saklikent musimy wybrać między dokumentacją, a prawdziwą przygodą. Kanion można odwiedzać tylko latem, gdy poziom wody jest odpowiednio niski.</p>
<p>Saklikent wciąż nie jest miejscem bardzo popularnym &#8211; świadczą o tym nikłe źródła w Internecie. Spośród ledwie kilku filmów na youtube wybrałem ten do przedstawienia wejścia do kanionu, chociaż daleko mu do oddania wspaniałości tego dzieła natury:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/C65TWQSgWYE" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/C65TWQSgWYE" /></object></div>
<p>Nie mogę nie wspomnieć o pobliskiej plaży Oludeniz, nad którą można polatać paralotnią (za bodaj 15 euro) i robić mnóstwo innych ekscytujących rzeczy&#8230; Fethiye to jedno z najlepszych (i najtańszych!) miejsc na wakacje.</p>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/s5.jpg" alt="Hiking i szlaki turystyczne: Oludeniz, Turcja" /></p>
<p class="i">Fot. <a href="http://dolphinbeachhotelcalis.com/tr/saklikent.php">Dolphin Beach Hotel</a></p>
</div>
<h2>2) Najpiękniejsze widoki na szlakach: El Caminito del Rey</h2>
<div class="q">
<p><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/camino.jpg" alt="Najpiękniejsze widoki na szlakach: El Caminito del Rey" /></p>
<p class="i">Fot. <a href="http://www.journaldutrek.com/el-camino-del-rey/">Journal du Trek</a></p>
</div>
<p>Nazwa tej wspaniałej trasy jest często skracana do Camino del Rey &#8211; Ścieżki Króla. Znajduje się on nieopodal miejscowości El Chorro w Hiszpanii (<a href="http://maps.google.com/maps?t=h&amp;q=36.915833,-4.772778&amp;ie=UTF8&amp;ll=36.915897,-4.770298&amp;spn=0.016435,0.027637&amp;z=15&amp;iwloc=A">zobacz na Google Maps</a>).</p>
<p>W 1901 roku rozpoczęto budowę zapory wodnej w tym rejonie. Do transportu materiałów między wlotem i wylotem wąwozu potrzebowano specjalnej drogi. Jej budowa trwała cztery lata. W 1921 roku król Alfonso XIII przemierzył tą ścieżkę w czasie uroczystości otwarcia zapory <em>Conde del Guadalhorce</em>.</p>
<p>Przy budowie zastosowano jednak niskiej jakości materiały. Obecnie beton w wielu miejscach zapadł się wgłąb 100-metrowego kanionu, prawie nigdzie nie ma już barierek. W latach 1999 &#8211; 2000 zginęły na tej trasie cztery osoby, co poskutkowało jej oficjalnym zamknięciem. Śmiałkowie (lub głupcy) wciąż jednak przemierzają ten jeden z najpiękniejszych szlaków na naszej planecie.</p>
<div class="q">
<p><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/ZmDhRvvs5Xw" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/ZmDhRvvs5Xw" /></object></p>
<p class="i">Nie zapomnij włączyć HD (wysoka jakość)</p>
</div>
<div class="q">
<p><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/aC4JWOGdrEE" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/aC4JWOGdrEE" /></object></p>
<p class="i">Film innego autora. Włącz HD</p>
</div>
<p>W 2006 roku władze Andaluzji zarezerwowały na remont ścieżki 7 mln euro. Prace nie zostały jeszcze rozpoczęte.</p>
<p><strong>Polecam</strong> obejrzenie <a href="http://cellar.org/iotd.php?threadid=17487" rel="nofollow">wspaniałej galerii zdjęć z El Camino del Rey</a>!</p>
<h2>1) Najtrudniejszy szlak hikingowy na świecie: Mt Hua</h2>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h12.jpg" alt="Najtrudniejszy szlak hikingowy na świecie: Mt Hua" /></div>
<p>Nikt chyba nie ma wątpliwości, która ścieżka jest najtrudniejsza na Ziemi &#8211; wiedzie ona na jedną z pięciu świętych gór w Chinach, którą lokalnie nazywa się Hua Shan (chiń. <em>góra Hua</em>, <a href="http://maps.google.com/maps?t=h&amp;q=34.483333,110.083333&amp;ie=UTF8&amp;ll=34.483354,110.083351&amp;spn=0.135556,0.2211&amp;z=12&amp;iwloc=A&amp;lci=com.panoramio.all">zobacz na Google Maps</a>).</p>
<p>Trasa do świątyni Tao zaczyna się tam, gdzie kończy się kolejka linowa. Widoki i wrażenia, które towarzyszą turystom na 2100 metrach n.p.m. mogą oddać jedynie poniższe filmy.</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/Ke4-cwNvDuE" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/Ke4-cwNvDuE" /></object></div>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/72rN5zO2T7A" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/72rN5zO2T7A" /></object></div>
<h2>Wyprawa na górę Huashan</h2>
<p>Poniższa opowieść została napisana przez Amerykanina, który zimą 2003 roku odwiedził wraz z żoną Mt Huashan. Razem ze zdjęciami, historia została <a href="http://www.ssqq.com/ARCHIVE/vinlin27d.htm">opublikowana przez Rickiego Archera</a>, który łaskawie zezwolił mi na wykonanie tłumaczenia.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h7.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Przejażdżka kolejką linową z zachodniego szczytu na szczyt wschodni przebiegła bez problemów. <em>De facto</em> była bardzo przyjemna.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h5.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Na końcowej stacji na mnie i moją żonę, Laurę, czekały setki stromych, oblodzonych schodów, obudowanych jedynie lichymi barierkami. Chociaż ślizgaliśmy się wielokrotnie, z uporem dążyliśmy do góry. Wreszcie dotarliśmy do tego miejsca:</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h6.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Spoglądając na niemal pionowe schody, zacząłem zastanawiać się, jakim cudem się tu znaleźliśmy. Poczułem zagrożenie. Na domiar złego byłem też odpowiedzialny za swoją żonę.</p>
<p>Stopnie wcinały się w lite skały przy obecności łańcuchów zabezpieczających. Wspaniałomyślnie stworzono dwie takie drabiny &#8211; jedną do wchodzenia i jedną do schodzenia. Mimo to nasze serca biły jak szalone, gdy patrzyliśmy na 20 metrów pionowych stopni, które czekały, aż je pokonamy.</p>
<p>Wyzwanie to wymogło na nas chwilową refleksję. Wiedzieliśmy, że czekająca nas wspinaczka będzie najbardziej stromą i najgorzej zabezpieczoną częścią drogi, jaką dotychczas pokonaliśmy. Co gorsza, wydawało mi się, że na stopniach widzę lód. To nie mogło być proste. Zaczynałem tracić cierpliwość.</p>
<p>Pomyślałem &#8222;<em>To niedorzeczne! Nie mogę uwierzyć, że ktoś oczekuje, że ludzie będą używać takich schodów! Powinniśmy byli zawrócić już dawno temu!</em>&#8222;. Laura patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Nie potrafiłem odczytać, czy zgadza się ze mną. Wcześniej był taki moment, w którym już prawie daliśmy za wygraną. Nie wiem dlaczego, ale mimo wszystko szliśmy dalej.</p>
<p>Podejrzewam, że miało to związek z licznie schodzącymi ludźmi, którzy robili sporo hałasu. To nasunęło mi myśl, że szczyt jest już blisko. A skoro tylu ludziom się udało, nam też udać się powinno.</p>
<p>W mojej głowie trwała wojna, która doprowadzała mnie do szaleństwa. Część mózgu odpowiedzialna za odwagę pojedynkowała się z rozsądkiem. Póki co, to odwaga była górą, ale rozsądek do spóły z rosnącym strachem dawał się już mocno we znaki.</p>
<p>W międzyczasie moja pesymistyczna postawa odbiła się na Laurze &#8211; także zaczęła się wahać. Gdy zaczynaliśmy wspinać się po pionowych schodach, jej mina z zagadkowego przybrała surowy wyraz. Powiedziała &#8222;<em>Nie wiem, czy to jest najlepszy pomysł, Frank. Może powinniśmy dać sobie spokój?</em>&#8222;. Spojrzałem na nią w ciszy. Miała rację &#8211; to nie był dobry pomysł, zwłaszcza w tych warunkach pogodowych.</p>
<p>Mój wewnętrzny konflikt pogłębiał się. Część mnie nie mogła scierpieć wizji poddania się. Ta góra była po prostu zbyt piękna! Z drugiej strony żałowałem, że nie zatrzymaliśmy się już dawno temu. Przyznaję: to głównie moja zasługa. Ja parłem do przodu. W końcu nie po to zapłaciliśmy 80 dolarów, jechaliśmy w autobusie 3 godziny, słuchaliśmy półgodzinnego wykładu na temat góry, jechaliśmy 20 minut kolejką linową i wspinaliśmy się po pokrytych śniegiem i lodem stopniach, by zawrócić, będąc tak blisko szczytu! Szanse, że kiedyś tu wrócimy, były bliskie zeru. To była moja chwila chwały. Nie mogliśmy teraz zrezygnować, gdy szczyt jednej z najpopularniejszych w Chinach gór był już widoczny gołym okiem. Nie wykazałem więc zainteresowania pomysłem powrotu, który nasunęła Laura. Wkrótce sama powiedziała, że ona też nie chciała jeszcze wracać i temat porzuciliśmy. Pomyślałem &#8211; &#8222;<em>Tak, jasne</em>&#8222;. Byłem bardzo zmartwiony, czy aby nie popełniłem w tym momencie dużego błędu, nie wiedząc, jak wygląda dalsza droga.</p>
<p>Przez całą wspinaczkę przyklejaliśmy się do poręczy w obawie o nasze życia. Mimo ogromnego zimna, mocno wiejącego wiatru, i pokrytych lodem stopni, wciąż z uporem dążyliśmy w kierunku szczytu. Schody stawały się coraz bardziej strome, a po bokach straszyły 70-cio metrowe urwiska. Zmuszałem się, by nie patrzeć w dół.</p>
<p>Wreszcie pokonaliśmy wszystkie stopnie. Miejsce, w którym stanęliśmy, było bardzo piękne. Widzieliśmy z niego ogromną dzicz doliny i pozostałe trzy z wszystkich czterech wierzchołków góry Huashan. Ten widok zaparł mi dech w piersiach. Nic dziwnego, że było to miejsce kultu religijnego.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h9.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Przed nami jawił się także pionowy klif. To był ostatni i najtrudniejszy fragment przed wkroczeniem na ścieżkę do świątyni. Odczuwałem strach, jakiego jeszcze nigdy nie doznałem. Po raz trzeci moja odwaga została poddana bardzo ciężkiej próbie.</p>
<p>Czułem się jak kot, który wszedłszy na drzewo, nie mógł z niego zejść. Tyle tylko, że mnie tutaj nikt nie mógł pomóc. To było jak koszmar nocny. Chciałem obudzić się w moim ciepłym łóżku. Tu jednak nie było łóżek. Był tylko porywisty wiatr, wieczny śnieg i zlodowaciałe schody. Wiedziałem, że z tego będziemy musieli wyjść samodzielnie. Ze strachu czułem już mdłości. Niedobrze mi było na sam widok rozklekotanych drewnianych desek i pokrytych rdzą łańcuchów, które oddzielały ścieżkę od przepaści.</p>
<p>Spojrzałem na klif ponad nami. Doznałem szoku, widząc ogromną ilość Chińczyków, lekkomyślnie ubranych w coś, co można określić najwyżej mianem trampek. W mojej głowie pojawiło się wiele pytań: <em>Czy oni są szaleni? Czy zgłupieli? A może jedno i drugie? Czy oni się nie boją?</em>. Istotnie wydawało się, że Chińczycy nie odczuwali żadnego niepokoju podczas pokonywania tej trasy. Od razu przypomniało mi się, że ludzie regularnie tracą życie wspinając się na tą górę. Po tym, co zobaczyłem, nie miałem już wątpliwości, że te historie są prawdziwe. Szósty zmysł podpowiadał mi, że najgorsze wciąż przed nami.</p>
<p>Dlaczego miałbym kontynuować podróż? Chodzenie po urwisku z pewnością nie jest najmilszym sposobem na spędzenie weekendu, niezależnie od widoków. Może po prostu odkryłem swój upragniony sposób na śmierć? Są oczywiście ludzie, którzy czerpią przyjemność z niebezpiecznych wycieczek. Ja zdecydowanie nie jestem jednym z nich, chociaż prawdopodobnie bardziej, niż większość. Dziś jednak znalazłem się w tym miejscu nie ze względu na ambicję, czy dreszczyk emocji, lecz z powodu niedoinformowania. Nie sądziłem, że ta trasa jest aż tak ciężka. Zastanawiałem się, ile ludzi tu ginie każdego roku. Nikt jednak nie mówił po angielsku, więc nie sposób było się dowiedzieć. Jeszcze nigdy nie byłem tak przerażony. Jak wiele ryzyka to za dużo?</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h10.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Naokoło ludzie wciąż wchodzili do góry. Czasem ciężko jest powiedzieć sobie &#8222;dość&#8221;. Zacząłem rozmawiać z Laurą. W międzyczasie kolejni ludzie wdrapywali się po drabinie. Wtedy zdecydowałem, że będziemy szli dalej. Teraz tego żałuję. Nigdy nie zapomnę dalszej części naszej wspinaczki.</p>
<p>Zapytałem Laurę, kto ma iść pierwszy. Powiedziała, że ja. Zaczęliśmy wspinać się po metalowej drabinie, wkutej w szczelinę góry. W razie błędu konsekwencją byłaby pewna śmierć. Z drugiej strony, jak często spadamy z drabiny, gdy jesteśmy skupieni? Wystarczy mieć mocny uchwyt i być pewnym stabilności nóg przed zrobieniem kolejnego kroku. Wspinaczka była przerażająca, ale udało nam się przez nią przeprawić.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h11.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Kolejny etap był nawet dosyć przyjemny. Na górze drabiny czekała na nas niewielka ścieżka, wcięta w zbocze góry. Podążając nią spostrzegliśmy, że do budowy tej części trasy wykorzystano naturalny występ skalny. Tam, gdzie go nie było, wydrążono skałę. Ulżyło nam na widok metalowego łańcucha, który oddzielał nas od przepaści. Wejście metalową drabiną było trudne, ale wreszcie zacząłem się relaksować, podążając z łatwością tą ścieżką i mocno trzymając się łańcucha. W dodatku zmusiłem się, by nie patrzeć w dół. Moja równowaga polegała na pewności siebie. Im bardziej byłem przestraszony, tym trudniej było mi chodzić prosto. Skupiłem więc wzrok na granitowej powierzchni ścieżki. Przez to nie zaznałem piękna doliny rozpościerającej się poniżej.</p>
<p>W pewnej chwili popełniłem głupi błąd &#8211; spojrzałem przed siebie. Zobaczyłem, że przyjemna ścieżka kończy się, a jej miejsce zajmuje absurdalna rampa z drewna. Spanikowałem i natychmiast zatrzymałem się. Na ten widok miałem ochotę po raz czwarty tego dnia zawrócić. Wtem jednak dogoniła nas grupka sześciu Chińczyków &#8211; studentów. Chociaż zachowywali się miło i uprzejmie, wyczułem, że chcieli, byśmy czym prędzej kontynuowali wędrówkę. Ponieważ miejsce było zbyt wąskie, by się minąć, wstrzymywaliśmy kolejkę. Zawstydzeni ruszyliśmy więc dalej.</p>
<p>Opodal miejsca, w którym skałę zastępowały deski, była wnęka. Przykleiliśmy się do niej, przepuszczając studentów. Nie mogłem nie zauważyć uśmiechów i komentarzy z tym związanych. Ich nieustraszoność zaczęła grać mi na nerwach. Dobrze, że nas minęli.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h12.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Następny etap podróży był kresem moich możliwości. Za zakrętem pojawiło się 30 metrów desek wystających z pionowej ściany. Miejsce to nazywało się <em>Changkong Zhandao</em>, a po angielsku &#8211; droga w powietrzu. Wprawdzie były łańcuchy, ale był też mocny wiatr i lód. Margines błędu był drastycznie mały. Deski miały nie więcej niż pół metra szerokości. Zastanawiałem się, na ile są bezpieczne, biorąc pod uwagę wystawienie na tak ciężkie czynniki pogodowe.</p>
<p>Jedynym powodem, dla którego kontynuowaliśmy podróż, byli ci Chińscy studenci. Laura i ja patrzyliśmy, jak pokonują platformy, niemal na nich tańcząc. Noga do przodu, złączenie, noga do przodu, złączenie&#8230; Śmiejąc się, pokonali bok urwiska!</p>
<p>Przysięgam na Boga &#8211; gdyby nie oni, już dawno byśmy zawrócili. Pozostawieni samym sobie, szybko byśmy spanikowali, ale widząc, jak inni radzą sobie z tymi deskami pomyśleliśmy, że my też możemy tego dokonać.</p>
<p>Spojrzeliśmy na siebie myśląc &#8222;<em>W co my się tym razem wpakowaliśmy?</em>&#8222;. Laura zdecydowała narazie tylko patrzeć, gdy ja ośmielony postawą studentów chwyciłem łańcuch i powoli zrobiłem pierwszy krok. Wciąż powtarzałem sobie, że skoro oni mogli, to ja też mogę.</p>
<p>Mimo ostrożności, raz omal nie poślizgnąłem się. Nie odrywałem nawet nóg od desek, ale w kilku miejscach nie były one dokładnie spasowane, a nie patrząc w dół, ciężko mi było wyczuć kolejne. Stojąc na lewej nodze, dosunąłem do niej prawą. Tam jednak była krawędź deski i moja noga trafiła na powietrze. Kurczowo ścisnąłem łańcuch i odzyskałem równowagę. Dzięki Bogu Laura tego nie widziała &#8211; patrzyła w tej chwili w głąb doliny.</p>
<p>Od tego momentu czułem wyłącznie panikę. Moje kolana trzęsły się mimowolnie. Śmiertelnie bałem się wykonać kolejny krok. Stałem więc w miejscu dobrą chwilę. Laura spostrzegła to i zapytała, czy wszystko w porządku. To mnie otrząsnęło &#8211; do śmierci było wszak jeszcze trochę daleko. Potwierdziłem więc, że wszystko OK i ruszyłem dalej.</p>
<p>Wkrótce sam zaśmiałem się. Na skale widać było ślady szminki. Ktoś tak przycisnął się do ściany, że ją pocałował.</p>
<p>Pokonanie tego przejścia nie było proste. Jeden błąd i wylądowałbym dwa kilometry niżej, na dnie doliny. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby zamiast desek była skała. Pomyślałem o chińskich studentach. Co by powiedzieli ich rodzice, gdyby wiedzieli, co teraz robią? Co takiego było w kulturze chińskiej, że ludzie pokonywali taki trudny szlak? Nie miałem wątpliwości, że na tej trasie zginęło już wiele osób. Nie sądziłem, że taka ścieżka może zostać udostępniona dla turystów. Na dole oczywiście były znaki ostrzegawcze, ale nie sugerowały igrania ze śmiercią. Przypomniałem sobie, że chiński przewodnik długo opowiadał o tej górze. Niestety nasz tłumacz streścił to w kilku zdaniach. Może gdyby był dokładniejszy, nie bylibyśmy w takiej sytuacji?</p>
<p>Bolały mnie ręce od zaciskania ich na lodowatym łańcuchu. Żałowałem, że nie wziąłem żadnych rękawiczek ochronnych. Poruszając się z prędkością ślimaka, dotarłem do ostatniej deski. Pokonanie kilkudziesięciu metrów zajęło mi 10 minut. To było najdłuższe 10 minut mojego życia. Dotarwszy do skalengo występu powinienem być z siebie dumny i szczęśliwy, lecz byłem na to zbyt zestresowany. Spojrzałem powoli na odbytą drogę. Jej pokonanie zupełnie mnie wyczerpało.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h15.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Przed nami było jeszcze więcej wspinaczki. Tym razem zamiast desek, czekały na nas wydrążone w skale oparcia na stopy. Skała była w tym miejscu zaokrąglona. Ktoś ryzykował życiem, wykuwając te dziury dla innych. Ciekawy pomysł, ale trasa wciąż była bardzo niebezpieczna.</p>
<p>Zatrzymaliśmy się na chwilę by zobaczyć, jak radzą sobie z tym Chińscy studenci. W myślach dziękowałem, że nie odeszli za daleko. Obserwując ich, nabierałem pewności siebie. Wyjaśniło się, jakim cudem są tak blisko nas &#8211; musieli poczekać, aż para turystów skończy schodzić. W tym miejscu nie było mowy o minięciu się. W pewnym momencie dziewczyna poślizgnęła się i krzyknęła. Przysięgam, że moje serce przestało bić, gdy patrzyłem, jak stara się odzyskać równowagę. W końcu udało jej się wyjść z opresji.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h13.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Gdy zobaczyłem, jak do wspinaczki podeszli studenci, zacząłem tęsknić za drewnianymi kładkami. Następnie czekaliśmy, aż zejdą kolejni turyści. Spędziliśmy tu 20 minut. W tym czasie mój niepokój osiągnął krytyczny poziom. Podobnie jak w przypadku desek, nie było tu żadnych zabezpieczeń. Jeden błąd oznaczał śmierć. Z powątpiewaniem potrząsnąłem głową. Pokonanie tego fragmentu szlaku wymagało posiadania odpowiedniego sprzętu wspinaczkowego: butów, sprzętu asekuracyjnego, rygli, lin i uchwytów. My jednak mieliśmy tylko nagie dłonie.</p>
<p>Nadeszła nasza kolej. W jednej chwili zerwał się porywisty wiatr, który rzucił nas na kolana. Przycupnęliśmy na kilka minut, czekając, aż przejdzie. Wolałem nie myśleć co by było, gdyby wiatr dopadł nas podczas wspinaczki.</p>
<p>Laura z lekkim uśmiechem oświadczyła &#8222;<em>Panowie przodem!</em>&#8222;. Także uśmiechnąłem się, ale odmówiłem. Powiedziałem, żeby to ona szła pierwsza &#8211; w razie poślizgu istniała wtedy minimalna szansa, że zdążyłbym ją złapać. Laura rozsądnie zgodziła się.</p>
<p>Wraz z jej pierwszymi krokami okazało się, że dziury są wystarczająco duże, by zmieścić obydwie stopy. Kolejne schodki oddalone były od siebie o 15 cm. Laura, kurczowo trzymając się łańcucha, jedną nogą szukała kolejnych dziur.</p>
<p>Nadeszła moja kolej. Ścieżka kierowała raz poziomo, raz po przekątnej ku górze. Do przebycia w pionie były mniej więcej 3 metry. Najmniejsza pomyłka oznaczała upadek w przepaść. Sama ta świadomość powodowała dygotanie moich rąk i nóg. Nie pozwalałem sobie nawet na najmniejszy nerwowy ruch &#8211; każdy krok był ostrożny i dokładnie przemyślany. Cierpliwość opłaciła się. Dotarliśmy na górę bez przeszkód. Przed nami było już tylko jedno wyzwanie.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h17.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Szczyt był w zasięgu wzroku. Musieliśmy jedynie pokonać tzw. &#8222;<em>schody do nieba</em>&#8222;. Led Zepplin uznałby tą nazwę za trafioną. Dostrzegłem świątynię na wierzchołku góry i zacząłem zastanawiać się, jak ją zbudowano. Czy budowniczy mieli jakąś windę? Natychmiast nabrałem podejrzeń, że istnieje prostsza droga, lecz jeśli tak faktycznie było &#8211; mi nie udało się jej znaleźć.</p>
<p>Bliskość celu dodała nam odwagi. Zbyt szybko wchodziliśmy po schodach. Jeden podmuch wiatru wytrącił nas z rytmu. Obydwoje chwyciliśmy łańcuch w obawie o życie. Jeśli wiatr byłby silniejszy, mógłby nas bez problemu zepchnąć w przepaść. Po raz drugi podczas tej podróży upadliśmy na kolana. Powoli wstaliśmy i ruszyliśmy dalej, dużo wolniej i ostrożniej. Nawet ta wspinaczka nie była dla ludzi o słabym sercu.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h18.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Od tej chwili nie opuszczał nas porywisty wiatr. Mimo ciepłych płaszczów, obydwoje trzęśliśmy się z zimna. Temperatura musiała być bliska zeru, a sytuację pogarszała wichura. Byliśmy jednak zbyt blisko, by zrezygnować. Niemiłosiernie bolały mnie nogi. Pokonując stopień po stopniu, dostaliśmy się do pięknej świątyni Tao.</p>
<p>Wyglądając przez okno, chroniony murami od zimna i wiatru, czułem się szczęśliwy jak nigdy w życiu. Byłem bardzo zadowolony, że tu jesteśmy. Nie mogłem uwierzyć, że przeszliśmy tyle trudów. W myślach podziękowałem Bogu za opatrzność.</p>
<p>Na szczycie był punkt obserwacyjny, z którego można było zobaczyć wszystko w promieniu 360 stopni. Gdzie nie spojrzeliśmy, rozciągały się ogromne góry i głębokie doliny. Piękno tego widoku jest nie do opisania. Mógłbym tam spędzić cały dzień, po prostu patrząc.</p>
<p>Nasza zaduma została przerwana przez Chińskiego stróża, który poinformował nas, że na dole zaczął padać śnieg. Dla naszego bezpieczeństwa, doradził zejście.</p>
<p>Twarz Laury pobielała od strachu. Moja też. Ostatnie resztki odwagi odeszły mnie.</p>
<p><em>Niech to szlag.</em></p>
<p>Cały ten trud i ryzyko było tylko po to, by spędzić 10 minut na szczycie! Nie mieliśmy jednak wyjścia. Zmobilizowaliśmy się i opuściliśmy północny wierzchołek góry Huashan. Wcześniej nie przyszło mi na myśl, że trzeba będzie jeszzce schodzić. Teraz ta wizja przyprawiała mnie o mdłości. Wiedza, co musimy znowu przejść, w dodatku z padającym śniegiem, wyzwalała we mnie najgorsze przeczucia.</p>
<p>Wiatr wzmógł się już podczas pokonywania schodów ze świątyni. Pozytywnym aspektem było to, że przynajniej nie musieliśmy już wspinać się w górę. Padał śnieg, na szlaku pojawił się lód.</p>
<p>W takich warunkach dotarliśmy do przejścia z wyżłobionymi oparciami na stopy. W dziurach było już dużo rozmkołego śniegu. Z prędkością ślimaka poruszaliśmy się po nich, w myślach dziękując, że nie popędza nas już żadna żwawa młodzież. Chociaż zejście okazało się łatwiejsze, musiałem włożyć w nie dużo więcej koncentracji, niż we wchodzenie. Emocje były nie do opisania.</p>
<p>Dalej czekała nas przeprawa po deskach, po zboczu góry. Ten fragment nie okazał się bardzo stresujący dzięki zamontowanym łańcuchom. Stamtąd droga wiodła do <em>komina</em> z drabinkami. W tym momencie rozluźniłem się &#8211; to było nic w porównaniu z tym, co już przebyliśmy. Laura także wyglądała na spokojniejszą. Mocno trzymając się stopni, zeszliśmy na dół w dosyć dobrym czasie.</p>
<p>Wydawało się, że najgorsze już za nami. Śnieg przestał dawać się we znaki.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/sciezki/h8.jpg" alt="Wyprawa na górę Huashan" /></div>
<p>Schodziliśmy Schodami Samobójców w kierunku stacji kolejki linowej, widocznej już gołym okiem kilkaset metrów przed nami. Cel był na wyciągnięcie ręki. Wtedy stało się coś, czego nie zapomnę do końca życia.</p>
<p>Około piętnastu metrów przede mną do góry wchodził Chińczyk. Szedł po dosyć płaskim podłożu, nie trzymając się łańcucha. Nagle poślizgnął się, stracił równowagę, i spadł ze ścieżki.</p>
<p>Od 200-metrowej, pionowej przepaści dzieliło go tylko kilka drzew na stromym zboczu. Jakimś cudem udało mu się złapać rękami łańcuch w czasie, gdy jego nogi ześlizgnęły się pod nim. Jeśli by nie trafił w łańcuch silnym uchwytem, te kilka sosen byłoby jego ostatnią szansą na ratunek. Zdołał jednak zahamować poślizg i wdrapać się z powrotem na ścieżkę.</p>
<p>Wraz z Laurą patrzyliśmy w bezruchu. Ten człowiek był o włos od śmierci. Zanim odzyskałem zmysły, odwrócił się do mnie i perfekcyjnym angielskim oznajmił &#8222;<em>Bardzo tu niebezpiecznie, lepiej uważajcie</em>&#8222;.</p>
<p>Ze zdumienia sam mało nie spadłem z góry. Ledwie chwilę temu tego człowieka od pewnej śmierci uratował oblodzony łańcuch chwycony w ostatniej sekundzie, a pierwszą rzeczą o której pomyślał, było zwrócenie <strong>mnie</strong> uwagi, żebym uważał.</p>
<p>Widać lęk nie był mu znany. W przeciwieństwie do mnie. Teraz kurczowo trzymałem łańcuch obiema rękami. Od ponad godziny nie postawiłem nieprzemyślanego kroku, jednak teraz skupiłem się jeszcze bardziej.</p>
<p>Dwie minuty później Laura krzyknęła w przerażeniu, gdy sama poślizgnęła się, zupełnie jak ten Chińczyk. Chociaż była na to przygotowana, jej nogi i tak ześlizgnęły się ze stopni. Mocno trzymała jednak łańcuch i zdołała podnieść się. W dwie sekundy byłem przy niej, ale gdy wpadłem na ten oblodzony fragment, sam wpadłem w poślizg. To była diabelnie zdradziecka ścieżka.</p>
<p>Gdy pomagałem jej dojść do siebie, wypełniał mnie nie tyle strach lub ulga, co złość, że to przez moje ambicje jesteśmy w takiej sytuacji. Chciałem, by wydane pieniądze były siebie warte. Chciałem też dowieść, że jestem równie odważny i sprawny, jak ci chińscy studenci. W rezultacie przez ostatnie dwie i pół godziny od śmierci dzielił nas zawsze krok, a niekiedy niepewna poręcz lub łańcuch.</p>
<p>Przez zmęczenie Laura popełniła błąd. Gdyby coś jej się stało, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Szał ogarniał mnie z powodu mojej ignorancji i egoizmu. Nie byłem świadomy, jak niebezpieczna może być ta trasa.</p>
<p>Najbardziej jednak zły byłem z powodu swojej chęci dorównania studentom. Sądziłem, że oni wiedzą, co robią, i to dodało mi odwagi. Incydent sprzed kilku minut zrewidował jednak ten pogląd. Ta góra była śmiertelną pułapką.</p>
<p>Ktoś mógł przecież dostać ataku serca od ciśnienia lub zmęczenia. Mógł też zasłabnąć, nie trafić w stopień, albo na moment stracić równowagę. Tak niewiele brakowało do tragedii. Laura była skoncentrowana tak mocno, jak tylko była w stanie, a i tak poślizgnęła się. Mieliśmy szczęście, że żyliśmy.</p>
<p>Dwa dni później zatrzymaliśmy się opodal w Xian. Laura przeglądała lokalną broszurę. W pewnym momencie zaczęła chichotać. Zapytałem, co jest takie śmieszne. Wskazała na <em>Trzecią Mądrość Tao</em>:</p>
<p>&#8222;<em>Ten, kto wie kiedy przestać, nie pakuje się w tarapaty</em>.&#8221;</p>
<p>Amen.</p>
<h2>Co dalej?</h2>
<p>Rick Archer poza wieloma innymi <a href="http://www.ssqq.com/ARCHIVE/vinlin27d.htm">ciekawymi tekstami i zdjęciami na temat Huashan</a> zebrał także <a href="http://www.ssqq.com/ARCHIVE/huashanletters.htm">listy od odwiedzających świętą górę</a>.</p>
<p>Znasz inne warte odwiedzenia miejsca? Opisz je w komentarzach poniżej!</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/hiking-5-najtrudniejszych-i-najpiekniejszych-szlakow-turysty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>8</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Informatyka na Uniwersytecie Jagiellońskim i AGH</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/informatyka-na-uniwersytecie-jagiellonskim-i-agh/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/informatyka-na-uniwersytecie-jagiellonskim-i-agh/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Jul 2008 00:12:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=823</guid>

					<description><![CDATA[<p>W nawiązaniu do <a href="https://blog.eldoras.com/2008/03/20/relacja-z-dni-otwartych-uj-2008/">relacji z Dni Otwartych UJ</a> oraz wpisu <a href="https://blog.eldoras.com/2006/11/16/od-licealisty-do-studenta-i-dlaczego-kocham-uj/">od licealisty do studenta i dlaczego kocham UJ</a> napisały do mnie już <strong>dziesiątki osób</strong>.</p>
<p>Przedstawiam więc więcej informacji na temat tego kierunku na UJ i AGH wraz z porównaniem Informatyki na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ oraz tej na Wydziale Matematyki i Informatyki UJ.</p>
<p>Przy okazji wspomnę słowem o <strong>progach</strong> i samym studiowaniu tego kierunku.</p>
<p><strong>Zapraszam do lektury, Maturzysto :)</strong></p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/uj_logo.png" alt="Logo UJ" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W nawiązaniu do relacji z Dni Otwartych UJ oraz wpisu od licealisty do studenta i dlaczego tak cenię UJ napisały do mnie już <strong>dziesiątki osób</strong>.</p>
<p>Przedstawiam więc więcej informacji na temat tego kierunku na UJ i AGH wraz z porównaniem Informatyki na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ oraz tej na Wydziale Matematyki i Informatyki UJ.</p>
<p>Przy okazji wspomnę słowem o <strong>progach</strong> i samym studiowaniu tego kierunku.</p>
<p><strong>Zapraszam do lektury, Maturzysto <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></strong></p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/uj_logo.png" alt="Logo UJ" /></div>
<p><span id="more-823"></span></p>
<h2>Informatyka kontra Informatyka</h2>
<p>Na UJ mamy do dyspozycji dwa kierunki o nazwie Informatyka: na wydziale <a title="Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej" href="http://www.fais.uj.edu.pl">FAIS</a> i <a title="Matematyki i Informatyki" href="http://www.matinf.uj.edu.pl">MiI</a>. Ten na wydziale FAIS nosił do niedawna nazwę Informatyka Stosowana, teraz nazwa została skrócona.</p>
<p>Podstawowa różnica między tymi kierunkami to kursy (wykładane przedmioty) i podejście do sprawy. Na WFAIS jest praktyka, na WMiI &#8211; teoria.</p>
<p>Najlepiej sprawę zobrazują bloki programowe, które wybiera się po drugim roku studiów. Na WFAIS mamy do wyboru: grafikę, sieci komputerowe i telekomunikacyjne, inżynierię oprogramowania (czyli programowanie), nowe technologie (lasery, komputery kwantowe itp.), bioinformatykę, modelowanie komputerowe (sprowadza się do rozwiązywania zagadnień matematycznych na komputerach). Są to więc bardzo konkretne bloki. Wybieramy dwa i w nich się kształcimy (oczywiście nikt nie broni wziąć więcej&#8230;). Dokładne opisy przedmiotów i studiów znajdziemy na <a href="http://www.fais.uj.edu.pl">witrynie WFAIS</a>. Na WFAIS mamy trochę fizyki (bodaj trzy kursy &#8211; nie jest tego wiele) i trochę matematyki. Jest to minimum, którego nie unikniemy na żadnych studiach ścisłych.</p>
<p>Natomiast na WMiI mamy podział na specjalności: informatyka stosowana i teoretyczna. Do niedawna była też informatyka statystyczna. Program studiów dostępny jest na <a href="http://www.ii.uj.edu.pl">stronie instytutu</a> i widać po nim, że na tych studiach przeważa matematyka i teoria. Jak sam usłyszałem na Dniach Otwartych, oni nie uczą się tyle programować, co myśleć koncepcyjnie: np. co to jest klasa. Te studia mogę polecić jedynie jeśli ktoś lubi matematykę i teorię. Do programowania i praktycznej informatyki, która się przyda w życiu, służy WFAIS.</p>
<p>Wiele informacji na temat samych kursów można znaleźć na <a href="https://www.usosweb.uj.edu.pl/">USOSweb</a> Uniwersytetu.</p>
<h2>Czy trudno się dostać na Informatykę?</h2>
<p>Wszyscy <strong>boją się</strong> podawać progi, czy nawet ilość osób na miejsce.</p>
<p>Na WFAIS średnio trzeba mieć 60% z matury rozszerzonej z przedmiotu branego pod uwagę, by dostać się w pierwszej fali. Średnio co roku jest 1,7 osoby na miejsce. Następnie ludzie stopniowo rezygnują (idą na Infę na AGH, a następnie żałują :P) skutkiem czego przeprowadzana jest druga rekrutacja, by zapełnić miejsca (ok. 40 miejsc jest wolnych z 90 po pierwszej rekrutacji). Sprawa kończy się tak, że we wrześniu często jest kilka wolnych miejsc, w które można się wcisnąć rozmawiając z Pełnomocnikiem do spraw Informatyki. Jeśli ktoś jest wytrwały &#8211; dostanie się z pewnością.</p>
<p>Na WMiI ilość osób na miejsce to około 1,3. Można się więc spodziewać, że rekrutacja przebiega na podobnych zasadach.</p>
<p>Wreszcie, na Informatykę na AGH dostać się najtrudniej. Po przeliczeniu wg ich wzoru, wypada mieć koło 75% (a nie 97% jak idą pogłoski) z możliwych do zdobycia wg tego wzoru punktów. Pytanie: <strong>czy warto?</strong></p>
<h2>Dlaczego wybrać UJ a nie AGH?</h2>
<p>Nie studiuję na AGH, ale mam tam znajomych. Program nie różni się zbyt wiele od tego na UJ. Jest trochę mniej programowania, a trochę więcej matematyki i elektroniki.</p>
<p>Przede wszystkim: <strong>jest trudniej</strong> i mniej przyjemnie (kadra nauczająca wydaje się milsza na UJ).</p>
<p>Trudniej z tego względu, że kolokwia bywają niezapowiedziane (co <strong>nie zdarza się</strong> na UJ) i występują także na wykładach, na których to obecność jest obowiązkowa (także w przeciwieństwie do UJ).</p>
<p>Co więcej, na AGH przydzielenia do grup ćwiczeniowych są &#8222;<i>na sztywno</i>&#8222;. Jak ktoś powalczy, to pewnie zmieni grupę. Na UJ harmonogram ustala się samemu. Można wybrać, do której grupy ćwiczeniowej się będzie uczęszczać (a więc do jakiego nauczającego, w jaki dzień tygodnia i o której godzinie). Skutkiem tego i braku obowiązkowej obecności na wykładach, można z powodzeniem studiować 3 (a nawet 2) dni w tygodniu, a resztę mieć wolnego. W dodatku nie musimy męczyć się z jakimiś ewenementami (z kadry nauczającej). To jest <strong>ogromny plus</strong>.</p>
<p>Panuje <strong>błędne przekonanie</strong>, że AGH ma lepszą informatykę. Otóż nie jest to prawdą &#8211; wiedza nabyta jest niemal taka sama, zaś w konkursach międzynarodowych (nie każcie mi szukać&#8230; uwierzcie lub <a href="http://google.com">sprawdźcie</a>) to studenci UJ wiodą prym. Nie wiem jak ma się sytuacja na AGH, ale UJ współpracuje z IBM i Sabre &#8211; są specjalne kursy prowadzone przez pracowników tych firm.</p>
<p>Regulamin studiów to rzecz ważna, bowiem każdemu może powinąć się noga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> W przypadku UJ mamy rozliczenie roczne, czyli że w sesji zimowej wylecieć nie można. Mamy czas do końca września, by wywalczyć zaliczenia kursów. Na AGH niestety rozliczenie jest semestralne. Nie wiem jak wygląda kwestia wpisów warunkowych (idziemy na kolejny rok, ale musimy już wtedy zaliczyć brakujące kursy) na AGH, ale na UJ można nie mieć 10 punktów z 60 wymaganych do wpisu na kolejny rok. Sprowadza się to najczęściej do jednego kursu ważnego (6 punktów) oraz jakiegoś WFu lub angielskiego (po ok. 2 punkty). Jest to jednak rezerwa, której np. na U<acronym title="Akademia Pedagogiczna">P</acronym> wcale nie ma.</p>
<p>Wreszcie, renoma uczelni robi swoje. Obydwie uczelnie są rozpoznawane w Polsce, ale nie liczcie, że na świecie sytuacja ma się podobnie. <strong>Jeśli</strong> któraś z tych uczelni jest rozpoznawana, to <strong>zdecydowanie</strong> UJ.</p>
<p>Nie chcę przy tym sugerować, że na AGH jest w jakimś sensie źle. Jest po prostu trudniej, co niektórym bardziej odpowiada.</p>
<h2>Jak jest na tej informatyce?</h2>
<p>Teraz o samym WFAIS.</p>
<p>Jest <strong>przyjemnie</strong>, a stresu jest na tyle mało, na ile sesja może pozwolić. Jeśli się interesuje informatyką i nie olewa zupełnie studiów, nie będzie się miało problemów.</p>
<p>Ci z kolei, którzy chcą się wiele nauczyć, też znajdą tu swoją niszę. Kadra jest pomocna, a wykładany materiał jest zazwyczaj przyswajalny i konkretny. Nikt nie umywa rąk i nie ma odpowiednika religii z liceum, ale też prawie nikt nie robi problemów, jeśli się swoje minimum robi.</p>
<p>Dla niektórych może być cenna informacja, że na każdych niemal ćwiczeniach można mieć dwie nieusprawiedliwione nieobecności, które czasem można podciągnąć pod&#8230; sześć. Takich rzeczy lepiej nie próbować na AGH. Nie radzę tak uczęszczać na zajęcia, ale dobrze mieć ten luksus.</p>
<p>Zajęcia według harmonogramu trwają po dwie godziny zegarowe. W praktyce na pierwszych zajęciach ustala się, gdzie wcisnąć 2 razy po 15 minut wolnego. Np. jeśli zajęcia są od 8 do 10, to zaczynają się prawie zawsze o 8:30, natomiast w środku dnia przychodzi się 15 minut później, a wychodzi 15 minut wcześniej. Jak można się domyślić, popołudniowe zajęcia zazwyczaj zaczynają się o pełnej godzinie, a wychodzi się o 30 minut wcześniej.</p>
<h2>Na koniec&#8230;</h2>
<p>Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem temat. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach poniżej.</p>
<p><strong>Serdecznie zapraszam na UJ</strong> &#8211; nie pożałujecie.</p>
<p>P.S. Powyższe informacje są subiektywne i nie przedstawiają oficjalnych danych czy stanowisk właściwych sobie organów.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/informatyka-na-uniwersytecie-jagiellonskim-i-agh/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>112</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/jak-zdalnie-zrobic-kariere-redaktora/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/jak-zdalnie-zrobic-kariere-redaktora/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 13:37:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=817</guid>

					<description><![CDATA[<p>Swego czasu wiele pisałem do prasy.</p>
<p>Tym bardziej dziwi mnie, że mało kto podejmuje się napisania artykułu, choć to <strong>szybki i konkretny zarobek</strong> (do <strong>200zł za stronę</strong> tekstu), a przy tym prestiż.</p>
<p>Niniejszy wpis można więc potraktować jako <i>starter</i> kariery redaktora.</p>
<p>Jeśli nigdy nie pisałeś - <strong>daj sobie szansę!</strong></p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/redaktor2.png" alt="Pisanie artykułów za pieniądze" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Swego czasu wiele pisałem do prasy.</p>
<p>Tym bardziej dziwi mnie, że mało kto podejmuje się napisania artykułu, choć to <strong>szybki i konkretny zarobek</strong> (do <strong>200zł za stronę</strong> tekstu), a przy tym prestiż.</p>
<p>Niniejszy wpis można więc potraktować jako <i>starter</i> kariery redaktora.</p>
<p>Jeśli nigdy nie pisałeś &#8211; <strong>daj sobie szansę!</strong></p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/redaktor2.png" alt="Pisanie artykułów za pieniądze" /></div>
<p><span id="more-817"></span></p>
<h2>Pisanie artykułów za pieniądze: Zarobki</h2>
<p>Zacznijmy od najważniejszego.</p>
<p>Ceny za stronę A4 tekstu (z jakimiś grafikami lub bez; około 4000 znaków) wahają się w przedziale 100zł &#8211; <strong>200zł brutto</strong>.</p>
<p>Jeden artykuł zajmuje zazwyczaj 2 &#8211; 4 strony, a napisanie jednej strony A4 to w moim przypadku kwestia 45 minut.</p>
<p>Stawka jest więc duża. Problemem jest to, iż nie można pisać nieskończonej ilości artykułów&#8230; Z pewnością jednak jest to <strong>znaczne wynagrodzenie</strong>.</p>
<p>Będąc korektorem, zarobimy od 3zł do 18zł za stronę. Plus jest taki, że korekta zajmuje dużo mniej czasu, niż pisanie artykułu.</p>
<p>W przypadku tłumaczeń możemy zarobić ponad 50zł za stronę.</p>
<h2>Wybór pisma i tematu</h2>
<p>Pierwsze kroki należy skierować do <strong>sklepu z prasą</strong>. Najlepszy do tego będzie pewnie Empik.</p>
<p>Następnie, wybieramy tytuły, które czytujemy &#8211; jeśli nasza wiedza nie wystarcza, by do nich coś napisać, możemy sięgnąć po inne pozycje, niekoniecznie z pokrewnej dziedziny.</p>
<p>Należy przy tym pamiętać, że w większości gazet technicznych występują tzw. felietony. Jeśli nie mamy możliwości zrobienia testu nowego BMW, zawsze możemy napisać w takiej formie nasze przemyślenia związane z kupnem samochodów. Jako pomysły mogą posłużyć wpisy z blogów cudzych lub naszych, jeśli je prowadzimy. Jeśli znamy kogoś z ciekawym poglądem, możemy przeprowadzić z nim wywiad pod sztandarem redakcji.</p>
<p><strong>Pierwsza zasada</strong>: nie trzeba być ekspertem, wystarczy mieć coś ciekawego do powiedzenia.</p>
<p>Większość osób sądzi, że do gazet piszą fachowcy. Jeśli jednak wgłębić się w temat, to często autorami są <strong>licealiści</strong>. Ja sam zresztą zaczynałem pisać w tym wieku.</p>
<p>Skoro inni potrafią, <strong>potrafisz i Ty!</strong></p>
<h2>Nawiązujemy współpracę</h2>
<p>Na stronie wydawnictwa zawsze znajdziemy maile, pod które należy kierować propozycje artykułów. W ciągu dnia &#8211; dwóch otrzymamy odpowiedź.</p>
<p>Jeśli dostaniemy zgodę, pewnie zostaniemy poproszeni o konspekt, czyli kilkanaście zdań na temat tego, co zawrzemy w artykule, w odpowiedniej kolejności.</p>
<p>Zanim zaczniemy pisać artykuł, musimy zadać <strong>kilka niezbędnych pytań</strong>:</p>
<blockquote><p>Kiedy jest najbliższy deadline?</p></blockquote>
<p>Deadline oznacza w żargonie redaktorskim ostateczny termin nadsyłania artykułów do kolejnego numeru (który zazwyczaj wyjdzie dopiero około miesiąca &#8211; dwóch później). W praktyce można ten termin prawie zawsze <i>nagiąć</i> o kilka dni.</p>
<blockquote><p>Czy płatność jest od ilości znaków, czy od ilości stron w piśmie, które zajmie artykuł?</p>
<p>Jak obliczane jest wynagrodzenie za grafiki?</p></blockquote>
<p>Zdarzało mi się, że nagle zaczęto liczyć znaki co do joty, w dodaktu tylko czarne (bez spacji i nowych linii) &#8211; lepiej ustalić takie rzeczy na początku, by nie odsyłać umowy po trzykroć celem korekty.</p>
<blockquote><p>Jak wygląda zarys umowy, którą mi przyślecie?</p>
<p>Czy otrzymam wraz z nią ezgemplarz pisma?</p>
<p>Jakie dane będą potrzebne do wystawienia umowy?</p></blockquote>
<p>Umowę o dzieło wraz z egzemplarzem pisma otrzymamy prawie zawsze dopiero po publikacji artykułu. Następnie odeślemy podpisaną umowę, a wydawnictwo wypłaci nam pieniądze. Od publikacji do wypłaty mogą minąć nawet 3 miesiące (zdarzyło mi się czekać pół roku), ale z czasem otrzymujemy regularne wpływy &#8211; w dodatku można sobie zapewnić pieniądze np. na wakacje <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Trafiłem też na redakcje, które nie &#8222;bawiły się&#8221; w umowy. To jest pewne ryzyko &#8211; załatwianie spraw poza fiskusem jest nielegalne, więc lepiej nalegać na umowę.</p>
<blockquote><p>Jaki styl ma mieć artykuł?</p>
<p>Czy można prosić o przykładowy artykuł z danego działu?</p>
<p>Czy tagować wpisy lub stosować formatowanie?</p>
<p>Jaki format plików tekstowych i graficznych ma być użyty?</p>
<p>Jak odnosić się do grafik i tabel załączonych &#8211; przez numer, podpis, czy pozycję?</p></blockquote>
<p>Te pytania są kluczowe, bowiem wydawnictwa wedle swoich umów zazwyczaj mogą nam obniżyć wynagrodzenie, jeśli będą musiały przystosowywać artykuł do swoich norm.</p>
<p>Przez tagowanie należy tu rozumieć wprowadzanie znaczników typu &lt;lead&gt;, wewnątrz których zawrzemy informacje o leadzie (wstęp do artykułu), informacje o autorze, linki, tabele, lub informacje o konieczności załączenia zewnętrznej grafiki.</p>
<p>W przypadku tekstu, najczęściej stosujemy format ODC lub SXW (z darmowego pakietu <a href="http://pl.openoffice.org/">OpenOffice</a>) lub DOC (Microsoft Word i OpenOffice). Do plików graficznych zazwyczaj używa się bezstratnych typów: PNG, TIFF, BMP.</p>
<p>Kwestia odnoszenia się do grafik: możemy pisać <i>&#8222;jak widać na rysunku obok&#8221;</i> lub <i>&#8222;jak widać na Listingu 1.&#8221;</i> lub <i>&#8222;jak widać w tabeli Top 10 Polskich Hostingów&#8221;</i> &#8211; wszystko zależy od tego, jakie konwencje są przyjęte w danym piśmie.</p>
<p>Pisząc artykuł, warto umieścić jakiś kontakt do siebie &#8211; adres swojej strony lub maila. Czytelnicy często o coś pytają, a niekiedy kontaktują się i pracodawcy.</p>
<p>Nie należy zapomnieć o przepuszczeniu tekstu przez korektor (jest w OpenOffice Writer i Microsoft Wordzie) i <strong>przeczytaniu go dwa razy</strong>.</p>
<h2>Dalsze formy współpracy</h2>
<p>Jeśli jesteśmy dobrzy w swoim fachu, możemy z czasem zapytać o przejęcie jakiejś rubryki.</p>
<p>Ja przejąłem kilka działów, następnie zlecono mi korektę całego pisma oraz tłumaczenie anglojęzycznych artykułów. Po dwóch latach współpracy z dowolną redakcją stajemy się zazwyczaj jej prawą ręką i jesteśmy sowicie wynagradzani &#8211; warto więc przykładać się do pracy.</p>
<p>Z czasem to od nas będzie zależeć, co pojawi się w piśmie.</p>
<p>Dalej już prosta droga do <strong>zatrudnienia</strong>, nawet na stanowisku redaktora naczelnego, ale uwaga! <strong>To nie jest opłacalne!</strong></p>
<p>Ja nie spotkałem się jeszcze z ofertą pracy w redakcji, która by była bardziej opłacalna, aniżeli pisanie artykułów na zasadzie umów o dzieło &#8211; a propozycji miałem kilka. Trzeba więc wiedzieć, kiedy przystopować z karierą.</p>
<p>Jeśli dobrze rozegramy karty, możemy mieć <strong>drugą pensję pisząc ledwie jedną stronę A4 dziennie</strong>.</p>
<p><strong>Uwaga:</strong> z powodu dużego zainteresowania tym artykułem uprzedzam, że niestety nie mam czasu, by udzielić jakichkolwiek innych informacji, wyjaśnień i pomocy w zakresie zostania redaktorem.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/jak-zdalnie-zrobic-kariere-redaktora/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>26</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Największe tsunami w historii ludzkości</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tsunami-w-historii-ludzkosci/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tsunami-w-historii-ludzkosci/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 00:25:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=815</guid>

					<description><![CDATA[<p>Poprzedni wpis na temat <a href="https://blog.eldoras.com/2008/03/30/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/">największych tam świata i ich katastrof</a> wywołał bardzo pozytywny odzew, zacząłem więc patrzeć, jakie jeszcze filmy mam w Favorites na YouTube.</p>
<p>Drugi temat, który mnie ostatnio bardzo poruszył to <strong>tsunami</strong>.</p>
<p>Chciałbym dziś przybliżyć historie <strong>największych w historii tsunami</strong> i zaprezentować kilka <strong>niepublikowanych powszechnie filmów</strong>.</p>
<p>Tym razem nie będzie śmiesznie, lecz <strong>przerażająco, szokująco i ciekawie</strong>.</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/tsunami1.png" alt="Tsunami" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Poprzedni wpis na temat <a href="https://blog.eldoras.com/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/">największych tam świata i ich katastrof</a> wywołał bardzo pozytywny odzew, zacząłem więc patrzeć, jakie jeszcze filmy mam w Favorites na YouTube.</p>
<p>Drugi temat, który mnie ostatnio bardzo poruszył to <strong>tsunami</strong>.</p>
<p>Chciałbym dziś przybliżyć historie <strong>największych w historii tsunami</strong> i zaprezentować kilka <strong>niepublikowanych powszechnie filmów</strong>.</p>
<p>Tym razem nie będzie śmiesznie, lecz <strong>przerażająco, szokująco i ciekawie</strong>.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami1.png" alt="Tsunami" /></div>
<p><span id="more-815"></span></p>
<h2>Co nam grozi?</h2>
<p>W filmie Deep Impact ogromne tsunami powstaje przez uderzenie meteoru:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/4vw0zfDY_E4" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/4vw0zfDY_E4" /></object></div>
<p>Podobny efekt został pokazany w filmie Pojutrze (<a href="https://www.youtube.com/watch?v=pp0qMQfrxpU">zobacz film</a>), tym razem winni byli ludzie &#8211; zniszczyli klimat.</p>
<p>Meteoru ani ocieplenia klimatu jednak nie trzeba.</p>
<p><strong>Tsunami tej wysokości miało miejsce&#8230; i to w naszych czasach!</strong></p>
<h2>Największe tsunami w historii</h2>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami2.png" alt="Lituya Bay, gdzie przesło tsunami" /></div>
<p>W 1958 roku w zatoce <a href="http://maps.google.com/maps?ll=58.633333,-137.566667&amp;spn=0.3,0.3&amp;t=k&amp;q=58.633333,-137.566667">Lituya na Alasce</a> (fot. <a href="http://www.sutterphoto.com/ports/portloca/B3.htm">Keith Sutter</a>) doszło do trzęsienia ziemi (8 w skali Richtera), wskutek którego do wód zatoki osunęło się 40 milionów metrów sześciennych ziemi.</p>
<p>Powstała fala (tzw. <i>mega tsunami</i>) miała <strong>524 metry wysokości!</strong></p>
<p>To więcej, niż ma Sears Tower &#8211; najwyższy budynek w USA.</p>
<p>W zatoce były w tym czasie jedynie trzy łodzie, z czego jedna została wywrócona &#8211; zmarły dwie osoby.</p>
<p>Straty na szczęście były znikome, jednak <strong>potęgę natury</strong> można zobaczyć na poniższym zdjęciu (fot. <acronym title="U.S. Geological Survey">USGS</acronym>). Widać, jak ze wzgórza schodzącego do zatoki zostały <strong>zmiecione</strong> wszelkie drzewa.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami3.gif" alt="Wybrakowany las po przejściu tsunami" /></div>
<p>Gdyby to miejsce było zaludnione, kataklizm wyglądałby <strong>dokładnie jak na powyższym filmie</strong>.</p>
<h2>Tsunami z grudnia 2004</h2>
<p>Wszyscy pamiętamy, jak tsunami wywołane trzęsieniem ziemi uderzyło w Sri Lankę, Tajlandię i pobilskie kraje, zabijając <strong>283 tysiące osób</strong>, a krzywdząc <strong>ponad milion</strong>.</p>
<p>Telewizje pokazały mnóstwo materiałów, jednak dopiero po pewnym czasie pojawiły się <strong>najciekawsze filmy</strong>.</p>
<p>Na początek, film z chatki stojącej na palach na plaży:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/jEqUQzUzZoA" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/jEqUQzUzZoA" /></object></div>
<p><strong>Co Ty byś zrobił</strong> w takiej sytuacji?</p>
<p>Tsunami powraca &#8211; fala wciąga do morza i znowu atakuje&#8230;</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/FiBKrkpMQ1c" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/FiBKrkpMQ1c" /></object></div>
<p>Kompilacja&#8230; Mnie najbardziej ruszył moment z <strong>01:14</strong>&#8230;</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/a-8_wEm7t8k" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/a-8_wEm7t8k" /></object></div>
<p>Z kolei w tym filmie widać, że tsunami wcale <strong>nie jest najgorsze przy pierwszej fali</strong>:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/qwT3B0I5wLY" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/qwT3B0I5wLY" /></object></div>
<p>Nie chcę mnożyć playerów, dlatego zainteresowanym polecam obejrzenie także tych filmów: <a href="https://www.youtube.com/watch?v=z6rFIaziaAo">tsunami na ulicach</a>, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=HNpi9nCnMPo&amp;NR=1">tsunami kontra falochron</a>, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=q5WfOlf6i6s">drugi przypływ zabiera starszą parę</a>, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=fnRYKc8X1eY">tsunami w Indonezji</a>.</p>
<h2>Tamy, czyli powtórka z rozrywki</h2>
<p>We <a href="https://blog.eldoras.com/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/">wpisie o tamach</a> pisałem o fali <strong>wysokiej na 6 metrów, a szerokiej na 12 km</strong>.</p>
<p>To jednak <strong>pikuś</strong> w porównaniu do fali powstałej w 1963 roku przy tamie Vajont we Włoszech.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami4.png" alt="Tama Vejont" /></div>
<p>Dziewiątego października opady deszczu spowodowały osunięcie się do zbiornika wodnego <strong>260 milionów metrów sześciennych ziemi z prędkością 110 km/h</strong>.</p>
<p>Wytworzyło to falę <strong>wysoką na 250 metrów</strong>, która przelała się przez tamę, niszcząc kilka wiosek i zabijając blisko 1500 osób.</p>
<p>Co ciekawe, <strong>tama pozostała nienaruszona!</strong></p>
<p>Sami sobie odpowiedzcie, jak się ma fala wysoka na 250 metrów do 40 cm przelewającej się wody, które <a href="https://blog.eldoras.com/2008/03/30/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/">zniszczyły tamę Banqiao</a> &#8211; widać Włosi <strong>dużo lepiej</strong> budują tamy.</p>
<h2>Co jeszcze może wywołać takie tsunami?</h2>
<p>Oczywiście, <strong>ludzie</strong>.</p>
<p>Energia wyzwolona w czasie trzęsienia ziemi w 2004 roku była <strong>mniejsza</strong> niż ta powstała z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tsar_Bomba">największego wybuchu bomby atomowej</a> w historii ludzkości z 1964 roku.</p>
<p><strong>Strach pomyśleć</strong>, jaką moc mają obecne bomby atomowe, o których nawet nie wiemy&#8230;</p>
<h2>Tsunami w górach?</h2>
<p>Nigdzie nie jesteśmy bezpieczni, czego dowodem jest poniższy film:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/_5SLjTHxxzQ" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/_5SLjTHxxzQ" /></object></div>
<p>Na szczęście, to nie był wielki zbiornik, ale już <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czarny_Staw_pod_Rysami">Czarny Staw pod Rysami</a> ma 76 metrów głębokości (czwarta głębokość w Polsce) &#8211; <strong>oby Rysy były solidne <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></strong></p>
<h2>Co przyniesie przyszłość</h2>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami5.png" alt="Cubre Vieja - miejsce przyszłego tsunami?" /></div>
<p>W 1949 na wyspie La Palma na Wyspach Kanaryjskich (fot. <a href="http://oase.uci.ru.nl/~hvreenen/">Hans van Reenen</a>) doszło do wybuchu wulkanu &#8211; 10% góry zniknęło z powierzchni Ziemi.</p>
<p>Wulkan pozostaje aktywny, więc w 2000 roku przeprowadzono analizy ewentualnej erupcji.</p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cumbre_Vieja">Różne źródła</a> podają, że powstałe tsunami miałoby <strong>od 600 do 1000 metrów wysokości</strong> i płynęłoby z prędkością <strong>1000 km/h</strong>.</p>
<p>Do wybrzeży USA dotarłaby fala o wyokości 25 metrów, niszcząc Nowy York, Boston, Filadelfię, Waszyngton itp&#8230;</p>
<p>Od 1971 roku wulkan nie poruszył się, jednak wciąż pozostaje aktywny i specjaliści są pewni, że <strong>jeszcze wybuchnie</strong>.</p>
<h2>Jak zabezpiecza się przed tsunami?</h2>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/tsunami6.png" alt="Falochron przeciw tsunami w Tsu, Japonia" /></div>
<p>W Japoni wszystkie większe miasta nadbrzeżne otoczono falochronami o wysokości <strong>do 4,5 metra</strong>&#8230;</p>
<p>Pozostawiam to <strong>bez komentarza</strong>.</p>
<h2>A czy tym razem się podobało?</h2>
<p>Jeśli tak, <strong>zostaw komentarz</strong> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Źródłem wszelkiej wiedzy i pozostałych zdjęć była <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tsunami">Wikipedia</a>.</p>
<p>Z dedykacją dla Madzi <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tsunami-w-historii-ludzkosci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>28</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Największe tamy na świecie i ich katastrofy</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 30 Mar 2008 13:43:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=813</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kilka tygodni temu przypadkiem przeczytałem w artykule Gazety Wyborczej o tamie <strong>długiej na 600km</strong>.</p>
<p>Dzisiaj przedstawiam historie, zdjęcia i filmy <strong>największych katastrof tam i zapór w historii</strong>.</p>
<p>Oprócz tego, wiele <strong>ciekawych</strong> informacji na temat samej budowy tam oraz... Filmy wariatów, którzy skaczą w spływy z <strong>kilkunastu</strong> metrów!</p>
<p>Wpis jest długi, ale mogę <strong>obiecać dreszczyk</strong>. Będzie <strong>ciekawie, śmiesznie, strasznie i szokująco!</strong></p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/tama0.png" alt="Katastrofy tam" title="Katastrofy tam" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka tygodni temu przypadkiem przeczytałem w artykule Gazety Wyborczej o tamie <strong>długiej na 600km</strong>.</p>
<p>Dzisiaj przedstawiam historie, zdjęcia i filmy <strong>największych katastrof tam i zapór w historii</strong>.</p>
<p>Oprócz tego, wiele <strong>ciekawych</strong> informacji na temat samej budowy tam oraz&#8230; Filmy wariatów, którzy skaczą w spływy z <strong>kilkunastu</strong> metrów!</p>
<p>Wpis jest długi, ale mogę <strong>obiecać dreszczyk</strong>. Będzie <strong>ciekawie, śmiesznie, strasznie i szokująco!</strong></p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam" src="https://eldoras.com/blog/tama0.png" alt="Katastrofy tam" /></div>
<p><span id="more-813"></span></p>
<h2>Największa tama świata</h2>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: Tama Trzech Przełomów" src="https://eldoras.com/blog/tama1.jpg" alt="Katastrofy tam: Tama Trzech Przełomów" /></div>
<p>Zaczęło się od artykułu o suszy w Chinach. Było w nim zdanie <i>&#8222;Dużo zależy od tego, czy dyrekcja tamy zgodzi się wypuścić część wody z wielkiego jak morze zbiornika zapory o długości 600 km&#8221;</i>. To wystarczyło, bym zaczął szukać informacji. Po chwili miałem już nazwę &#8211; <strong>Tama Trzech Przełomów</strong>.</p>
<p>Na początek sprostowanie: to linia brzegowa ma 600km długości. Można więc oszacować, że to nowopowstałe morze jest <strong>wielkości jednego województwa</strong>.</p>
<p>Tamę tę Chiny zaczęły budować już w 1993 roku na rzece Jangcy (kosztem 25 miliardów dolarów i przesiedleniem <strong>1,4 miliona</strong> ludzi) &#8211; trzeciej najdłuższej rzece świata. Rzeka ma 6300km, tama zaś jest na 2300km przed morzem i aż do niej mogą dopływać statki oceaniczne o wyporności 10 tys. ton.</p>
<p>Pierwotnie, tama miała generować moc <strong>piętnastu reaktorów atomowych</strong> i pokrywać 10% zapotrzebowania Chin na energię. W czasie budowy wzrosło jednak zapotrzebowanie, więc obecnie tama pokrywa tylko 3% zużywanej przez Chiny energii.</p>
<p>Ciekawe jest, jak do budowy takiego kolosa doszło. Zasługę tą przypisuję w pełni <strong>komunizmowi</strong>, bowiem nie wyobrażam sobie, by w Europie powstało morze wielkości województwa kosztem przesiedlenia&#8230; W sumie, wszystkich jego mieszkańców (nie wliczam tych większych województw).</p>
<p>Co jednak ważniejsze, zalano mnóstwo zabytków. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak powstanie nowego morza wpłynie na klimat w Chinach (po otworzeniu tamy na rzece Caroni większość ssaków wyginęła w ciągu 15 lat), ale warto wspomnieć, że taki napór wody może <strong>wpłynąć na tektonikę terenu</strong>.</p>
<p>Skoro już o tektonice mowa, tamę wybudowano na <strong>rejonie aktywnym sejsmicznie!</strong></p>
<p>Co jest do ewentualnego <strong>zalania</strong>? Miasta Wuhan, Nankin, <strong>Szanghaj</strong> &#8211; każde po około <strong>10 milionów mieszkańców</strong>.</p>
<p>Załóżmy jednak, że długa na 2300m i wysoka na 185m (a szeroka na 40m &#8211; 155m) tama wytrzyma napór <strong>39 miliardów metrów sześciennych</strong> wody (wyobraź sobie kostkę o wielkości metra &#8211; będzie w sam raz, jak się zwiniesz w kłębek; teraz wobraź sobie <strong>39 miliardów</strong> takich kostek &#8211; ja nie potrafię). Są jednak też <strong>inne zagrożenia</strong>. Pomyślmy, jakich Chiny mają wrogów&#8230; Tybet? Tajwan? Reszta świata? Mimo, że Chiny zaklinają się, że pilnują tamy przed atakami terrorystycznymi, jakoś <strong>nie widzę</strong>, by powstrzymali takiego lecącego Boeinga 747&#8230;</p>
<p>Są też głosy na podstawie tamy Gezhouba z 1989 roku, również nad Jangcy, że <a href="http://pejzaze.onet.pl/52727,gr,9,27,0,chiny_wielka_tama_trzech_przelomow,galeria.html" rel="nofollow">szlam</a> niesiony przez tą rzekę zredukuje pojemność zbiornika. W przypadku tamtej tamy, pojemność zmalała aż o 40%! Władze uspokajają jednak, że w razie czego wypuszczą szlam &#8211; wszak ta tama może przepuścić <strong>116 tysięcy</strong> metrów sześciennych wody na <strong>sekundę</strong>. Inna rzecz, że we wrześniu 2007 władze Chin <a href="http://www.tvn24.pl/0,1522747,wiadomosc.html" rel="nofollow">przyznały się</a>, że osuwają im się zbocza&#8230;</p>
<p>Dla zainteresowanych, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=a6ioHuJOm3I" rel="nofollow">film</a> z budowy tamy (średni bym rzekł) i (trochę lepszy) z <a href="https://www.youtube.com/watch?v=mUxhFIucDJU" rel="nofollow">wypływającą wodą</a>. Z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Three_gorges_dam_from_space.jpg" rel="nofollow">satelity</a> (i <a href="http://mapy.pomocnik.com/mapy-satelitarne/?mapa=278" rel="nofollow">tu</a>) też nie wygląda zbyt okazale&#8230; Lepiej wypada <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Three_Gorges_Dam.jpg" rel="nofollow">porównanie</a> obrazów przed budową i po niej.</p>
<p>Robi wrażenie? <strong>To jeszcze nic!</strong></p>
<h2>Czas na dreszczyk</h2>
<p>Do każdej tamy w pakiecie dołącza się tzw. <i>spillway</i>, czyli koryto, przez które może spływać nadmiarowa woda (gdyby śluzy były zbyt małe, by woda nie przelewała się przez tamę). Mogą być one dziurami w stylu <a href="http://mapy.pomocnik.com/foto/najwieksza-rura-spustowa-na-swiecie-zapora-monticello-kalifornia-usa/" rel="nofollow">lejków</a>, bądź normalnymi &#8222;drogami&#8221; (częściej spotykane; zobacz na <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Hoover-dam-contour-map.jpg" rel="nofollow">schemacie</a>)</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: spillway" src="https://eldoras.com/blog/tama9.png" alt="Katastrofy tam: spillway" /> <img decoding="async" title="Katastrofy tam: lejek" src="https://eldoras.com/blog/tama10.png" alt="Katastrofy tam: lejek" /></div>
<p>Tyle tytułem wstępu. Nie przedłużając, dwa <strong>filmy grozy</strong>:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/kHjHKvyx5NM" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/kHjHKvyx5NM" /></object></div>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/_DN9H2Dn9aY" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/_DN9H2Dn9aY" /></object></div>
<p>Wolałbym <strong>nie</strong> zostać wessany przez coś takiego&#8230; Tym smutniej, że do drugiej dziury wpadło kilku <i>śmiałków</i>. I już z niej nie wyszło.</p>
<h2>Co na to młodzież?</h2>
<p><strong>Carpe diem</strong> &#8211; rzecz jasna. Trzeba przyznać, że wygląda to na <strong>niezłą zabawę</strong>:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/AEIwP0fjJNw" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/AEIwP0fjJNw" /></object></div>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/zViaoFLrFC4" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/zViaoFLrFC4" /></object></div>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/m15B_71x75Y" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/m15B_71x75Y" /></object></div>
<p>Ok, to było fajne. Teraz coś <strong>extremalnego</strong>:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/MAGIJjtCX9g" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/MAGIJjtCX9g" /></object></div>
<p>Jak widać, ludzie przeginają, póki nie przegną. Ten gość <strong>bardzo przegiął</strong>:</p>
<div class="q"><object style="width: 425px; height: 350px;" data="https://www.youtube.com/v/1UScyMoMTVg" type="application/x-shockwave-flash" width="300" height="150"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/1UScyMoMTVg" /></object></div>
<p>Zabawa się skończyła&#8230;</p>
<h2>Największa na świecie katastrofa tamy</h2>
<p>Rzecz miała się w sierpniu 1975 roku w chińskim mieście Shimantan, Banqiao oraz&#8230; <strong>nie zgadniecie, ilu innych!</strong></p>
<p>Tama miała przetrwać powódź zdarzającą się raz na 500 lat, jednak 6 sierpnia spadło tyle wody, co zazwyczaj w ciągu <strong>całego roku</strong>. Sprawcą był tajfun Nina.</p>
<p>8 sierpnia o 12:30 wody zbiornika Shimantan zaczęły <strong>przelewać się</strong> przez tamę. Przy <strong>40cm</strong> wody przelewających się, tama <strong>runęła</strong>. 120 milionów metrów sześciennych wody wypłynęło ze zbiornika w ciągu pięciu godzin.</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Największa katastrofa tamy w historii" src="https://eldoras.com/blog/tama11.png" alt="Największa katastrofa tamy w historii" /></div>
<p>Pół godziny później, zbiornik w Banqiao, mający przetrwać powódź zdarzającą się raz na 1000 lat, zawiódł. <strong>W ciągu sześciu godzin ze zbiornika wypłynęło 2 miliardy 300 milionów ton wody</strong>.</p>
<p>Chińskie władze nakazały natychmiastowe <strong>zbombardowanie</strong> części tam, by woda rozpłynęła się na boki. Kolejno bombardowano tamy o pojemności 400 mln m sześciennych, następnie 1.2 miliarda (Suya Lake), aż w końcu tamę Bantai o pojemności 3.5 mld m sześciennych.</p>
<p>Nic jednak nie było w stanie zatrzymać fali <strong>wysokiej na 6 metrów, a szerokiej na 12km!</strong></p>
<p>Fala o prędkości 50km/h (14m/s) zniszczyła kolejno <strong>62 tamy</strong>.</p>
<p>Z powodu opadów, nie działała komunikacja. Ludzie nie byli uprzedzeni o katastrofie. Woda zabiła ponad <strong>26 tysięcy osób</strong>. Kolejne <strong>145 tysięcy</strong> zmarło wskutek chorób i klęski żywiołowej. Łącznie powódź dotknęła <strong>11 milionów obywateli</strong> Chin.</p>
<p>W tym samym czasie, gdy to czytałem, w Polsce trwała trzydniowa żałoba z powodu śmierci 20 żołnierzy&#8230;</p>
<p>Pierwsza z tam pękła z racji zwiększenia wysokości lustra wody o 1,9m ponad limit, druga otrzymała zamiast 32 &#8211; kilkaset mln metrów sześciennych więcej, niż mogła utrzymać. Dla porównania, tama Trzech Przełomów ma 22km sześcienne rezerwy (zapełnione jest 40km sześciennych). Czy to dużo? W metrach sześciennych &#8211; tak.</p>
<p>Jeśli jednak przełożyć to na wysokość lustra wody, tama Trzech Przełomów ma 25 metrów rezerwy (175m ma być zapełnione). Z prostej proporcji wynika, że wytrzymuje więc wzrost ciśnienia <strong>jedynie o 15%</strong>.</p>
<p>Dla porównania, liny kolejki linowej mają rezerwę wytrzymałości <strong>1100%</strong>.</p>
<h2>Inne katastrofy tam</h2>
<p>Jest jeszcze wiele <strong>nie mniej ciekawych</strong> historii, ale to materiał na inny wpis <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<h2>Jak buduje się tamy</h2>
<p>Jest kilka typów zapór i wszystkie są wbrew pozorom <strong>interesujące w koncepcji</strong>.</p>
<p>Najprostszy typ, to tama z ziemi i podobnych materiałów (ang. <i>embankment dam</i>), czasem umocniona.</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: embankment dam" src="https://eldoras.com/blog/tama2.png" alt="Katastrofy tam: embankment dam" /></div>
<p>Bardziej popularny jest typ zwany po angielsku <i>gravity dams</i>, polegający na wylaniu tylu metrów sześciennych betonopodobnych substancji, że <strong>ciężar tamy</strong> przewyższa napór wody i trzyma ją w miejscu.</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: gravity dam" src="https://eldoras.com/blog/tama3.png" alt="Katastrofy tam: gravity dam" /></div>
<p>Trzeci typ &#8211; <i>arch dam</i> &#8211; jest już mniej logiczny i dużo bardziej <strong>ciekawy</strong>. Ciężar tamy może być bowiem <strong>mniejszy</strong> od naporu wody, jednak tama jest tak zaokrąglana (opiera się na litych skałach), że napór wody <strong>ściska ze sobą bloki tamy</strong>, jeszcze bardziej ją ściślając. Prawa fizyki <strong>wreszcie</strong> dają o sobie znać, bo jak inaczej wytłumaczyć poniższy obrazek?</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: arch dam" src="https://eldoras.com/blog/tama4.png" alt="Katastrofy tam: arch dam" /></div>
<p>Jak można się spodziewać, najlepszy jest mix, czyli tzw. <i>arch-gravity dam</i> (poniżej tama Hoovera):</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: arch-gravity dam" src="https://eldoras.com/blog/tama5.png" alt="Katastrofy tam: arch-gravity dam" /></div>
<p>Przy budowie tamy stosuje się tzw. <i>coffer dams</i>, czyli tamy chwilowe &#8211; by zbudować połowę tamy (<a href="https://www.youtube.com/watch?v=a6ioHuJOm3I" rel="nofollow">film</a>). Poniższe zdjęcie jest ciekawe o tyle, że spodziewałem się dużo głębiej przesiąkniętej ziemi na miejscu, w którym przez wieki płynęła woda&#8230;</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: coffer dam" src="https://eldoras.com/blog/tama6.png" alt="Katastrofy tam: coffer dam" /></div>
<p>Były też próby stworzenia tam ze stali, jednak zbyt szybko ulegały zniszczeniu:</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: tama stalowa" src="https://eldoras.com/blog/tama7.png" alt="Katastrofy tam: tama stalowa" /></div>
<p>No i coś, co wzbudza pewien <strong>sentyment</strong> &#8211; tama drewniana:</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Katastrofy tam: tama drewniana" src="https://eldoras.com/blog/tama8.png" alt="Katastrofy tam: tama drewniana" /></div>
<p>Źródłem wszelkiej wiedzy i obrazków była <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dam" rel="nofollow">Wikipedia</a>.</p>
<h2>Podobało się?</h2>
<p>Jeśli tak <strong>zostaw komentarz</strong> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Dedykowane Madzi <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/najwieksze-tamy-na-swiecie-i-ich-katastrofy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>62</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Panczenlama – czego NIE mówi się przy okazji Tybetu</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/panczenlama-czego-nie-mowi-sie-przy-okazji-tybetu/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/panczenlama-czego-nie-mowi-sie-przy-okazji-tybetu/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 20:10:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Coś tu nie gra...]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=811</guid>

					<description><![CDATA[<p>W ciągu ostatnich dwóch tygodni świat obiegła informacja o zamieszkach w Tybecie.</p>
<p><strong>Nie zamierzam</strong> jednak <strong>powtarzać</strong> po <a href="http://www.freetibet.pl/">innych</a>.</p>
<p>Chciałbym zwrócić waszą uwagę na <strong>jedną</strong> tylko osobę, o której cały świat już zapomniał - <strong>Panczenlamę</strong>.</p>
<p>Ufam, że ta <strong>krótka</strong> historia lepiej odda sprawę <strong>prześladowań</strong>, aniżeli kolejne <strong>liczby</strong>.</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/panczenlama.jpg" alt="Zdjęcie Panczenlamy" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W ciągu ostatnich dwóch tygodni świat obiegła informacja o zamieszkach w Tybecie.</p>
<p><strong>Nie zamierzam</strong> jednak <strong>powtarzać</strong> po <a href="http://www.freetibet.pl/">innych</a>.</p>
<p>Chciałbym zwrócić waszą uwagę na <strong>jedną</strong> tylko osobę, o której cały świat już zapomniał &#8211; <strong>Panczenlamę</strong>.</p>
<p>Ufam, że ta <strong>krótka</strong> historia lepiej odda sprawę <strong>prześladowań</strong>, aniżeli kolejne <strong>liczby</strong>.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/panczenlama.jpg" alt="Zdjęcie Panczenlamy" /></div>
<p><span id="more-811"></span></p>
<h2>Moje zainteresowanie Tybetem</h2>
<p>Słowem wstępu: niedawno przypadkiem obejrzałem film <i>&#8222;<a href="http://www.imdb.com/title/tt0120102/">Siedem lat w Tybecie</a>&#8222;</i> (na faktach, <strong>polecam</strong>), który mnie <strong>poruszył</strong>.</p>
<p>Pokazuje on kulturę i religię, która jest (<strong>była?</strong>) obecna w Tybecie. Streszczone przesłanie brzmi: buddyzm to <strong>niemal pacyfizm</strong>, a nawet więcej (szacunek dla zwierząt).</p>
<p>Tym bardziej poruszyła mnie wieść o zamieszkach w Tybecie, w których giną cywile i mnisi.</p>
<p>Jednak nie o religii ani moich odczuciach co do zamieszek zamierzam dziś pisać.</p>
<h2>Dwa akapity o buddyzmie</h2>
<p><strong>Do rzeczy</strong>. Jak wiemy, odpowiednikiem chrześcijańskiego Papieża jest w buddyzmie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dalajlama">Dalajlama</a>. W odróżnieniu od chrześcijanizmu, występuje także <strong>drugi w hierarchii</strong> przywódca &#8211; <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Panczenlama">Panczenlama</a>.</p>
<p>Zgodnie z tradycją, po śmierci któregoś z nich, poszukiwane jest jego <strong>nowe wcielenie</strong> (buddyści wierzą w <strong>reinkarnację</strong>). Gdy takie potencjalne wcielenie się znajdzie, zadaje mu się pytania, na które tylko zmarły poprzednik by potrafił odpowiedzieć.</p>
<p>W przypadku Panczenlamy, to Dalajlama <strong>uznaje kolejne wcielenie</strong>.</p>
<h2>Najmłodszy więzień polityczny świata</h2>
<p>W 1989 roku zmarł X Panczenlama. Po sześciu latach poszukiwań, w 1995 roku, Dalajlama w końcu <strong>uznał, że znalazł nowe wcielenie Panczenlamy</strong>. Był nim urodzony 25 kwietnia 1989r. <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gendun_Czokji_Nima">Gendun Czokji Nima</a>.</p>
<p>W kilka dni po ogłoszeniu dobrej nowiny, władze chińskie <strong>uwięziły sześcioletniego chłopaka</strong> wraz z rodziną, a słuch o nich zaginął na <strong>12 lat</strong>.</p>
<p>W jego miejsce Chińczycy wstawili swoją <strong>marionetkę</strong>, której wyznawcy, rzecz jasna, nie uznają.</p>
<p>W sierpniu 2001 roku delegacja z Polski <a href="http://panczenlama.pl/teksty/zdjecia_sejm">uzyskała zapewnienie</a>, że otrzyma zdjęcie Panczenlamy poświadczające jego stan zdrowia (chińczycy utrzymują, iż jest on w <strong>areszcie domowym</strong>). Zdjęcia takiego Polacy jednak nigdy <strong>nie otrzymali</strong>.</p>
<h2>A gdyby uwięziono zastępcę Papieża?</h2>
<p>Za niespełna miesiąc, drugi w hierarchii kapłan buddyzmu skończy 18 lat. To jednak przy założeniu, że <strong>wciąż żyje</strong>.</p>
<p>Nie wyznaję tej religii, jednak mogę sobie wyobrazić, co bym czuł, gdyby tak potraktowano <strong>zastępcę Papieża</strong> &#8211; uwięziono i <strong>odcięto od świata</strong> na 12 lat.</p>
<p>Chiny zmierzają do tego, by <strong>nie było XV Dalajlamy</strong>. Gdy IV Dalajlama umrze, buddyzm <strong>nie będzie miał przywódcy</strong> nawet przez kilka lat. Te kilka lat może jednak wystarczyć, by religię w pełni wykorzenić.</p>
<p>Mam nadzieję, że tym przykładem przybliżyłem sprawę <strong>uciskania wyznawców buddyzmu</strong> w Tybecie.</p>
<p>Niestety, tu już <strong>nie chodzi o politykę</strong>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/panczenlama-czego-nie-mowi-sie-przy-okazji-tybetu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Drugie interview z Google</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/drugie-interview-z-google/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/drugie-interview-z-google/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 14:03:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Techblog]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=803</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dwa razy <strong>rozmowa kwalifikacyjna w Google</strong> wymykała się z moich rąk.</p>
<p>W końcu, z początkiem nowego roku odbyłem pierwszą rozmowę. W dwa dni później skontaktowano się ze mną w sprawie drugiej. Bilans został więc wyrównany.</p>
<p>Jak się okazało, <strong>więcej rozmów nie było potrzebnych</strong>.</p>
<p>Przed dalszą lekturą polecam przeczytanie poprzednich części: <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/16/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">pierwszej</a>, <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/18/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/">drugiej</a> oraz <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/19/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/">trzeciej</a>.</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Logo Google" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa razy <strong>rozmowa kwalifikacyjna w Google</strong> wymykała się z moich rąk.</p>
<p>W końcu, z początkiem nowego roku odbyłem pierwszą rozmowę. W dwa dni później skontaktowano się ze mną w sprawie drugiej. Bilans został więc wyrównany.</p>
<p>Jak się okazało, <strong>więcej rozmów nie było potrzebnych</strong>.</p>
<p>Przed dalszą lekturą polecam przeczytanie poprzednich części: <a href="https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">pierwszej</a>, <a href="https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/">drugiej</a> oraz <a href="https://blog.eldoras.com/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/">trzeciej</a>.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Logo Google" /></div>
<p><span id="more-803"></span></p>
<h2>Przed drugą rozmową&#8230;</h2>
<p>Dwa dni po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej dostałem maila od Alex z <strong>zaproszeniem na kolejną</strong> w trybie <acronym title="As Soon As Possible">ASAP</acronym>. Odpowiedziałem, kiedy jestem dostępny, i po kolejnych czterech dniach Vivian umówiła mnie na kolejną rozmowę na 15:30 we wtorek piątego lutego.</p>
<p>Przy okazji miałem sposobność zauważyć, że w proces rekrutacji pojedynczej osoby do Google zaangażowanych jest wiele osób, zaś maile są komponowane z gotowców. Niby nic odkrywczego, jednak ich forma jest tak przystępna, że można się łatwo nabrać i sądzić, że ktoś przykładał do nich więcej czasu, aniżeli na zwykłe kopiuj &#8211; wklej.</p>
<p>Zapytałem jeszcze, z kim będę rozmawiał i czy mogę dostać jego adres mailowy, bowiem ostatnio chat w Gmailu bardzo się przydał. Niestety Vivian zrozumiała moją prośbę jako pytanie o adres pierwszego rozmówcy i zaproponowała, że przekaże mu moją chęć skontaktowania się z nim. Wyjaśniłem sytuację w kolejnym mailu, lecz pozostał bez odpowiedzi.</p>
<h2>Nastał upragniony wtorek&#8230;</h2>
<p>&#8230;i nastała także sesja.</p>
<p><i>&#8222;Szczęśliwym&#8221;</i> zbiegiem okoliczności, obłożyła mi dokładnie rozmowę kwalifikacyjną. Do <strong>ostatnich godzin</strong> próbowałem wszystko pogodzić.</p>
<p>O godzinie 10:14 we wtorek wiedziałem już, że <strong>nie zdążę na rozmowę</strong>. Wystosowałem więc na prędce maila do Vivian z wytłumaczeniem i propozycjami alternatywnych terminów. Odpowiedź jednak nie nadchodziła, a czas działał na moją niekorzyść &#8211; musiałem wkrótce wyjechać do Krakowa. Marii niestety także nie było online, a decydującą rolę zaczynały już odgrywać <strong>minuty</strong>.</p>
<p>W końcu pojawiła się moja <strong>szansa</strong> &#8211; na chacie, zwana Marią. Szybko napisałem, w czym rzecz. Okazało się, że rozmowa została przełożona na godzinę 16:00 (o czym najwyraźniej ktoś <strong>zapomniał</strong> mnie poinformować&#8230;). Maria kolejny raz <strong>uratowała mi skórę</strong>, przekładając rozmowę na piątek 8. lutego o godzinie 15:30. Od Marii dowiedziałem się, że rozmowa będzie prawdopodobnie z tą samą osobą, co jednak nie potwierdziło się w wysłanym przez nią kilka chwil później mailu potwierdzającym zmianę: moim rozmówcą miał być Per.</p>
<p>Korzystając z okazji zapytałem, ile zazwyczaj trzeba rozmów, by dostać się do Google. W Internecie czytałem, że średnio 6, choć niektórzy pisali i o 20. Maria rozwiała jednak te pogłoski: na staż zazwyczaj wystarczają <strong>2-3 rozmowy</strong>, zaś przy przyjmowaniu na pełny etat wykonuje się <strong>2 rozmowy telefoniczne i 4 <i>na żywo</i></strong> w siedzibie firmy.</p>
<p>Trochę obawiałem się, że drugie już przełożenie rozmowy może negatywnie wpłynąć na proces rekrutacji. Maria po południu uspokoiła mnie jednak pisząc:</p>
<blockquote><p>No worries about the re-scheduling. it happens all the time</p></blockquote>
<p>Stwierdziła też, że zazwyczaj do kolejnych rozmów werbuje się innych pracowników (odwrotnie, aniżeli pisała wcześniej&#8230;) &#8211; dwóch, czasem nawet trzech. Z tego wywnioskowałem, że ta <strong>druga rozmowa może być ostatnią i decydującą</strong>.</p>
<h2>Rozmowę czas zacząć!</h2>
<p>Wreszcie nastał piątek. Podobnie jak poprzednio, zapewniłem sobie względny spokój i relaks, otworzyłem także te same witryny (również ponownie zbędne) i czekałem&#8230;</p>
<p>&#8230;aż do godziny 15:26. Wtedy coś dziwnego mnie tknęło i <strong>podniosłem słuchawkę</strong> domowego telefonu.</p>
<p><strong>Cisza.</strong></p>
<p>Do dziś nie wiem, dlaczego telefon <strong>nie działał</strong>. Zadzwoniłem z komórki &#8211; <i>&#8222;abonent czasowo niedostępny</i>&#8222;. Do rozmowy pozostały <strong>cztery minuty</strong>. Szczęśliwie, Maria była online. Kilka szybkich wyjaśnień i okazuje się, że Per i tak miał zadzwonić na moją komórkę.</p>
<h2>I zadzwonił</h2>
<p>Czego mogłem się spodziewać po moim <acronym title="Sony Ericsson">SE</acronym> K750i, jakość dźwięku była <strong>marna</strong> w obu kierunkach. Model ten ma bowiem słaby głośnik, zaś tryb głośnomówiący jest jeszcze gorszy: duży głośnik zamontowany jest z tyłu telefonu, skutkiem czego rozmówcę słyszą <strong>wszyscy</strong> dookoła, tylko nie ja. Jakoś jednak zdołaliśmy się porozumieć i rozpoczęła się właściwa rozmowa.</p>
<p>Pierwsze pytanie mnie dosyć <strong>zaskoczyło</strong>:</p>
<blockquote><p>Dlaczego chciałbyś pracować dla Google?</p></blockquote>
<p>Fakt: wszędzie piszą, że to rutynowe pytanie. Google jednak samo w sobie nie jest rutynowe, tak samo poprzednia rozmowa miała raczej niecodzienny przebieg. Zapomniałem powiedzieć najważniejszego: chcę pracować w Google, ponieważ to jest forma <strong>pomagania innym</strong> ludziom, którą faktycznie mogę udoskonalać w sposób <strong>widoczny</strong> na codzień.</p>
<p>Pytanie drugie nie było już z kategorii rozgrzewkowych:</p>
<blockquote><p>Jaka jest różnica między metodą przesyłania danych <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/GET_%28metoda%29">GET</a> a <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/POST_%28metoda%29">POST</a>?</p></blockquote>
<p>Na szczęście, kodując w PHP od lat, mogłem udzielić długiej i precyzyjnej odpowiedzi. Per zapytał także o enkodowanie w obu przypadkach.</p>
<blockquote><p>Jeśli wysyłamy obrazek, to którą metodą i jak odbywa się transfer?</p></blockquote>
<p>Precyzyjniej: chodzi o wysyłanie obrazka załączonego przez formularz na stronie.</p>
<blockquote><p>Jak przyspieszyć przeglądanie stron, będąc użytkownikiem?</p></blockquote>
<p>Pytanie to w zasadzie było podobne do zadanego mi w czasie pierwszej rozmowy. Zacząłem więc mówić o wielu możliwościach, jednak Per przerwał mi i spróbował nakierować na to, co ma na myśli:</p>
<blockquote><p>Jak zaprojektować nowy protokół, by przyspieszyć przesył danych?</p></blockquote>
<p>Dane miały być odtwarzalne w przeglądarce, nasunęła mi się więc myśl o wykorzystaniu <acronym title="eXtensible Markup Language">XML</acronym> oraz modyfikacji pewnych komend zaimplementowanych w protokole <acronym title="HyperText Transfer Protocol">HTTP</acronym>. Podałem moje pomysły na przyspieszenie transferu przez optymalizację powyższych z uwzględnieniem struktury danych, które będziemy przesyłać w nowym protokole.</p>
<p>W tym momencie miałem już podejrzenia, że Per (w odróżnieniu od Mikaela) <strong>czytał moje CV</strong>. Zadawał pytania z mojej dziedziny, a kolejne mnie tylko w tym przekonaniu utwierdziło:</p>
<blockquote><p>Co jest według Ciebie najważniejsze w prowadzeniu zespołu? Jak podejmować relacje z klientami?</p></blockquote>
<p>Miałem w CV punkt, iż mogę <strong>prowadzić zespół</strong>. Takiego pytania się jednak <strong>nie spodziewałem</strong> (w końcu miałem być tylko stażystą), ale udzieliłem obszernej i zadowalającej odpowiedzi, wskazując przede wszystkim na <strong>przyjazne kontakty</strong> szefa z podwładnymi (informację, iż to jest kluczowe w Google, zaczerpnąłem już dużo wcześniej przy okazji wykładu tejże firmy).</p>
<p>Rozmowa zaczęła zmierzać z teorii, ku praktykyce:</p>
<blockquote><p>Co to są <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Hash_table">tabele haszujące</a>? Co jest w nich najważniejsze?</p></blockquote>
<p>Jakoś byłem rozkojarzony, bo zacząłem mówić o funkcjach haszujących&#8230; Szybko jednak wróciłem na właściwy tor, Per zaś kontynuował temat:</p>
<blockquote><p>Mamy książkę telefoniczną z danymi teleadresowymi. Jak zaprojektować optymalną funkcję haszującą?</p></blockquote>
<p>Dla doświadczonego programisty pytanie jest dosyć proste, pokusiłem się też więc o wymyślenie odpowiedniej struktury danych dla takiego przykładu.</p>
<p>Perowi wyraźnie <strong>spodobała się</strong> odpowiedź (<i>&#8222;I&#8217;m satisfied with that&#8221;</i>), zadał więc dodatkowe pytania:</p>
<blockquote><p>Mamy listę liczb całkowitych i liczbę finalną (ang. <i>target</i>). Jak zaprojektować funkcję, która sprawdza, czy suma dwóch danych liczb jest równa targetowi?</p>
<p>Jak to przyspieszyć?</p>
<p>Co, jeśli wykonujemy tę funkcję wielokrotnie dla różnych targetów? Jak ją wtedy przyspieszyć?</p></blockquote>
<p>Per zadawał w tej kwestii <strong>wiele</strong> dodatkowych pytań, a ja wymyślałem różne rozwiązania, np. stworzenie struktury danych wskaźników dla pewnych zakresów sum dwóch liczb. Ogólnie przykład mimo swej prostoty daje spore pole do popisu pod względem opracowywania sposobu szukania i optymalizacji zapytań: wiadomo, że kluczową operacją będzie pewnego typu porównanie, ale mamy <strong>duży wpływ</strong> na to co, w jakiej kolejności i z czym będzie porównywane.</p>
<p>Te pytania zajęły większość z około godzinnej rozmowy. Per był wyraźnie zadowolony z odpowiedzi, zadał więc ostatnie, teoretyczne pytanie:</p>
<blockquote><p>Oglądasz film. Jedzie w nim samochód, przyspiesza. W pewnym momencie wydaje się, że koła &#8222;zatrzymują się&#8221; (nie widzimy, że przyspieszają). Jak oceniłbyś prędkość samochodu?</p></blockquote>
<p>Pytanie faktycznie było z zupełnie <strong>innej bajki</strong>, niż dotychczasowe. Pierwszy pomysł nasuwa się sam: wziąć pewne punkty odniesienia i zmierzyć czas przejazdu i odległość między nimi. Per sprecyzował jednak, że nie o to mu chodzi (wszak oglądając film raczej nie zdążymy wykonać pomiarów).</p>
<p>Niezbyt wiedziałem, do czego Per zmierza &#8211; <strong>odrzucał</strong> każdy mój pomysł. Podpowiadał, że rozwiązanie ma pewien związek z kołami, więc zasugerowałem, że gdyby zobaczyć pewne punkty odniesienia np. na oponie, można powiązać je z czasem robienia pełnego obortu, obwodem koła i wywnioskować prędkość samochodu. Per na to, że mniej więcej to miał na myśli. Pozostałem jednak <strong>zaintrygowany</strong>, bowiem wcześniej negował pomysł z punktami odniesienia. Faktycznie sposób pomiaru był jednak inny, tak jak punkty odniesienia, więc może faktycznie tylko nie wiedział, jak nakierować mnie na to, o co mu chodzi.</p>
<p>To było ostatnie pytanie, jakie dla mnie miał, więc zadałem swoje:</p>
<blockquote><p>Jak odbywa się programowanie w Google i sprawdzanie oraz korekta kodu?</p></blockquote>
<p>Konkretnie miałem na myśli sposób czuwania nad kodem i wykrywania błędów. Dowiedziałem się, że programiści pracują <strong>w parach</strong>, sprawdzając siebie nawzajem. Jest także pewien rodzaj <i>forum</i>, na którym <strong>recenzowane i oceniane</strong> są kody. Forum należy rozumieć tu jako system, nie zaś faktyczną aplikację.</p>
<p>Z moich pytań wynikło także, iż 20% czasu przeznaczonego na projekty własne wykorzystuje się w czasie wolnym (który się zdarza najczęściej między kolejnymi projektami) i jest to rzecz w Google <strong>niezwykle ceniona</strong>.</p>
<p>Dowiedziałem się również, że zespoły otrzymują zlecenia na pewne udoskonalenia i wykonują je <strong>w całości</strong> &#8211; pewne osoby zajmują się grafiką, pewne animacjami, kolejne kodowaniem. Z tego można wywnioskować, że produkty i usługi Google nie są dziełami przypisanymi ściśle do konkretnych zespołów, lecz są <strong>efektem mariażu</strong> pracy wielu teamów.</p>
<p>Co ciekawe, tym razem nie stworzono dokumentu do wymiany tekstu pisanego &#8211; nie wiem, czy to pominięto, jednak z rozmowy z Perem wynikało, że takowy nie był nawet w planach.</p>
<p>Na koniec warto dodać, że Per był dużo <strong>przyjemniejszym</strong> rozmówcą, aniżeli Mikael (choć nie mogę powiedzieć, by ten był niemiły). Więcej się śmiał, czasem wrzucił jakiś żart. Rozmowa była <i>na luzie</i>, chociaż z początku musiałem przywyknąć do swobodnego mówienia po angielsku. Po kilku minutach słowotok był już nieskrępowany.</p>
<p>Pożegnałem się z Perem z lekkim <strong>żalem</strong>, że nie mam kontaktu do tego człowieka. Z drugiej strony, jeśli mnie przyjmą, pewnie taki kontakt nawiążę <i>face to face</i>. Dodałem tylko, że mam nadzieję jeszcze z nim kiedyś rozmawiać, na co usłyszałem:</p>
<blockquote><p>Jestem tego absolutnie pewien! 100%!</p></blockquote>
<h2>To faktycznie była decydująca rozmowa</h2>
<p>Rozmowa przebiegła <strong>bardzo dobrze</strong>. Per był zadowolony, ja również. Przyszło mi więc tylko czekać na kolejnego maila: Maria stwierdziła, że w ciągu tygodnia powinienem dostać jakąś odpowiedź.</p>
<p>Tydzień minął, odpowiedzi <strong>nie było</strong>. Brałem to jednak za <strong>dobry</strong> znak: wszak jeśli chce się kogoś zatrudnić, trzeba to dokładnie omówić, zaś odmówić można już kolejnego dnia.</p>
<p>Po <strong>dziesięciu dniach</strong> otrzymałem wiadomość od Alex o treści:</p>
<blockquote><p>Hi XXXXX,</p>
<p>We would like to thank you for your interest in internship opportunities with Google and for taking the time to interview. We carefully reviewed your background and experience, and though we do not have a position that is a strong match with your qualifications at this time, we will be keeping your resume active in our system. We will continue to use our database to match your profile with new opportunities and will reach out to you if we find an opening for which you may be qualified.</p>
<p>Thanks again for your interest in Google&#8217;s careers and unique culture; we hope you will remain enthusiastic about our company.</p></blockquote>
<p><strong>Niesmak to zbyt słabe słowo</strong> na moją reakcję.</p>
<p>Z początku nie wierzyłem w swoje siły &#8211; jestem przecież dopiero na II roku studiów, nie mam też zbyt wielkiego doświadczenia. Z czasem jednak i pewnymi sukcesami oraz za dopingiem bliskich i Marii zacząłem traktować sprawę poważnie, a po pierwszej rozmowie miałem już świadomość, że ten sen może się ziścić.</p>
<p>Najbardziej bolesna w tej odpowiedzi była z pewnością <strong>pierwsza linijka</strong>. Poczułem się jak jeden z wielu, choć byłem jedynym kandydatem na to stanowisko. Komuś nie chciało się nawet wpisać mojego imienia. Pewnie to tylko przeoczenie, ale jakże <strong>bolesne</strong>.</p>
<h2>Czas na refleksje&#8230;</h2>
<p>Czemu <strong>poległem</strong> na prawdopodobnie ostatnim etapie? Sądzę, że nie poległem. Druga rozmowa poszła mi dużo lepiej niż pierwsza, od rozmówcy dało się wyczuć, że faktycznie da mi jak <strong>najlepsze</strong> oceny. Zgaduję, że to team leader odrzucił przyjęcie na staż. Może się rozmyślił, może poskąpił&#8230; Z pewnością wina nie leży po stronie pierwszej rozmowy (ponieważ zaproponowano mi drugą), a dialogu z Perem w żadnym wypadku nie mogę zaliczyć do nieudanych. <strong>Tak bywa</strong>.</p>
<p>W tym samym czasie trafiłem na kilka blogów ludzi, którzy także odbywali rekrutację w Google i mimo (jak deklarowali) świetnych odpowiedzi na pytania, byli odrzucani. Możliwe, że Google szuka <strong>geniuszów</strong>, a nie ludzi ledwie dobrych w swoim fachu. W końcu mają do tego pełne prawo i z pewnością wiedzą, co robią.</p>
<p>Rekrutacją do Google żyłem <strong>wiele miesięcy</strong>, a doświadczenie przy niej nabyte jest nieporównywalne z efektami innych prób aplikowania o pracę. Udało mi się poczuć <strong>klimat</strong> tej firmy, mimo, że w niej nie pracowałem. Poznałem wiele osób, dowiedziałem się wielu rzeczy, przeżyłem <strong>wspaniałe</strong> chwile.</p>
<p>Pozostała mi tylko <strong>jedna rzecz</strong> do zrobienia: wysłanie listu do Marii. Ta jedna osoba zrobiła dla mnie mnóstwo dobrego i dostanie <strong>porządny uścisk</strong>, gdy ją zobaczę kolejny raz <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Naturalnie, Maria odpisała. Po odpowiedzi wciąż sądzę, że jest faktycznie przekonana o przeznaczeniu mnie dla tej firmy. Z pewnością kontakt się nie urwie całkowicie.</p>
<h2>Co będzie dalej?</h2>
<p>Ja natomiast zaniedbałem projekty autorskie i wiele innych spraw. Czas teraz na nie, włącznie z rozwojem bloga. Może ponownie zajmę się publicystyką, może wreszcie pójdę na filozofię. Z pewnością więcej czasu poświęce Madzi, którą serdecznie pozdrawiam <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Co do Google&#8230; Teraz to bardziej kwestia <strong>honoru</strong>, niż ambicji.</p>
<p>Próbować będę <strong>do skutku</strong> &#8211; pewnie kolejny raz w czasie wakacji.</p>
<p>Nie omieszkam wspomnieć <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/drugie-interview-z-google/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>48</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rozmowa kwalifikacyjna w Google</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 16:15:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Techblog]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=801</guid>

					<description><![CDATA[<p>W 2007 roku dwa razy otarłem się o <strong>rozmowę kwalifikacyjną z Google</strong>. Przed dalszą lekturą polecam zapoznanie się z <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/16/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">pierwszą</a> i <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/18/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/">drugą</a> historią.</p>
<p>Rok kończyłem <strong>zawiedziony</strong>. Nie udało się, a było tak blisko. Miałem jednak silne postanowienie próbowania w kolejnym.</p>
<p>Próbować nie musiałem.</p>
<p>3 stycznia w mojej skrzynce czekał list zatytułowany "<strong>Hello from Google</strong>".</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Rozmowa kwalifikacyjna w Google" title="Rozmowa kwalifikacyjna w Google" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W 2007 roku dwa razy otarłem się o <strong>rozmowę kwalifikacyjną z Google</strong>. Przed dalszą lekturą polecam zapoznanie się z <a href="https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">pierwszą</a> i <a href="https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/">drugą</a> historią.</p>
<p>Rok kończyłem <strong>zawiedziony</strong>. Nie udało się, a było tak blisko. Miałem jednak silne postanowienie próbowania w kolejnym.</p>
<p>Próbować nie musiałem.</p>
<p>3 stycznia w mojej skrzynce czekał list zatytułowany &#8222;<strong>Hello from Google</strong>&#8222;.</p>
<div class="q"><img decoding="async" title="Rozmowa kwalifikacyjna w Google" src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Rozmowa kwalifikacyjna w Google" /></div>
<p><span id="more-801"></span></p>
<h2>Google o mnie pamięta!</h2>
<p>Odezwała się Maria, otwierając maila kilkoma ciepłymi słowami wstępu, które brzmiały <strong>tak miło</strong>, że nie mogę ich nie zacytować:</p>
<blockquote><p>Hi XXXX,</p>
<p>Happy New Year from everyone here at Google. I hope you enjoyed spending the festive season with your family and friends and are looking forward to an exciting year 2008.</p></blockquote>
<p>Dalej, kilka słów przypomnienia &#8211; <i>&#8222;spotkaliśmy się na wykładzie&#8230;&#8221;</i> &#8211; <strong>zapamiętała mnie!</strong></p>
<p>Kolejny akapit: rekrutacja w Krakowie dobiegła końca. Maria jednak zadała sobie trud, by porozmawiać z kilkoma pracownikami i <strong>poszukać dla mnie odpowiedniego projektu</strong>. Pierwsze odpowiedzi na moje CV były <strong>bardzo pozytywne</strong>.</p>
<p>Marii udało się znaleźć dla mnie propozycję <strong>stażu</strong> na wakacje w Szwecji, w zespole zajmującym się zagadnieniami komunikacji oferowanej przez Google. Praca wymagała znajomości Flasha (w którym miałem już spore doświadczenie), zaś zespół&#8230; Zajmował się tym, czego ja <strong>już dokonałem</strong> i opisałem w CV (oczywiście, nie tylko).</p>
<p>Maria poprosiła o jak najszybszą odpowiedź, czy taka propozycja mi odpowiada.</p>
<h2>Nadzieje rosną&#8230;</h2>
<p>Oczywiście, Google&#8217;om nie mówi się <i>&#8222;nie&#8221;</i>, więc już po dwóch dniach szef zespołu w Szwecji miał okazje wyrazić swoją <strong>aprobatę</strong> na temat mojej kandydatury.</p>
<p>Zapytywał jednak, czy mógłbym przylecieć na początku czerwca lub w środku sierpnia (na trzy miesiące), bowiem wakacje w Szwecji są w lipcu i sierpniu, przez co większość ekipy by była nieobecna, a chcą uniknąć dołączania się do projektu w trakcie jego realizacji.</p>
<p>Odpisałem, że porozmawiam z moim dziekanem na temat możliwości przesunięcia sesji normalnej lub poprawkowej. Zanim to zrobiłem, Maria kulturalnie przeprosiła za takie trudności &#8211; ma klasę.</p>
<p>Po trzech dniach byłem już po rozmowie z Pełnomocnikiem Dziekana ds. Informatyki Stosowanej WFAIS UJ. Jak można się spodziewać po Uniwersytecie, zostałem zapewniony, że <strong>nie będzie trudności</strong>. Mało tego: jeśli odbędę ten staż, otrzymam <strong>dodatkowe</strong> punkty <acronym title="Punkty niezbędne do zaliczenia roku i studiów">ECTS</acronym>!</p>
<p>Reakcja Marii była&#8230; Sami oceńcie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<blockquote><p>&#8230;<br />
me: Yeah, the University is very fond of Google <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /><br />
Maria: YAY!!!</p></blockquote>
<p>Przy okazji poszukiwań informacji o Google w Internecie, trafiłem na informację, że studenci i absolwenci UJ w 2005 roku mieli okazję wyjechać na praktyki do <strong>siedziby Google w Dubilinie</strong>. Właśnie <strong>dlatego kocham UJ!</strong></p>
<p>Mógłbym napisać równie dużo na temat tego, jak miło można prowadzić konwersację w oparciu o moje rozmowy z Marią. Absolutnie <strong>zdeklasowała</strong> osoby, które mnie <a href="https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/">rekrutowały do IBM</a>.</p>
<h2>Mam rozmowę!!!</h2>
<p>Następnego dnia Maria uraczyła mnie mailem: będę miał rozmowę kwalifikacyjną! Przekazała to w taki sposób, że byłem pewien &#8211; nie tylko ja tu jestem <strong>ogromnie podekscytowany!</strong> Nie omieszkała dodać: <i>&#8222;fingers crossed&#8221;</i> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Podałem kilka dogodnych terminów na rozmowę telefoniczną i Maria ustawiła mnie z jednym z inżynierów oprogramowania z tamtejszego zespołu, Mikaelem, na piątek 18 stycznia. Oto jej wskazówki (z gotowca):</p>
<blockquote><p>Od tej rozmowy zależeć będzie, czy będziemy kontynuować proces rekrutacji. Rozmowa potrwa 45 minut i odbędzie się w języku angielskim.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tematy, które może chcieć poruszyć Twój rozmówca, to między innymi:</p>
<p>&#8211; koncepcje podstaw budowy komputerów</p>
<p>&#8211; rozwiązywanie problemów, zdolności do analitycznego i projektowego myślenia, kompetencje związane z techniką</p>
<p>&#8211; programowanie, tak teoretyczne, jak praktyczne (w danym języku lub pseudokodzie)</p>
<p>&#8211; problemy logiczne i algorytmy</p>
<p>&#8211; projektowanie systemów</p>
<p>&#8211; zdolności projektowania i wdrażania algorytmów oraz znajomość Flasha</p></blockquote>
<p>Innymi słowy, mogą mnie zapytać <strong>o wszystko</strong>.</p>
<blockquote><p>Nie musisz znać pełnej i optymalnej odpowiedzi. Chcemy poznać Twój tok myślowy, dlatego ważne jest, byś wyrażał go słowami.</p></blockquote>
<p>To z pozoru retoryczne zdanie jest <strong>kluczem do interviews z Google</strong>. Należy je traktować w pełni dosłownie &#8211; jak się później okazało, nie interesuje ich tyle, jakie języki znam, lecz jak dogłębnie. Nie chwalono mnie za genialny algorytm, lecz za to, jak <i>&#8222;wpadałem&#8221;</i> na jego usprawnienie. Podkreślam: <strong>tok myślowy jest kluczem</strong> w rozmowach z Google.</p>
<blockquote><p>Musisz także posiadać stałe łącze oraz komputer pod ręką. Zapoznaj się z <a href="http://writely.com">writely.com</a>, ponieważ wraz z rozmówcą będziecie używać tamtejszych arkuszy do wymiany wiadomości i kodu.</p></blockquote>
<p>Po tym można poznać, że mają stare gotowce <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Writely zostało bowiem kupione już dobrych wiele miesięcy temu przez Google i przekształcone w <a href="http://docs.google.com">Google Docs &amp; Spreadsheets</a>. Otrzymałem także drugi mail informujący o utworzeniu wspólnego arkusza dla mnie i Mikaela pod podanym adresem.</p>
<blockquote><p>Chociaż Twój rozmówca raczej o to nie zapyta, zachęcam do zapoznania się z produktami i usługami Google, co pomoże przybliżyć Ci idee towarzyszące rozwojowi firmy:</p>
<p>&#8211; <a href="http://www.google.com/intl/en/options/">Produkty</a></p>
<p>&#8211; <a href="http://labs.google.com/">Laboratoria</a></p>
<p>&#8211; <a href="http://www.google.com/about.html">Korporacja</a></p>
<p>&#8211; <a href="http://www.google.com/intl/en/ads/index.html">Reklamy</a></p>
<p>Dobry <a href="https://www.youtube.com/watch?v=w887NIa_V9w">film informacyjny</a> można także znaleźć na YouTube.</p></blockquote>
<p>Przyglądnąłem się tym linkom na 30 minut przed rozmową. Niewiele pomogły, ale i tak warto odwiedzić.</p>
<blockquote><p>Pamiętaj, że ta rozmowa ma określić co WIESZ, a nie, czego nie wiesz. Jeśli masz wątpliwości, nie wahaj się poprosić o sprecyzowanie pytania &#8211; rekrutujący z radością rozjaśni sprawę!</p></blockquote>
<p>To jest ważny punkt, z którego trochę korzystałem. <strong>Bardzo istotne</strong> jest, by zrozumieć, jakiej odpowiedzi oczekuje rozmówca. Każde jego słowo musi być zrozumiałe.</p>
<p>Oczywiście, aż do momentu rozmowy, Maria <strong>wspierała mnie</strong> i wręcz <strong>kibicowała</strong>. Nigdy się z takim podejściem nie spotkałem, ale mogę powiedzieć, że jest świetne.</p>
<h2>Nadchodzi czwartek, dzień przed rozmową&#8230;</h2>
<p><i>Do trzech razy sztuka</i>, się mawia.</p>
<p>Chciałbym, jednak tym razem dorwała mnie choroba. Gorączka wykluczyła jakiekolwiek algorytmiczne myślenie &#8211; czy można mieć większego pecha?</p>
<p>Późnym wieczorem wysłałem w tej sprawie maila do Marii (osoby pracujące w Google mają bardzo elastyczny czas pracy). Na szczęście, była bardzo wyrozumiała. Jeśli nazajutrz nie poprawi mi się, mam napisać, a ona będzie <i>&#8222;happy to re-schedule&#8221;</i>.</p>
<p>Pech chciał, że w piątek (i sobotę) czułem się równie źle. Maria wyraźnie przejęła się moim stanem zdrowia i zagadywała, <i>jak się czuję</i>.</p>
<p>Zajrzała do kalendarza Mikaela (tak, w Google używa się <a href="http://calendar.google.com">Google Calendar</a> do ustalania spotkań!) i ustaliła rozmowę na wtorek, 22 stycznia.</p>
<h2>O pracy jako rekruter</h2>
<p>Jak widać, z Marią rozmawiało mi się <strong>świetnie</strong>.</p>
<p>Zafascynowany tym, jak radosna może być osoba na jej stanowisku, zacząłem wypytywać, jak dostać taką pracę.</p>
<p>Dowiedziałem się, że nie trzeba pracować wcześniej jako programista. Maria, zanim trafiła do Google, nabyła doświadczenie w rekrutacji ludzi z sektora <acronym title="Information Technology, czyli Informatyka">IT</acronym> w dużej niemieckiej firmie. Obowiązkowo jednak osoby zajmujące się rekrutacją muszą być dobre <i>&#8222;technicznie&#8221;</i>. Dowiedziałem się także, że głównym obowiązkiem Marii nie jest wcale rekrutacja &#8211; zajmuje się bowiem Stosunkami z Uniwersytetami.</p>
<p>Maria studiowała Biznes ze spacjalizacją na <acronym title="Human Resources">HR</acronym> (w wolnym tłumaczeniu: <i>zasoby ludzkie</i> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> ) i rekrutację w Europie Wschodniej, tak więc całkiem konkretne rzeczy.</p>
<p>Zaznaczyła jednak, że w Google pracują <strong>różni ludzie</strong>. Jeden z pracowników był dobry w organizowaniu ogromnych imprez, inny właśnie skończył studia.</p>
<blockquote><p>At Google it really does not matter too much what you have done. It is more important what you can do&#8230;the right attitiude.</p></blockquote>
<p>Dla niejęzycznych: w Google nie jest istotne co już zrobiłeś, lecz czego możesz dokonać. <strong>Odpowiednia postawa</strong>.</p>
<p>Dodała także, że pewne zrozumienie i doświadczenie pomaga <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Sprawa ma się lekko inaczej w stosunku do programistów, ponieważ od tych wymaga się technicznych umiejętności&#8230;</p>
<p>Bardzo mnie <strong>podekscytowało</strong> to, w jaki sposób przedstawiła tą posadę Maria. Wiem już, co będzie moim drugim priorytetem po skończeniu doktoratu z informatyki: HR.</p>
<p>Maria dodała także, iż nawet jako programiści w Google, poznajemy dużo osób &#8211; wszyscy <i>garną się</i> na kampusy <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<h2>Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna z Google</h2>
<p>Po trzech próbach, w końcu <strong><i>dostałem</i> interview!</strong></p>
<p>We wtorek zapewniłem sobie odpowiedni komfort i ciszę przed komputerem, otwarłem też niezbędne witryny: <a href="http://ling.pl">ling.pl</a>, <a href="http://translate.pl">translate.pl</a> (do tłumaczeń &#8211; nie przydały się), <a href="http://gmail.com">Gmail</a> oraz&#8230; A jakże by inaczej: <a href="http://google.com">Google.com</a>!</p>
<p>Mikael miał zadzwonić na mój domowy numer (przez komórkę gorzej słychać, może się wyładować itp.) o 15:30. O godzinie 15:00 stwierdziłem, że Google Docs to kiepski pomysł na wymianę kodu &#8211; zmiany nie są chyba widoczne <i>w czasie rzeczywistym</i>, lecz po zapisaniu arkusza. Jak jednak zdobyć adres rozmówcy?</p>
<p>W arkuszu utworzonym przez Marię zgłębiłem ustawienia udostępniania. Ujrzałem adres Mikaela i zagadałem. Okazało się, że on także miał właśnie to zrobić (miał pewne problemy z dostaniem się na Google Docs. erm <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f61b.png" alt="😛" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> ).</p>
<p>Szybka wymiana zdań i&#8230; <strong>Dzwoni!</strong> Alarm, że ktoś się włamuje do mieszkania <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f600.png" alt="😀" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Pomyślałem tylko &#8222;<strong><acronym title="Oh My God">OMG</acronym></strong>&#8221; i poszedłem sprawdzić, co jest grane.</p>
<p>Okazuje się, że spadek napięcia w sieci powodował uruchomienie się alarmu. Wróciłem na stanowisko, szybkie wyjaśnienie i&#8230;</p>
<blockquote><p>me: This is ok, you can call when you&#8217;re ready</p>
<p>3:32 PM Mikael: ring ring neo</p></blockquote>
<h2>Pytania z rozmowy kwalifikacyjnej</h2>
<p>Zaczęło się od ustalenia rzeczy, które już były ustalone: na kiedy bym mógł przyjechać, jakie języki umiem&#8230; <i>Ktoś</i> ewidentnie nie czytał mojego CV <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Wreszcie, przeszliśmy do konkretów. Najpierw trochę teorii (poniższe odpowiedzi nie są pełnymi, które udzielałem):</p>
<blockquote><p>Jak wytłumaczyłbyś nietechnicznej osobie, co dzieje się po wpisaniu adresu w przeglądarce i wciśnięciu Entera?</p>
<p>Co dzieje się naprawdę?</p></blockquote>
<p>Na pierwsze pytanie dosyć łatwo odpowiedzieć.</p>
<p>Przy drugim powiedziałem trochę o <acronym title="Domain Name Services">DNSach</acronym>, parsowaniu adresów (<acronym title="Top Level Domains">TLDki</acronym> itp.), przesyłaniu plików przez różne protokoły itd.</p>
<blockquote><p>Strona www działa powolnie. Jakie mogą być tego przyczyny? Jak temu zaradzić jako użytkownik i jako webmaster?</p></blockquote>
<p>Tu miałem pole do popisu <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Przez dobre kilkanaście minut nawijałem o możlwiościach przyspieszenia działania witryn i powodach ich powolności. Niektóre pomysły wyraźnie zaskoczyły (pozytywnie) Mikaela &#8211; odpowiedź była wyczerpująca nawet dla mnie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<blockquote><p>Dostajesz za zadanie napisanie aplikacji w języku, którego nie znasz. Masz dwa tygodnie. Co robisz?</p></blockquote>
<p>Przekonałem Mikaela, że znając kilka języków, wystarczy poznać <i><acronym title="Składnia">syntax</acronym></i> nowego, by w nim pisać. Podałem, skąd i w jaki sposób bym zdobywał wiedzę.</p>
<blockquote><p>Dodajmy, że masz to napisać na systemie, którego nie znasz. Co wtedy robisz?</p></blockquote>
<p>Odpowiedziałem, że większość platform znam, zaś poznanie kolejnych przy dobrych umiejętnościach językowych to kwestia czasu.</p>
<blockquote><p>Jak wziąłbyś się za napisanie serwera http?</p></blockquote>
<p><strong>Byłem szczery</strong>: nic takiego nigdy nie pisałem, więc nie znałem popularnych architektur. Mogłem jednak powiedzieć coś na temat ogólnego pisania serwerów i równoważenia obciążenia na kilka maszyn, co chyba w końcu zadowoliło rozmówcę.</p>
<p>Minęło 25 minut rozmowy&#8230;</p>
<blockquote><p>Teraz sobie trochę pokodujemy. Powiedzmy, że mamy robota, który porusza się po schodach. Mamy także dostępną funkcję boolean step() i jej prawdpodobieństwo równe p, że wynikiem jej wywołania będzie wejście o stopień wyżej, oraz 1-p, że robot cofnie się o jeden stopień. Jak zaprojektujesz funkcję void StepUp() by mieć pewność, że po jej wywołaniu będziemy na wyższym schodku?</p></blockquote>
<p>Pierwsze rozwiązanie, jakie zaproponowałem, opierało się na indeksowaniu schodków. Prawdopodobieństwa użyłem jedynie do oszacowania, ile iteracji będzie koniecznych do pojawienia się robota na wyższym schodku.</p>
<blockquote><p>Pomińmy teraz prawdopodobieństwo. Jak zaprojektujesz tą funkcję, by nie korzystała z liczników?</p></blockquote>
<p>Z początku nie wiedziałem co ma na myśli, mówiąc <i>&#8222;without counters&#8221;</i>, ale słusznie domyśliłem się, że chodzi o pozbycie się indeksowania schodków, czyli nie wiemy, na którym obecnie jesteśmy stopniu.</p>
<p>Przez 10 minut napisałem na chacie Gmaila cztery funkcje, udoskonalane wraz z kolejnymi wnioskami Mikaela. W końcu doszedłem do rozwiązania, które zaskoczyło nie tylko jego, ale nawet mnie, gdy później się nad nim zastanawiałem.</p>
<p>Można powiedzieć, że udało mi się błysnąć geniuszem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Celowo nie będę przedstawiał swojego kodu &#8211; sami się zastanówcie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<blockquote><p>Ależ ten czas leci. To wszystkie pytania, jakie dla Ciebie przygotowałem&#8230; A jakie Ty masz dla mnie?</p></blockquote>
<p>Pytań zbytnio nie miałem, jednak miałem kontakt mailowy z Mikaelem, gdybym na jakieś wpadł. Zapytałem tylko:</p>
<blockquote><p>Sam wymyślałeś te pytania, czy macie jakąś bazę?</p></blockquote>
<p>Okazało się, że pytania gdzieś usłyszał. <strong>Wszyscy</strong> programiści w Google mają <strong>obowiązek</strong> przeprowadzania takich rozmów kwalifikacyjnych, więc wewnątrz firmy wymieniają się pomysłami.</p>
<p>To bardzo ciekawe podejście, bowiem każdy ma <strong>swój wkład</strong> w rozwój firmy, a w dodatku jego praca nie ogranicza się do klepania kodu.</p>
<blockquote><p>Aha&#8230; Jak mi poszło? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p></blockquote>
<p>Odpowiedź była dosyć wymijająca &#8211; w ciągu kilku dni miał się ktoś ze mną skontaktować. Średnio mnie to ucieszyło, ale cóż począć&#8230;</p>
<p>Miałem wrażenie, że nieźle odpowiedziałem na zadane mi pytania i <strong>powinni</strong> się jeszcze odezwać.</p>
<p>Pożegnałem się z Mikaelem, wymieniając kilka ciepłych słów (choć sam rozmówca wydawał się być zmęczony &#8211; nie sądzę jednak, by mną).</p>
<h2>Trochę wniosków</h2>
<p>Przede wszystkim potwierdziło się, że w Google nie liczy się co <strong>już wiem</strong>, ale co <strong>mogę się dowiedzieć</strong>. Mikael wyjaśnił mi, że nie jest istotne, jakie języki umiem, bo i tak prędzej czy później zlecą mi coś, co będzie wymagało <strong>nauczenia się</strong> nowego. To według mnie dobra polityka &#8211; nie zatrudniać specjalistów od jednego języka, lecz osoby pojętne, które będą się rozwijać i mają chęć do nauki, wyzwań i poznawania nowych technologii.</p>
<p>Dowód ku temu pojawił się już w trakcie rozmowy. Mikael zaproponował, bym pisał kod w C lub jego następcach, ja natomiast zaproponowałem PHP, którego on nie znał (który jednak ja zdecydowanie preferuję) &#8211; oczywiście, zgodził się. Czasem mu tłumaczyłem mój kod, więc <strong>on także uczył się</strong> w trakcie tej rozmowy.</p>
<p>Może się wydawać, że pytań było niewiele, jednak rozmowa faktycznie trwała lekko <strong>ponad 45 minut</strong>.</p>
<p>Poziom angielskiego Mikaela był <i>wystarczający</i>. Zrobił jeden, czy dwa błędy, jednak mówił płynnie. Nie jest więc prawdą, że pracownicy Google muszą umieć perfekcyjnie angielski. Mało tego &#8211; wszystkie osoby z Google, z jakimi miałem przyjemność rozmawiać, miały <strong>inną narodowość</strong>. To słychać po akcencie i widać po nazwiskach. Pracują jednak wspólnie i poczułem tą <strong>przyjazną atmosferę</strong> przez telefon.</p>
<p>W trakcie rozmowy wpadałem na różne pomysły usprawnienia sposobów komunikacji w Google. Nie będę ich zdradzał, ale Mikaelowi podobała się taka <strong>pomysłowość</strong> &#8211; chyba poczuł, że faktycznie wniosę coś tak do zespołu, jak efektów jego prac.</p>
<h2>Ciąg dalszy nastąpi&#8230;</h2>
<p>Po dwóch dniach w mojej skrzynce czekał mail z <strong>pozytywną oceną</strong> mojej rozmowy i zaproszeniem na <strong>kolejną</strong>.</p>
<p>O tym jednak przy okazji <a href="https://blog.eldoras.com/drugie-interview-z-google/">kolejnego wpisu</a> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>59</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Druga szansa: spełnienie marzeń o pracy w Google</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 20:55:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Techblog]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=799</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej odnośnie <strong>rekrutacji do Google</strong> (<a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/16/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">przeczytaj najpierw</a>), sprawa ucichła - niemal o niej zapomniałem.</p>
<p>Jedno tylko czasem mi przychodziło do głowy: niedorzeczna świadomość, że wysłałem dwie aplikacje - o staż i o pracę, a odpowiedź otrzymałem jedną.</p>
<p>Po <strong>dwóch miesiącach</strong> w końcu przyszła odpowiedź na drugi mail.</p>
<p>Moja aplikacja <strong>została wzięta pod uwagę</strong> przy tworzeniu krakowskiego oddziału Google.</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Google logo" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej odnośnie <strong>rekrutacji do Google</strong> (<a href="https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">przeczytaj najpierw</a>), sprawa ucichła &#8211; niemal o niej zapomniałem.</p>
<p>Jedno tylko czasem mi przychodziło do głowy: niedorzeczna świadomość, że wysłałem dwie aplikacje &#8211; o staż i o pracę, a odpowiedź otrzymałem jedną.</p>
<p>Po <strong>dwóch miesiącach</strong> w końcu przyszła odpowiedź na drugi mail.</p>
<p>Moja aplikacja <strong>została wzięta pod uwagę</strong> przy tworzeniu krakowskiego oddziału Google.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Google logo" /></div>
<p><span id="more-799"></span></p>
<h2>29 sierpnia: &#8222;Thank you from Google&#8221;</h2>
<p>Tak brzmiał tytuł maila, który napisała do mnie Maria, koordynująca rekrutację inżynierów wśród studentów i absolwentów do Google w Europie. Odpowiedź dotyczyła mojej aplikacji na staż (ang. <i>internship</i>) jako <strong>inżynier oprogramowania</strong>.</p>
<p>Maria zadała mi kilka dodatkowych pytań:</p>
<blockquote><p>Ostatnio otrzymaliśmy Twoją aplikację o staż na pozycji inżynier oprogramowania. Z Twojego CV wnioskuję, że jesteś absolwentem. Czy byłbyś zainteresowany pozycją na pełen etat bardziej, aniżeli stażem?</p></blockquote>
<p>Tutaj się zastanowiłem. Aplikację wysyłałem dwa miesiące wcześniej i zaznaczyłem, że wciąż studiuję &#8211; istniało więc ryzyko, że nie o mnie chodzi. Wiedząc, że mogę tego żałować, kulturalnie zapytałem, czy na pewno o mnie chodzi i przystąpiłem do odpowiadania na pytania.</p>
<p>Maria najwyraźniej źle zrozumiała moje CV &#8211; byłem wtedy jeszcze na pierwszym roku studiów. Musiałem więc objaśnić, że w grę wchodzi jedynie staż (dodałem, że mam 3 dni wolne w tygodniu &#8211; tak to bywa na UJ ;)).</p>
<blockquote><p>Kiedy możesz rozpocząć swój staż/pracę?</p></blockquote>
<p><i>&#8222;Kiedy tylko zechcecie, nawet jutro.&#8221;</i></p>
<blockquote><p>Bazując na Twojej wiedzy o Google, jak zamierzasz wykorzystać program &#8222;20 procent&#8221;, który realizujemy?</p></blockquote>
<p>Szczerze powiedziawszy, musiałem wygooglać, o co chodzi.</p>
<p>Informacji na ten temat w Internecie nie jest wiele, ale ogólna idea jest następująca: pracownicy Google mogą 20% swojego czasu poświęcać na rozwój <strong>własnego projektu</strong>. Nie wiem, czy ten projekt musi być zaakceptowany przez <a href="http://labs.google.com/">Google Labs</a> &#8211; pewnie tak. Jak się później okazało, jest to bardzo ważna kwestia w tej firmie.</p>
<p>Pomysłów miałem wiele. Do tego wiele <strong>zrealizowanych</strong> &#8211; nic, tylko podpiąć je pod Google.</p>
<p>Moje pomysły w znacznej mierze odnosiły się do <a href="http://google.com/talk">Google Talka</a> oraz chata w <a href="http://gmail.com">Gmailu</a>. Ogólnie: dotyczyły <strong>komunikacji</strong>.</p>
<blockquote><p>Jakie języki programowania preferujesz?</p></blockquote>
<p>Pełnymi zdaniami, ładnie ująłem swoją wiedzę na temat PHP, MySQL, CSS, AJAX, xHTML, C, C++ i Javy w planach.</p>
<p>Jak widać, celowałem na stanowisko związane z rozszerzaniem funkcjonalności Gmaila.</p>
<p>Przy okazji pochwaliłem się swoim projektem open-source chatu ajaxowego w stylu tego z Gmaila, który każdy może dołączyć na własną stronę.</p>
<p>Sądzę, że odpowiedź na <strong>to i poprzednie</strong> pytanie grała <strong>kluczową rolę</strong> w procesie rekrutacji.</p>
<blockquote><p>Jaką średnią ocen uzyskałeś na konieć studiów? (Jeśli ta informacja jest podana w Twoim CV, nie musisz odpowiadać. Jeśli nie skończyłeś jeszcze studiów, podaj przewidywaną ocenę.)</p></blockquote>
<p>Chyba nie muszę pisać, jak na to odpowiedziałem? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>To pytanie utwierdziło mnie jednak w przekonaniu, że pytania są <i>&#8222;gotowcowe&#8221;</i>. Pocieszał mnie jednak fakt, że pierwsze pytanie zostało wprowadzone ręcznie &#8211; ktoś na mnie <strong>poświęcił choć chwilę</strong>.</p>
<blockquote><p>Jakie masz zainteresowania poza studiami? Np. sport, podróże, muzyka, wolontariat, gry, programowanie amatorskie itp.?</p></blockquote>
<p>Tutaj napisałem o moich rozlicznych pasjach, od sportów, podróżowania, muzyki, Kosmosu, zagadnień Wszechświata i wymiarów, przez programowanie własnych projektów, po śpiewanie w chórze i prowadzenie wykładów.</p>
<blockquote><p>Czy jesteś obecnie na etapie rozmów kwalifikacyjnych w jakichś firmach? Jeśli tak, jak daleko jesteś w procesie rekrutacji?</p></blockquote>
<p>Nie aplikowałem wtedy do żadnej firmy. Wspomniałem tylko, że ostatnio <a href="https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/">IBM mnie odrzuciło</a>, bo byłem <strong>zbyt kreatywny</strong>.</p>
<blockquote><p>Proszę podać swój numer kontaktowy oraz dostępność w najbliższych dwóch tygodniach. Dodatkowo, transkrypty ze studiów lub informacje o ukończonych kursach oraz średnie oceny &#8211; jeśli ukończyłeś studia. Jeśli wciąż studiujesz, wystarczą przewidywane oceny.</p></blockquote>
<p>W tamtym czasie miałem ukończonych lekko ponad 10 kursów, z jedną tylko oceną 3.0.</p>
<p><strong>Nie sądzę</strong> jednak, by to miało jakiekolwiek znaczenie w procesie rekrutacji.</p>
<h2>Dalszy kontakt</h2>
<p>Tego samego dnia otrzymałem odpowiedź od Marii. Przeprosiła, że tak długo zajęło im dotarcie do mojego CV (czyli jednak o mnie chodziło). Nadmieniła, że moje CV wygląda jednak <strong>bardzo interesująco</strong> i będzie o nim dyskutować z zespołem w tym tygodniu.</p>
<p>Podziękowała także (podwójnie) za obszerne odpowiedzi &#8211; doda je do CV. Niby to nic, ale: to już <strong>nie był automat</strong>, a forma wskazywała, że mam do czynienia z osobą bardzo miłą i faktycznie zainteresowaną.</p>
<p>Zapytała jeszcze, kiedy spodziewam się skończyć studia. Odpisałem, że jest szansa na rok przed normalnym harmonogramem.</p>
<p>Uśmiech na twarzy &#8211; nawet na tą odpowiedź dostałem maila:</p>
<blockquote><p>Hi Chris,</p>
<p>Brilliant. Thanks for letting me know!</p>
<p>Warm regards,<br />
Maria</p></blockquote>
<p>Poczułem, że <strong>nie jestem jednym z tysięcy</strong> &#8211; maile miały dosyć osobisty wydźwięk.</p>
<h2>Google do mnie zadzwoniło!</h2>
<p>W ciągu kilku dni Maria wykonała do mnie kilka telefonów. Okazała się <strong>bardzo miłą</strong> rozmówczynią.</p>
<p>Zaprosiła mnie na <strong>rozmowę kwalifikacyjną</strong> na pierwszą środę listopada. Ponieważ miałem wiele czasu, poszedłem na rękę &#8211; godzinę mieliśmy ustalić bliżej daty rozmowy.</p>
<h2>Wykład Google w Krakowie i start siedziby</h2>
<p>W tym samym czasie wyszło na jaw, czemu po dwóch miesiącach odkopano moje CV.</p>
<p>W Krakowie rozpowszechniono informację, że ma się odbyć wykład pt. <i>Google&#8217;s Warehouse Scale Computing</i> (w wolnym tłumaczeniu: programowanie wielkoskalowe). Wykład był bardzo ciekawy (chociaż tytuł tego nie zapowiadał). Odbywał się w jednym dniu &#8211; najpierw na AGH (ok. 100 obecnych osób w nieklimatyzowanej sali&#8230;), następnie na UJ. Zapamiętałem z niego, że istotne są algorytmy, a nie szczegóły (np. <i>i++</i> vs. <i>++i</i>) oraz wiele innych rzeczy na temat gigantycznych serwerowni Google, zajmujących <strong>całe budynki</strong>. Co ciekawe, temperatura nie ma aż takiego wpływu na awaryjność sprzętu. Swego czasu chciałem napisać relację z tego wykładu, jednak czas nie pozwolił, a obecnie za mało pamiętam.</p>
<p>Oprócz tego ogłoszono publicznie to, o czym ja <a href="https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/">wiedziałem</a> już dwa miesiące wcześniej &#8211; że w Krakowie jest siedziba Google. A w zasadzie powiedziano, że dopiero ta siedziba powstaje, w związku z czym prowadzona jest rekrutacja. Tak też pewnie trafiono na moje CV. Okazało się więc, że muszę konkurować z <strong>całym Krakowem</strong> o stanowisko.</p>
<p>Przy okazji poznałem z imienia i nazwiska Wojciecha Burkota, który jest szefem krakowskiego oddziału, a z którym <a>rozmawiałem</a> dwa miesiące wcześniej.</p>
<h2>Jutro rozmowa, tylko o której?</h2>
<p>Wykład miał miejsce we wtorek. <strong>Nazajutrz</strong> miałem mieć interview, a nie mając odpowiedzi od Marii przed wyjściem z domu, zacząłem jej szukać po wykładzie. Ekipa była młoda (koło trzydziestki) i składała się z kilku osób, jednak nikt nie potrafił wskazać Marii. Dopiero na moje naciski i tłumaczenie, że ona tu rekrutuje, jeden z Googlersów przypomniał sobie o koleżance <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Podszedłem do całkiem atrakcyjnej, młodej (szok!) dziewczyny i przedstawiłem się. Co ciekawe, natychmiast skojarzyła o co chodzi &#8211; faktycznie musiała się <strong>dłużej przyglądać</strong> mojej aplikacji!</p>
<p>Maria trochę gubiła się w wyjaśnieniach tłumacząc, czemu do rozmowy <strong>nie dojdzie</strong>. Rozmawialiśmy krótko i niezbyt to pamiętam, bo byłem zawiedziony. Jej widać też było głupio, ale życzyła mi powodzenia w przyszłości polecając <i>&#8222;fingers crossed&#8221;</i>. Wziąłem kilka souvenirów (kiepskie długopisy i notesy Google oraz dwa mini-batoniki) i poszedłem.</p>
<p><strong>Zawiedziony po raz drugi.</strong></p>
<h2>Co się stało?</h2>
<p>Wróciwszy do domu, czekała na mnie wiadomość od Marii, wysłana trochę przed wykładem.</p>
<p>Z treści wynikało, że <i>&#8222;studenci mieli <strong>trudności</strong> z przychodzeniem na interview, zdecydowaliśmy się więc na inny proces&#8221;</i>, który to miał nie mieć negatywnego wpływu na moją aplikację i dotyczyć wszystkich chętnych.</p>
<p>Mianowicie, umieszczono mnie w bazie danych, którą przeglądają inżynierzy. Jeśli któremuś się spodobam &#8211; umówią nas na spotkanie.</p>
<p>Wyszło na to, że studenci <strong>nie mieli czasu</strong> pojawić się na rozmowie kwalifikacyjnej z Google!</p>
<p>Wyraziłem swoją opinię na ten temat (jak również na temat nieklimatyzowanej sali w AGH&#8230; no comments). Wymieniliśmy jeszcze trochę zdań mailowo oraz przez chat, bowiem Maria jest osobą bardzo przyjacielską.</p>
<h2>Czy to już koniec?</h2>
<p>Tak się wydawało.</p>
<p>Przestałem rozmawiać z Marią, a rok zbliżał się ku końcowi. <strong>Dwa razy</strong> byłem bardzo bliski spróbowania swoich sił w rozmowie rekrutacyjnej z Google. Oczywiście, chciałem próbować w 2008 roku &#8211; <strong>do skutku</strong>.</p>
<p>Miałem tylko nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy i będę miał więcej szczęscia.</p>
<p><strong>I miałem!</strong> Lepszy był już od 3 stycznia, ale o tym w <a href="https://blog.eldoras.com/rozmowa-kwalifikacyjna-w-google/">kolejnym wpisie</a> <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>16</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Spełnienie marzeń: zielona karta do Google</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 16 Feb 2008 17:13:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Techblog]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=795</guid>

					<description><![CDATA[<p>W dwa miesiące przed <a href="https://blog.eldoras.com/2008/02/15/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/">rozmową kwalifikacyjną w IBM</a> przechodziłem ulicą Krupniczą w Krakowie i zauważyłem w bramie znajome pastelowe kolorki... Moim oczom ukazała się <strong>siedziba Google!</strong></p>
<p>To, co działo się później, wydawało się być <strong>snem</strong> informatyka...</p>
<div class="q"><img src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Logo Google" /></div>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W dwa miesiące przed <a href="https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/">rozmową kwalifikacyjną w IBM</a> przechodziłem ulicą Krupniczą w Krakowie i zauważyłem w bramie znajome pastelowe kolorki&#8230; Moim oczom ukazała się <strong>siedziba Google!</strong></p>
<p>To, co działo się później, wydawało się być <strong>snem</strong> informatyka&#8230;</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/google_logo.gif" alt="Logo Google" /></div>
<p><span id="more-795"></span></p>
<h2>Opłaca się zatrzymać</h2>
<p>Przyjrzałem się dokładnie &#8211; budynek wyglądał na świeżo wyremontowany i luksusowy, zaś logo Google było niewielkie &#8211; jak później się okazało, faktycznie ta siedziba dopiero raczkowała i mało kto o niej wiedział. <strong>Tylko szczęściem</strong> na nią trafiłem.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/google_office.jpg" alt="Siedziba Google w Krakowie" /></div>
<p>Był to akurat czas, w którym Kraków walczył o &#8222;<i>siedzibę Google</i>&#8221; (którą to walkę w końcu <a href="http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,78948,4042328.html">przegrał</a> na rzecz Wrocławia), więc zdziwiło mnie, że w Krakowie <strong>Google już działa</strong>.</p>
<p>Na placu ktoś palił papierosa. Podszedłem, by przyjrzeć się lokacji. Zauważyłem logo firmy na koszulce palącego i podszedłem spytać, co tutaj robi ten światowy gigant. Musiałem zmienić język na angielski. Okazało się, że rozmawiam z Marcinem, który jest programistą. Co ciekawe, zaczął mnie <strong>wypytywać</strong> o umiejętności i zainteresowania oraz osiągnięcia. Chwilę pogadaliśmy i&#8230;</p>
<h2>Zielona karta do Google</h2>
<p>Marcin podał mi swój mail celem przesłania mojego CV &#8211; on <strong>podsunie je</strong> odpowiedniej osobie i pomoże się wkręcić na rozmowę kwalifikacyjną.</p>
<p>Nigdy wcześniej nie pracowałem na umowę o pracę, nie byłem nawet na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej, natomiast byłem na pierwszym roku studiów i w dalekich planach miałem marzenie o pracy w Google &#8211; czy dzień może zakończyć się lepiej?</p>
<h2>CV dla Google</h2>
<p>Kilka dni zajęło mi przygotowanie CV według <a href="http://www.google.com/support/jobs/bin/static.py?page=gettingintogoogle.html&amp;sid=resume">zaleceń i formatu Google</a> &#8211; <strong>czysty tekst</strong>, bez zbędnych danych (status społeczny, płeć, miejsce urodzenia&#8230;).</p>
<div class="q"></div>
<p>Niestety, powyższa witryna Google zawiera obecnie mniej szczegółowe instrukcje co do idealnego dla nich Resume. <strong>Zniknął</strong> nawet screenshot prezentujący ogólny zarys CV.</p>
<h2>&#8222;Nie ma takiego numeru&#8221;&#8230;</h2>
<p>Adres mailowy dostałem jedynie ustnie. Wysłałem więc listy pod kilka wariacji tego, co zapamiętałem. <strong>Nikt się nie przyznał</strong> do tego spotkania, kilka osób doradziło mi jednak w pewnych kwestiach i poleciło aplikować przez <a href="http://www.google.com/intl/en/jobs/">oficjalną stronę</a>. Wiadomo jednak, że to już jest konkurowanie z tysiącami innych kandydatów &#8211; gdzieś wyczytałem, że dziennie otrzymują <strong>1500 podań</strong>.</p>
<p>Poszedłem więc bezpośrednio do siedziby Google, złożyłem podpis w Księdze Gości i pod eskortą ochroniarza trafiłem do <strong>szefa placówki</strong>. Po chwili rozmowy wyjaśniło się, że Marcin jest rekrutantem (potem znalazłem nawet jego blog), zaś jego mail&#8230; wprowadziłem poprawnie za pierwszym mailem. Na odchodnym zapytałem tylko:</p>
<blockquote><p>Czy w tej firmie jest naprawdę tak wspaniale jak mówią?</p></blockquote>
<p>Domyślcie się, jaką odpowiedź otrzymałem, razem z uśmiechem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Wróciłem do domu, skontaktowałem się raz jeszcze z Marcinem (wcześniej dał mi kilka porad, lecz nie pamiętał naszej rozmowy). Jego odpowiedź na pytanie postawione w moim mailu brzmiała:</p>
<blockquote><p>N</p></blockquote>
<p>Po takiej treści zaprzestałem pisania, składając aplikację w oficjalny sposób &#8211; na staż i etat, osobno.</p>
<p>Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź <strong>odmowną</strong> (nie wiem jednak odnośnie której aplikacji). Miło, przynajmniej nie musiałem się zastanawiać, czy ktoś spojrzał na mój mail.</p>
<h2>Koniec snu informatyka?</h2>
<p><strong>Otóż nie!</strong> To była ledwie drzemka, a <strong>sen dopiero miał się rozpocząć</strong>&#8230;</p>
<p>Na to przyszło mi jednak czekać kilka miesięcy &#8211; o tym w <a href="https://blog.eldoras.com/druga-szansa-spelnienie-marzen-o-pracy-w-google/">kolejnym wpisie <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/spelnienie-marzen-zielona-karta-do-google/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>9</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM Polska</title>
		<link>https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/</link>
					<comments>https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Blog.eldoras.com]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 17:22:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[Informatyka]]></category>
		<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Techblog]]></category>
		<category><![CDATA[Wszystkie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://blog.eldoras.com/?p=793</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rzecz działa się w lipcu zeszłego roku. Na moim wydziale (Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ) pojawiły się plakaty z krzykliwymi hasłami typu "<strong>czy lubisz publicystykę?</strong>" lub "<strong>studiujesz filologię lub informatykę?</strong>". Jeśli odpowiedź na te pytania brzmiała "tak", czytelnik miał się stawić na spotkanie z ekipą IBM Polska na stanowisko <strong>Technical Writer</strong> w Krakowie. Co też zrobiłem.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Rzecz działa się w lipcu zeszłego roku. Na moim wydziale (Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ) pojawiły się plakaty z krzykliwymi hasłami typu &#8222;<strong>czy lubisz publicystykę?</strong>&#8221; lub &#8222;<strong>studiujesz filologię lub informatykę?</strong>&#8222;. Jeśli odpowiedź na te pytania brzmiała &#8222;tak&#8221;, czytelnik miał się stawić na spotkanie z ekipą IBM Polska na stanowisko <strong>Technical Writer</strong> w Krakowie. Co też zrobiłem.</p>
<p><span id="more-793"></span></p>
<h2>Spotkanie organizacyjne</h2>
<p>Spotkanie odbyło się przy ulicy Czapskich 4, a więc nie w krakowskiej siedzibie IBM. Obecnych było około 30 osób, w większości osób będących na filologii angielskiej. Spotkanie odbywało się po angielsku (rzecz jasna). Przez około 2 godziny miła pani od rekrutacji nawijała, na czym polega praca na stanowisku Technical Writer. Udało jej się nawet przekonać mnie, że może to być ciekawe. Po czasie jednak mój entuzjazm opadł: obecnie mogę powiedzieć, że biega o:</p>
<ul>
<li>&#8211; pisanie dokumentacji</li>
<li>&#8211; tłumaczenie</li>
<li>&#8211; uzupełnianie tooltipów itp. w aplikacjach</li>
<li>&#8211; szarpanie się z programistami o wytłumaczenie o co chodzi w danym fragmencie kodu</li>
</ul>
<p>Szanowna pani przemawiająca przyznała, że o IT wie niewiele, a o programowaniu nic (po <strong>ośmiu latach</strong> pracy na tym stanowisku&#8230;), chcąc chyba przekonać filologów, że to działka dla nich. Jeśli o mnie chodzi, trochę mnie to zniechęciło &#8211; jestem bowiem informatykiem, więc coś do projektu chciałbym włożyć poza instrukcją, której (przyznajmy) nikt nie czyta.</p>
<p>Tak czy owak, spotkanie dobiegło końca, dostaliśmy też do rąk trochę spamu. Posypały się pytania. Jedne zadawane płynnym angielskim, a niektóre tak kulejącym, że nie sposób było je zrozumieć. Następnie część osób poleciała na rekrutantkę niczym <strong>hieny na padlinę</strong>, by przedstawić już teraz swoje wypasione CV. Ja zostawiłem swoje i się zmyłem.</p>
<h2>Zapraszamy na rozmowę!</h2>
<p>Po kilku dniach, czy może nawet dwóch tygodniach, zadzwoniła pani rekrutantka, zapraszając mnie na rozmowę kwalifikacyjną w budynku Galileo przy ul. Armii Krajowej &#8211; już w siedzibie IBM.</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/galileo.jpg" alt="Siedziba IBM w Krakowie - budynek Galileo" /></div>
<p>Na rozmowę (pierwszą w życiu, swoją drogą) ubrałem się w standardowy strój pingiwna &#8211; wszak to poważna firma, która ma u mnie mniemanie snobistycznej i sztywnej, acz potężnej i szanowanej.</p>
<p>Sam budynek Galileo (jeden z czterech bliźniaczych wieżowców zbudowanych dla wielkich firm, jakoś dziwnie po drugiej stronie miasta od Krakowskiego Parku Technologicznego) robi wrażenie &#8211; wygląda na nowoczesną serwerownie, a może bryłę fundamentu ostoju. W każdym razie coś monumentalnego. Na parkingu &#8211; naturalnie &#8211; zaparkowane BMW pracowników.</p>
<h2>Wchodzę!</h2>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/galileo2.jpg" alt="Siedziba IBM w Krakowie - budynek Galileo" /></div>
<p>Wnętrze sprawiało wrażenie czystego i nowoczesnego, mimo że nie było telebimów z ostatnio wprowadzonymi zapytaniami Google <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Dotarłem szybką windą na odpowiednie piętro, a następnie trochę zagubiony, udałem się do domofonu przy oszklonych drzwiach. Krótka wymiana uprzejmości i już składam podpis w Księdze Gości oraz na moim własnym identyfikatorze. Przyczepiłem go, zgodnie z zaleceniem, do piersi i dałem się poprowadzić jakies 5 metrów do najbliższego pokoju. Po drodze dojrzałem jednak, iż praca wre w amerykańskich &#8222;cubicles&#8221;:</p>
<div class="q"><img decoding="async" src="https://eldoras.com/blog/galileo3.jpg" alt="Cubicale pracownicze, podobne do tych w IBM" /></div>
<p>W ciasnym, białym pokoiku 2&#215;2 metry czekałem dobrą chwilę. Towarzystwa dotrzymywała mi tablica z nabazgraną bazą danych oraz stolik i trzy krzesła. Po chwili wpadła pani z wykładu razem z jakąś koleżanką i zaczęły, ku mojemu zdziwieniu, nawijać po angielsku. Szybkie przestawienie myślenia i jedziemy.</p>
<h2>Pytania, pytania&#8230;</h2>
<p>Widziałem, że na moim CV zaznaczone jest przede wszystkim <strong>doświadczenie</strong> &#8211; byłem bowiem przez ponad 2 lata redaktorem, tłumaczem i korektorem w wydawnictwie związanym z IT. To był mój główny atut.</p>
<p>Panie przede wszystkim chciały wiedzieć, <strong>dlaczego kocham pisać</strong>. Wyjaśniłem, że pisanie to nie wszystko, co lubię &#8211; mam w CV także wykłady. Ogólnie odpowiedź je raczej zadowoliła. Pytania cały czas kręciły się wokół pisania: <strong>kiedy zacząłem pisywać</strong> itp&#8230; Następnie Panie poddały mnie testowi w postaci: &#8222;<strong>co by Pan zrobił, nie rozumiejąc kodu, który musi Pan opisać?</strong>&#8222;. Na to wyjaśniłem, że jako student Informatyki rozumiem kod <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Zadowolone, zapytały jeszcze o to, jak wpływa na mnie <strong>stres</strong> oraz <strong>deadline&#8217;y</strong> (nieprzekraczalne terminy wykonania zadań). Całość szła świetnie&#8230;</p>
<h2>Jak zawalić rozmowę w IBM</h2>
<p>&#8230;aż do czasu, gdy rozmowa zeszła na <strong>rozwój</strong>. Wspomniałem, że jestem osobą <strong>kreatywną</strong>, która wiele wnosi do projektu &#8211; chciałbym więc czasem coś zasugerować programiście, a w przeciągu kilku lat awansować i faktycznie mieć swój wkład w firmę. <strong>To był błąd</strong>.</p>
<p>Okazuje się bowiem, że <strong>IBM nie szuka kreatywnych ludzi!</strong> Panie jakby przestraszyły się wizji takiego pracownika, ujawniając, że będąc na stażu nie mam możliwości awansu (ale przecież po stażu zawsze mogą mnie przyjąć&#8230;).</p>
<p>Analizując sprawę doszedłem do wniosku, że szukali klepacza manualów, który ust nie otworzy, tylko będzie swoją robotę odwalał.</p>
<p>Panie zasugerowały, że z takim zapałem lepiej by było, gdybym złożył podanie na pozycję programisty i to bez stażu &#8211; wtedy wiedziałem już, że rozmowa jest przegrana. A szkoda, bo byłem jednym z 6-ciu kandydatów, których zaprosili na rozmowę i jak same mówiły w jej trakcie, byłem w czołówce tej szóstki.</p>
<p>Rozmowa dobiegła końca. Zostawiono mnie na 30 minut w tym samym białym pokoiku (na szczęście z oknem i klamką) i poleceniem, by napisać jakikolwiek tekst (po angielsku) na stronę A4. Ponoć niektórzy pisali o swoich kotach&#8230; Ja uznałem za sensowniejsze napisanie tekstu lekko technicznego &#8211; o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wolny_strzelec">freelancingu</a> (mam za sobą dwa artykuły na ten temat). Niemniej, nie sądzę, by miał on większy wpływ na werdykt&#8230;</p>
<h2>Refleksje</h2>
<p>Wracając, byłem lekko zniesmaczony. Głównie swoim zachowaniem &#8211; sądziłem, że kreatywność to coś, czego szuka taka firma. Tymczasem to mnie pogrążyło. Z czasem doszedłem jednak do wniosku, że klepanie dokumentacji, których nikt nie czyta, by zbyt ciekawe i twórcze nie było, zaś IBM&#8230; Tak, to potęga światowa. Ale ja zawsze chciałem do Google! Ale o tym w kolejnych wpisach&#8230; <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<h2>Podejście drugie?</h2>
<p>Dostałem po kilku dniach maila, że wybrali kogo innego. Jutro IBM organizuje w Krakowie Dni Otwarte wraz z rekrutacją (po wymaganiach stwierdzam, że na podobne stanowiska). Do końca miesiąca odwiedzą też inne duże polskie miasta. Jeśli ktoś chce zostać <strong>klepaczem manuali</strong> &#8211; zapraszam! <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.1.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://blog.eldoras.com/pierwsza-rozmowa-kwalifikacyjna-ibm-polska/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>24</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>