<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" gd:etag="W/&quot;CU4HQHkyeip7ImA9WhVVFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147</id><updated>2012-05-09T10:58:51.792+02:00</updated><category term="Norwegia" /><category term="Teatr" /><category term="Komentarze" /><category term="Muzyka" /><category term="Uzbekistan" /><category term="Recenzje" /><category term="Azja-Srodkowa" /><category term="Indie" /><category term=".oSo." /><category term="Proza" /><category term="Warszawa" /><category term="Luźne myśli" /><category term="Otryt" /><category term="Wstęp" /><category term="Dubaj-2006" /><category term="Sri-Lanka" /><category term="Chiny-2007" /><category term="Wersy" /><category term="Komercha" /><title>Strefa slowa Igora</title><subtitle type="html">Igor Czajka - recenzje, komentarze i relacje z podróży. Chiny, Uzbekistan, Indie, Sri Lanka i inne.</subtitle><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default?start-index=11&amp;max-results=10&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>170</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>10</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/StrefaSlowaIgora" /><feedburner:info xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" uri="strefaslowaigora" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><geo:lat>52.228669</geo:lat><geo:long>21.03593</geo:long><feedburner:emailServiceId xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0">StrefaSlowaIgora</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0">http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><entry gd:etag="W/&quot;D0MAR308fyp7ImA9WhVVEU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-6335652127278138084</id><published>2012-05-03T20:40:00.000+02:00</published><updated>2012-05-04T11:57:26.377+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-05-04T11:57:26.377+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Twórczość fascynacji czyli samowywiad Przybyszewskiej</title><content type="html">Rzeczywistość faluje, rzeczywistość skrzeczy. Czasem uwodzi, najczęściej odrzuca, próbując zniszczyć zainteresowanie sobą, zamykając nas we własnych ogródkach. Nie zmienisz tego, na co nie masz wpływu, a wpływ masz jedynie na siebie, zatem uwaga zwrócona poza granice własnego płotu zawsze przynosi frustrację. Jeśli jeszcze nie uwierzyłeś Buddzie, albo psychologom, to przekonują do tego codzienne przekazy dnia, ubliżające rozsądkowi i estetyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obejrzane w ciągu kilku ostatnich miesięcy teatralne spektakle także wpisywały się w ten antyartystyczny nurt złego smaku. Nie będę ich wymieniał, bo brak pamięci o nich, to jedyne na co zasługują. Dyskusja mogłaby zejść do ich poziomu, a byłoby to poniżające dla inteligencji i godności zarówno obserwatora jak i uczestnika takiej dyskusji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-FFf5DZGuSWU/T6LQFny2D-I/AAAAAAAAQy0/6bVlMHCGGNo/s640/danton3.jpg" width="500" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kontekście, być może przez kontrast, w zachwyt wprowadza spektakl młodej reżyserki Magdaleny Miklasz &lt;a href="http://www.malabarhotel.pl/malabar/sprawa_dantona.html"&gt;"Sprawa Dantona. Samowywiad"&lt;/a&gt;. Dopracowany reżysersko, świetny aktorsko, podejmujący wielopoziomową dyskusję z wieloma płaszczyznami kultury, wykorzystujący bardzo różne teatralne techniki i stylistyki, trzymający od początku do samego końca napięcie i uwagę widza. Świeżość i energia młodości połączyła się z perfekcją wykonania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czym jest twórczy proces? Czy twórca jest w stanie panować nad swoim dziełem? Czy może artysta jest jedynie narzędziem autokreacji Dzieła? Wprowadzenie na scenę Przybyszewskiej, która walczy z materią swojego Opus Magnum przenosi ciężar artystycznej refleksji z mechanizmów rewolucji na proces twórczy właśnie. Ten dość ryzykowny zabieg nie tylko się z powodzeniem broni, ale wzbogaca pierwotną refleksję nad mechanizmami ludzkich działań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie ulega wątpliwości, że motywacje wybitnych jednostek, ich postrzeganie świata, ich bagaż doświadczeń, ich uprzedzenia, fobie i pragnienia przekładają się często na losy narodów. Hitler, Napoleon, Cezar nie byli jedynie wytworem własnych czasów, ale też, a może przede wszystkim realizowali własny twórczy zamysł. Czym tworzenie imperium różni się od tworzenia fikcyjnego świata artystycznej wizji? Jaki wpływ na historyczne interpretacje mają osobiste ideowe sympatie badacza? Czy faktograficzna dokładność ma jakikolwiek wpływ na historyczne oceny? Nie od dziś przecież wiadomo, że historię piszą zwycięzcy. Czy ta historia ma cokolwiek wspólnego z faktami? A może, jak w przypadku po freudowsku traktowanej twórczości, jest efektem sublimacji popędów, wypadkową walki Erosa i Thanatosa, w których to zmaganiach trudno wyczuć gdzie zaczyna się i kończy podmiotowość, odpowiedzialność, wolna wola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-cU1XDczNIdk/T6LP6YLMxrI/AAAAAAAAQyc/D88ZQoHt9bw/s640/danton1.jpg" width="500" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Przybyszewska jest zafascynowana Robespierre'm, o czym na samym początku mówi wprost do publiczności. W jednej z ostatnich scen, gdy po modlitwie do Matki Gilotyny, odcinane w rytmie seksualnego aktu, w coraz szybszym tempie jedna po drugiej spadają rewolucyjne głowy, autorka także symbolicznie zgilotynowana namalowanym czerwoną szminką znakiem dookoła własnej szyi, krzyczy w podnieceniu: jak ja to kocham!!! W innym miejscu jesteśmy świadkami wywodu na temat istotności każdego przecinka w tekście dramatu, który to przecinek lub jego brak całkowicie zmienia wymowę danej kwestii. Prezentacja różnicy nie tylko ujawnia jakość aktorskich umiejętności i tajniki dramaturgicznego warsztatu. W zestawieniu z seksualnością świętej gilotyny każe się zastanowić nad rolą fanatycznego perfekcjonizmu i twórczych pasji w wytwarzaniu historycznych wizji i granicznych sytuacji społecznych, z których nie ma już powrotu. Jakże inaczej można odebrać w tym kontekście dylemat upadku Rewolucji niezależącego od ostatecznego wyniku procesu Dantona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reżyserka przełamuje konwencje teatralności, bawi się formą, wydobywając zaskakujące  pokłady znaczeń. Tytułowa Sprawa Dantona jest już dziś na tyle przepracowana przez kulturę, że taka zabawa jest możliwa. Przybyszewska wchodząca w sceny kłótni, pomagająca wyrzucić natręta z pokoju (wyrzuć go, wyrzuć!), każe zastanowić się nad źródłami realnej siły sprawczej efektów naszych codziennych działań. Robespierre dyskutuje z Przybyszewską na temat swojej charakteryzacji, która w jego odczuciu nie jest wiarygodna. Kapitalna jest gra maskami. Martwi za życia partyjni stronnicy klepiący przypisane im kwestie świętego oburzenia, czy naiwnego zdziwienia, sugestywnie podkreślają marionetkowość swoich ról. Danton i Robespierre grani są przez tego samego aktora bynajmniej nie dlatego, że w zespole jest dużo mniej aktorów niż postaci dramatu. Mistrzostwem jest werbalny pojedynek głównych antagonistów, w którym aktor dyskutuje z maską, płynnie przechodząc z jednej roli w drugą. Schadzka kochanków odegrana jest pantomimą z tekstem wypowiadanym przez ukrytych w cieniu innych aktorów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-SUysj8suwH8/T6LQFY6oOgI/AAAAAAAAQyo/mPGmvotVr4Q/s640/danton7.jpg" width="500" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
W zasadzie każda scena jest inteligentną, a jednocześnie czytelną grą z widzem. Uwaga nie ulega zmęczeniu, dzięki umiejętnej gradacji napięcia i dobrze zaplanowanych krótkich chwilach odpoczynku. Aktorzy stają na wysokości zadania płynnie przeistaczając się w poszczególne postacie. Magdalena Miklasz przywraca nadzieję, że polska sztuka to nie tylko kilka głośnych nazwisk z towarzystwa wzajemnej adoracji. I nawet jeśli jedna jaskółka wiosny nie czyni, to równość świetnej gry aktorskiej i jakość pracy reżyserskiej sprawiają, że na pewno warto zwrócić uwagę na cały zespół Malabar Hotel, który bez własnej sceny jest w stanie realizować tak dopracowane przedsięwzięcia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.malabarhotel.pl/malabar/sprawa_dantona.html"&gt;"Sprawa Dantona. Samowywiad", reż. Magdalena Miklasz, Malabar Hotel&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-6335652127278138084?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/IrrojHRgj_Q" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/6335652127278138084/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/05/tworczosc-fascynacji-czyli-samowywiad.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/6335652127278138084?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/6335652127278138084?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/05/tworczosc-fascynacji-czyli-samowywiad.html" title="Twórczość fascynacji czyli samowywiad Przybyszewskiej" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-FFf5DZGuSWU/T6LQFny2D-I/AAAAAAAAQy0/6bVlMHCGGNo/s72-c/danton3.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUQBQHo6eCp7ImA9WhVSF0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-7563080102833527719</id><published>2012-03-14T17:41:00.000+01:00</published><updated>2012-03-14T17:42:31.410+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-03-14T17:42:31.410+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Hooman Majd, Demokracja ajatollahów</title><content type="html">&lt;a href="http://www.ksiegarnia.karakter.pl/produkty/demokracja-ajatollahow.html" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.ksiegarnia.karakter.pl/public/file/products/pikto/o/majd2.png" width="196" /&gt;&lt;/a&gt;Co wiemy o Iranie? Czy faktycznie to kraj szalonych islamistów dążących do wyprodukowania bomby atomowej? Kraj machających szabelką oszołomów, w którym brakuje benzyny pomimo własnych złóż ropy? Kraj starożytnej historii perskiego imperium, po którym zostały dziś tylko szczątki ruin? Czy to tam kamieniuje się kobiety za odkryte włosy? Czy może prawda to taka sama jak to, że po ulicach Warszawy biegają białe niedźwiedzie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż, można oczywiście poprzestać na upraszczających stereotypach, ale można też poszukać źródeł przekazujących nieco inne informacje, niż waszyngtońska "antyterrorystyczna" propaganda, którą trudno dziś odróżnić od propagandy moskiewskiej. Nie jest to zadanie łatwe, bo większość wydawców sprawia wrażenie światopoglądowego monolitu, tak dobrze znanego z czasów zimnej wojny. Nie jest to jednak niemożliwe, bo istnieją jednak chlubne wyjątki w postaci małych niszowych wydawnictw, które konsekwentnie robią swoje, wypuszczając na tę naszą parodię Rynku, odtruwające pigułki z innego świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Książka Hoomana Majd’a opisująca „Demokrację Ajatollahów” jest świetną alternatywą dla zamkniętych sztywnych klisz na temat Iranu. Autor jest irańskim patriotą, co nie przeszkadza mu odnosić się krytycznie do postępowania władz swojego kraju. Wychowany w domu dyplomatów doskonale orientuje się w zawoalowanych komunikatach nadchodzących z różnych politycznych źródeł. Potrafi także te komunikaty cierpliwie i skutecznie wykładać europejskiemu czytelnikowi, do którego kieruje swoją książkę. A Iran to kraj wielu paradoksów.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Synagogi, szpitale, stowarzyszenia, koszerne restauracje i szkoły hebrajskie swobodnie działają w teokratycznym państwie muzułmańskim, ale rząd świętuje rocznicę wydania Protokołów mędrców Syjonu. Prezydent określa Holokaust jako „oszustwo" i „mistyfikację", lecz żydowski członek parlamentu otwarcie i bez obaw go krytykuje, państwowa telewizja zaś emituje bardzo popularny i oparty na faktach miniserial (Madar-e sefr daradże, Zwrot o zero stopni) o irańskim dyplomacie, który z tego samego Holokaustu wyratował tysiące Żydów. […] A irańscy Żydzi, którzy pomieszkują także w Stanach Zjednoczonych, muszą się zmierzyć z jeszcze jednym paradoksem: Ameryka, ich drugi dom, często krytykuje Iran i jest zaprzysięgłym przeciwnikiem islamskiego reżimu, pod którego władzą Żydzi żyją we względnej swobodzie, lecz zarazem jest najlepszym sojusznikiem i przyjacielem Arabii Saudyjskiej, której Żydom nie wolno nawet zwiedzać, nie wspominając o zamieszkiwaniu w niej. (s.352)&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Iran jest osaczony ze wszystkich stron, bo chce żyć po swojemu. W wojnie iracko-irańskiej w latach 80-tych Irakowi pomagały nie tylko USA i Francja, ale także krwawiący w Afganistanie ZSRR. Mimo to 8-letnią krwawą walkę Iran zakończył bez zmiany granic. To daje do myślenia nie tylko na temat dzielności, wytrwałości i determinacji Irańczyków, ale także na temat faktycznych interesów światowych mocarstw, które sprzymierzyły się z arabskim dyktatorem przeciwko młodej islamskiej demokracji. USA i ZSRR ramię w ramię – czy to była przygrywka do „antyterrorystycznej” koalicji 20 lat później? Kto dzisiaj pamięta, że w 2001 roku, tuż po ataku na WTC, irański prezydent Chatami był pierwszym muzułmańskim przywódcą, który potępił zamach, i pierwszym, który wysłał Ameryce kondolencje? Kto wie, że Al-Kaidę Iran uważa za wroga w takim samym stopniu jak Zachód, że poza partią Baas Saddama Husajna, drugim najbardziej znienawidzonym przez Iran ugrupowaniem są Talibowie? Tymczasem Bush w swoim przemówieniu w Kongresie pod koniec stycznia 2002 roku, tuż po wyrzuceniu talibów z Afganistanu, umieścił Iran obok Iraku i Korei Północnej w „osi zła", potępiając go jako wroga, z którym Stany muszą się zmierzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podwójne standardy i odwracanie pojęć, tak dobrze znane w Polsce nie tylko z czasów PRL-u, na całym świecie dziwią prostych ludzi, nienawykłych do pokrętnej mowy europejskiego człowieka. Nie przez przypadek biali ludzie nazywani byli przez Indian „istotami o rozdwojonym języku”. Trudno się dziwić Irańczykom, że nie mogą zrozumieć dlaczego akceptowalne jest posiadanie broni jądrowej przez spenetrowany przez Talibów Pakistan, pogrążającą się w chaosie postsowiecką Rosję, czy nieliczące się z ludzkim życiem Chiny, natomiast podyktowane świadomością ograniczonych zasobów światowej ropy, prace nad energetyka jądrową w Iranie, który zaatakowany w 1998 roku przez Talibów z Afganistanu, powstrzymał się jednak od wypowiedzenia wojny, jest przez Zachód nie do przyjęcia. Gdzieś tli się jakieś niejasne przeczucie, że irańska nienawiść do Zachodu ma tyle wspólnego ze stanem faktycznym, co imperialistyczne knowania światowych mocarstw wobec pokojowo nastawionego ZSRR.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Hasło: „Śmierć Ameryce", które można usłyszeć z ust Irańczyków, oraz palenie amerykańskiej flagi na każdym antyimperialistycznym wiecu w Teheranie to złudne wskaźniki uczuć Irańczyków w stosunku do Stanów. Ci, którzy krzyczą i palą, robią to, bo są przepełnieni autentycznymi emocjami, lecz emocje te są skierowane przeciwko amerykańskiej polityce zagranicznej, a nie samemu krajowi lub jego obywatelom. Nigdy w historii jedno hasło, a mianowicie sformułowanie „amerykańska polityka zagraniczna" skrócone do słowa „Ameryka", nie było przyczyną tylu nieporozumień. Irańczycy, którzy wykrzykują hasła i palą flagi, zawsze są zaskoczeni, kiedy im się mówi, jak Amerykanie postrzegają ich teatralne wybuchy gniewu. „Przecież oni sami palą swoje flagi podczas demonstracji" - odpowiadają niektórzy, odwołując się do czasu wojny wietnamskiej, kiedy to obrazy amerykańskich protestów płynęły z ekranów telewizorów. „Ci ludzie też protestowali przeciw polityce zagranicznej”. (s.237)&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Hooman Majd nie wciąga od razu. Trzeba poświęcić mu trochę czasu. Zapoznaje czytelnika ze swoimi bohaterami powoli, z różnych stron, niechronologicznie. Lecz metoda przynosi efekty. Gdy przechodzi do bardziej ogólnych opisów jesteśmy w stanie poczuć głównych aktorów, zrozumieć ich motywacje, zaczynamy łapać konteksty. Po kilkudziesięciu stronach mozolnego przedzierania się przez funkcje, stanowiska i nazwiska, nie można się doczekać następnego akapitu. I gdy już wydaje się, że zaczynamy rozumieć Iran, że już w zasadzie wszystko zostało napisane, następny rozdział otwiera kolejną komnatę tajemnic, których istnienia nawet się nie przeczuwało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec lektury wiąże się z dojmującym uczuciem niedosytu. Człowiek ma wrażenie, że dotknął kraju, ale go nie posmakował. Jak po trzytygodniowej wycieczce – obejrzanych parę zabytków, posmakowanych kilka potraw, trochę wspomnień zapachów i przelotnych rozmów na ulicy – lecz gdzieś w trzewiach głębokie poczucie, że do zrozumienia daleko będzie jeszcze długo. Lecz przynajmniej wiadomo czego się nie rozumie. To też wartościowa wiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.ksiegarnia.karakter.pl/produkty/demokracja-ajatollahow.html"&gt;Hooman Majd, Demokracja ajatollahów, Karakter 2011&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-7563080102833527719?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/Ht9uL9cWLbw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/7563080102833527719/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/03/hooman-majd-demokracja-ajatollahow.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/7563080102833527719?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/7563080102833527719?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/03/hooman-majd-demokracja-ajatollahow.html" title="Hooman Majd, Demokracja ajatollahów" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;A08NRnk4eSp7ImA9WhRaGE8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-1413636320998293635</id><published>2012-02-20T22:09:00.000+01:00</published><updated>2012-02-21T14:11:37.731+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-21T14:11:37.731+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Klata Dantona czyli Rewolucja to fikcja!</title><content type="html">W kołowrocie wcieleń odtwarzamy ciągle te same historie. Tworzymy różne warianty ciągle tej samej walki o pozycję, uznanie, prestiż. Szukamy godnego przeciwnika, nie tyle po to, by się z nim zmierzyć, ile po to, by starcie było godne kronikarskiego zapisu. Nieśmiertelność bohaterów utrwalonych w annałach heroizmu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czymże innym są mniej lub bardziej krwawe potyczki historycznych bohaterów. Postronnym może wydawać się, że walka toczy się o losy świata, podczas gdy tak naprawdę nieuniknione momenty ideowych przewrotów są pretekstem do zapisania kolejnych nazwisk w kolekcji historycznych kronik. Czy opisani w nich giganci zdają sobie z tego sprawę? Czy też nie wychodzą w swoim widzeniu świata poza tę narracyjną fikcję cierpienia za zbawianie milijonów? Czy osobiste urazy, chciwość i zezwierzęcenie nie są zbyt prostą interpretacją starego sloganu o pożeraniu własnych dzieci? Groteskowość powtarzalności dylematów rewolucjonisty zdaje się być głównym tematem spektaklu Jana Klaty “Sprawa Dantona”. Narzuca się także pytanie, czy sam reżyser jest tego świadomy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-sgzkShd5sAs/T0OWd7Aw_uI/AAAAAAAAQHI/CdDuyia_hH4/s500/danton-03.jpg" width="500" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewątpliwie Robespierre zdaje sobie sprawę, że rozgrywka z Dantonem oznacza koniec Rewolucji niezależnie od wyniku. Czy jest świadomy, że niezależnie od powodzenia tejże Rewolucji zapewnia sobie nieśmiertelność? Danton sprawia wrażenie znajomości reguł bez wahania stając do skazanego na porażkę pojedynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakże inaczej od filmowej adaptacji Wajdy przedstawieni są główni bohaterowie! Cyniczny do szpiku i gardzący tłumami, dla których jest trybunem, Danton niezmiennie kieruje się we własnych deklaracjach interesem Francji. Zarówno wtedy, gdy paktuje z Anglikami, jak i wtedy, gdy oddaje się w ręce Trybunału. Przeświadczony o własnej politycznej przenikliwości, konstruujący piętrowe wizje i przewidujący dalekie konsekwencje, zostaje jednak wyprowadzony z równowagi trafnością prostej diagnozy spostrzegawczej żony. Tuż przed spodziewanym aresztowaniem Louise na wieść, że Danton wyjedzie i nie wróci, natychmiast orientuje się o co chodzi, stwierdzając podobne symptomy jak u swojego bankrutującego ojca: &lt;i&gt;„im gorszy obrót sprawy przybierały, tym wyżej ojciec sławił własne talenta, tym wynioślejszy wyraz dawał swej pogardzie…”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z drugiej strony Robespierre, na początku spektaklu bezwolnie poddający się pozowaniu na uwiecznionego już w malarstwie Marata, któremu “zazdrości pogrzebu”, potrafi trząść się jak galareta pod czujnym okiem Marianny. Próbuje zapanować nad chaosem, szukając wyjścia z patowej sytuacji, ale ostatecznie przegrywa z własną urażoną ambicją, po odrzuceniu przez Desmoulinsa i po fiasku ostatniej próby pojednania z dumnym Dantonem. Tryby Rewolucji, czy też może bezwładne tryby normalnych ludzkich mechanizmów, uniemożliwiają zatrzymanie raz uruchomionego walca. Pozorny chaos następujący pod koniec spektaklu, w rytm eksperymentalnego Revolution 9 Beatlesów, to zwykłe powtarzanie kolejnych permutacji ustalonego odwiecznego zbioru tych samych elementów. Kąpiele, podchody, róża dla kochanka, teksańskie masakry, wszystko oczywiście NO LOGO i ku chwale przyszłych pokoleń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-YyvOfAToBvI/T0OWapfAaTI/AAAAAAAAQG0/RYfjO2jegNQ/s500/danton-00.jpg" width="500" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oto prawdziwy obraz Rewolucji: drapieżna realizacja określonego projektu. W żadnych warunkach nie da się przewidzieć i skontrolować wszystkich zmiennych i im bardziej totalny jest projekt tym trudniej go zrealizować, wszak totalność jest odwrotnie proporcjonalna do elastyczności zarządzanego mechanizmu. Gdy wszystko idzie zgodnie z planem, wszyscy współpracują, bo sukces ma wielu ojców. Lecz porażka ma tylko jedną matkę i zawsze samotnie kończy na szafocie. W kontekście napięć prowadzących do bankructwa pojawiają się zawsze te same, wynikające z bezradności, przepełnione pychą i pogardą, postawy przyspieszające nieuchronny koniec. Ostatnią deską ratunku staje się „godna śmierć” zapewniająca nieśmiertelność w kronikach. Stąd przecież ten jakże często występujący w różnych filmach jęk ofiary: &lt;i&gt;„nie w ten sposób!”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rewolucja odbywa się w nas, codziennie i nieustannie. Trwa odwieczna walka o usensownienie własnej śmierci. Czasem przybiera to formę św. Franciszka wewnętrznego zmagania ze światem, czasem formę totalnej zewnętrznej Rewolucji Kulturalnej. Lecz te różnice nie powinny przesłaniać nam faktu, że to co potocznie nazywamy Rewolucją – to fikcja. Nie ma żadnego planowego tworzenia nowego społeczeństwa. Społeczeństwo jest żywą tkanką żywych ludzi. Można delikatnie modyfikować warunki, można wprowadzać w obieg nowe gadżety, ale każda odgórnie zarządzona radykalna zmiana spowodować może jedynie reakcję podobną do przesadzenia starego drzewa: uschnięcie. Zaś nowe organizmy rosną powoli, więc co mamy z rewolucji poza uschniętym lasem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy zapada sceniczna noc, oczom widzów ukazuje się panorama miejskiego blokowiska. Ledwo widoczne światełka okien, w dziennym świetle okazują się blaszanymi barakami slumsów. Ściany intymnej sypialni zbudowane są z tekturowych kartonów. Wypadające z kieszeni rewolucjonistów gadżety współczesności demaskują ponadczasową hipokryzję wzniosłych frazesów, starających się nadać sens niepotrafiącej przekroczyć własnej biologiczności egzystencji. Rewolucja jako tworzenie nowych warunków dla niezmiennych w swojej naturze zjawisk, kreacja potrzeb, modyfikacja zasad. Margarynę łączy się z masłem i sprzedaje jako zdrowe smarowidło o smaku masła. Satrapię króla zastępuje się terrorem komitetów i sprzedaje jako źródło demokracji. Kartonowo-blaszane slumsy pseudoidei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klata perfekcyjnie komponuje gadżety, z których każdy niesie swoje znaczenie. Świetną analizę precyzyjnie rozpisanych ról poszczególnych elementów grających w spektaklu zrobiła &lt;a href="http://artpapier.com/?pid=2&amp;amp;cid=4&amp;amp;aid=2855"&gt;Anna Wróblowska w swoim tekście&lt;/a&gt;. Ja osobiście wychodziłem z teatru między innymi z poczuciem nadmiaru seksualności. Jednak w miarę rozbierania spektaklu z kolejnych warstw scenicznego ubrania okazywało się, że ten biologiczny aspekt odgrywa niebagatelną rolę w strukturze pryzmatu, przez który jesteśmy w stanie patrzeć na nasz globalny post-świat. (Post- bo jedni chcą widzieć teraźniejszość jako epokę po jakimś końcu, inni jako schyłkową epokę tuż przed rewolucją, jeszcze inni jako post po karnawale kultury zakończonym wraz z nastaniem dwudziestego stulecia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-pBau31OWL9I/T0OWbvIQFKI/AAAAAAAAQG4/hQS8eSxA36o/s500/danton-01.jpg" width="500" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz zdekodowania pojedynczych znaków warto spróbować połączyć te pozornie niezwiązane elementy w jedną narracyjną całość. Obserwując liczne dotychczasowe reakcje widzów i krytyków, widać wyraźnie, że nie jest to łatwe. Mimo całej widowiskowości, a może właśnie dzięki niej, Klata nie daje prostych definicji i nie ułatwia interpretacyjnego zadania. Jedno jest pewne - nie warto opierać się na relacjach i pobieżnych interpretacjach. Warto spróbować wyrobić sobie samodzielne zdanie w bezpośrednim kontakcie. Jakiekolwiek szufladki i klasyfikacje nie wnoszą w tym przypadku nic poza zakłóceniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym bardziej, że nie pomaga sam reżyser, prowokacyjnie opowiadający o swojej sympatii dla Robespierre’a, który stawia sobie i wszystkim wysokie radykalne wymagania. Nie należy jednak, moim zdaniem, przywiązywać się do deklaracji anarchizującego prowokatora, który w żywiołowy sposób ukazuje nam constans natury ludzkiej, w jej podatności na pozorne zmiany; natury, która pragnąc rewolucji nieustannie zmienia tylko rodzaj kajdan. Warto się zastanowić, ile wspólnego ma prowadząca na szafot walka z autorytaryzmem króla, na przykład z walką alterglobalistów z panowaniem korporacji? Czy oznaczenie NO LOGO na ryczącym szafocie pił łańcuchowych jest gloryfikacją następnego etapu rewolucji, czy też może jest ostrzeżeniem przed zgubnymi skutkami radykalnych diagnoz społecznych kondycji? Nawet jeśli jest jedynie efektem braku porozumienia ze sponsorem, pozostawia gdzieś z tyłu głowy poznawczy niepokój...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="369" src="http://www.youtube.com/embed/E6qM0GQkPFg" width="500"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.teatrpolski.wroc.pl/przedstawienia/sprawa-dantona"&gt;"Sprawa Dantona", reż. Jan Klata, Teatr Polski we Wrocławiu&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-1413636320998293635?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/8c1pqz086Pk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/1413636320998293635/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/02/klata-dantona-czyli-rewolucja-to-fikcja.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/1413636320998293635?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/1413636320998293635?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/02/klata-dantona-czyli-rewolucja-to-fikcja.html" title="Klata Dantona czyli Rewolucja to fikcja!" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-sgzkShd5sAs/T0OWd7Aw_uI/AAAAAAAAQHI/CdDuyia_hH4/s72-c/danton-03.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEcERHc8cCp7ImA9WhRaE00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-2948984644454741987</id><published>2012-02-13T22:33:00.001+01:00</published><updated>2012-02-15T12:40:05.978+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-15T12:40:05.978+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Słownik Chazarski - Pavić - Passini</title><content type="html">Nasz sen jest życiem kogoś na drugim końcu świata. Nasze życie jest śnione przez nieznajomego. Tak jak owadowi fruwającemu pod sufitem może wydawać się, że ponad sklepieniem nie ma innego nieba, tak my nigdy nie będziemy mieć gwarancji, że ograniczenia świata są tam, gdzie je dzisiaj dostrzegamy. Uwolnić wyobraźnię, przekroczyć granicę, wejść pomiędzy światy. Sen to nie Rubikon, nie rzucone kości trwają na swoim miejscu, lecz wstaje Golem z gliny słów i znaków. Chazarska kabała XXI wieku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/s720x720/395715_280451502025205_137034193033604_732498_1034742419_n.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/s720x720/395715_280451502025205_137034193033604_732498_1034742419_n.jpg" width="500" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Apokryf Milorada Pavicia przerobiony przez Pawła Passiniego na wielowątkowe widowisko o trzech oficjalnych narracjach przytłacza, onieśmiela i uwalnia. Brak znajomości kontekstu, hermetyczność chazarskiej historii paradoksalnie umożliwia uchylenie furtek. Być może zawieszenie analizy jest dobrym wyjściem? Rezygnacja z rozumienia, dryfowanie z prądem ludzkich cieni, przemieszczających się powolnie pomiędzy kolejnymi komnatami znaczeń. Przenikanie światów, gdzie scena jest widownią, widz bywa aktorem, śniącym jak i śnionym, bezwładnie unoszonym po meandrach teatralnego labiryntu. Schodami w górę, schodami w dół, droga jest nie tylko niezbędną podróżą pomiędzy granicami, ale bywa kluczem do opowiadanych na scenie lęków i urojeń. Oniryczna scenografia, uzupełniona minimalistyczną muzyką i wzmocniona chóralną melorecytacją, skutecznie wyłącza realność i racjonalność, otwierając szczeliny istnienia, przez które zaglądamy na drugą stronę luster.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krążące po czterech scenach opolskiego teatru, trzy osobne grupy widzów, oglądają z różnej perspektywy, różne wątki tej samej opowieści. Opowieść świata jest przecież – jak Bóg – jedna. Słowa, metafory, narracje – ujawniając osobne fragmenty – ukrywają zaszyfrowaną treść, która zawsze krąży wokół tego samego Absolutu. Cóż jednak ma począć goj, który o Kabale słyszał tylko tyle, że można się w nią wpakować? Studiowanie znaków może spokojnie zostawić kabalistom, poprzestając na chłonięciu sennej rzeki pomiędzy teatralnymi korytarzami. Na horyzoncie chazarskich stepów także pojawiali się czasem wysłannicy innych światów. Wieleset lat później chazarskie apokryfy pisane są przez Serbów i wystawiane przez Polaków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://teatropole.pl/wp-content/gallery/slownik_chazarski/03.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://teatropole.pl/wp-content/gallery/slownik_chazarski/03.jpg" width="500" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Passini pracowicie odgrzebuje okruchy zgładzonego świata. Wszak "dziś prawdziwych rabinów już nie ma". Tych, którzy przeżywszy niemiecką hekatombę nie wyjechali na skutek komunistycznych prowokacji, jest w Polsce zdecydowanie za mało, by byli w stanie wytłumaczyć pobratymcom (a tym bardziej gojom) zawiłości różnych nurtów żydowskiego mistycyzmu. Mam wrażenie, że reżyserowi udało się nie tylko uchylić furtkę pomiędzy różnymi poziomami transcendencji, ale wybudować bramę, przez którą chętni mogą po bruku chazarskiej układanki rodem z Serbii ponownie wejść w przestrzeń komunikacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Efekt opolskiego eksperymentu zachwyca formą. Rodzi przeczucie tajemnicy. Trzy godziny śnienia zwielokrotnione po trzykroć. To nie jest spektakl umożliwiający analizę po jednokrotnym obejrzeniu. To jest spektakl, do którego trzeba wracać. I do którego chce się wracać. Tymczasem dosyć słów, na studiowanie znaków przyjdzie jeszcze pora. Nadmiar słów, na tym etapie, jest w stanie jedynie nas obudzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xoq7d2-ne70/Tzl_9zeeG-I/AAAAAAAAQGU/mo5UWJE0Fu0/s1600/chazar.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-xoq7d2-ne70/Tzl_9zeeG-I/AAAAAAAAQGU/mo5UWJE0Fu0/s480/chazar.jpg" width="500" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://teatropole.pl/spektakle/slownik-chazarski/"&gt;Słownik Chazarski. Dzieci Snów. reż. Paweł Passini.&lt;br /&gt;
Teatr im. Kochanowskiego w Opolu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej opolskiego teatru.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-2948984644454741987?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/Zte9Lr_Kx20" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/2948984644454741987/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/02/slownik-chazarski-pavic-passini.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/2948984644454741987?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/2948984644454741987?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2012/02/slownik-chazarski-pavic-passini.html" title="Słownik Chazarski - Pavić - Passini" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-xoq7d2-ne70/Tzl_9zeeG-I/AAAAAAAAQGU/mo5UWJE0Fu0/s72-c/chazar.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;DU4HQHk5fCp7ImA9WhdaEE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-5542359461828095972</id><published>2011-10-17T23:49:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T09:05:31.724+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T09:05:31.724+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Krystian Lupa. Poczekalnia.0</title><content type="html">Wobec przemocy totalnej, niczym wobec śmierci, wszyscy jesteśmy jednakowo bezbronni. Śmierć nie jest konieczna: wojna każdego z osobna pozbawia wszelkich atrybutów tożsamości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogę się pozbyć wrażenia, że używane wobec Poczekalni.0 pojęcie “eksperyment” jest czystym zabiegiem marketingowym. Każda twórczość jest swego rodzaju eksperymentem. Współpraca z aktorami jako zastosowana metoda twórcza nie jest niczym nowym, ale nie jest to też żadnym zarzutem. Traktowanie kryterium nowatorstwa i oryginalności jako naczelnej zasady w podejściu do dzieła sztuki uważam za błąd. Lupie udało się stworzyć dzieło dotykające naszej kondycji, wielopoziomowe i otwarte na interpretacje, a przy tym spójne wewnętrznie, pomimo zastosowania metody kolażu losowanych na żywo scen. Cortazarowska gra w klasy z widzem, który może pójść różnymi tropami. Jeśli w tym pozornym chaosie możliwości udaje się odnaleźć jednak sens i spójną myśl, uważam to za wielki sukces.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" height="294" src="http://4.bp.blogspot.com/-TohnXHLo_SM/Tp1W8gvaw2I/AAAAAAAAQEs/JcxlpT0MYKU/s400/3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Charakterystyczna dla spektakli Krystiana Lupy czerwona obwódka sceny w Poczekalni.0 została dodatkowo podkreślona cienką stalową liną. Pojedynczy drut pozbawiony kolców i tak spełnia swoje zadanie wtłaczania w ciasne ramy ograniczonej przestrzeni realności. Kolejowa stacja, niczym &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8koYEYwpQnE"&gt;w filmie Matrix&lt;/a&gt;, jest zawieszonym w czasie i przestrzeni punktem styczności różnych światów i obszarem decyzji o poszczególnych losach. W filmie braci Wachowskich główny bohater rozmawia z fantomami programów obdarzonych duszą. U Lupy bohaterowie spotykają spokojną staruszkę istniejącą poza czasem, ale związaną z miejscem Poczekalni. Pytania o istotę człowieka wiszą nad głowami jak miecz Damoklesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stacja jest pośrodku Niczego, jakby w spełnionej obietnicy Kononowicza, telefony nie działają, a jedna z osób wchodząc informuje, że poszła się rozejrzeć po okolicy, ale oprócz stacji nic nie widać pośród otaczających pól. Oczekiwanie na jakikolwiek następny pociąg wymusza tworzenie Grupy wbrew woli każdego z uczestników. Dojrzałe małżeństwo znerwicowanych frustratów, przepełniona pychą i cynizmem nieszczęśliwa pijana dziennikarka, młody mieszkaniec Oświęcimia i wracający z wycieczki do Auschwitz studenci aktorstwa, którzy stanowiąc zwartą paczkę, z całych sił bronią jednocześnie swojej indywidualności i niezależności. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/user/Caligula/reviews/Seks,+przemoc,+kurtka+z+w%C4%99%C5%BCowej+sk%C3%B3ry+i+Z%C5%82ota+Palma+w+Cannes-4795"&gt;Kurtka z wężowej skóry&lt;/a&gt; zastąpiona została koralami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Młodych aktorów wysłał w podróż reżyser ich pracy dyplomowej. Jego koncepcja wymagała odwiedzin w obozie zagłady. Niestety reżyser nie wysiadł z pociągu i nie ma kto wyjaśnić tajemniczego związku wycieczki z dyplomowym przedstawieniem Hamleta. Zaczyna się intelektualny pojedynek wszystkich przeciwko wszystkim, którego katalizatorem jest dociekliwość dziennikarki. Zachowanie reporterki dalekie jest od zawodowych zasad. Nie stara się nawet być obiektywna, narzucając swój punkt widzenia ocenia swoich rozmówców, jako infantylnych i myślących w istocie zupełnie coś przeciwnego do deklaracji. Tupet, upór i nie zrażanie się obronną niechęcią aktorów dopełniają tego miniaturowego portretu stereotypowego dziennikarza, który równie dobrze mógłby być portretem wujka Heńka u ciotki na imieninach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" height="271" src="http://2.bp.blogspot.com/-hbaviJ62aKM/Tp1W8JL-nYI/AAAAAAAAQEU/3VITUHDMK_8/s400/1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Studenci jednak faktycznie są infantylni. Posługują się komunałami i kliszami, na różny sposób maskując poczucie pustki i poszukiwanie własnej tożsamości. Zdecydowanie nadużywająca szewskich przecinków dziewczyna jest aż sztuczna w swojej manierze, ale być może ta sztuczność jest zamierzona i ma razić widza właśnie w taki sposób. Okazująca nieustanne lekceważenie dla kolegów, manifestując bez ustanku swoją wolność i jej granice, gładko wchodzi w zupełnie inną, pełną wazeliny manierę wobec dziennikarki. Sytuacji nie rozbrajają też alternatywne klisze nie należącej do grupy, dziewczyny jednego z aktorów. Dopiero mieszkaniec Oświęcimia wprowadza narrację, która jest nie do przełknięcia dla wszystkich pozostałych dyskutantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oświęcim jest dla niego placem zabaw z dzieciństwa, które to dzieciństwo było naznaczone pomnikiem zbrodni. Nie mów mi o Hitlerze - woła do oburzonej dziewczyny - z Hitlerem sobie poradzimy, powiedz mi o sobie. Co z nami robi Auschwitz? Auschwitz jako ikona popkultury. Auschwitz jako symbol religijny. Wydarzenie zneutralizowane pomnikiem zorganizowanej racjonalnej przemocy. To nie jest wcale coś odległego i abstrakcyjnego. Wychowałem się patrząc na te budynki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zapleczu dworca dwie tajemnicze postacie podglądają za pośrednictwem przemysłowych kamer wszystko, co się dzieje w poczekalni. Sami o sobie mówią Nocni Grafficiarze. Bawią się w nadawanie swoich sensów pozornie nieistotnym gestom obserwowanych osób. Czy gesty te nabierają znaczenia razem ze słowami z offu? Czy słowa z offu są jedynie odbiciem sensu gestów? Podglądanie daje władzę, co zostaje uwidocznione w scenie realizacji zakładu między Grafficiarzami. Wiedza uzyskana z inwigilacji umożliwia skuteczną manipulację, skuteczne uwiedzenie: widza, słuchacza, partnera. Wystarczy odrobina zmysłu obserwacji i chęć słuchania. Bardzo mocna autodemaskacja własnej metody twórczej. Być może także jeden z wielu powodów, dla którego metoda Lupy jest tak mocno odrzucana. Mechanizm wypierania broni przed prawdą o mechanizmach sprawowania i ulegania władzy w środowisku &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Panoptikon"&gt;Panoptikonu&lt;/a&gt;. Nie trzeba budować &lt;a href="http://www.aletheia.com.pl/index.php?site=wydawnictwo&amp;amp;action=tytuly&amp;amp;id=43"&gt;systemu opresji opisywanego przez Foucault’a&lt;/a&gt;, wystarczy powszechne podłączenie do internetu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" height="273" src="http://3.bp.blogspot.com/-rWw046DJVBE/Tp1W9p-ZIwI/AAAAAAAAQFA/MVlJRROxnC0/s400/5.jpg" width="400" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Na ekranach zawieszonych nad widownią widzimy widownię na żywo, podgląd sceny i nagrane wcześniej improwizacje. Wszak to czego nie pokazali w telewizji nie istnieje. Oglądając na ekranie scenę Poczekalni reżyser zdaje się urealniać całą sytuację. Kamera jednak zagląda również w inne, nawet najintymniejsze miejsca. Dworcowa ubikacja, sala prób, sypialnia, a nawet pokój podglądających wszystko Nocnych Grafficiarzy. Trudno przy tym wyczuć, czy aktorzy mówiący do umieszczonej w łazienkowym lustrze kamery zdają sobie sprawę z jej istnienia, czy rozmawiają z samym sobą? Wszyscy jesteśmy w &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NkZM2oWcleM"&gt;Truman Show&lt;/a&gt;, nie wyłączając nawet jego twórców. Jednak przekonujemy się wkrótce, że władza podglądaczy jest iluzoryczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec obezwładniającej niemocy radzenia sobie z rzeczywistością, na którą przecież wpływ jest ograniczony, reagujemy na różne sposoby. Dojrzałe małżeństwo wypracowało sobie przeciwstawne, ale komplementarne metody zagłuszania. On jest gorącym wulkanem, który w nieustających erupcjach czynnej agresji walczy o panowanie. Fiasko wysiłków generuje frustrację, która dodatkowo karmi agresję. Ona zaś uprawia agresję bierną, pozornie przyznając rację mężowi i za pomocą drwiny nieustannie go upokarza wykorzystując energię jego złości. Wszyscy pozostali także głuszą ból istnienia za pomocą różnych form agresji o różnym nasileniu intensywności. Jedynie Nocni Grafficiarze wydają się być zdystansowani wobec tej powszechnej frustracji, jednak wobec zagrażającej życiu przemocy także oni zostają postawieni pod ścianą i zrównani w swojej niemocy wobec przemocy ze wszystkimi pozostałymi gośćmi Poczekalni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Użyty na scenie pistolet, jest czymś więcej niż symbolem opresji męskiego panowania. Pistolet jest tu Naturą, z którą się nie negocjuje - wymachiwanie szabelką wobec burzy może skończyć się spaleniem przez piorun. Nieracjonalna, pozbawiona refleksji przemoc, jak śmierć zrównuje wszystkich pod ścianą przeznaczenia. Nawet istniejąca poza czasem staruszka stoi w jednym szeregu ze studentami i grafficiarzami. Jednak to ona przełamuje w końcu impas i wychodzi, tak po prostu, swoją obojętnością neutralizując agresora. Z drugiej strony przychodzi na myśl scena z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=MbWAuKFUTfA"&gt;American Beauty&lt;/a&gt;, gdzie pistolet również jest metodą neutralizacji frustracji spowodowanej porażką nietrafnej interpretacji i brakiem możliwości akceptacji świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;img border="0" height="274" src="http://4.bp.blogspot.com/-aiXDSqW6WwY/Tp1W9VnLErI/AAAAAAAAQE4/1IsbquDKqyM/s400/4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Następujące potem rozprężenie wywołuje u bohaterów falę bagatelizacji. Wyluzuj, zdenerwował się nieco za mocno, nic się nie stało - każdy na swój sposób próbuje zracjonalizować brak oporu wobec ołowianej przemocy. I tylko jedna ze studentek pyta tonem pełnym oburzenia, kierując swoje słowa ni to w przestrzeń ni to do publiczności: jak to? nic się nie stało? facet nas tu upokorzył, groził nam bronią, strzelał do nas i nic? Podeptał naszą godność, mierzył do nas z pistoletu, a my mamy wyluzować? Czy naprawdę to nic nie znaczy? Naprawdę nie mamy potrzeby nic zrobić? Naprawdę możemy dalej normalnie żyć? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się, że godność jest fikcją wobec doświadczenia totalnego upokorzenia. Ignorancja stała się sposobem ratowania własnej tożsamości. Auschwitz jest zneutralizowanym pomnikiem, współczesna przemoc nie wymaga już nawet pomnikowej neutralizacji. Współczesne upokorzenie upokarza się samo i samo się reprodukuje. Nikt za nic nie odpowiada, bo nic się nie dzieje: gdy w końcu przyjeżdża na stację pociąg, oprawca tak samo jak jego ofiary, bez słowa wsiada do wagonu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Poczekalni zostają jedynie Nocni Grafficiarze. Zostają z niezmiennie i zawsze aktualnym pytaniem: i co teraz? Odpowiedź jest do bólu szczera i paradoksalnie najbardziej adekwatna: nie wiem, nie wiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.teatrpolski.wroc.pl/przedstawienia/poczekalnia-0"&gt;Poczekalnia.0 na stronie wrocławskiego Teatru Polskiego&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/691568-Rozmowa-z-Krystianem-Lupa-o--Poczekalni-.html"&gt;Jacek Cieślak rozmawia z Krystianem Lupą o Poczekalni.0&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-5542359461828095972?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/sbI1Io0wpG8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/5542359461828095972/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/10/krystian-lupa-poczekalnia0.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/5542359461828095972?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/5542359461828095972?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/10/krystian-lupa-poczekalnia0.html" title="Krystian Lupa. Poczekalnia.0" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-TohnXHLo_SM/Tp1W8gvaw2I/AAAAAAAAQEs/JcxlpT0MYKU/s72-c/3.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkMMRn05cCp7ImA9WhdUGEw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-561544248824365331</id><published>2011-10-04T14:38:00.004+02:00</published><updated>2011-10-05T14:41:27.328+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-05T14:41:27.328+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Koprofagi Jana Klaty</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/610"&gt;&lt;img border="0" height="401" width="500" src="http://static.stary.pl/Gallery/72/58de2a03384d9d6f851bd05b31c1b770.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Kontestacja jest wpisana w System. Każdy rekwizyt potrzebny do manifestowania kontestacji można kupić normalnie w sklepie. Ćwieki, glany, pacyfki, gwiazdy szatana, trupie czaszki, skóry z frędzlami, kowbojskie kapelusze itd. itp. Do wyboru do koloru każda subkultura jest kolejną niszą do zagospodarowania w celu powiększania PKB. Kulturowe formatowanie, standaryzacja subkulturowej różnorodności jest dostosowaniem do masowej produkcji. Ale rękodzieło także ma swoją niszę. Jeśli subkultura wymaga ręcznie wykonanych rekwizytów, rynek także zapewni niepowtarzalność jednostkowych elementów. Miśnieńska porcelana i kostur wędrującego hippisa zaspokajają tą samą potrzebę wyjątkowości, generując manufakturową produkcję unikatowych przedmiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To samo dzieje się na poziomie idei, których różnorodność ma na celu wciągnięcie w obręb Systemu absolutnie wszystkich. Buntownicy, wyrobnicy i ich nadzorcy. Wszystko, by zagospodarować ludzką energię, zmaksymalizować wykorzystanie indywidualności, zabezpieczyć stan względnej równowagi. System jednak wymaga także nieustannego rozedrgania. Równowaga usypia, wywołuje apatię i nudę; łatwo o przeoczenie realnego zagrożenia, gdy teoretycznie wszystkie bramki są obstawione przez sprawdzonych goryli. Organizm ludzki wobec mikroorganizmowej sterylności reaguje alergiami - system immunologiczny musi trenować, a wobec braku realnych zagrożeń atakuje niegroźne w normalnych warunkach, obojętne białka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego Haldin, który przyszedł do Razumowa ze skrzydłami anioła, twierdzi, że jego dusza wcieli się po śmierci w kogoś innego, bo działania takich jak on są niezbędne dla zachowania równowagi. Trzy miesiące rządów zabitego ministra to trzydzieści lat odrabiania strat! Terroryzm Haldina wynika z troski o społeczeństwo. Z troski o społeczeństwo Razumow denuncjuje Haldina, który następnie jest likwidowany przez aparat państwowy również z troski o społeczeństwo. Terroryzm dla społeczeństwa jest jak sól, konserwuje i usprawnia, ale w nadmiarze zniesmacza i szkodzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" height="332" width="500" src="http://static.stary.pl/Gallery/72/3d1f7d0155c77e9fa14bc2ea734bb539.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Denuncjacja towarzysza poznanego na jednym z tajnych zebrań, na które Razumow poszedł z czystej ciekawości, wynikała z wewnętrznej niezgody na terrorystyczne metody preferowane przez dyskusyjną grupę. Denuncjacja zostaje wykorzystana przez tajne służby państwa do wciągnięcia Razumowa do dalszej agenturalnej pracy. Kto raz zabił ten mordercą jest do końca życia. Szantaż odnosi skutek i widzimy Razumowa na zebraniach socjalistycznego aktywu rozprawiającego o światowej rewolucji w luksusowym szwajcarskim kurorcie. Oczywiście z troską o społeczeństwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga część spektaklu Jana Klaty opowiada historię angielskiego tajnego agenta, który wymyślił sobie, że jego praca, motywowana oczywiście troską o społeczeństwo, ma służyć zapobieganiu zbrodniom. Jako wiceprzewodniczący tajnej  organizacji nadzoruje gimnastykę członków trenujących rewolucyjne hasła w rodzaju "reset systemu!", "wyzwolenie mas pracujących!", "krew na ulicach!". Pilnuje, by działalność nie wychodziła poza to skandowanie haseł. Okazuje się jednak, że mocodawcy agenta nie oczekują od niego kanalizowania społecznej frustracji, a faktycznych terrorystycznych działań. Im bardziej bezsensownych i niepojętych tym lepiej, bowiem tylko akt wykraczający poza granice rozumienia może być skutecznym narzędziem wywołującym strach i przerażenie. Strach, którego pielęgnacja jest nie tylko uzasadnieniem dla istnienia środków nadzoru, ale przede wszystkim jest czynnikiem konstytuującym społeczeństwo. To strach bowiem spaja grupę i zmusza do współdziałania. Jednostka bezradna wobec rzeczywistości podporządkowuje się zasadom grupy, oddaje część swojej wolności za cenę osobistego bezpieczeństwa. Pielęgnacja strachu i wirtualizacja zagrożeń. Joseph Conrad zdaje się antycypować w swoich powieściach późniejsze o ponad 100 lat analizy Baudrillarda i innych postmodernistów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" height="332" src="http://static.stary.pl/Gallery/72/f1aa576a2310e9dddf0906d5aa216e2d.jpg" width="500" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Co ciekawe, tych ogólnych cywilizacyjnych refleksji, tego kolejnego głosu w toczącej się od samego początku dyskusji nad kształtem mechanizmów rządzących społeczeństwem, nie psuja liczne aluzje do współczesności. Dramatyczne nieme narracje aktorów z kolażem muzycznych klasyków społecznego buntu lat 70-tych oraz radzieckimi kronikami filmowymi w tle. Tyrady oficera służb specjalnych na temat konieczności zorganizowania zamachu totalnego z przesuwającym się na filmie Zeppelinem pomiędzy budynkami Nowego Yorku. Te zabiegi otwierają sfery skojarzeń i odniesień równie oczywistych, jak obracające się pod sufitem trybiki wielkiego mechanizmu. Na początku drugiej części Verloc udziela też odpowiedzi na pytanie: po co jest policja? Otóż policja, tłumaczy niedorozwiniętemu Steviemu, jest po to, by ci, którzy nic nie mają, nie zabrali czegoś tym, którzy mają. W dalszej części gdaczące niczym kury po zniesieniu jajka policjantki wymieniające wrażenia ze zbierania rozrzuconych szczątków zamachowca, dosyć wymownie ilustrują definicję Verloca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobisty dramat bohaterów dwu historii jest jedynie fabularnym tłem dla przedstawienia wzajemnych zależności, powiązań i pokrewieństw między, antagonistycznymi wydawałoby się, stronami społecznego konfliktu. Jawią się one niczym yin i yang, niczym bliźniacze twarze gnostycznego nierozstrzygalnego sporu, który konstytuuje świat, zapewnia jego ruch i trwanie, zgodnie z twierdzeniem Wolanda, że bez Szatana nie byłoby Chrystusa, że zło jest niezbędne do zaistnienia dobra. Z tej sytuacji nie ma ucieczki. Dobre intencje rzadko prowadzą do dobrego końca. Nie ma też dobrych rozwiązań. Idee i samo życie to balansowanie linoskoczka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.stary.pl/pl/spektakl/id/610"&gt;Koprofagi czyli znienawidzeni ale niezbędni - &lt;i&gt;na podstawie powieści Josepha Conrada "W oczach zachodu" i "Tajny agent"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
reżyseria: Jan Klata&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-561544248824365331?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/Uh9kbsZQXe0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/561544248824365331/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/10/koprofagi-jana-klaty.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/561544248824365331?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/561544248824365331?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/10/koprofagi-jana-klaty.html" title="Koprofagi Jana Klaty" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkYNRnY6fSp7ImA9WhdQEEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-4914368732831989489</id><published>2011-08-11T07:15:00.001+02:00</published><updated>2011-08-11T15:09:57.815+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-08-11T15:09:57.815+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Mariusz Wilk - Wilczy Notes</title><content type="html">&lt;img align="left" border="0" height="320" src="http://merlin.pl/Wilczy-notes_Mariusz-Wilk,images_big,17,978-83-7392-231-0.jpg" style="margin-right: 10px;" width="197" /&gt; Człowiek biedzi się, trudzi, poci, układa zdania w zręby opowieści, wykuwa kamień metafory. Walczy z flautą weny lub ze sztormem odniesień i skojarzeń. Cyzeluje perły, dobiera barwy, a gdy dojdzie wreszcie do końca żanru to czytelnik wsiądzie na traktor i przetartą tropą przejedzie jak basza w ciągu dnia jednego. Jakże łatwo nie docenić lat kilku starań, gdy w parę godzin połyka się opowieść! Jakże łatwo przeoczyć dotknięcie prawdy między pobieżnie przerzuconymi wierszami! Taka to niesprawiedliwość „wynagradzana” przechodzeniem jakości w ilość. Tysiące literackich turystów, niedbale rzucających okiem na arcydzieła czasu nie do odwrócenia. Owoc znojnego trudu jednego autora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wilczy notes&lt;/i&gt; zatrzymuje, chwyta, maluje - jakże spłycające są te wszystkie standardowe opisania lektury? Czytelnik dostaje oprawioną perłę, by zawiesić oko i schować do sejfu biblioteki. Tymczasem żanr ten niebezpieczny, potrafi porwać aż za kres czasu i przestrzeni, łącząc przeszłość z teraźniejszością, północ ze wschodem, mróz polarnej bryzy z ogniem lanego w gardło &lt;i&gt;szyła&lt;/i&gt;. Niczego nie można być pewnym w tej rzeczywistości o własnych prawach, niczym w sąsiedztwie białej magmy Solaris. W tych warunkach sowa wskazująca kierunek do lądu na środku zamglonego morza ani nie dziwi ani nie budzi niepokoju. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wilk często posługuje się rosyjskimi słowami twierdząc, że przekładanie ich na polskie odpowiedniki nie ma sensu, bo tak naprawdę polskie słowa opisują inną rzeczywistość, albo po prostu brak jest adekwatnych odpowiedników w naszym języku. Kilka przykładów jak ze znanych skądinąd pojęć Wilk wyłuskuje to, co czytelne dla Ruskich, wcale oczywiste dla &lt;i&gt;inostranców&lt;/i&gt; już nie jest.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Dier'mokratija&lt;/i&gt; - zamiast &lt;i&gt;diemokratija&lt;/i&gt;, czyli: demo­kracja. Od słowa &lt;i&gt;diermo&lt;/i&gt; - gówno. Podobnie &lt;i&gt;prichwatizacija -&lt;/i&gt;&amp;nbsp;od słowa &lt;i&gt;prichwatit’&lt;/i&gt; - zagarnąć, ukraść, wziąć, co leży bezpańsko. Ot, jak ruski język, gibki i plastyczny, jedną dwiema głoskami zmienia pojęcia zachodniego świata i nadaje im swoje, ruskie znaczenie, przystosowane do rosyjskiej rzeczywistości.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Dien'gi&lt;/i&gt; - pieniądze. Słowo &lt;i&gt;dien'gi&lt;/i&gt; przyszło do języ­ka ruskiego z tatarszczyzny, wraz z innymi pojęciami finansowymi, i jest śladem mongolskiego systemu po­datkowego, któremu równego, twierdzi Heller, nie znała feudalna Europa. Dziś &lt;i&gt;dien'gi&lt;/i&gt; przypominają ikony nowej wiary: kapitalizmu a’la &lt;i&gt;Russe&lt;/i&gt;. Tak, tak, albowiem jak z niewiary można było w Rosji religię uczynić, a wodza ateizmu zabalsamować i jego szczątki, niczym &lt;i&gt;moszczi&lt;/i&gt; (relikwie), bałwochwalić, tak po utracie wiary w socja­lizm, naturalną koleją rzeczy, postsowieckie chłysty po­kłoniły się antychrystowi - kapitalizmowi - jęły &lt;i&gt;dien'gi&lt;/i&gt; bałwochwalić. Przy tym zauważmy, że &lt;i&gt;dien'gi&lt;/i&gt; są do cudów podobne: wszyscy o nich mówią, a mało kto je widzi...&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Mat, matierszczina&lt;/i&gt; - wulgaryzmy, przekleństwa. Ruski &lt;i&gt;mat&lt;/i&gt;, dobitny i przebogaty, to swego rodzaju język w języku, gdzie jednym słowem można wyrazić... wszystko. Nigdy nie zapomnę przepięknego świtu w Troickiej Zatoce na Anzerze, dokąd przyszliśmy na jachcie nocą - było cicho, aż niemo, i pachniało jedliną, morze w słońcu się srebrzyło, nad Golgotą krążył orzeł... raptem Losza wychynął z luku, przeciągnął się, oczy zmrużył i wyrzekł z zachwytem w głosie: &lt;i&gt;- Jebat’ moi uszi!&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Szyło&lt;/i&gt; (dosłownie: szydło) – spirytus przemysłowy, używany do mycia silników, szyn, etc. Pity duszkiem, żga mózg jak szydło - stąd nazwa. Potem się rozlewa białym światłem po żyłach i poraża na jakiś czas, trzymając pijącego w niemym zachwycie, jak po kokainie.&lt;/blockquote&gt;Ale myliłby się ten, kto by posądzał autora o zainteresowanie jedynie &lt;i&gt;szyłem&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;matierszcziną&lt;/i&gt;. Wilk wciąga i jeśli tylko pozwolić mu rozwinąć frazę, jeśli skupić się na tym co mówi, wchodzi się w ten świat z rękami i nogami i nagle odkrywa, że tak jak autor, niczego już nie jest się pewnym ze swych dotychczasowych przekonań. Człowiek dostrzega ilość bzdur piramidalnych wokół siebie w tym najwspanialszym ze światów, dostrzega każdą &lt;i&gt;kliukwę&lt;/i&gt;, którą chcą mu sprzedać jako prawdę objawioną. Ulega magii narracji nie tracąc z oczu możliwości, że znowu robiony jest w konia. Lecz nie ma to znaczenia, bo uzbrojonyś już w wiedzę, że to co najważniejsze, to jest to, co ukryte pomiędzy wierszami. Pomiędzy wierszami opowieści, pomiędzy wierszami życia, pomiędzy wierszami prawdy. Najprawdziwsze jest to, co nie opowiedziane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo lat spędzonych na rosyjskiej Północy Wilk nigdy nie przestaje być obcym, innym, osobnym. W definicji pojęcia &lt;i&gt;inostraniec&lt;/i&gt; tak opisuje swoje refleksje na jego temat:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;W Rosji, jak chyba nigdzie, &lt;i&gt;inostrancy&lt;/i&gt; czują się p o s t r o n n i. W ich wspomnieniach, zapiskach, dziennikach podróży powtarza się, niczym refren, motyw ruskiej podejrzliwości, szpiegomanii i ledwie tajonej agresji wobec przybyszów z obcych krajów. Sam to odczułem nieraz, zwlaszcza w tak zwanej ruskiej &lt;i&gt;głubinkie&lt;/i&gt;, tam wystarczy inny styl bycia lub akcent, żeby wzbudzić nieufność. Zapewne duch kolektywizmu nie może ścierpieć niczego, co kupy się nie trzyma. Warto zauważyć, że nie tyle narodowość, wiara czy język określają twoją przynależność do kolektywu, ile wspólna dola (cela, &lt;i&gt;zona&lt;/i&gt;) i ten sam pan (państwo). Rosja jest krajem wielu narodów i kultur, różnojęzycznym, a niewiary w niej więcej niż kultów i sekt, zatem to nie twoja narodowość wzbudza tutaj niechęć, lecz to, że możesz w każdej chwili stąd wyjechać, i nie twoje przekonania czy wiara są przedmiotem sądów, lecz to, że żyjesz wedle swojego widzimisię i z boku się przypatrujesz tutejszemu życiu. Należy sięgnąć do etymologii słowa &lt;i&gt;inostraniec&lt;/i&gt;, aby w pełni rzecz pojąć. Albowiem &lt;i&gt;strana&lt;/i&gt; w języku starosłowiańskim, skąd do ruskiego przyszła, oznaczała s t r o n ę, a dopiero później w kraj się zamieniła, wyraz zaś &lt;i&gt;inoj&lt;/i&gt;, czyli i n n y, powstał z prasłowiańskiego &lt;i&gt;inъ&lt;/i&gt;, czyli jeden lub sam (stąd -› &lt;i&gt;inok&lt;/i&gt;). Zatem &lt;i&gt;inostraniec&lt;/i&gt; to nie tylko cudzoziemiec, ale ktoś z innej strony - nie trzyma naszej! - pojedynczy, nie taki jak wszyscy. Postronny.&lt;/blockquote&gt;Zajrzałem w prozę Wilka, trochę za namową Marii Janion, która podtrzymuje w &lt;a href="http://blog.czajka.art.pl/2008/02/niesamowita-sowiaszczyzna.html"&gt;Niesamowitej Słowiańszczyźnie&lt;/a&gt; bardzo pochlebną opinię Giedroycia. Wchodząc w lekturę o Rosji miałem nadzieję lepszego zrozumienia Polski. Pijanej, zakompleksionej, chaotycznej i kłótliwej. Ale też dumnej, bitnej i wytrwałej. Nadzieja jak to nadzieja, trwa spokojnie niewzruszona czekając na lepsze czasy. Tymczasem między wilczymi wierszami znaleźć można sporo refleksji ogólniejszej natury, jak na przykład konstatacje Josepha de Maistre, który w 1811 roku pisał do hrabiego Rumiancewa:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;„W dzisiejszych czasach, kiedy obie kotwice – religia i rabstwo – jednocześnie przestają dzierżyć wasz okręt, sztormy go mogą unieść i rozbić. Należy rozważyć, nim się cośkolwiek podejmie w sprawie zniesienia poddaństwa, czasem wystarczy najmniejsze ustępstwo prawne, by się zaczęła bieda: najpierw to będzie moda, potem namiętność, w końcu szał. I, począwszy z ustawy, buntem się zakończy. W następstwie tak niespodziewanej wolności poddani przejdą zrazu od zabobonów do ateizmu, od tępego posłuszeństwa do niepohamowanej samowoli. Swoboda działa na takie natury jak mocne wino i szybko uderza do głowy, nieprzywykłej do niego."&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;Przypomnę, iż Joseph de Maistre był posłem króla Sar­dynii przy dworze Aleksandra I w latach 1802-1817,  ponad­to myślicielem, pisarzem i wnikliwym komentatorem, za­równo intryg politycznych, jak i teatru wojennego Europy. Przy tym oglądał świat z dystansu, niczym operę buffo, co sam przyznawał na marginesach oficjalnych depesz. I nic dziwnego, wszak widział kaprysy fortuny, które unicestwia­ły dynastie, armie i miasta, nikczemność bohaterów, wiarołomność sług. Jego listy z Sankt Petersburga dają nie tylko obraz epoki, brzemiennej w wydarzenia, takie choćby, jak pochód Napoleona na Rosję czy próba reform Aleksandra I, ale także komentarz do niej, jak szpicrutą cięty. Cytowane wyżej słowa pochodzą z &lt;i&gt;Zapisków o wolności&lt;/i&gt;, tyczących projektu Sperańskiego, jednego z pierwszych rosyjskich reformatorów, który proponował, by wszyscy poddani cara byli równi wobec prawa, a wszystkie instancje władzy, od gminy wiejskiej począwszy, były wybieralne...&lt;/blockquote&gt;Na zakończenie jeszcze jeden satyryczny fragment, w którym rzeczywistość, jaka by ona nie była, opisywana jest przez Wilka z niezmienną sympatią i jednocześnie dystansem:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;W Zimowej Zołoticy trafiliśmy na grabież o takim rozmachu, że chłopaki, zapomniawszy o zwałowisku, zaga­pili się. Na kosie u wejścia w rzekę sterczała barka, którą przybój wyrzuci! z morza. Jak się potem wyjaśniło, kapi­tan był tak pijany, że się w farwater nie zmieści!. Na barce wieziono produkty dla kołchozu, częściowo już na przyszłą zimę; cukier, mąkę, olej, konserwy i wódkę! Informacja o wódce przebiegła po wsi jak iskra, Muzyki skoczyli do lo­dzi, nie zważając na sztorni, Rzecz jasna, nie do wspólnej ak­cji ratowniczej, a po szakalemu rwać zdobycz. Tymczasem barkę przechyliło i woda zaczęła zalewać luki. Czasu było mało, przybój narastał. Muzyki wtargnęli na pokład, żywo kułakami młócąc. W morze poleciały worki z cukrem, wor­ki z mąką, jakieś kartony, pudła, byle do wódki się dobrać. Ktoś wpadł do wody, kogoś przygniotło. Po brzegu biegała tłusta kobieta, załamując ręce. To kierowniczka sklepu, zarządzająca składami kołchozu. Wreszcie znaleźli gorzałkę. Wybuchła draka. Każdy chciał skrzynkę wytaszczyć, a łuki małe, tylko po jednym wypuszczają. Parę skrzynek uronili w morze i kilka twarzy rozbili do krwi, zanim przyszli po rozum do głowy i w kolejce grabież dokończyli. Po czym się rozpłynęli na łódkach jak zwidy i gdyby nie resztki tektury, pływające wokół barki, to pomyśleć by można, że to był wątek fabularny, a nie kawałek życia.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;Później pili, na umór, do prosiaczego wizgu. Zołotica zahulała. W nocy sztormić przestało, z morza wstała mgła, weszła w rzekę i po wsi się rozpełzła. Lepka, szara breja, pełna skowytów i kwików, które po wodzie się niosły. Nad ranem mgła osiadła i obnażyła rzeczywistość, skacowaną. Na rzece pływały puste butelki, szczątki skrzynek, nadpa­lony materac, kawałki styropianu, drewniana łódź do góry dnem, zupełnie nowe sieci, rozmokła paczka białomorów, okulary przeciwsłoneczne z plastiku, rozpruty waciak, czer­wona boja, tytułowa strona &lt;i&gt;„Prawdy Siewiera"&lt;/i&gt;, zewłok psa, plamy ropy... Podnieśliśmy kotwice.&lt;/blockquote&gt;Tak, warto zerknąć przez ramię Wilkowi, warto niuchnąć zapachu jego pióra. &lt;i&gt;Wilczy notes&lt;/i&gt; zaczyna się od przepisu na przyrządzenie &lt;i&gt;czerniła&lt;/i&gt; (inkaustu), według sołowieckiego receptariusza z XVI wieku. Samodzielne przyrządzenie &lt;i&gt;czerniła&lt;/i&gt; było kiedyś warunkiem rozpoczęcia pisania. Bez wysiłku nie ma efektu. Bez cierpliwości można poparzyć podniebienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=1631"&gt;Mariusz Wilk, Wilczy Notes, Wydawnictwo Literackie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-4914368732831989489?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/oEV0EE2Lm2E" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/4914368732831989489/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/08/mariusz-wilk-wilczy-notes.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/4914368732831989489?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/4914368732831989489?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/08/mariusz-wilk-wilczy-notes.html" title="Mariusz Wilk - Wilczy Notes" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkEFRXs6cSp7ImA9WhZbGUk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-5664252643950262222</id><published>2011-06-24T21:04:00.000+02:00</published><updated>2011-06-24T22:50:14.519+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-06-24T22:50:14.519+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Teatr" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Czy Mickiewicz jest ponadczasowy?</title><content type="html">Mickiewiczowskie Dziady to jak najbardziej współczesna sztuka. Przekonałem się o tym w Bydgoszczy, oglądając &lt;a href="http://www.teatrpolski.pl/index_pl.php?app=spektakle&amp;amp;more=707"&gt;spektakl wyreżyserowany przez Pawła Wodzińskiego w Teatrze Polskim&lt;/a&gt;. Geniusz autora tekstu połączył się z wyczuciem reżysera, który stworzył dzieło posiadające siłę lodu rozsadzającego naczynie. Spokojnie, po cichu, opakowanie zimnej lawy pęknie i będziemy mogli zstąpić do głębi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-YAXH0zoUq4E/TgSfSAMeEfI/AAAAAAAAQBg/JPKi0FDQyyc/s320/dziady3.jpg" width="480" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Żona wyciągnęła mnie do Bydgoszczy, a ja potulnie podreptałem nie pytając o kontekst i powody tej teatralnej wycieczki. Zapytałem tylko o tytuł, nie czytając żadnych recenzji, bo i tak Jej rekomendacja miała większe znaczenie niż jakakolwiek prasowa recenzja. Podczas przedstawienia oczy otwierały mi się coraz szerzej w zdumieniu, jak bardzo współczesnym autorem jest Mickiewicz. Nic nie zostało z romantycznego patetyzmu i wzniosłości, tak dzisiaj jałowej i wręcz kontrskutecznej w procesie  mówienia o rzeczywistości. Patrzyłem na sceny autentyczne i niemal przeniesione z ulicy. Lecz jakże inna to ulica niż to, co można zobaczyć na bogatych deptakach, czy rodzinnych serialach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza część. Grupa osób kręcąca się pomiędzy namiotami rozpoczyna dziwna ceremonię. Sami nie do końca wiedzą czy chcą to robić, nie do końca wiedzą co mają robić, nawet prowadzący ceremonię Guślarz czyta polecenia i zaklęcia z kartki. Trudno na początku wyczuć, czy jest to wycieczka nastolatków, którzy postanowili się zabawić w odtworzenie starych obrzędów, czy jest to obóz bezdomnych, czy jeszcze inna grupa zagubiona w lasach. W trakcie ceremonii początkowo niechętna do współpracy grupa rozkręca się, by przy wizycie ducha folwarcznego pana bezlitośnie zmasakrować jego kukłę w odpłacie wszystkich bestialstw, jakich ten dopuścił się za życia. W tej mocnej, niepokojącej siłą agresji scenie objawiona jest cienka granica między demonem a próbującą go okiełznać zbiorowością. Na końcu ceremonii pojawia się gość w jasnym garniaku, który potraktowany jako niema zjawa nagrywa zaklęcia Guślarza na swój telefon komórkowy, dobitnie i przejmująco uświadamiając faktyczną obcość równoległych światów, pomiędzy którymi nie ma kontaktu, a tym bardziej komunikacji czy porozumienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-8f4P8mfXBZ4/TgSfR72K3qI/AAAAAAAAQBY/e9ANVT6-whE/s320/dziady2.jpg" width="480" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Wrzucane jako przerywniki, czytane przez współczesnych Europejczyków w oryginalnych językach, wypowiedzi sprzed 200-300 lat, autorstwa wybitnych europejskich intelektualistów, takich jak Wolter, Heine i inni, wbijają w fotel. Opisują one kraj nad Wisłą, Niemnem i Dnieprem jako kraj ciemnoty i plugastwa, gdzie miejscowi nie potrafią zorganizować żadnych kanałów komunikacyjnych umożliwiających handel, gdzie chłopu rozmawiającemu z panem brakuje tylko ogona, by mógł nim merdać, gdzie czas się zatrzymał a ludzie żyją jak dziesięć wieków temu. Przy czytaniu wyświetlanych na ścianie tłumaczeń, po pierwszym odruchu buntu na ubliżające kalumnie filozofów i podróżników rodzi się refleksja, że w zasadzie te opinie w nieco zmiękczonej postaci można usłyszeć i dzisiaj. Zasmucające, że te opinie mają najczęściej o sobie samych mieszkańcy opisywanego kraju nad Wisłą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od opinii innych? Jak łatwo przejmujemy te klisze? Wpatrzeni w zachodnie komentarze, dzisiaj nawet bardziej niż kiedyś, nie traktujemy poważnie niczego, co dzieje się u nas, dopóki nie zostanie to skrytykowane za granicą. Jeśli coś nie jest zauważone na Zachodzie, to w kraju też nie istnieje. A przecież wiele z tego, co jest najważniejsze z naszego Polskiego Ducha, jest najzwyczajniej w świecie niedostępne dla ludzi z zewnątrz. Podobnie jak w przypadku każdej innej zbiorowości, żeby poznać kulturę trzeba w nią dość głęboko wniknąć. Nie wystarczy obejrzeć kilku przypadkowo widzianych ceremonii. Problem polega na tym, że zmasakrowana XX-wiecznymi totalitaryzmami, polska inteligencja wyobcowała się ze swojego narodu jak ten etnograf-amator, który z kpiącym uśmieszkiem w kącikach ust, podstawia dyktafon pod usta autochtonów, dołączając do legionu kolonistów dzikich obszarów barbarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga część dzieje się znowu w niejednoznacznej scenografii. Być może jest to przytułek dla bezdomnych, gdzie nocują ci, którzy nie dorobili się własnych namiotów widocznych w części pierwszej. Na pewno szukają swoich sposobów na poradzenie sobie ze smutną rzeczywistością, rozmawiają piosenkami, udają wysiloną radość, tańcząc wpadają w depresję, albo rzucają wyzwanie Bogu jak Konrad. Zagrana z wielką pasją Wielka Improwizacja nie ma nawet cienia szkolnego patosu. Konrad udaje chojraka, nad którego nie masz cwaniaka, miota się od kpin z rzeczywistości do groteskowej manifestacji woli mocy, z której nie zostaje nic poza potem i łzami. Na nic zaklęcia, na nic krzyki, rząd dusz nie zaistnieje, a Bóg pozostanie niemy. Pomimo podpalenia sceny nie będzie gorejącego krzewu. Romantyczny mit jest jałowy, patos jest groteskowy, to co naprawdę ważne dzieje się gdzie indziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-s8XooqXDNYg/TgSfRzW1koI/AAAAAAAAQBQ/pzoSkzY2mGc/s480/dziady1.jpg" width="480" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Można oczywiście na upartego odebrać formę tej Wielkiej Improwizacji, jako jej dość przewrotne uwznioślenie. Reżyser zdaje się polemizować z publicystami głównego nurtu pokazując im bezdomnego, jako ostatni bastion narodowych mitów. Kpicie i szydzicie z patetycznych oszołomów, podczas gdy tak naprawdę szydzicie z własnej tradycji, z własnej kultury. Traktujecie ludzi odwołujących się do narodowych symboli jak wykluczonych bezdomnych, podczas gdy tak naprawdę to oni przechowują i przenoszą wartości stanowiące istotę narodu. To wy, krytycy, jesteście tą lawą, zimną i plugawą, podczas gdy prawdziwa głębia kryje się w tych postponowanych przez was ludziach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, to pewnie zbyt daleko idące odczytanie, tym bardziej, że Bal u Senatora jest jedyną częścią,  która jawnie nawiązuje do warszawskiego Pałacu Namiestnikowskiego. Nawijający po francusku Nowosilcow gra w golfa mandarynkami na dziedzińcu odgrodzonym metalowymi barierkami, a tłumek klakierów bije mu brawo bez względu na efekty. Zza barierek przychodzą różne Rollisonowe błagając o litość dla swoich dzieci, dwór jest jednak niewzruszony. Gdy podczas balu pomiędzy tańczących sztywno gości Namiestnika wchodzą zza tej samej barierki milczące postacie z części pierwszej, dwór dziwi się nieco, ale generalnie wszyscy starają się nie zwracać uwagi na tą jakże kuriozalną i niegodną nawet mrugnięcia okiem aberrację miejscowego elementu. Postacie mieszają się ze sobą i tańczą w jednej przestrzeni, każdy swój odrębny taniec. Pozorny egalitaryzm współczesności to tak naprawdę równoległe światy istniejące w tej samej przestrzeni, ale bez wzajemnego kontaktu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-rQoPPcPJw-U/TgSfSNsOOfI/AAAAAAAAQBo/Chv1SS2PEjg/s320/dziady4.jpg" width="480" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Całość przedstawienia kończy klamra odtwarzających ceremonie Dziadów postaci w maskach, którzy w licznych wioskach cerkiewkach kaplicach powtarzają, wyznaczony rytmem przyrody, rytuał porządkujący świat, definiujący relacje żywych poprzez relacje z umarłymi. Te marginalne zjawiska pozwolą przetrwać światu, który na obrzeżach cywilizacji transferuje w przyszłość wartości, dzięki którym cywilizacja w ogóle powstała. To świat Namiestników odejdzie w niebyt. To co istotne przetrwa w leśnej głuszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakże byłem zdziwiony gdy, już po wizycie w Bydgoszczy, wyszperałem sobie w internecie różne prasowe recenzje! Okazało się, że na przykład według &lt;a href="http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/115902.html"&gt;Anny Tarnowskiej z Gazety Wyborczej&lt;/a&gt; Wodziński &lt;i&gt;„pokazał Polaków jako naród, który chce żyć przeterminowanym mitem”&lt;/i&gt;. Albo że według &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/9131,653607-Spalamy_sie_w_emocjach_i_gardzimy_soba.html"&gt;Jacka Cieślaka z Rzeczpospolitej&lt;/a&gt; &lt;i&gt;„najważniejszym rekwizytem spektaklu w bydgoskim Teatrze Polskim są metalowe barierki, takie jakie dzieliły demonstrantów przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej.”&lt;/i&gt; Zaś reżyser &lt;i&gt;„siadł okrakiem na barykadzie polsko-polskiej wojny i pokazuje, co się dzieje po obu stronach.”&lt;/i&gt; To bardzo ciekawe. &lt;a href="http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/117118.html"&gt;Łukasz Drewniak w Przekroju&lt;/a&gt; popłynął najdalej: &lt;i&gt;„W świetnych bydgoskich "Dziadach" Wodziński pyta o racje wściekłych i wykluczonych. No i mamy "Dziady" posmoleńskie. Pawłowi Wodzińskiemu pierwszemu udało się pokazać, jak jedna opcja polityczna - albo raczej ruch ludowy - zawłaszcza tradycję polskiego romantyzmu.”&lt;/i&gt; Zauważa jednak słusznie, że &lt;i&gt;„gorzkie i obraźliwe słowa Strahlenberga, Smitha, Heinego, Woltera i Fryderyka II czytają po francusku, angielsku i niemiecku sfilmowani Europejczycy. A my łapiemy się na tym, że dziś używamy podobnych słów, patrząc na obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia.”&lt;/i&gt; Jednak musi dodać wyjaśniająco, że &lt;i&gt;„Wodziński odkrywa straszliwe, brzydkie oblicze polskiego romantyzmu. Aż chce się zawołać: "Spieprzajcie, Dziady!". Ale upiory, które odżyły, nie chcą słuchać.”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jestem pod wrażeniem przenikliwości polskiej krytyki. Warto zajrzeć do tych recenzji, bo pokazują one wyraźnie, że Wodzińskiemu udało się stworzyć spektakl, pod którym mogą podpisać się bardzo różne opcje. Można przekonać się, jak łatwo wejść w klisze i poznawcze schematy. Jak łatwo ulec własnym stereotypom, przesądom i zabobonom. Są barierki spod Pałacu? No to spektakl jest o Krzyżu pod Pałacem. Jest agresja wobec kukły dworskiego pana? No to w opinii &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,9492892,Wieszcz_rodzi_sie_pod_Palacem_.html"&gt;Joanny Derkaczew z Gazety Wyborczej&lt;/a&gt; na pewno są &lt;i&gt;„Cudaki spod krzyża, sentymentalni menele z hipisowską czy punkową przeszłością, emigranci domagający się miejsca w starej, wygodnie urządzonej Europie - oni nie mają oporów, by formułować dziś roszczenia i dawać wyraz emocjom. […] "Romantyzm" w ich wykonaniu […] to romantyzm wściekły, brutalny, pełen niszczycielskiej furii.”&lt;/i&gt; Jedni dostrzegą w przedstawieniu krytykę ksenofobicznej struktury romantycznego mitu, inni próbę naszkicowania genezy polskiej oikofobii. Jest duża szansa, że tych różnorodnych odczytań będzie znacznie więcej, bo to po prostu dobra sztuka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komentarze intelektualistów epoki Mickiewicza dołączone do spektaklu pełnią bardzo ważną rolę. Mam wrażenie, że siła tych krzywdzących uprzedzeń na temat środka Europy, wypowiadanych przez zachodnich Europejczyków polega nie tyle na demaskowaniu zacofania naszych terenów, ile na demaskowaniu barbarzyństwa samych autorów takich opinii, ich ksenofobii, zamknięcia i ograniczonych możliwości intelektualnych, które uniemożliwiają nawiązanie kontaktu z Innym. Tak, w spektaklu jest też niewątpliwie pierwotna agresja, ale bardziej niż diagnozę, można ją interpretować raczej jako przestrogę przed wybuchem zbyt długo tłumionej frustracji. Wcześniej czy później zostanie ona rozładowana, namiestnicy odejdą w niebyt, a ocalali zaczną odtwarzać to, co przetrwało na marginesach. Bo tylko na marginesach trwa jeszcze kontakt z naszymi umarłymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-gGU241LLFiM/TgSfS5xVrlI/AAAAAAAAQBw/7EbOxx-o8q4/s320/dziady5.jpg" width="480" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-5664252643950262222?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/JCIgwv8NBKo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/5664252643950262222/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/06/czy-mickiewicz-jest-ponadczasowy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/5664252643950262222?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/5664252643950262222?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/06/czy-mickiewicz-jest-ponadczasowy.html" title="Czy Mickiewicz jest ponadczasowy?" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-YAXH0zoUq4E/TgSfSAMeEfI/AAAAAAAAQBg/JPKi0FDQyyc/s72-c/dziady3.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0QDRnk7eSp7ImA9Wx9aF0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-2945480121742205103</id><published>2011-03-10T11:02:00.001+01:00</published><updated>2011-03-10T11:02:57.701+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-10T11:02:57.701+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Recenzje" /><title>Wieczne niezakończenie</title><content type="html">&lt;b&gt;czyli przeciwko złudzeniu kulturowego uniwersalizmu rzecz o wykładzie prof. Leszka Kołakowskiego "Szukanie barbarzyńcy"&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Tekst ten znalazłem w moim jakimś zamierzchłym archiwum. Wrzucam go tu tak dla pamięci, co ma się kurzyć w szufladzie ;-) Rzecz o wykładzie "Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu kulturowego" wygłoszonego w College de France w marcu 1980 r. zamieszczony w zbiorze "Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań", Londyn 1984, ANEKS.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynając dyskusję dotyczącą tzw. kultury europejskiej, powinniśmy w pierwszym rzędzie zdefiniować przedmiot naszych rozważań. A jest to w tym przypadku zadanie wcale nie łatwe. Cóż to bowiem znaczy: "kultura europejska"? Niepodobna przecież dokładnie określić jej granic zarówno geograficznych jak i historycznych. Gdzie rozpoczyna się, a gdzie kończy? Czy Bizancjum, Rosja, niektóre kraje Ameryki Łacińskiej należą do tej samej historii? Czy narodziny tej kultury możemy zsynchronizować z Sokratesem, św. Pawłem, z prawem rzymskim czy ze spotkaniem z Nowym Światem? W przypadku każdej z wymienionych możliwości jest tyle samo argumentów za, jak i przeciw. Nie ma jednak wątpliwości, że jedność europejska wiązała się z wiarą chrześcijańską. Dzisiaj chrześcijańskość nie jest już na pewno w takim stopniu tą scalającą ideą Europy jak kiedyś. Dziś przynależność do tej kultury określa swoiste przywiązanie i przyznawanie się do określonej spuścizny kulturowej i filozoficznej. Siemiński określa Europejczyków jako specyficzną grupę społeczną, w skład której wchodzą wszyscy ci, którzy wyznają jakąś postać ideologii "europejskości", odnoszą się w swych sądach i czynach do wartości ponadlokalnych czy ponadnarodowych - właśnie "europejskich". Zauważa, że w XVIII i XIX w. sukcesy w ekspansji i podbojach innych cywilizacji osiągnęły poziom "pozwalający" Europejczykom utożsamić własną kulturę z cywilizacją w ogóle. W połączeniu z nacjonalistycznymi tendencjami europejskich historiografów podkreślających różnice między narodami przy pomijaniu "wspólności" dziedzictwa powstała sytuacja sprzyjająca rozwinięciu się postaw europocentrycznych. Pomogła również izolacja Starego Kontynentu od Nowego Świata: gdy na początku XX w. na Wystawie Światowej w Paryżu pojawiły się ekspozycje pokazujące wytwory podbitych kultur - ogólne zdziwienie wzbudził fakt, że "dzicy mogli w ogóle coś stworzyć".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można zaryzykować stwierdzenie, że zasługą antropologii (po wielu etapach przejściowych i różnych "perturbacjach") było odwrócenie postaw wobec tzw. innych kultur o 180 stopni. Przyjęto pogląd o równoprawności wszystkich kultur oraz uznano dotychczasową politykę Europy za barbarzyńską. Wszelkie próby gloryfikacji czy wywyższenia europejskości zaczęto piętnować jako przejawy europocentryzmu. Pojęcie to zaczęło funkcjonować wyłącznie w pejoratywnym znaczeniu piętnującym bądź ideologię osiemnastowiecznych handlarzy niewolnikami, bądź doktryny dziewiętnastowiecznego, prymitywnego ewolucjonizmu. W swym zacietrzewieniu obrońcy tzw. innych kultur skłonni są negować własną cywilizację w imię wielkodusznego kulturowego uniwersalizmu. Niejako obroną europejskości zajmuje się prof. Leszek Kołakowski w swym wykładzie z 1980 roku "Szukanie barbarzyńcy - złudzenia uniwersalizmu kulturowego".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główną tezą tekstu jest twierdzenie o braku możliwości ucieczki od postawy wartościującej wobec własnej kultury w sytuacji konfrontacji z "innymi". Autor stara się bronić idei swoiście pojmowanego europocentryzmu rozumianego tu jako wartościująca afirmacja kultury europejskiej. Wychodzi od zauważenia, iż "postawy nasze [w stosunku do innych kultur] są dwuznaczne i może nawet wewnętrznie sprzeczne: z jednej strony przyswoiliśmy sobie ów rodzaj uniwersalizmu, który powstrzymuje się od sądów oceniających rozmaite cywilizacje i ogłasza ich fundamentalną równość; z drugiej strony przez to, iż tę równość afirmujemy, afirmujemy zarazem wyłączność i nietolerancję każdej kultury z oddzielna, afirmujemy przeto coś, co w samym akcie tejże afirmacji, jak się chełpimy, właśnie przezwyciężyliśmy".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, że w ogóle możliwa była konstatacja o równoprawności kultur i zauważenie własnego barbarzyństwa wynika z unikalnej cechy cywilizacji europejskiej: mianowicie ze zdolności do kwestionowania samej siebie. W tym między innymi upatruje Kołakowski główną siłę, ale także i zagrożenie dla tej kultury. Zbyt daleko idące bowiem kwestionowanie samej siebie prowadzić może do zanegowania w ogóle sensu jej istnienia. "Miotanie" się między dwiema skrajnościami, w tym przypadku negowanie wartości kultur obcych bądź swojej własnej jest według autora charakterystyczną cechą cywilizacji europejskiej. Przyjrzyjmy się jednak bliżej poglądom Kołakowskiego. Zauważa on, iż ktoś wypowiadając zdanie: "wszystkie kultury są równe" "chce powiedzieć bądź, że 1) sam żyje w pewnej szczególnej kulturze, a inne go nie obchodzą, bądź, że 2) nie ma absolutnych, niehistorycznych standardów, by jakąkolwiek kulturę osądzać, bądź wreszcie, że 3) standardy takie, przeciwnie, istnieją i że wedle tych standardów wszystkie formy wzajem niezgodne są tak samo prawomocne. [...] Uniwersalizm kulturalny [...] przeczy sam sobie jeśli, nie chcąc ulec pokusom barbarzyństwa, daje innym prawo do bycia barbarzyńcami". Sytuacja taka zachodzi na przykład gdy zgadzamy się na drakońskie kary w kulturze Islamu w myśl zasady, że - trudno - takie jest prawo koraniczne, trzeba respektować inne tradycje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inną "zgubną" w skutkach tendencją uniwersalizmu są utopijne próby łączenia przeciwieństw. Autor przytacza "proroctwa" Arnolda Toynbee opisujące ludzkość przyszłości jako spadkobierców myśli w takiej samej mierze Konfucjusza i Chrystusa, Buddy i Sokratesa, Lenina, Ghandiego i Washingtona. Wypowiedź ta w intencjach swych optymistyczna, sprawdzić się jednak może tylko w społeczeństwie podchodzącym z rezerwą do jakiejkolwiek idei; w społeczeństwie de facto bez idei, a więc barbarzyńskim. Nie można wszak być jednocześnie teistą i ateistą czy jednocześnie przeciwnikiem przemocy i entuzjastą przemocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjściem, które proponuje Kołakowski jest przyjęcie poglądu, który nazywa tu uniwersalizmem niekonsekwentnym w połączeniu z także niekonsekwentnym sceptycyzmem. Pogląd, "który unika antynomii przez to, iż nie rozciąga się poza granicę, gdzie różnica między nim samym i barbarzyństwem jest zatarta. Tyle w tym kontekście powiedzieć, to przyświadczyć wyższość kultury europejskiej jako kultury, która wytworzyła i umiała przechować niepewność wobec swoich własnych norm".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fundament tej postawy upatruje Kołakowski w religijności chrześcijańskiej. W chrześcijaństwie "podobnie jak we wszystkich wielkich religiach żyje nieuchronnie stałe napięcie między obrazem świata skończonego, który objawia Stwórcę i obrazem tegoż świata jako negacji Boga. [...] Główne problemy w dziejach dogmatów i antydogmatów mogą uchodzić za wariacje jednego tematu: człowieczeństwo Jezusa Chrystusa  p r z e c i w k o  jego boskości; wolność człowieka  p r z e c i w k o  łasce i predestynacji; kościół widzialny    p r z e c i w k o  niewidzialnemu; prawo  p r z e c i w k o  miłości; litera  p r z e c i w k o  duchowi; wiedza  p r z e c i w k o  wierze; zbawienie przez uczynki  p r z e c i w k o  zbawieniu przez wiarę; państwo  p r z e c i w k o  kościołowi; ziemia  p r z e c i w k o  niebu; Bóg-Stwórca  p r z e c i w k o  Bogu-absolutowi". To stałe napięcie pomiędzy materią i duchem zaowocowało w myśli europejskiej świadomością braku rozwiązań ostatecznych oraz konieczności nieustannego badania granic, poza którymi możliwe jest już tylko zatracenie wszelkiego sensu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dzisiejszych czasach, kiedy idee oświecenia zaczęły dochodzić do swoich granic, kiedy humanizm począł się przekształcać w moralny nihilizm, a "afirmacja osoby przechodzi niebywałą metamorfozę, z której wykluwa się jako teoria totalitarna", w tych czasach zaobserwować możemy po raz kolejny w dziejach europejskiej cywilizacji proces kwestionowania własnych wartości, by dojść do nowych rozwiązań. Przeczucia tych rozwiązań na razie jeszcze nie mamy, jednak według autora o przyszłość możemy być spokojni pod warunkiem dostrzeżenia naczelnej zasady. Europa "jeśli przetrwa nacisk barbarzyńców, to nie dzięki temu, że odkryje któregoś dnia rozwiązanie ostateczne, ale dzięki jasnej samowiedzy, że rozwiązań takich nie ma nigdzie; a to jest świadomość chrześcijańska. Chrześcijaństwo nie odnalazło i nie obiecywało żadnych trwałych rozwiązań dla losu doczesnego ludzi. Toteż pozwoliło nam uniknąć dylematu "optymizm - pesymizm", jeśli dylemat ten oznacza wybór między wiarą w rozwiązania ostateczne a rozpaczą. [...] Jest wszelako tradycją nauki chrześcijańskiej chronić nas przeciwko obojgu - przeciwko szaleńczej ufności w naszą nieskończoną zdolność do doskonalenia się i przeciwko samobójstwu".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując można powiedzieć, iż główna siła kultury europejskiej leży w zdolności do kwestionowania samej siebie i w świadomości braku rozwiązań ostatecznych. Obecnie przeżywamy swego rodzaju przerost tegoż kwestionowania przy jednoczesnym istnieniu utopijnych ideologii zrównywania wszystkiego do jednego poziomu. Według Kołakowskiego nie można uciec od wartościowania. Autor opowiada się po stronie myśli europejskiej i broni jej cech i idei niezaprzeczalnie według niego pozytywnych. Humanizm, poszanowanie integralności osoby, dystans poznawczy i nieustanny, nigdy nie zakończony dialog to wartości z których Europejczyk, w szerokim sensie tego słowa, może być dumny i którym powinien być wierny, by móc ciągle odróżniać siebie od "barbarzyńców". Jest to tylko jedna z wielu konkluzji narzucających się po lekturze tekstu prof. Leszka Kołakowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="br"&gt;&lt;i&gt;27.I.1999&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-2945480121742205103?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/NRVV1YSUjYI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/2945480121742205103/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/03/wieczne-niezakonczenie.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/2945480121742205103?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/2945480121742205103?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/03/wieczne-niezakonczenie.html" title="Wieczne niezakończenie" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEcERngycCp7ImA9Wx9bEUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7422100266199698147.post-6404255308865954666</id><published>2011-02-19T23:53:00.002+01:00</published><updated>2011-02-19T23:53:27.698+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-19T23:53:27.698+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Otryt" /><title>Otrycki Łącznik</title><content type="html">Ten dzień zaczął się jeszcze przed świtem. Wiktor obudził się z silną potrzebą wyjścia z łóżka i rozpalenia w kominku. Trzaskające płomienie rozświetlały przestrzeń, w której energie tańczyły rytualny taniec przewracania porządku rzeczy na drugi bok. Nie było to łatwe, a ściśnięty żołądek był jedynym informatorem, że dzieje się coś, co nie dzieje się na co dzień. Świt przyszedł niepostrzeżenie, Wiktor po prostu w pewnym momencie zauważył, że pokój jest wypełniony dziennym światłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wokół kominka walały się pozostałości nocnej imprezy. Otwarta puszka piwa na stole obok metalowego kubka i dwu szklanek herbaty. Taca z resztkami grzanek obok słoika z pomidorowym koncentratem. Skoncentrowana rzeczywistość osaczała każdego, kto przechodził obok. Kolejni imprezowicze docierali na miejsce wyznaczone im przez tańczące siły i zastygali wpatrzeni w przestrzeń za oknem lub w otchłań ognia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiktor wyszedł na balkon. Pomimo sporego mrozu trwał opatulony kocami na ławce niczym Jańcio Wodnik cofający czas. Czasu nie udało się cofnąć, jednak czas przestał na moment płynąć. Południowe słońce po wyjściu nad linię drzew stanęło w miejscu roztapiając śnieg na łące przed balkonem i topiąc pozostałości wiktorowego racjonalizmu. Oczyszczona głowa zaczynała powoli odbierać sygnały z innego świata. Granice stawały się płynne, drzewa nabierały barw, ich ruch w rytm powiewów wiatru przestawał być przypadkowy. Barierka od balkonu także powoli traciła znaczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na łąkę wybiegł wilczur. Biegał niespokojnie od pieńka do pieńka zerkając co chwilę na Wiktora. Głos jego szczeknięć był liną rzuconą na ratunek. Był to głos Łącznika. Pies na łące – Pies-Łącznik. Pies łączył Wiktora z rzeczywistością. Łącznik nie pozwolił zerwać się z uwięzi. Czas znowu ruszył z miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drzwi balkonowe otworzyły się, kolejne osoby wychodziły na papierosa. Ostre powietrze drażniło płuca. Wiktor wrócił do środka po kubek ciepłej herbaty. Gdy ponownie przyszedł na balkon z dymiącym napojem, słońce chowało się za horyzontem. Czas pracowicie nadrabiał zaległości…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7422100266199698147-6404255308865954666?l=blog.czajka.art.pl' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/StrefaSlowaIgora/~4/qQRnOF_UkFk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blog.czajka.art.pl/feeds/6404255308865954666/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/02/otrycki-acznik.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/6404255308865954666?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7422100266199698147/posts/default/6404255308865954666?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blog.czajka.art.pl/2011/02/otrycki-acznik.html" title="Otrycki Łącznik" /><author><name>Igor Czajka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18134485989444963629</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://bp2.blogger.com/_yHTAGqTH8vw/R_D1nhoaUxI/AAAAAAAAFb8/jbkLZQDtf6k/S220/logo.png" /></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>

