<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2enclosuresfull.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><title>legere necesse est</title><link>http://legere-necesse-est.blogspot.com/</link><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury" /><description>trochę anachroniczny blog literacki albo próba odpowiedzi na pytanie "dlaczego klasycy?" Subiektywny dziennik literackich podróży. Wrażenia z lektury, rozmowy o książkach. Jakieś wrażenia, jakieś wspomnienia, cytaty... ot, taki prywatny zeszyt w starym stylu.</description><language>en</language><managingEditor>noreply@blogger.com (Ada)</managingEditor><lastBuildDate>Tue, 10 Jan 2012 17:37:49 PST</lastBuildDate><generator>Blogger http://www.blogger.com</generator><openSearch:totalResults xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/">46</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/">1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/">25</openSearch:itemsPerPage><feedburner:info uri="legerenecesseest-klasykaliteratury" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><itunes:owner><itunes:email>noreply@blogger.com</itunes:email></itunes:owner><itunes:explicit>no</itunes:explicit><itunes:subtitle>trochę anachroniczny blog literacki albo próba odpowiedzi na pytanie "dlaczego klasycy?" Subiektywny dziennik literackich podróży. Wrażenia z lektury, rozmowy o książkach. Jakieś wrażenia, jakieś wspomnienia, cytaty... ot, taki prywatny zeszyt w starym st</itunes:subtitle><item><title>Czytając Zagajewskiego</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/J13i4zgvXkM/czytajac-zagajewskiego.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Zagajewski</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 29 Jan 2011 16:53:54 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-257700650573192457</guid><description>I znów zastanowić się trzeba nad przypadkiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobrze było kiedyś chodzić paryskimi ścieżkami tropem "le hasard objectif" wymyślonego przez surrealistów, ale to już dawna historia i wiele upłynęło od tamtego czasu wody w szarozielonej rzece ujętej w kamienne nadbrzeża. To było dawno, a dziś: tomik poezji znaleziony przypadkiem wśród bibliotecznych zdobyczy kogoś, kto wierszy nie czyta absolutnie nigdy. Czarna okładka, na niej cztery kości do gry jakby rzucone przed chwilą -&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/Zagajewski_Niewidzialnareka_500pcx.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.znak.com.pl/files/covers/card/Zagajewski_Niewidzialnareka_500pcx.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;ze strony internetowej wydawnictwa &lt;a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2487,tytul,Niewidzialna%20r%C4%99ka"&gt;Znak&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;
- i nagle prawie słyszę w głowie dawno zapomniane głosy i śmiech grających w &lt;i&gt;quatre vingt et un&lt;/i&gt; w jakimś barze, dość obskurnym, mozaikowa kostka na podłodze, kości do gry na barowym kontuarze, chmury papierosowego dymu, niech będzie, że to Aubervilliers. A przez ten gwar przebija się głos jeszcze dawniejszy i prawie aż niestosowny na tle tamtych pijackich krzyków, dystyngowany jak głos uczonego, głos starego poety: "Un coup de dés jamais n'abolira le hasard". (To poemat Mallarmégo „Rzut kośćmi nigdy nie zniesie przypadku” - ale w polskim tłumaczeniu nie ma tej nieuchronnej siły, z jaką uderzają francuskie słowa, owego &lt;i&gt;staccato&lt;/i&gt; rzucanych kości, o, niewdzięczny zawodzie tłumacza).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słyszę je całkiem wyraźnie i już wiem, pod jaką gwiazdą upłynie popołudnie i wieczór i jeszcze inne wieczory - takie wiersze czyta się powoli, jak najwolniej - pod gwiazdami czarnobiałego nieba, czarne sukno i białe kości. Kości do gry w przypadek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Andrzej Zagajewski - "Niewidzialna ręka"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczytałam się!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I najpiękniejsze jest to, że gdy czytam te wiersze - może dlatego, że tak bardzo o Krakowie i Francji - słyszę głos poety. To może przez wspomnienie tamtego czerwcowego wieczoru poetyckiego (czy na pewno w czerwcu? był gorący dzień, chociaż niedawno padał deszcz i Planty przy Bunkrze Sztuki były mokre, parowała zielona wilgoć). I pierwszy raz usłyszałam wtedy, jak Adam Zagajewski czyta swoje wiersze - pamiętam tonację, modulację charakterystycznego głosu, pamiętam nawet ciszę, jak brzęczała, gdy wybrzmiewały ostatnie słowa wierszy. Nie zdoła zepsuć tego obrazu nawet prowadząca rozmowę osoba, która postawiła sobie za cel, by zadawać wciąż to samo, nieodmiennie to samo pytanie (życie a twórczość, życie a twórczość, życieatwórczość - jak papuga i nawet trochę do czarno-różowej papugi podobna) Właściwie dało to ciekawy efekt, trochę śmiałam się a trochę byłam zażenowana, a potem przychodził kolejny wiersz i zapadała cisza, aż gęsta od wytężonej uwagi. Potem jeszcze był wieczór w pawilonie, czerwone wino, powrót przez ciepłe ulice bezsennego miasta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I choć nie myślałam o tym często w ostatnich miesiącach, wystarczyło otworzyć tomik poezji -&lt;br /&gt;
słyszę. Bardzo dobrze jest czytać w takim dwugłosie - moje myśli i głos poety, stereo-poetycznie jest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dość już tego krążenia wokół poezji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracam do wierszy - tak pięknych! &lt;br /&gt;
Więc jednak istnieje jeszcze poezja, spaceruje ulicami Krakowa, czasem przysiądzie na Plantach albo z niedowierzaniem przygląda się metasekwoi w Ogrodzie Botanicznym. Więc jednak jest, żywa, dotykalna. Ach, białe kości przypadku, jak dobrze, że odnalazłam dziś te wiersze.&lt;br /&gt;
I szczególnie ten jeden, w którym rozpoznałam się przez moment w jakimś oślepiającym rozpoznaniu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Zagubieni&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zagubieni, zagubieni w szarych korytarzach.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nocą żarówki syczą jak sygnały tonących łodzi.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Czytamy książki zapomniane przez autorów.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Prawdy nie ma, powtarzają mędrcy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Letnie wieczory: festiwal jerzyków,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;na przedmieściach eksplodują piwonie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wydaje się, że ulice stają się krótsze&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;od upału, od łatwości widzenia.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Powoli skrada się jesień.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jednak niekiedy wynurzamy się na chwilę&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;i zdarza się, że błyśnie zachodzące słońce&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;i zjawi się krótkotrwała pewność,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;nieomal wiara.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
I jeszcze jako przyczynek do &lt;a href="http://biuroslow.blogspot.com/2011/01/o-krytykach.html"&gt;rozmowy o krytykach&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;[...]&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Mam nadzieję, że przynajmniej ty mnie słyszysz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- bo, jak dobrze wiesz, teoretycy zapewniają nas&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;bez przerwy, nieomal codziennie, że wszystko&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;źle zrozumieliśmy, jak zwykle nie uchwyciliśmy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;głębszego sensu, nie przeczytaliśmy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;odpowiednich książek, niestety,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;nie wyciągnęliśmy należytych wniosków.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;[...]&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Niekiedy zazdroszczę umarłym poetom:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;oni nie mają już "niedobrych dni", nie znają&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;"melancholii", pożegnali się z "pustką",&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;"retoryką", deszczem, niskim ciśnieniem&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;przestali śledzić "przenikliwe recenzje"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;i mimo to wciąż mówią do nas.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Ich wątpliwości odeszły razem z nimi,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;ich uniesienie żyje.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Z wiersza "Niemożliwe" &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Adam Zagajewski, "Niewidzialna ręka", Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-257700650573192457?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J13i4zgvXkM:gZA2nZ9-ITk:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J13i4zgvXkM:gZA2nZ9-ITk:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J13i4zgvXkM:gZA2nZ9-ITk:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J13i4zgvXkM:gZA2nZ9-ITk:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/J13i4zgvXkM" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-30T01:53:54.291+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">6</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2011/01/czytajac-zagajewskiego.html</feedburner:origLink></item><item><title>Jarosław Iwaszkiewicz - "Petersburg"</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/JguO86E5ARY/jarosaw-iwaszkiewicz-petersburg.html</link><category>Iwaszkiewicz</category><category>o Rosji</category><category>Petersburg</category><category>literatura polska</category><category>miasta</category><category>wrażenia z lektury</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sun, 16 Jan 2011 17:47:37 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-7213801593218808938</guid><description>Jarosław Iwaszkiewicz, wielki podróżnik i wielki mistrz słowa, "poeta wspanialec" - jak nazywał go Waldorff - podróżował po Europie ze swobodą (chciałabym napisać dezynwolturą, bo dla mnie to słowo nie ma pejoratywnego wydźwięku) właściwą obywatelom ponadnarodowego świata kultury. Przemierzał ścieżki europejskiej cywilizacji, rozpinał niewidzialne mosty między San Gimignano i Sandomierzem, Paryżem i Mięguszowiecką Przełęczą, Wenecją i Petersburgiem. Wiele o jego podróżach przeczytać można w autobiograficznej "Książce moich wspomnień", inny zbiór nosi wiele mówiący tytuł "Podróże do Polski" (to niewielkie słówko "do" jest tu niezwykle znaczące). Podróżuje od najmłodszych lat i wyobrażam sobie, jak z wiekiem narastała stratygrafia podróży, krzyżujących się szlaków, wyjazdów, powrotów - wewnętrzne itinerarium, perpetuum mobile umysłu o niezgłębionej ciekawości świata. A przecież z tymi realnymi splatały się także podróże wyobrażone, związane z literackimi wrażeniami i emocjami. Te wyobrażenia (twarzy, miejsc, miast, o których się czyta) są niejako bezcielesne, ulotne i niezakorzenione - można je skonkretyzować w jeden tylko sposób: widząc. Podróżując do miejsca, o którym tyle się czytało, splatając to, co realne z tworami wyobraźni. I wtedy łączą się fragmenty układanki:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Teraz to zobaczyłem. I jak w jakiej grze zręcznościowej czy jak w japońskim bilardzie, wszystkie te rzeczy, które miałem w pamięci, które tkwiły w wyobraźni, które istniały w ramach wyimaginowanych, poczęły trafiać do swoich łuz; nagle znajdowały się na swoim z dawna przygotowanym miejscu, w im przynależnej przestrzeni, znajdowały swoje miejsce na ziemi. A znajdując je zabarwiały się odpowiednio i, powiedziawszy to z ręką na sercu, stawały się prawdziwe. &lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Zatrzymuję się nad tym dłużej przez pamięć na moje bardzo podobne odczucie (nie o Iwaszkiewiczu to będzie, lecz i tak dziwnie blisko) kiedy przechodziłam pokojami Atmy, widziałam fortepian i biurko, i fotografie, i książki. Dokładnie tak, jak za jego życia, odtworzone w szczegółach. Otomanę w kącie, nad nią fotografie. Na jednej z nich - Szymanowski, jak zwykle nienagannie ubrany, zmęczone, niezwykle przenikliwe spojrzenie. Nastąpiło coś takiego, co opisuje Iwaszkiewicz - konkretyzacja, uobecnienie. Konkret i bycie-w-prawdzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Petersburg" Iwaszkiewicza to książka, która opowiada o tejże właśnie konkretyzacji wyobrażeń, o nadawaniu im realnego kolorytu, o umieszczaniu ich w realnym doświadczeniu - tutaj: w realnej tkance miasta. Miasta przemianowanego (niezapomniany "Przewodnik po przemianowanym mieście" Brodskiego), miasta tak przetworzonego przez nowożytną, tragiczną historię. A przecież pomimo wszelkie wysiłki "człowieka radzieckiego" i sowieckiego systemu, pod maską Leningradu żył nieustannie Petersburg. Miasto - fantasmagoria. Eseje Iwaszkiewicza to zapis archeologicznych badań, w których spod warstw nowego miasta wyłania się miasto wyczytane i wyobrażone - to mistrzostwo archeologii wspomnień i unaocznień. I nie tylko zapis wzruszeń, ale przekonania, że z tego spojenia się wyobrażeń i rzeczywistości powstaje poczucie "wagi i prawdy spraw, które zbyt często traktujemy jak efemerydy". Nie jest efemerydą potęga wyobraźni, ani obrazy, jakie stworzyliśmy czytając ulubionych poetów, najważniejsze powieści. Nie jest efemerydą miasto, które stało się dla nich tłem. Jeśli spojrzeć tak, jak to dane jest Iwaszkiewiczowi, to świat wyobrażony i realny stapiają się w jeden, krystalicznie prawdziwy świat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Raz tylko w życiu miałem podobne przeżycie. Kiedy jeszcze jako młody człowiek przyjechałem pierwszy raz do Krakowa i kiedy wszystkie krakowskie sprawy znane z opowiadań od najwcześniejszego dzieciństwa tak samo nagle kładły się na swoje miejsca. Gdy na przykład Bóg Ojciec Wyspiańskiego okazywał się zupełnie taki, jak go opisywała pewna starsza dama na ganku domku stojącego w samym środku Białocerkiewszczyzny. Odnajdywało się i ten nastrój, i te słowa opisu, które do dziś pamiętam.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nie spodziewałem się, że mogę przeżyć coś podobnego jeszcze raz w tak późnym wieku.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Iwaszkiewicz wyruszył w podróż do Petersburga mając siedemdziesiąt siedem lat. Albo - nie mogę się powstrzymać - w siedemdziesiątej siódmej wiośnie życia. Takie wyrażenie jakoś bardziej oddaje ducha prozy Wielkiego Jarosława! Czy nie macie czasem wrażenia, że jest w jego pismach coś absolutnie i niezależnie od wieku - coś do głębi młodzieńczego? Jak ta scenka opisana w jednym z esejów, kiedy stary poeta spaceruje po ogrodach Carskiego Sioła, w parku przed budynkiem szkoły, gdzie nauki pobierał Puszkin, zatrzymuje się przed fontanną, którą zresztą ten rosyjski poeta opisywał, a wiele lat później także Achmatowa. Fontanna ma kształt posągu młodej, ślicznej dziewczyny klęczącej nad rozbitym dzbanem, panna płacze, a woda wypływa z dzbana. "Jest świeża i pachnąca ta woda, i czysta, ma smak górskich źródeł. Przed chwilą piłem tę wodę, wprost z rozbitego dzbana." Próbuję wyobrazić sobie w takiej scenie znanych mi szacownych profesorów i innych uczonych mężów, nawet dużo młodszych... i nic z tego! Powaga i przytłaczające poczucie własnej godności, które opina jak pancerz. O, bogowie eleuzyjskich misteriów, znów dygresja! Puszkin jest dopiero trzeci!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Radiszczew, Mickiewicz, Puszkin, Dostojewski, Błok, Witkacy - to oni oprowadzają Iwaszkiewicza po petersburskich kręgach... może nie piekielnych, ale często tragicznych, fantasmagorycznych. Czasem po ścieżkach rozjaśnionych uśmiechem, jasnym wspomnieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Radiszczew" czyli opowieść o człowieku, który ośmielił się sprzeciwić Katarzynie Wielkiej i opisać (w książce, która dzięki niewinnemu tytułowi "Podróż z Petersburga do Moskwy" przeszła przez cenzurę) jaki kraj skrywa się naprawdę za fasadą wykwintnych pałaców, przepysznego dworskiego decorum. Kraj w XVIII stuleciu po śmierci Piotra Wielkiego, rządzony właściwie kobiecą ręką, iście wschodni przepych dworu. Osiemnaście tysięcy sukien cesarzowej Anny Pietrowny, niezliczone kosztowności. "Baby stroiły się nie tylko w klejnoty. [...] Stroiły się baby nie tylko w adamaszki i brylanty, ale także w pałace, za co oczywiście należy im się chwała" - ironizuje troszkę Iwaszkiewicz i opisuje dalej wykwintną architekturę tworzoną przez Rastrellego, "zruszczonego Włocha", architekturę podobną do swojego twórcy - włoskie klasycystyczne wzory zatopione we wschodnim przepychu. Za taką fasadą krył się inny świat (i zresztą dotąd kryje) - skrajnej nędzy, głodu, ludzi skazanych na niewolniczą pracę, co absolutnie nie jest retoryczną figurą, wystarczy przeczytać ogłoszenia prasowe z tamtych lat: sprzedawanych wraz z majątkiem ludzi. Rzeczy to właściwie znane i trochę niezręcznie pisać o oczywistościach. Jedna rzecz podobała mi się szczególnie - uwagi Iwaszkiewicza o cenzurze, oczywiście o cenzurze, przeciwko której z całą pasją zwracał się Radiszczew i nawet pisał historię cenzury (choć zdołał rozpatrzyć jej dzieje jedynie w starożytności). Wszystko pięknie... pamiętać trzeba tylko, że to książka o podróży Iwaszkiewicza do Leningradu, Anno Domini 1971! Iwaszkiewicz, jak gdyby nigdy nic, kończy rozdział cytatem z Radiszczewa: "A Rosja?... Jak stoi sprawa z cenzurą w Rosji, dowiecie się innym razem. A teraz, nie cenzurując koni pocztowych, ruszamy czym prędzej w dalej..." Czy to uchodzi tak żartować sobie z poważnego cenzora?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A dalej jest Mickiewicz w Petersburgu i piękna Maria Szymanowska. Erudyta Iwaszkiewicz rozpoczyna ten rozdział wspaniałą uwagą o Siemiradzkim (jeszcze jeden krakowski ślad), by zestawić we wspaniały dwugłos poezję Mickiewicza i Puszkina. Mickiewicz w Petersburgu - to jeden z jaśniejszych obrazów tej książki. Rozbawiła mnie cytowana przez Iwaszkiewicza opinie, że pan Adam po francusku mówił biegle, jakkolwiek z fatalnym nowogródzkim akcentem! A przecież nie dał się omamić przepychowi Petersburga, nie dał się zwieść splendorowi tej szczególnej rosyjskiej skali wielkości, która cała jest nadmiarem. "Nic mu nie imponuje", nie dał się - jak kuriozalnie stwierdza Iwaszkiewicz - "upupić".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Puszkin i Nathalie, historie miłosne, intrygi dworskie, Jeździec Miedziany jako metafora... czego? Smutna i piękna historia, nawet jeśli znana, to Iwaszkiewicz doskonale ją opowiada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dostojewski. Kto wie, czy nie najlepszy spośród wszystkich esejów, które składają się na "Petersburg". O tym, co dla mnie w nim najważniejsze, nie dam rady napisać wprost. "Dom był wielki, dwupiętrowy, ponury, bezstylowy, brudnozielony w kolorze" - to jak wywoływanie duchów. Pogrzebałam już w niepamięci opowieść, która dzieje się w tym "brudnozielonym w kolorze" domu, taką przynajmniej miałam nadzieję. Esej Iwaszkiewicza przywołał ją na nowo. Jeden z najpiękniejszych, najbardziej przerażających i tajemniczych obrazów w literaturze... w moim przekonaniu, oczywiście. Duchy zostały przywołane, a na pocieszenie zostaje świadomość, że dla Iwaszkiewicza ta scena jest równie ważna: "Ta wielka scena, wstrząsająca, którą czyta się z niesamowitym dreszczem, ma w sobie coś z finału operowego, coś z tragicznego teatru." Tak. Niepamięć jest zbyt łatwym, zbyt tchórzliwym rozwiązaniem. "Podobno od stworzenia tej ostatniej sceny zaczął Dostojewski pisać całą powieść. Cała powieść jak rzeka, jak Newa, zdążała do tej sceny, wszystko jest w niej tej scenie podporządkowane - ona jest momentem zbiorczym". A ten dom petersburski, "brudnozielony w kolorze", jest zapowiedzią tego nadzwyczajnego osiągnięcia. Zapowiedzią strasznego szczęścia." I dość już o tym i dość o książce, przez którą odeszłam od literatury na długo, by zająć się czytaniem cracovianów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
A dla pamięci zapiszę jeszcze tylko, że grobowiec Dostojewskiego na cmentarzu nieopodal Ławry Aleksandra Newskiego. Obok spoczywają wielcy muzycy - Musorgski, Rimski-Korsakow, Rubinstein, Czajkowski. W kamieniu wyryte słowa: "Zaprawdę, zaprawdę mówię wam: jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostawa; lecz jeśli obumrze, wielki owoc przynosi" (Joan. XII. 24). I jeszcze drobiazg, ale z takich, które bardzo lubię, a które odsłaniają w przypadkowych zbiegach okoliczności tajemnicze powiązania literatury i życie: w Pawłowsku, gdzie "wszyscy" jeździli latem, bo tam "i pięknie, i wzniośle, i zielono, i tanio, i muzykalnie" i gdzie pojechał też Iwaszkiewicz śladem literackich wspomnień, stanął w parku, w którym znajdował się opisany w powieści Dostojewskiego, o której tu ciągle mówię, "wogzal". Może jeszcze w powietrzu unosiła się bezdźwięczna pamięć dawnych koncertów... i przypomniał sobie wtedy, że przecież właśnie tutaj, w tym miejscu "co lata dyrygował orkiestrą Fitelberg, grał na skrzypcach Paweł Kochański". A te nazwiska przenoszą mnie w tej samej chwili gdzieś w przestrzeń między Tymoszówką, Elizawetgradem, Zakopanem i Paryżem - bo to dwaj wielcy przyjaciele Szymanowskiego. I tak wszystko się ze sobą łączy, jestem tym, co czytam, żyję w niemożliwych wspomnieniach i świat cieni jest mi bliższy niż.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ominę tutaj historię Błoka, żeby jeszcze dwa słowa powiedzieć o Witkacym, zanim długość tej opowieści znuży nawet najcierpliwszych. Ale to wszystko dlatego, że książka musi wrócić do biblioteki (choć tam przez całe lata nikt jej nie przeczytał) a ja chciałabym jak najwięcej z niej zapamiętać. Ergo: zapisać. Esej o Witkacym o tyle jest ciekawy - dla mnie zaraz po Dostojewskim - że pozostawia wrażenie jakiejś optymistycznej lekkości. To nie pomyłka. Witkacy w swoim petersburskim, czy raczej rosyjskim epizodzie przeżył - zdaniem Iwaszkiewicza - rodzaj katharsis. To był wstrząs, moment przełomowy. Ze zgnębionego człowieka, który uciekał przed tragedią, jaka go dotknęła i przekonaniem o swojej absolutnej klęsce jako człowieka i artysty (o czym najlepiej może świadczą listy do ojca pisanego z wyprawy na Nową Gwineę podjętej wraz z Bronisławem Malinowskim, listu rozpaczliwego: "Ona tego nie widzi - a ja nie jestem artystą") Witkiewicz przemienia się. Petersburg jest świadkiem i może przyczyną tej metamorfozy. Iwaszkiewicz cytuje rodzinne listy (ciotki Jałowieckiej), które dają zapis owej przemiany. Listy rzecz jasna pisane po francusku i (przynajmniej w tym wydaniu) bez tłumaczenia na polski. Wszak każdy mówi po francusku, n'est-ce pas? Na wypadek, gdyby ktoś trafił na PIW-owskie wydanie esejów Iwaszkiewicza i zapałał chęcią poznania korespondencji ciotki Jałowieckiej, naszkicowałam bardzo dosłowne tłumaczenie fragmentów ze strony 55:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;"Przybył tutaj pod koniec września i po wielu trudnościach został przyjęty do oficerskiej szkoły wojskowej, skąd wyjdzie za dwa miesiące w randze oficera, by udać się do armii..."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;"Takim jak teraz - nie był nigdy. Spokojny, rzec można by nawet - radosny, trzyma się prosto, głowę nosi wysoko, całkowicie zatracił ów zasmucający wygląd, apatyczny i bezwolny, w jakim ujrzeliśmy go byli w momencie jego przyjazdu. Wspaniale przygotowuje się do egzaminów teoretycznych i doskonale znosi wojskowy porządek. Jest w doskonałym zdrowiu. W mundurze bardzo mu dobrze - ani ciężkie buty, ani gruby płaszcz, ani szabla w żaden sposób mu nie przeszkadzają..."&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
To taki mój minimalny przyczynek do tej niezwykle wartościowej opowieści, w której Iwaszkiewicz stara się rozjaśnić nieco tajemnicze itinerarium rosyjskich losów Witkacego. Bo - wbrew temu, co pisał Rytard - Witkacy wcale nie opowiadał o swoich losach w gwardii pawłowskiej, o życiu w Rosji podczas wojny i rewolucji. Iwaszkiewicz dementuje wersję Rytarda: "wszystkie [jego] opowiadania o petersburskich przygodach Stasia są dosyć mętne". I tak sprawa jest nadal niezwykle tajemnicza. Wydaje się, że są jeszcze nieopublikowane fragmenty dzienników Bronisława Malinowskiego, które mogłyby rzucić tu trochę światła. Choć może od tamtej pory już coś się zmieniło? Na półce czeka książka Błońskiego "Od Stasia do Witkacego" - a zatem już niedługo dowiem się więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gwoli ścisłości dodać należy, że ostatni rozdział "Poeci leningradzcy" poświęcił Iwaszkiewicz historii 1000-dniowej blokady Petersburga. Dziejom poezji w tych straszliwych dniach w zamkniętym mieście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jeszcze, tradycyjnie, książka jako przedmiot. Bardzo ciekawy format, zbliżony do kwadratu. W miękkiej okładce, z obwolutą. Strony tytułowe rozdziałów - białe litery na granatowym (czy może czarnym?) papierze. A najpiękniejsze są ilustracje - całkowita derealizacja miasta, graficzne odrealnienie. Miejskie pejzaże w czerni i błękicie. Miasto - fantasmagoria. Snowidienia, senne pejzaże, wyobrażenia filtrowane przez rzeczywistość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Nazywam moje przeżycie nad Newą widzeniem" - powiada Dostojewski.&lt;br /&gt;
"Teraz to zobaczyłem" - Iwaszkiewicz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TTNT09WywmI/AAAAAAAAHWE/nO_FQqNZt50/s1600/IMG_7718.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TTNT09WywmI/AAAAAAAAHWE/nO_FQqNZt50/s320/IMG_7718.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Państwowy Instytut Wydawniczy&lt;br /&gt;
Warszawa 1976&lt;br /&gt;
wydanie pierwsze&lt;br /&gt;
Drukarnia im. Rewolucji Październikowej w Warszawie [sic!]&lt;br /&gt;
Opracowanie graficzne - Ryszard Świętochłowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS&lt;br /&gt;
Właśnie odkryłam, że recenzja esejów Iwaszkiewicza znajduje się też na pewnym zaprzyjaźnionym blogu książkowym. Niecodziennik literacki i &lt;a href="http://niecodziennikliteracki.blox.pl/2008/08/Petersburg-w-literaturze.html"&gt;Petersburg w literaturze&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;
Nutto - czy ja nie mówiłam, że nasze czytelnicze ścieżki często się krzyżują? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz już tylko podziękuję Wam za cierpliwość - obiecuję następne wrażenia z książek zamykać w krótszych formach ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-7213801593218808938?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=JguO86E5ARY:oNjUmOUm-tU:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=JguO86E5ARY:oNjUmOUm-tU:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=JguO86E5ARY:oNjUmOUm-tU:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=JguO86E5ARY:oNjUmOUm-tU:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/JguO86E5ARY" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-17T02:47:37.088+01:00</app:edited><media:thumbnail url="http://3.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TTNT09WywmI/AAAAAAAAHWE/nO_FQqNZt50/s72-c/IMG_7718.JPG" height="72" width="72" /><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">11</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2011/01/jarosaw-iwaszkiewicz-petersburg.html</feedburner:origLink></item><item><title>Świat. Poema naiwne. Początek roku Miłosza.</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/xD5TKpCG5Gs/swiat-poema-naiwne-poczatek-roku-miosza.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Miłosz</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sun, 02 Jan 2011 17:01:34 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-445361718243064895</guid><description>&lt;i&gt;Niektórzy mówią, że nas oko łudzi&lt;br /&gt;
I że nic nie ma, tylko się wydaje,&lt;br /&gt;
Ale ci właśnie nie mają nadziei...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadzieja. Jest jak klucz, którym otwieram nowy rok. Jakie przyniesie myśli, słowa, książki - i jak pisać o nich? Nie mając nadziei trudno byłoby się na to poważyć, a już szczególnie, gdy przychodzi pisać o poezji. Zawsze czuję wtedy znikomość mojego słowa - jest zbędne i słabe, nie stoi za nim wiedza o literaturze, poetyce, prozodii, jambach i trochejach, oktostychach i aleksandrynach. Trudno jest pisać o poezji - rozcinać wiersz warstwa po warstwie skalpelem analizy. Na szczęście nie jest to konieczne - gdy pisze się dla siebie i kilku życzliwych czytelników pozostaje bardzo szeroki margines wolności. Co ja mówię! Wolność na marginesie? Ależ powinnam uświadomić sobie, że mam tutaj wolność absolutną - bardzo niepewnie się czuję w cieniu tej wolności, ale to może kiedyś się zmieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym momencie każda zbłąkana dusza, która trafi tutaj przypadkiem, by znaleźć zgrabne opracowanie wierszy Miłosza, podda się zrezygnowana i odejdzie. I dobrze! Zostaniemy sobie w małym gronie, w cztery oczy (najwyżej w osiem) i porozmawiamy o wierszach Miłosza. Albo pomilczymy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tym przydługim wstępie - koniecznym, by otrząsnąć się z tremy i syndromu pustej kartki - nie pozostaje nic innego jak przejść do rzeczy. A że rzecz ta onieśmiela? Rzecz jako słowo, myśl, wiersz. W takim razie zacznę od rzeczy-przedmiotu. Przedmiot jest konkretny i będę pisać o poezji jak o rzeczach dotykalnych. Postrzegalnych zmysłami - smakować ją i dotykać. Jest książka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zatem przedmiot... Przypomina stary zeszyt. Kajet - jak pięknie mówiło się kiedyś zapożyczając francuskie &lt;i&gt;cahier&lt;/i&gt;. Brulion o pożółkłych kartkach, nieco ciemniejszych przy brzegach. Spięty papierową opaską - trzeba ją ostrożnie zdjąć i... otwiera się okno na ogród dawnych wspomnień. Kartki zapisane niepewną dziecięcą ręką, granatowy atrament, staranne pismo... choć przecież nieporządne, to paradoks, ale staranne przez to, że wręcz czuć te starania, widzi się mocno zaciśnięte palce i może czubek języka pomagał trochę w tym trudnym zadaniu? Jak wcześniej, gdy rysowało się kolorowymi kredkami:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Tutaj brat z siostrą, nad małym stolikiem&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Klęczą, rysując wojny i pogonie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;I pomagają różowym językiem&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wielkim okrętom, z których jeden tonie.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Drżącą kreską podkreślone tytuły, czasem kleks, czasem postawiona na ukos kreska rozdziela słowo 'niema' kiedy się zbyt późno mały skryba spostrzegł, że taki błąd a tu już koniec strony i przecież nic nie można zrobić - ślad pióra pozostaje na zawsze, w końcu to "wieczne pióro", kartki są przecież numerowane i trzeba zostawić jak jest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwadzieścia wierszy.&lt;br /&gt;
Na okładce brulionu duże zielone litery: ŚWIAT (może rysowane kredką?) i pod spodem już zwykłym atramentem: poema naiwne. Zielonym kolorem nadziei?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TSDk2gPn7lI/AAAAAAAAHSM/7YVbPyNJanE/s1600/IMG_3092.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TSDk2gPn7lI/AAAAAAAAHSM/7YVbPyNJanE/s400/IMG_3092.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Na samym dole okładki brulionu inny napis - w który czasami trudno będzie uwierzyć czytając te wiersze, choć bez tej wiedzy nie można by nigdy odczytać ich naprawdę:&lt;br /&gt;
WARSZAWA 1943&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki obraz niosą te słowa dla Ciebie? Dla mnie - najczarniejsze obrazy - jak ze "Szpitala przemienienia". Może wszyscy byli wtedy przemienieni. Zło i nienawiść, przyzwolenie na zło, niepewność i rozpacz. Łapanki, uliczne egzekucje, transporty do obozów, a w tym wszystkim starania, by zachować to, co może najważniejsze. Spotkania, na których czyta się wiersze, słucha muzyki, gra fortepianowe koncerty znienawidzonych przez Niemców Chopina i Szymanowskiego, rozmawia o książkach, obrazach i włoskich podróżach, choć zdają się tak nierzeczywiste. Waldorff organizuje koncerty, Iwaszkiewicz na potajemnych spotkaniach czyta swoje kolejne opowiadania, a w Stawisku pisze "Książkę moich wspomnień". Miłosz pisze "Świat" a te "poema naiwne" mają przedstawiać wedle jego słów &lt;b&gt;"wysiłek oparcia się pokusie całkowitej rozpaczy"&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno o większy kontrast niż ten pomiędzy mrokiem wojennej nocy a światem (i światłem) tych wierszy Miłosza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Świat. Poema naiwne" to wiersze świetliste. Jaśnieją niegasnącym światłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest w nich cicha energia słowa władnego stworzyć pewien świat, cały wszechświat, tchnąć w niego życie. Przechwycić obrazy niesione przez pamięć, okruchy, fragmenty - jak bezładny stos fotografii w kolorze sepii - i zbudować z nich dotykalny świat, pełen barw i cieni, jak sen, który zdaje się być prawdziwszym od życia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwadzieścia wierszy. Dwadzieścia obrazów świata, który istnieje tak realnie, jak ten, co nas otacza - przez to może, że opisuje wewnętrzną przestrzeń, która w jakiś tajemniczy sposób wspólna jest... nie, nie wszystkim. Ale zapewne wielu. Jest w tym topografia wspomnień z dzieciństwa, jest archetyp drogi, powrotu do domu. Pierwszy wiersz "Droga" otwiera się przed czytającym jak zaproszenie do podróży w przeszłość, w idealny jakiś świat, jak z bajki. Proste słowa, obrazy jak szkicowane dziecinną kredką... jak zapomniane rysunki z dziecinnych lat, które w nieskończoność powielały szczęśliwy mikrokosmos domu z czerwoną dachówką i dymem z komina, ogród okolony płotem (piękny wiersz "Furtka" - jakie doskonałe studium przedmiotu, w najmniejszych drobiazgach), droga prowadząca zieloną doliną - pierwszy wiersz prowadzi właśnie tam - w krainę szczęśliwych dziecinnych rysunków: "Tam, gdzie zielona ściele się dolina". Tak zaczyna się bajka o stworzeniu czy raczej od-tworzeniu świata.&lt;br /&gt;
Powstaje droga, i dom, i ogród: "Już dach czerwony widać za zakrętem. Przed domem ojciec [...]" Bo oprócz rzeczy, ów idealny świat jest bezpiecznym schronieniem dla ludzi: jest Brat i Siostra, Ojciec i Matka. Zamieszkują dom pamięci, zamknięty w idealnej kapsule bezczasu, zawieszony wśród kosmicznych ciemności. Albo oko cyklonu - światło i spokój pośród szalejącej już tak blisko grozy. Albo wewnętrzny świat, który najlepsze daje schronienie - gdzie nie ma dostępu zło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widzę ten dom pośród ogrodu i pól, w zielonej dolinie rzeki, wokół lesiste wzgórza - świat urywa się na linii horyzontu, przykryty kopułą nieba. Tożsamy sobie i samowystarczalny. Może nie jedyny? Może po wielokroć zmultiplikowany, może inne rozsiane są wewnątrz niego - doskonałe jak kropla rosy? A może widoczny jest w naszym świecie, tutaj i teraz - i gdyby przypatrzeć się uważniej jednej kropli [jest odwilż i wilgoć osiada kroplami na gałązkach brzozy] to może uda się dostrzec ten świat, który ożywa w "poemach naiwnych". Kropla w kropli? A nasz świat jest kroplą, której przygląda się teraz jakieś uważne oko i dostrzega w nim obraz swoich wymyślonych światów?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki właśnie w ułamku sekundy pojawił się przed moimi oczami obraz, gdy kiedyś fotografowałam &lt;a href="http://septembre-herbarium.blogspot.com/2011/01/mikrokosmos-swiat-poema-naiwne.html"&gt;kroplę z zamkniętym wewnątrz odbiciem świata&lt;/a&gt; i przypomniałam sobie czytany przed laty, w dzieciństwie wiersz. I potem, wiele lat później, odnajduję ów wiersz w "poemach naiwnych" - które przenoszą mnie do dzieciństwa i do czytania tego wiersza i wszystko zamyka się w jednym, doskonałym kole pamięci i przypominania, poezji i życia. To ten wiersz:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Przypowieść o maku&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Na ziarnku maku stoi mały dom,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Pieski szczekają na księżyc makowy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;I nigdy jeszcze tym makowym psom,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Że jest świat większy, nie przyszło do głowy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Ziemia to ziarnko - naprawdę nie więcej,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;A inne ziarnka - planety i gwiazdy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;A choć ich będzie chyba sto tysięcy,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Domek z ogrodem może stać na każdej.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Dzieci biegają i mak się kołysze.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;A wieczorami, o księżyca wschodzie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Moje zdjęcia, którymi chciałabym zilustrować czytanie Miłosza i odnajdywanie światów zamkniętych w kropli, są w &lt;a href="http://moje%20zdj%c4%99cia,%20kt%c3%b3rymi%20chcia%c5%82abym%20zilustrowa%c4%87%20czytanie%20mi%c5%82osza%20i%20odnajdywanie%20%c5%9bwiat%c3%b3w%20zamkni%c4%99tych%20w%20kropli,%20s%c4%85%20w%20herbarium%20-%20to%20m%c3%b3j%20fotograficzny%20blog,%20pendant%20do%20tego%20o%20s%c5%82owach%20i%20czytaniu./"&gt;Herbarium&lt;/a&gt; - to mój fotograficzny blog, pendant do tego o słowach i czytaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A dlaczego zaczęłam mój czytelniczy rok od tego zbiorku poezji? W planach było coś innego... czy jednak plany nie są po to, by je zmieniać? Zwłaszcza, że dziś właśnie zdarzyło się tak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
... droga na przełaj, przez zaśnieżone pola. Na horyzoncie daleko wzgórza i lasy, ale tutaj, pośrodku jest śnieżny płaskowyż. Wiatr i Słońce zmieniły gładką powierzchnię zaśnieżonych pól w krajobraz górskich szczytów widzianych z wysoka, z samolotu. Szłam po kolana w sypkim śniegu, to znów po jego powierzchni tam, gdzie był zamarznięty i błyszczał jak płynąca lodowa rzeka. Wiatr porywał sypkie okruchy i wydawało się, że cała wyżyna wiruje, obraca się, krąży. Szeroko otwarte oczy, ukłucia śnieżnych igieł, pejzaż w bieli i błękicie (Chociaż biel śniegu jest iluzoryczna - tak naprawdę błękitny i fioletowy w cieniu, biało-złoty w ostrym słońcu, jak uczyli impresjoniści czytając uczone księgi o najnowszych odkryciach w optyce. Dywizjonizm.) I ten śnieżny, słoneczny, polarny krajobraz - z czarnym przecinkiem jednej sylwetki - przykrywała biało błękitna półkula nieba. A niebo nad horyzontem przykrywały wysokie zwały chmur, jak żółte mury - i tylko wyżej i w górze było błękitne. Chmury otaczały plamę śniegu pośrodku, nagle zobaczyłam to wszystko trochę z góry - powierzchnię śniegu jak Alpy i czarną samotną postać. Wokół kłębiły się gęste śnieżne chmury, ale środek był bezpieczny i cichy, biała bezpieczna przestrzeń. Oko cyklonu. I wtedy przypomniałam sobie "Świat" Miłosza - widziany jak w kapsule, jak w kropli, jak na ziarnku maku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem udało się wyrwać z tych śnieżnych pustkowi (przecież dom był całkiem blisko). Odnalazłam "Poema naiwne" i przeczytałam. Tylko tyle. Chciałabym napisać o tych wierszach tak, jak na to zasługują... W zamian musi pozostać to naiwne opowiadanie, może jednak kogoś zachęci, by wejść w tamten świat - przez drogę zieloną doliną i furtkę w białym płocie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczytajcie "poema naiwne"! Najlepiej niespiesznie, najlepiej z książki - jakże inaczej brzmią w myślach, kiedy czytać je nie na monitorze komputera, ale na pożółkłych stronicach, zapisane ręką dziecka. Ja dostałam tę piękną książkę w prezencie i zapewne dlatego jest dla mnie tak ważna - między wersami, na pożółkłych stronach zapisana tam jest jeszcze inna historia.&lt;br /&gt;
A może przepisać te wiersze własnoręcznie? W jakiś spokojny, samotny wieczór, kiedy świat wydaje się stanowczo, ale to naprawdę już za bardzo. Zamknąć przed nim drzwi, wziąć kartkę i wiecznym piórem napisać:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Niektórzy mówią, że nas oko łudzi&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;I że nic nie ma, tylko się wydaje,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Ale ci właśnie nie mają nadziei.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Cały świat za nim zaraz być przestaje,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jakby porwały go ręce złodziei.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;Rok 2011 jest rokiem Czesława Miłosza. Dowiedziałam się o tym z radością! I chociaż dotychczas legere necesse est czytało jego poezję (na zmianę z wierszami Herberta) to przecież nowy czytelniczy rok&amp;nbsp; pragnęłam zacząć właśnie od niego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiersze z tego zbioru można przeczytać na oficjalnej &lt;a href="http://www.milosz.pl/w_swiat.php"&gt;stronie internetowej Czesława Miłosza&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
- choć na pewno lepiej poszukać książki.&lt;br /&gt;
A najlepiej właśnie tej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/okladki/0025.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/okladki/0025.jpg" width="146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Wydawnictwo Literackie&lt;br /&gt;
I wydanie&lt;br /&gt;
format 123 x 197 mm&lt;br /&gt;
oprawa broszurowa + opaska&lt;br /&gt;
stron 50&lt;br /&gt;
ISBN 83-08-02867-5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Ilustracja pochodzi ze strony &lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=25"&gt;Wydawnictwa Literackiego&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto miałby chęć przeczytać jeszcze inne moje wrażenia z lektury Miłosza, ten łatwo znajdzie je przez etykiety bloga. A ja szczególnie chciałabym polecić moją &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/02/dolina-issy-albo-mikrokosmos.html"&gt;opowieść o Dolinie Issy&lt;/a&gt; - (pamiętam jak obmyślałam ją spacerując przez zimowe pola - ale innej zimy - jak to jest, że ta pora roku tak mnie ku lekturze Miłosza popycha?) może warto ją odkurzyć i odświeżyć właśnie teraz, w pierwszych dniach Roku Miłosza. W każdym razie będzie mi miło, jeśli znajdzie jakiegoś czytelnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękując za cierpliwość&lt;br /&gt;
pozostaję&lt;br /&gt;
etc. etc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-445361718243064895?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=xD5TKpCG5Gs:M1eYjp_V37E:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=xD5TKpCG5Gs:M1eYjp_V37E:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=xD5TKpCG5Gs:M1eYjp_V37E:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=xD5TKpCG5Gs:M1eYjp_V37E:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/xD5TKpCG5Gs" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-03T02:01:34.981+01:00</app:edited><media:thumbnail url="http://4.bp.blogspot.com/_nZrAqPe82Tw/TSDk2gPn7lI/AAAAAAAAHSM/7YVbPyNJanE/s72-c/IMG_3092.JPG" height="72" width="72" /><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">11</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2011/01/swiat-poema-naiwne-poczatek-roku-miosza.html</feedburner:origLink></item><item><title>Nowy początek</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/UusAh5NhglY/nowy-poczatek.html</link><category>odautorskie</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:17:26 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-3749140124784119761</guid><description>Wiele czasu upłynęło, lepszych i gorszych miesięcy. Trzy zimy - taki tytuł pasowałby dobrze, ale wzięty już dawno. Pierwszej zimy powstało 'legere necesse est' i zamarło, paradoksalnie, gdy minęła zima. Drugiej zimy był tylko Kraków. Trzecia zima - tu i teraz. Jest pierwszy stycznia i wszystko wydaje się możliwe, nieprawdaż? Chciałabym wrócić do pisania o książkach - zbyt wiele ich w ciągu tych dwóch lat było, odcisnęło się mocniej lub słabiej w pamięci i odeszło prawie bez śladu. Zazdroszczę - ale tak pozytywnie - najwytrwalszym z piszących o książkach, a znanych mi jeszcze sprzed blogowej przerwy, najbardziej tego, że pozostaje trwały ślad, że myśl i słowo, które były ważne - pozostają.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenia życia niech odchodzą w niepamięć, ale zatrzymać obecność czytanych słów - to jest dopiero coś! Wszak, gdyby rozwinąć tytuł tego bloga, 'vivere non est necesse' a tym, co dla mnie konieczne, jest czytanie. "Życioczytanie".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z odkryć ostatnich miesięcy: będzie Iwaszkiewicz, Szymanowski i Waldorff. Będzie literatura rosyjska - ostatnio odczytuję na nowo Brodskiego, poznaję dzięki niemu Annę Achmatową, Osipa Mandelsztama. Ale Brodski najbardziej. Szkoda, że nie zapisałam od razu wrażeń z filmu "Półtora pokoju", ale wrażenia z eseju, który leży u podstaw scenariusza, będą na pewno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrażenia... no tak. Porządnych recenzji pewnie nadal tu nie będzie można znaleźć. Będą wrażenia, impresje i przede wszystkim wypisy z ksiąg. Będzie też trochę lżejszych lektur - dlaczego miałabym pominąć najlepszego autora skandynawskich kryminałów, skoro właśnie go czytam do poduszki? Ach, i oczywiście będą Cracoviana (tak jak obiecałam czytelnikom mojego krakowskiego bloga - &lt;a href="http://krakow-i-okolice.blogspot.com/"&gt;Kraków i okolice&lt;/a&gt;) Książki o Krakowie to na pewno jest jakaś stała w moim chaotycznym pochłanianiu książek i... tragiczne wyzwanie dla mojego domowego budżetu. Większość książek może pochodzić z biblioteki (no, poza tymi najważniejszymi), ale cracoviana budzą we mnie niską i niegodną chęć posiadania. A to dopiero początek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zatem - zaczynamy!&lt;br /&gt;
Będzie mi miło, jeśli ten blog znajdzie po tak długiej hibernacji jakichś czytelników... Może miłośnicy wykopalisk archeologicznych? Cóż, wracam zatem pracować nad stratygrafią (uporządkować kategorie, dodać tagi, odkurzyć zapomniane linki).&lt;br /&gt;
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-3749140124784119761?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=UusAh5NhglY:4Yp_BwPDFAA:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=UusAh5NhglY:4Yp_BwPDFAA:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=UusAh5NhglY:4Yp_BwPDFAA:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=UusAh5NhglY:4Yp_BwPDFAA:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/UusAh5NhglY" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:17:26.033+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">16</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2011/01/nowy-poczatek.html</feedburner:origLink></item><item><title>Narcyz</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/HLH1q2HLEWM/narcyz.html</link><category>literatura polska</category><category>Herbert</category><category>wypisy z ksiąg użytecznych</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:17:02 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-6649576307357826701</guid><description>&lt;div style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Nastąpiło nieoczekiwane poszerzenie pola moich lektur - rzecz, którą czytam od kilku dni niełatwo opisać w paru zdaniach, przesycona jest treścią, historią, obrazami przeszłości, obrazami miasta. W dodatku liczy sobie tomów... sześć. Mowa o "Dziejach Krakowa". Żyję teraz w niespokojnym XIX wieku i kto wie, kiedy dam radę spisać moje wrażenia z czytania tego właśnie (III) tomu. W trosce o ciągłość pamięci - już i tak jest tutaj anachronicznie, drogi prowadzą tu mało uczęszczane, a co będzie, gdy zapomni o mnie ostatnia garstka czytelników? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zatem z myślą o tych, co zaglądają i uzasadniają obecność &lt;span style="font-style: italic;"&gt;legere necesse est&lt;/span&gt;, będą (znowu) "wypisy z ksiąg użytecznych" - niech mi będzie wolno zapożyczyć od Miłosza to sformułowanie, naprawdę trudno o bardziej trafne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, znowu Herbert, ale tym razem jego rzecz o mitologii. "Król mrówek"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W podtytule: "prywatna mitologia" i trudno dodać cokolwiek więcej. Jest w tym siła, która utrzymuje całą poezję Herberta - jest powściągliwość słowa i wstrząsające metafory, przeszłość, która okazuje się być tu i teraz, ożywają mitologiczne figury, otwierają się bezkresne perspektywy, wiedza jest gorzka,  nadzieja jest ułudą, wszystkie zresztą złudzenia opadają jak zrywane jedna po drugiej zasłony i zostaje słony smak ironii, może jeszcze czegoś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zacytuję opowieść o Narcyzie, drugą jej wersję, tę, która znalazła się w Aneksie, - kto zechce poznać pierwszą - ten z łatwością ją znajdzie, kto zaś chciałby poznać jedną z najbliższych mi opowieści z tego tomu, niech przeczyta &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/02/powrot_14.html"&gt;Powrót&lt;/a&gt;, (pojawił się na samym początku legere&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;necesse est) upewniając się wszakże wcześniej, że nie ma skłonności do melancholii.&lt;br /&gt;
Oto szkic mitologiczno-lingwistyczny, z elementami botaniki, estetyki i filozofii języka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Narcyz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten mit tkwił we mnie całe dziesięciolecia, tkwił, ale nie rósł, nie rozwijał się jak piąstka niemowlęcia wokół nieruchomej grzechotki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż można bowiem powiedzieć o Narcyzie?  Że był, że był piękny, że zapatrzył się w swoje odbicie w sadzawce i rażony pięknem utonął. A gdzież wzniosły przekaz, przesłanie, morał? Gapi się w wodę i nagle - chlup. W sam raz na modne haiku, które propagował przed laty pewien klasyk, aby powściągnąć wodolejstwo poezji rodzimej. W istocie mit był  nieznośnie statyczny. Tkwił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czyniono wszakże próby ożywienia Narcyza. Wymyślono mu nerw, nerw oczywiście erotyczny. W Narcyzie zakochała się nimfa leśna - Echo. Z niewiadomych przyczyn Narcyz odrzucił tę miłość i Echo z żalu została bóstwem leśnych ustroni. Wycieczkom otyłych mieszczuchów odpowiadało - imię.&lt;br /&gt;
I tak nimfa stała się stewardesą natury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak widać, brak Narcyzowi zarysu charakteru, czy choćby zalążka winy tragicznej, by można go było traktować poważnie i tropić jego losy naszym współczuciem lub gniewem. Tłumaczyć może on najwyżej imię kwiatu, uwodzicielskiego oczywiście, ale róża, która nie ma swojego kawalera i trubadura, jak wiadomo - obywa się bez mitów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jaka była kolejność? Zapewne olśnienie nowym zjawiskiem natury, poszukiwanie nazwy, wreszcie próba dopasowania anegdoty, bez której i tak istniał, więc była ona czymś przypadkowym i bez znaczenia, niekoniecznym. Tak więc Narcyz został emblematem tautologii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki los musiał spotkać Narcyza, którego jedyną cnotą była - uroda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;Zbigniew Herbert, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Król mrówek Prywatna mitologia&lt;/span&gt;, Wydawnictwo a5, Kraków 2001, s. 119&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-6649576307357826701?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HLH1q2HLEWM:evCenywAhVE:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HLH1q2HLEWM:evCenywAhVE:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HLH1q2HLEWM:evCenywAhVE:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HLH1q2HLEWM:evCenywAhVE:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/HLH1q2HLEWM" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:17:02.559+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">8</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/05/narcyz.html</feedburner:origLink></item><item><title>Wzgórze Błękitnego Snu</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/J78mXtK2oCg/wzgorze-bekitnego-snu.html</link><category>Newerly</category><category>literatura polska</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:18:17 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-2863049820853790084</guid><description>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przed nim szeroka przesieka uchodziła w dal, opadając z wolna w dół pod jesiennym zmatowiałym błękitem nieba. Dotąd pracowali w lesie, niewiele widząc wśród drzew, a teraz z wysokości dachu ta przesieka naraz otworzyła perspektywę na całą tajgową dolinę. Znieruchomiał z wrażenia. To było coś bajecznego. Zdawało mu się, że z ciemnego szybu wylazł na sam czubek góry zalanej słońcem i morzem...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Vasyugan.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" height="382" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Vasyugan.jpg" style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center;" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;
Pod jego nogami, jak sięgał wzrok, het, na dwadzieścia wiorst, po horyzont, falowała tajga, wznosząc się na wzgórzach i opadając, cała w rozpryskach zieleni, od ciemnego szmaragdu do jasnego seledynu, a u podnóża grzbietu górskiego, na którym stał ich dom, płynęła rzeka, przecinając zmierzwioną powierzchnię kniei żywą, rtęciową wstęgą, łagodnym łukiem skręcająca na północ w biegu ku Angarze, zgubiwszy po drodze jedno jeziorko, połyskujące jak lusterko w trawie.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Ładne wybrałeś miejsce na dom... Nie myślałem, że coś podobnego istnieje na Syberii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Igor Newerly, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wzgórze Błękitnego Snu&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkich, którzy chcieliby przeczytać dobrą, kompetentną, rzeczową recenzję tę pięknej książki odsyłam na strony &lt;a href="http://niecodziennikliteracki.blox.pl/html"&gt;Niecodziennika Literackiego&lt;/a&gt; Nutty. U mnie będzie - jak zwykle - garść wrażeń, taka widać dyspozycja umysłu ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przede wszystkim książka ta należy do gatunku, który powinien być pod ochroną. Tak już się nie pisze! I nie jest to, Dieu m'en garde, jakiś zarzut, przeciwnie. Tak się nie pisze, bo wymaga to umiejętności, warsztatu, swobody, których brak już najczęściej dziś; a przede wszystkim odwagi, żeby stworzyć powieść z założenia klasyczną, pisaną nienowoczesnym językiem, niemodną i w warstwie słowa, i w tak zwanym przesłaniu. Trzeba talentu, żeby przy takich założeniach powstała dobra powieść. Kiedy bierze się za to pisarz o pospolitych umiejętnościach, powstaje kolejna produkcja o dolach i niedolach życia gdzieś na prowincji, powtarzalny schemat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Wzgórze Błękitnego Snu" należy do innego świata, innych narracji, innego sposobu traktowania pisarskiej materii. Należy do niezwykle rzadkiej kategorii dobrych (formalnie) książek, które nie przygnębiają - przeciwnie - pozwalają spojrzeć na świat jak na piękną i celową konstrukcję, a na człowieka ze zrozumieniem i przychylnością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie należy do mojej osobistej kategorii książek na poprawienie nastroju :)&lt;br /&gt;
O takiej kategorii przeczytałam ostatnio na sąsiednim (bo nieodległym :) blogu &lt;a href="http://smietankaliteracka.blox.pl/html"&gt;Śmietanka Literacka&lt;/a&gt; i jest to nadzwyczaj pozytywny projekt - poszukiwanie we własnych wspomnieniach czytelniczych takich książek, do których można wrócić, kiedy na niebie świeci &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;le soleil noir de la melancolie&lt;/span&gt; - czarne słońce melancholii (słowa wykuł Nerval, słońce istniało od zawsze).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A na półce już czeka "Leśne Morze".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 78%;"&gt;zdjęcie - wikimedia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-2863049820853790084?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J78mXtK2oCg:Qp-kSr5W0GU:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J78mXtK2oCg:Qp-kSr5W0GU:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J78mXtK2oCg:Qp-kSr5W0GU:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=J78mXtK2oCg:Qp-kSr5W0GU:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/J78mXtK2oCg" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:18:17.603+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">12</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/05/wzgorze-bekitnego-snu.html</feedburner:origLink></item><item><title>demiurg nikczemnych tablic statystycznych</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/P8or4FoC-AE/demiurg-nikczemnych-tablic.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Herbert</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:11:25 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-599757171319982238</guid><description>Są słowa bezsilne, pytania bez odpowiedzi - wiele jest stopni widzenia. Szczęśliwi, którzy widzą piękno i harmonię, nie dostrzegają w świecie rysy. Inni, na swoje nieszczęście, widzą i mają nadzieję objąć rozumem, lub chociaż pogodzić się ze światem. Są także ci, którzy walczą, buntują się - i powstaje przypowieść o Wielkim Inkwizytorze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle pytań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To największe: Unde malum?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I równie tragiczne: "czy konieczność jest tylko odmianą przypadku&lt;br /&gt;
a sens tęsknotą słabych ułudą zawiedzionych"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbigniew Herbert&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Dęby&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lesie na wydmie trzy dorodne dęby&lt;br /&gt;
u których szukam rady i pomocy&lt;br /&gt;
bo chóry milczą odeszli prorocy&lt;br /&gt;
nie ma na ziemi nikogo bardziej&lt;br /&gt;
godnego szacunku dlatego do was&lt;br /&gt;
kieruję - dęby - ciemne pytania&lt;br /&gt;
na wyrok losu czekam jak niegdyś w Dodonie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecz muszę wyznać że mnie niepokoi&lt;br /&gt;
wasz rytuał poczęcia - o rozumne -&lt;br /&gt;
u schyłku wiosny na początku lata&lt;br /&gt;
w cieniu konarów roi się&lt;br /&gt;
od waszych dzieci i niemowląt&lt;br /&gt;
przytułki listków sierocińce kiełków&lt;br /&gt;
blade bardzo blade&lt;br /&gt;
słabsze od trawy&lt;br /&gt;
na oceanie piasku&lt;br /&gt;
walczą samotnie samotnie&lt;br /&gt;
dlaczego nie bronicie waszych dzieci&lt;br /&gt;
na które pierwszy mróz położy miecz zagłady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co znaczy - dęby - szalona krucjata&lt;br /&gt;
rzeź niewiniątek ponura selekcja&lt;br /&gt;
ten nietzscheański duch na cichej wydmie&lt;br /&gt;
zdolnej utulić słowicze żale Keatsa&lt;br /&gt;
tutaj gdzie wszystko zda się skłania&lt;br /&gt;
do pocałunków wyznań pojednania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak mam rozumieć waszą mroczną parabolę&lt;br /&gt;
barok różowych aniołków śmiech białych piszczeli&lt;br /&gt;
trybunał o zaranku egzekucja nocą&lt;br /&gt;
życie na oślep zmieszane ze śmiercią&lt;br /&gt;
mniejsza o barok którego nie znoszę&lt;br /&gt;
lecz kto rządzi&lt;br /&gt;
czy bóg wodnistooki z twarzą buchaltera&lt;br /&gt;
demiurg nikczemnych tablic statystycznych&lt;br /&gt;
który gra w kości zawsze wychodzi na swoje&lt;br /&gt;
czy konieczność jest tylko odmianą przypadku&lt;br /&gt;
a sens tęsknotą słabych ułudą zawiedzionych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle pytań - o dęby -&lt;br /&gt;
tyle liści a pod każdym liściem&lt;br /&gt;
rozpacz *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;Tyle pytań stawianych na przekór codziennemu życiu i codziennemu płaskiemu widzeniu.&lt;br /&gt;
Niedawno usłyszałam inne pytanie - o przeszłość.&lt;br /&gt;
Odpowiedzieć mogę fragmentem innego wiersza Herberta - jednego z najważniejszych dla mnie - "Elegii na odejście pióra atramentu lampy". Cytat będzie wyrwany z kontekstu  i jego sens jest inny nieco w oryginalnym wierszu niż ten, który chcę mu nadać tutaj - ale to manipulacja w dobrym celu. Bardzo łatwo odchodzimy od przeszłości, prawda? Albo jakoś tak ją zmieniamy demonicznie w źródło traumatycznych przeżyć. A przecież można czerpać z niej siłę, na pewno!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
"Zaprawdę wielka i trudna do wybaczenia jest moja niewierność&lt;br /&gt;
bo nawet nie pamiętam dnia ani godziny&lt;br /&gt;
kiedy was opuściłem przyjaciele dzieciństwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[...]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zostało mi niewiele&lt;br /&gt;
bardzo mało&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
przedmioty&lt;br /&gt;
i współczucie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
lekkomyślnie opuszczamy ogrody dzieciństwa ogrody rzeczy&lt;br /&gt;
roniąc w ucieczce manuskrypty lampki oliwne godność pióra&lt;br /&gt;
taka jest nasza złudna podróż na krawędzi nicości [...]"**&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;*&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiersze Zebrane&lt;/span&gt;, wydawnictwo a5, s. 535&lt;br /&gt;
** op. cit. s. 581.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-599757171319982238?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=P8or4FoC-AE:-RR1q10s2bE:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=P8or4FoC-AE:-RR1q10s2bE:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=P8or4FoC-AE:-RR1q10s2bE:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=P8or4FoC-AE:-RR1q10s2bE:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/P8or4FoC-AE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:11:25.349+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/05/demiurg-nikczemnych-tablic.html</feedburner:origLink></item><item><title>Ogród botaniczny - niepoważny wpis wiosenny</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/A6irvbEGoI0/ogrod-botaniczny-niepowazny-wpis.html</link><category>zagadki literackie</category><category>Herbert</category><category>odautorskie</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:10:34 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-8436432627993425395</guid><description>"Jednakowoż piękny mieliśmy dzisiaj dzień", czyż nie?  ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ktoś wie może, z jakiej książki pochodzi ten niedosłowny cytat? Jedna z moich ulubionych "od zawsze", czytana kilka razy, widziana dwa razy w teatrze (niezapomniany, genialny Wakuliński), raz w teatrze telewizji (lubię Dymną, ale do tej roli absolutnie nie pasowała) i raz odsłuchana, chociaż nie słucham często audiobooków. To wygląda na rodzaj manii, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;n'est-ce pas&lt;/span&gt;? Czy ta książka należy do klasyki literatury - to pewnie zależy od definicji tego pojęcia, a to jest dyskusyjne - w moim przekonaniu to rzecz klasyczna, fundamentalna, kongenialna.&lt;br /&gt;
Może ktoś podziela mój zachwyt i zgadnie skąd to nieszczęsne "jednakowoż"?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A dziś miałam napisać o czymś zupełnie innym, cóż, kiedy nieprzewidziane okoliczności ograniczyły mój czas przeznaczony na czytanie. Na biurku już czeka pokaźna sterta książek:&lt;br /&gt;
jest Tischnera "Wybór pism filozoficznych" i "Historia filozofii po góralsku", Dostojewskiego "Białe noce" i "Sobowtór", Antoniego Kępińskiego "Psychopatie", Jana Błońskiego "Od Stasia do Witkacego", Jeana Delumeau "Cywilizacja Odrodzenia" i pewnie jeszcze coś pominęłam.&lt;br /&gt;
Czasu! i spokoju.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem w dobrze znanej książce (Herbert, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiersze Zebrane&lt;/span&gt;, s. 210) odkryłam znów coś nieznanego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Ogród botaniczny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;To jest pensjonat roślin, prowadzony bardzo surowo jak szkoły klasztorne. Trawy, drzewa i kwiaty rosną przyzwoicie bez żadnej wegetacyjnej bujności, wystrzegając się niedozwolonych pieszczot z trzmielami. Są wciąż skrępowane swoją łacińską godnością i tym, że muszą być przykładem. Nawet róże sznurują usta. Marzą o zielniku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Staruszkowie przychodzą tu z książkami i zasypiają pod ospałe tykanie słonecznych zegarów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawdziwy&lt;span style="font-style: italic;"&gt; hasard objectif&lt;/span&gt; sprawił, że ten tekst łączy się idealnie z pewnym moim projektem, niepoważnym, takim z gatunku prowokacji w stylu Zorby (pamiętacie jak ten namawiał swojego zagubionego w księgach i w świecie pracodawcę-przyjaciela do spalenia tych jego ksiąg?). &lt;a href="http://krakow-i-okolice.blogspot.com/"&gt;Projekt mój jest właśnie niepoważny&lt;/a&gt;, podobnie jak niepoważny jest dzisiejszy wpis - za co z góry przepraszam ludzi poważnych, zapewniając, że to nieprędko się powtórzy. Ale wokół taka wiosna, we Francji wszyscy dają sobie bukieciki konwalii, życzą sobie szczęścia...&lt;br /&gt;
Ten mój projekt, to nic więcej jak taki bukiet konwalii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-8436432627993425395?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=A6irvbEGoI0:syB0fpAkHWQ:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=A6irvbEGoI0:syB0fpAkHWQ:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=A6irvbEGoI0:syB0fpAkHWQ:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=A6irvbEGoI0:syB0fpAkHWQ:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/A6irvbEGoI0" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:10:34.839+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">15</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/05/ogrod-botaniczny-niepowazny-wpis.html</feedburner:origLink></item><item><title>Tischner a Dostojewski</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/bwTxcouLP-A/tischner-dostojewski.html</link><category>filozofia</category><category>Dostojewski</category><category>Tischner</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:09:29 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-2451966539374723692</guid><description>Czy pisałam już, że klasyka literatury nie jest wbrew pozorom osadzona w przeszłości, lecz przeciwnie, przez swoją niezwykłą siłę dociera do prawdy, staje się ponadczasowa, zadziwia aktualnością? Może nie jest to nowa ani oryginalna myśl, ale dla mnie jest ciągle źródłem wielu zaskakujących odkryć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek, ryzykując, że nadużyję cierpliwości czytelników, przypomnę pewien fragment z "Braci Karamazow", który już wcześniej cytowałam (cały wpis jest &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/czytanie-dostojewskiego.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, może ktoś zechce też przeczytać dyskusję o czytaniu Dostojewskiego i karkołomnym zestawieniu go z Houellebecqiem). Warto przeczytać ten fragment i odnieść go najpierw do kondycji ludzkiej w naszych czasach a potem porównać z bardzo ważnym tekstem Tischnera zatytułowanym "Ludzie z kryjówek".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten ważny esej powstał w 1978 roku i nie tylko nie stracił na aktualności, ale wręcz może być uznany za jedną z wyjątkowo trafnych analiz naszych postaw tu i teraz, u progu XXI wieku. Artykuł Tischnera przeczytałam dopiero wczoraj, teraz postanowiłam zestawić go z tekstem Dostojewskiego, natomiast z całą pewnością warto omówić go osobno, przybliżyć i podać dłuższe fragmenty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dostojewski:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[...] najpierw nastąpić musi okres ludzkiej samotności [...] takiej, jaka obecnie wszędzie króluje, bo każdy dąży, by swoją osobistość wynieść ponad inne, chce odczuć w samym sobie najwyższą pełnię życia. Lecz wysiłki te prowadzą do duchowego samobójstwa, bo zamiast w pełnię samopoczucia jednostki, wpada człowiek w zupełną samotność. Wszystko w naszym wieku rozpada się na jednostki, każdy kryje się w swojej norze i ukrywa, co może, i kończy się na tym, że się oddala od ludzi, i sam ich od siebie odpycha. Gromadzi w samotności bogactwa, myśląc: "jaki ja jestem silny i bezpieczny", a nie wie szaleniec, że im więcej gromadzi, tym głębiej pogrąża się w samobójczą bezsilność. Bo przywykł liczyć tylko na siebie samego, oddzielił się jako jednostka od całości, nauczył duszę nie wierzyć w pomoc bliźniego, w ludzi i ludzkość, i drży cały czas, że przepadnie złoto oraz prawa jego. Powszechnie dziś ludzki umysł z uśmiechem nie pojmuje, że zabezpieczenie praw jednostki zależy nie od jej własnych zabiegów, lecz od całości powszechnej. Wybije jednak godzina dla tej strasznej samotności i zrozumieją wszyscy, jak sprzeczne z naturą jest to oddzielenie jednego od drugiego - aż się zadziwią, jak długo błądzili w ciemnościach.*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tischner:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niekiedy coś niedobrego dzieje się z ludzką nadzieją. Nadzieja jakby malała w człowieku, a wraz z tym maleje również przestrzeń jego życia. Gubi się gdzieś nadzieja rzetelna. Obcy staje się człowiekowi ethos nadziei. Człowiek, zamiast kroczyć swoją drogą, czuje się zmuszony szukać gdzieś w przestrzeni kryjówki dla siebie. W kryjówce tej chroni się przed światem i przed innymi. Przyszłość nie obiecuje człowiekowi nic wielkiego, pamięć przeszłości podsuwa mu przed oczy doznane porażki, przestrzeń nie zaprasza do żadnego ruchu. Wprawdzie w kryjówce nadzieja nie znika bez reszty, tylko maleje, ale maleje do tego stopnia, że staje się jedynie nadzieją przetrwania. Człowiek w kryjóce wierzy, że nosi w sobie jakiś skarb. Skarb ten stara się schować głęboko. Sam staje przy schowku i waruje. Miejsce, na którym stoi, otacza ścianą lęku. Ku wszystkim ludziom zbliżającym się do kryjówki kieruje podejrzenie, że zbliżają się po to, by go okraść i zniszczyć.**&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;*Fiodor Dostojewski, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bracia Karamazow&lt;/span&gt;, przełożył Wacław Wireński, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2005, s. 196-197&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;**Józef Tischner, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ludzie z kryjówek&lt;/span&gt;, in: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;O człowieku. Wybór pism filozoficznych&lt;/span&gt;, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2003, s. 199&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-2451966539374723692?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=bwTxcouLP-A:BPyjEWJRGOU:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=bwTxcouLP-A:BPyjEWJRGOU:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=bwTxcouLP-A:BPyjEWJRGOU:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=bwTxcouLP-A:BPyjEWJRGOU:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/bwTxcouLP-A" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:09:29.221+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/tischner-dostojewski.html</feedburner:origLink></item><item><title>Dni Tischnerowskie - Jean Delumeau</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/LZlVR02q1HQ/dni-tischnerowskie-jean-delumeau.html</link><category>wydarzenia kulturalne</category><category>filozofia</category><category>Tischner</category><category>Delumeau</category><category>literatura francuska</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:08:04 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-9146648895131889141</guid><description>IX &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;Dni&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Tischnerowskie&lt;/span&gt; w Krakowie dobiegły już końca. Znalazłam się na nich nie tyle przypadkiem, co jakby poza głównym nurtem, bowiem przyciągnęła mnie przede wszystkim obecność specjalnego gościa tegorocznych spotkań, francuskiego historyka Jeana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Delumeau&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tischner pisał:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;„Kiedyś filozofia rodziła się z podziwu wobec otaczającego nas świata (Arystoteles). A potem także z wątpienia (Kartezjusz). A teraz, na naszej ziemi, rodzi się ona z bólu. O jakości filozofii decyduje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jakość bólu&lt;/span&gt; ludzkiego, który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzać”. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(cytat podaję za stroną &lt;a href="http://tischner.pl/13"&gt;Tischner.pl&lt;/a&gt; i polecam ją zdecydowanie tym wszystkim, którym myśl Tischnera jest bliska, lecz także - a może przede wszystkim - tym, którzy do tej pory, podobnie jak ja, nie mieli dotąd sposobności bliskiego zaznajomienia się z jego filozofią). Nie znajdując w sobie fascynacji religijnymi dysputami, i nie znając właściwie pism Tischnera (może poza historią filozofii spisaną w gwarze góralskiej, która niegdyś ukazywała się w "Przekroju") wybrałam jedynie dwa spotkania z bogatego planu imprez przygotowanych przez organizatorów &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;Dni&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt; Tischnerowskich&lt;/span&gt;. Dopiero wczoraj przeczytałam fragmenty eseju "Ludzie z kryjówek" i mam wrażenie, że to może być początek wczytania się w Tischnera; paralele, na których opiera się ów tekst - nawiązania do prac z dziedziny psychiatrii profesora Kępińskiego - czynią go interesującym nawet dla sceptyków wychowanych na Wolterze. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Tischneriana&lt;/span&gt; pojawiać się będą z pewnością w zapiskach z moich lektur. Jednak tym, co przede wszystkim zainteresowało mnie w programie tegorocznych &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Dni&lt;/span&gt;, była obecność Jeana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;Delumeau&lt;/span&gt;, francuskiego historyka należącego do &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Aca&lt;/span&gt;&lt;span class="spip_document_6061 spip_documents spip_documents_left" style="float: left;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;démie des &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;inscriptions&lt;/span&gt; et &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;belles&lt;/span&gt; lettres, profesora Sorbony, autora licznych prac z dziedziny historii idei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Książki Jeana &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Delumeau&lt;/span&gt; warto zobaczyć na stronie francuskiej księgarni &lt;a href="http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://multimedia.fnac.com/multimedia/images_intervenants/Portraits/Grand/2/8/9882_delumeauJ.gif&amp;amp;imgrefurl=http://www4.fnac.com/Jean-Delumeau/ia9882&amp;amp;usg=__2TiusE6mFJFR-LhWu28UHaBNWKE=&amp;amp;h=241&amp;amp;w=180&amp;amp;sz=37&amp;amp;hl=pl&amp;amp;start=52&amp;amp;sig2=6Akb3isArghr6fF2I4m8cg&amp;amp;tbnid=qGBsu0Ehphci7M:&amp;amp;tbnh=110&amp;amp;tbnw=82&amp;amp;prev=/images%3Fq%3Ddelumeau%26gbv%3D2%26ndsp%3D18%26hl%3Dpl%26safe%3Doff%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26sa%3DN%26start%3D36&amp;amp;ei=b0zzSaXEOcqZjAfF1c3DDA"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;fnac&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - nie tylko ich ilość, ale i waga gatunkowa są imponujące! Polski czytelnik zna z pewnością przede wszystkim "Cywilizację Odrodzenia" wydaną w serii &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;ceramowskiej&lt;/span&gt;, oprócz tego na polski przetłumaczone zostały następujące pozycje:&lt;br /&gt;
"Grzech i strach: poczucie winy w kulturze Zachodu XIII-XVIII w."&lt;br /&gt;
"Historia raju: Ogród rozkoszy"&lt;br /&gt;
"Reformy chrześcijaństwa w XVI i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;XVII&lt;/span&gt; wieku"&lt;br /&gt;
"Strach w kulturze Zachodu"&lt;br /&gt;
"Wyznanie i przebaczenie"&lt;a href="http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=4045" style="font-family: georgia;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
i może jeszcze inne, które w mojej ignorancji pominęłam - jeśli tak, będę wdzięczna za uzupełnienie, sama też na pewno poszukam dalszych informacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Profesor &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Delumeau&lt;/span&gt; wziął udział we wczorajszej przedpołudniowej sesji naukowej "Lęk i nadzieja" zorganizowanej przez PAT oraz Instytut Myśli Józefa Tischnera. Oprócz niego wystąpili o. Jan A. Kłoczowski OP, Andrzej &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Leder&lt;/span&gt;, Jacek &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Prokopski&lt;/span&gt; i Karol Tarnowski, mówiąc o istocie lęku i nadziei oraz ich postrzeganiu w filozofii, teologii i psychoanalizie. Sesję prowadził Adam &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Workowski&lt;/span&gt;. Wystąpienia były rozpięte pomiędzy dwoma biegunami: z jednej strony rzeczowe, uporządkowane, klasyczne w formie (K.T.), z drugiej, imponujące konstrukcją pustych pojęć, opartą na parach przeciwieństw realizujących się jednocześnie i wykluczających się wzajem (A.L. i jego tajemniczy wykład o psychoanalizie, Freudzie, pożądaniu, Innym, i &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;uprzedmiotowieniu&lt;/span&gt;, od którego słów łatwiejsze w odbiorze, nie wspominając o ciężarze gatunkowym, wydają mi się pisma samego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;Lacana&lt;/span&gt;). Ważne, a przy tym przystępne w formie i pozbawione wszelkiej retoryki było wystąpienie o. Kłoczowskiego, które poświęcił innemu jeszcze terminowi, uchodzącemu dziś za archaiczny - słowu "bojaźń", o tyle przecież istotnemu, że opisuje sferę nie objętą przez terminy "strach" (przed czymś określonym) czy "lęk" (egzystencjalny, metafizyczny). Jeżeli miałabym mówić o moich subiektywnych odczuciach, to zdecydowanie najbardziej spodobał mi się wykład o Kierkegaardzie, który wygłosił Jacek &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Prokopski&lt;/span&gt;. Swoboda ale i precyzja wypowiedzi, wyjątkowa osobowość "sceniczna" - w jak najlepszym sensie tego słowa! Jak dla mnie - majstersztyk. Szkoda, że tak rzadko zdarzają się prelegenci, którzy nie tylko mają coś istotnego do powiedzenia - ale potrafią to powiedzieć, potrafią nawiązać kontakt ze słuchaczami, przykuć ich uwagę, wygłaszać referat jak na deskach sceny a nie czytać mozolnie z kartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taką cenną umiejętność posiadł też Jean &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;Delumeau&lt;/span&gt;, a słuchanie go jest tym większą przyjemnością, że łączy się z szacunkiem dla jego wiedzy i wieku - czcigodny profesor to rocznik 1923! Słuchając go, nie sposób uwierzyć, że ten erudyta -mistrz słowa, umysł precyzyjny i ostry, skrzący się inteligencją dowcip (co tak dobrze oddaje francuskie słowo "esprit" ) - że ten wspaniały człowiek ma już 85 lat. Popołudniowy wykład Profesora odbył się w Auli Collegium Novum a poświęcony został &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;Tommaso&lt;/span&gt; Campanelli - dominikaninowi, który blisko trzydzieści lat spędził w więzieniach Inkwizycji, filozofowi i astrologowi, znawcy kabały i polityki, który zasłynął jako twórca utopijnej idei Miasta Słońca. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Delumeau&lt;/span&gt; poświęcił tej barwnej postaci książkę "Le mystère: Campanella", która niebawem - jak dowiedziałam się od samego profesora - ukaże się w polskim tłumaczeniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim, którzy znają francuski, gorąco polecam &lt;a href="http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.canalacademie.com/IMG/jpg/delumeau_20jean01petit_1_.jpg&amp;amp;imgrefurl=http://www.canalacademie.com/Le-mystere-Campanella-par-Jean.html&amp;amp;usg=__HlCthSEPII5kuzWA-pg7YGHZqXI=&amp;amp;h=150&amp;amp;w=202&amp;amp;sz=59&amp;amp;hl=pl&amp;amp;start=4&amp;amp;sig2=hSeY-fLXe4M4_Fm_TgutmA&amp;amp;tbnid=hzt21taJAiokTM:&amp;amp;tbnh=78&amp;amp;tbnw=105&amp;amp;prev=/images%3Fq%3Ddelumeau%26gbv%3D2%26hl%3Dpl%26safe%3Doff%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26sa%3DG&amp;amp;ei=XUnzSbCMN4ORjAeV15S8DA"&gt;ten artykuł&lt;/a&gt;, znajdziecie tam link do wywiadu  radiowego, w którym profesor &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;Delumeau&lt;/span&gt; mówi właśnie o niezwykłym, tajemniczym Campanelli. Dla mnie to nagranie będzie wspomnieniem i namiastką wykładu, którego dane mi było wczoraj wysłuchać. Trudno opisać, jakie wrażenie pozostawiają nie tyle słowa, co żywa obecność prawdziwej legendy, jedynego już może żyjącego przedstawiciela tamtej szkoły historycznej, a przy tym wszystkim człowieka niezwykle życzliwego, ujmującego niespotykaną już dziś uprzejmością. Rozmowy z nim będą jednym z moich najważniejszych "literackich" wspomnień. A na pamiątkę (również na pamiątkę mojej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;courage&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;) zostaje mi... autograf.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-9146648895131889141?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=LZlVR02q1HQ:V7g7tuZngPM:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=LZlVR02q1HQ:V7g7tuZngPM:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=LZlVR02q1HQ:V7g7tuZngPM:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=LZlVR02q1HQ:V7g7tuZngPM:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/LZlVR02q1HQ" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:08:04.272+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/dni-tischnerowskie-jean-delumeau.html</feedburner:origLink></item><item><title>Tarnina</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/lZkrwLRq_m8/tarnina.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Herbert</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:06:01 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-6793636063172266195</guid><description>Bywa, że gdy przeczyta się tytuł jakiegoś nieznanego dotąd wiersza, powstaje w ułamku sekundy wyobrażenie możliwej jego treści, niezależna od rozumowych przesłanek projekcja wyobraźni. Potem rozdźwięk wyobrażeń i rzeczywistości. I zdziwienie. Największe, najboleśniejsze zdziwienie przyniosło mi czytanie jednego z wierszy Herberta. A przynajmniej ten przypadek zapamiętałam, choć minął już rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[wiersz zapadł w pamięć jak - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;szeroki klin polarnego powietrza wbity po nasadę w powietrze&lt;/span&gt;]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naprawdę, nie oczekiwałam sielankowych opisów, znam gorzki smak innych jego wierszy, słony posmak ironii, ale nie spodziewałam się tego:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote&gt;Tarnina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-style: italic; text-align: right;"&gt;Konstantemu Jeleńskiemu&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Wbrew najgorszym przewidywaniom wróżbitów pogody&lt;br /&gt;
- szeroki klin polarnego powietrza wbity po nasadę w powietrze -&lt;br /&gt;
wbrew instynktowi życia świętej strategii przetrwania&lt;br /&gt;
- inne rośliny z namysłem zbierają siły do skoku&lt;br /&gt;
i na czarnych liniach frontu gromadzą pąki przed atakiem -&lt;br /&gt;
zanim Prospero podniesie rękę&lt;br /&gt;
tarnina rozpoczyna solowy koncert&lt;br /&gt;
w zimnej pustej sali&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ten przydrożny krzew łamie&lt;br /&gt;
zmowę ostrożnych&lt;br /&gt;
i jest&lt;br /&gt;
jak piękni młodzi ochotnicy&lt;br /&gt;
którzy giną w pierwszym dniu wolny w nowiutkich mundurach&lt;br /&gt;
podeszwy butów ledwo zapisane piaskiem&lt;br /&gt;
jak gwiazdy poezji przedwcześnie zgasłe&lt;br /&gt;
jak wycieczka szkolna zabrana przez lawinę&lt;br /&gt;
jak ci co pośród ciemności widzą jasno&lt;br /&gt;
jak powstańcy którzy wbrew zegarom historii&lt;br /&gt;
wbrew najgorszym przewidywaniom&lt;br /&gt;
mimo wszystko zaczynają&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
o szaleństwo białych niewinnych kwiatów&lt;br /&gt;
zamieć oślepiająca&lt;br /&gt;
grzbiet fali&lt;br /&gt;
&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;aubada&lt;/span&gt; z krótkim uporczywym ostinato&lt;br /&gt;
aureola bez głowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
tak tarnino&lt;br /&gt;
parę taktów&lt;br /&gt;
w pustej sali&lt;br /&gt;
a potem potargane nuty&lt;br /&gt;
leżą wśród kałuż i rudych chwastów&lt;br /&gt;
by nikt nie wspomniał&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ktoś jednak musi mieć odwagę&lt;br /&gt;
ktoś musi zacząć&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
tak tarnino&lt;br /&gt;
kilka czystych taktów&lt;br /&gt;
to bardzo dużo&lt;br /&gt;
to wszystko&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-6793636063172266195?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=lZkrwLRq_m8:oBWQ-rOesRI:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=lZkrwLRq_m8:oBWQ-rOesRI:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=lZkrwLRq_m8:oBWQ-rOesRI:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=lZkrwLRq_m8:oBWQ-rOesRI:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/lZkrwLRq_m8" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:06:01.245+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/tarnina.html</feedburner:origLink></item><item><title>Dostojewski "Gracz" - wrażenia z lektury</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/x_sp74BXNSU/gracz.html</link><category>literatura rosyjska</category><category>Dostojewski</category><category>wrażenia z lektury</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:05:15 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-8514107270382791497</guid><description>Ktoś może nawet pamiętać, że nie tak dawno, czytając "Braci Karamazow" - z niedowierzaniem, zachwytem i irytacją - obiecywałam sobie przerwę od Dostojewskiego. Miał być chłodny kompres i logiczne konstrukcje, racjonalna składnia, ład i harmonia. Potem okazało się, że irytacja "porywami duszy" i niebotycznym spiętrzeniem emfatycznych wykrzykników jakoś przycichła, zeszła na drugi plan, w ogóle przestała być istotna przy odbiorze tego niesłychanego zjawiska. Trudno to racjonalnie wyjaśnić, chociaż mam przy tym wrażenie, że jest to przede wszystkim kwestia tłumaczenia, warto to będzie sprawdzić. A potem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powiem tak: trudno jest sięgnąć po jakąkolwiek książkę, gdy już się skończy "Braci Karamazow", próbowałam. I wreszcie przeczytałam, co &lt;a href="http://direlasua.wordpress.com/2009/04/10/herbata-z-dostojewskim/"&gt;Direlasua&lt;/a&gt; pisze o "Graczu" - wtedy, jak sądzę, przepadłam już na dobre. Na nic obietnice, na nic spokój, ład i harmonia. Przeczytałam "Gracza" w zawrotnym tempie - inaczej nie sposób - to wyścig z nieuchronnym przeznaczeniem. Tekst z "Poczytalni" chciałabym uzupełnić jedynie o kilka cytatów i pewien znamienny szczegół biograficzny, może powszechnie znany, bo niezwykle charakterystyczny, ale przyznam, że ja nie wiedziałam, jakie były okoliczności powstania tej właśnie powieści Dostojewskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Otóż w 1862 roku czterdziestoletni Dostojewski rozpoczyna podróż po Europie - zwiedza Londyn, Paryż, Niemcy, Włochy, Szwajcarię, poznaje słynnych rosyjskich emigrantów (Hercena, Bakunina) i... odkrywa w sobie ducha hazardzisty. Ma nadzieję na ogromne wygrane (ruletka) i często zostaje bez grosza. Do Petersburga wraca w 1863 roku, niebawem spotyka go seria osobistych tragedii: umiera jego żona, dwa miesiące później brat. Dostojewski podejmuje się spłacenia długów brata, pomaga finansowo wdowie i bratankom a jego sytuacja materialna już wkrótce staje się tragiczna. Latem 1865 Dostojewski zawiera z wydawcą Stiełłowskim kontrakt na nową powieść, kontrakt iście diabelski - zobowiązuje się napisać w ciągu roku powieść o określonej wielkości, jeżeli zaś nie dotrzyma warunków, wydawca zyska wyłączne prawo własności do wszystkich dzieł pisarza, które powstaną w przyszłości. Jako że Dostojewski pracował jednocześnie - przez wiele miesięcy - nad "Zbrodnią i karą", zadanie wydawało się niemożliwe do zrealizowania. Do terminu umowy pozostał miesiąc. Dostojewski zatrudnił do pomocy stenografistkę, Annę Grigoriewną Snitkin i w ciągu zaledwie miesiąca powstała przewidziana diabelską umową powieść - "Gracz". Praca nad książką zbliżyła pisarza i młodziutką dziewczynę (jak to było? "Tego dnia jużeśmy nie czytali więcej" ;) kilka miesięcy po tej literackiej grze hazardowej odbył się ich ślub.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprawdopodobne historie pisze sobie życie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;n'est-ce pas&lt;/span&gt;? Gdyby jakiemuś pisarzowi przyszedł go głowy podobny zarys powieści, pewnie by się powstrzymał, z obawy przed banałem i kiczem. Ale wracając do 'romansu', nie wszystko rysowało się w tak różowych barwach - on przegrywał tysiące w kasynach, zastawiał biżuterię i suknie żony, wkrótce potem pojawiły się ataki choroby. Natomiast Anna zaczęła przejawiać niewiarygodną przedsiębiorczość i dzięki jej talentowi do robienia interesów sytuacja finansowa rodziny stopniowo się poprawiała i powoli długi zostały spłacone. Anna Dostojewska wspominała po latach:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rzeczywiście byliśmy z mężem ludźmi "o zupełnie innej mentalności, o innym charakterze", lecz "zawsze pozostając sobą", ani trochę nie dostosowywaliśmy się do siebie i nie wtłaczaliśmy swoich dusz - ja w jego psychikę, on w moją, dzięki czemu zarówno mój dobry mąż, jak i ja, czuliśmy się wolni duchem. Fiodor Michałowicz, który tak wiele rozmyślał w samotności o tajnikach duszy ludzkiej, bez wątpienia cenił sobie to, że nie mieszałam się w jego duchowe i umysłowe życie i dlatego zapewne niekiedy mówił do mnie: "Jesteś jedyną kobietą, która mnie zrozumiała"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod rozwagę wszystkim dążącym za wszelką cenę do "osmozy" i duchowej komunii ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Gracz" to uderzające wnikliwością (trudno chyba zaprzeczyć, że pojawiają się motywy autobiograficzne i przenikliwość wynika z introspekcji) studium nałogu, chorobliwego uzależnienia, które posiada wszelkie symptomy jakiejś strasznej choroby - człowiek nią dotknięty widzi jej postępy, walczy, choć wie, że wysiłki będą bezcelowe, łudzi się nadzieją. Walczy z chorobą i poddaje się jej, oddzielony od niej i zarazem z nią tożsamy, schizofrenicznie podzielony na dwoje, ma świadomość upadku - do końca. Jest w tym jakaś &lt;span style="font-style: italic;"&gt;delectatio morosa&lt;/span&gt;, jest też zgoda na los, jest poczucie honoru ("lepiej być lokajem niż złodziejem") i poczucie... humoru. Bardzo to współczesne - jak zresztą cały Dostojewski, nieodmiennie mnie tym zaskakuje - nieco może "camusowskie", taki egzystencjalny upadek i na pewno nie ma taniego moralizatorstwa.&lt;br /&gt;
A przy tym wszystkim - ten pęd, wir, jak rosyjska trojka, jak koło ruletki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oto już prawie miesiąc minął, jak nie zaglądałem do tych notatek, zaczętych pod wpływem wrażeń, chociaż chaotycznych, lecz silnych. Katastrofa, którą przeczuwałem, istotnie nastąpiła, ale sto razy większa i bardziej nieoczekiwana, niż myślałem. Wszystko to było jakieś dziwne, okropne, a nawet tragiczne, przynajmniej dla mnie. Działy się ze mną rzeczy prawie niezwykłe, tak przynajmniej patrzę na nie dotychczas - chociaż z innego punktu widzenia, zwłaszcza w porównaniu z kołowrotem, w którym się wówczas kręciłem, były one zaledwie niecodzienne. Ale najbardziej zadziwiający był dla mnie mój osobisty stosunek do tych wszystkich przeżyć. Dotąd nie mogę zrozumieć sam siebie! I wszystko to przemknęło jak sen - nawet moja namiętność, a ta przecież była silna i prawdziwa, ale... gdzież się ona teraz podziała? Doprawdy nieraz przychodzi do głowy: "Czy ja aby wtedy nie zwariowałem i czy nie siedziałem przez cały ten czas gdzieś w domu wariatów, a może i teraz siedzę - i to wszystko mi się zdawało i dotychczas się zdaje..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zebrałem i przeczytałem moje notatki. (Kto wie, może po to, żeby się przekonać, czy nie pisałem ich w domu wariatów?) Jestem teraz sam jeden. Nadchodzi jesień, liście żółkną. Siedzę w tym ponurym miasteczku (o, jakie ponure są niemieckie miasteczka!) i zamiast obmyślać najbliższy swój krok, pozostaję pod wpływem tylko co minionych wrażeń, pod wpływem świeżych wspomnień, pod wpływem tego niedawnego wichru, który mnie porwał wtedy w ów kołowrót i znowu gdzieś odrzucił. Zdaje mi się niekiedy, że wciąż jeszcze krążę wśród tego wichru i że lada chwila znowu nadciągnie burza i zagarnie mnie mimochodem swoim skrzydłem, a ja znowu, tracąc poczucie porządku i miary, zakręcę się, zakręcę, zakręcę...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak było do przewidzenia teraz w czytaniu jest... Dostojewski. "Idiota"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Anna Dostojewska, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wspomnienia&lt;/span&gt;, Warszawa 1974, s. 464. Cytat za: Anna Kluzek [&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Posłowie&lt;/span&gt;] &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bracia Karamazow&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;
Fiodor Dostojewski, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gracz&lt;/span&gt;, tłumaczył Władysław Broniewski, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 1992, s. 127&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-8514107270382791497?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=x_sp74BXNSU:9LeupnFhiHs:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=x_sp74BXNSU:9LeupnFhiHs:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=x_sp74BXNSU:9LeupnFhiHs:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=x_sp74BXNSU:9LeupnFhiHs:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/x_sp74BXNSU" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:05:15.865+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">6</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/gracz.html</feedburner:origLink></item><item><title>triduum - trzy wiersze Herberta</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/WJYCre1dub0/triduum.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Herbert</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:03:34 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-3645676255642995208</guid><description>Trzy wiersze na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;triduum&lt;/span&gt;. Zbigniew Herbert.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Na marginesie procesu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sanhedryn nie sądził w nocy&lt;br /&gt;
czerń potrzebna wyobraźni&lt;a class="cssButton" href="javascript:void(0)" id="publishButton" onclick="if (this.className.indexOf(&amp;quot;ubtn-disabled&amp;quot;) == -1) {var e = document['postingForm'].publish;(e.length) ? e[0].click() : e.click(); if (window.event) window.event.cancelBubble = true; return false;}" target=""&gt;&lt;div class="cssButtonOuter"&gt;&lt;div class="cssButtonMiddle"&gt;&lt;div class="cssButtonInner"&gt;Publikuj posta&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
jaskrawo nie zgadza się ze zwyczajem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
jest rzeczą nieprawdopodobną&lt;br /&gt;
aby gwałcono święto Paschy&lt;br /&gt;
z powodu mało groźnego Galilejczyka&lt;br /&gt;
podejrzana wydaje się zgodność opinii&lt;br /&gt;
tradycyjnych antagonistów - Saduceuszy i Faryzeuszy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
do Kajfasza należało przeprowadzenie śledztwa&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ius &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;gladii&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; był w ręku Rzymian&lt;br /&gt;
po co więc wołać cienie&lt;br /&gt;
i tłum wyjący uwolnij Barabasza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
jak się zdaje cała sprawa rozegrała się między urzędnikami&lt;br /&gt;
bladym Piłatem i tetrarchą Herodem&lt;br /&gt;
postępowanie administracyjne nienaganne&lt;br /&gt;
ale któż z tego potrafi uczynić dramat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stąd sceneria płochliwych brodaczy&lt;br /&gt;
i motłoch który idzie pod górę zwaną&lt;br /&gt;
czaszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To mogło być szare&lt;br /&gt;
bez namiętności&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Domysły na temat Barabasza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie&lt;br /&gt;
Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę&lt;br /&gt;
mógł skręcić w prawo iść naprzód skręcić w lewo&lt;br /&gt;
zakręcić się w kółko zapiać radośnie jak kogut&lt;br /&gt;
On Imperator własnych rąk i głowy&lt;br /&gt;
On Wielkorządca własnego oddechu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pytam bo w pewien sposób brałem udział w sprawie&lt;br /&gt;
Zwabiony tłumem przed pałacem Piłata krzyczałem&lt;br /&gt;
tak jak inni uwolnij Barabasza Barabasza&lt;br /&gt;
Wołali wszyscy gdybym ja jeden milczał&lt;br /&gt;
stałoby się dokładnie tak jak się stać miało&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Barabasz być może wrócił do swojej bandy&lt;br /&gt;
W górach zabija szybko rabuje rzetelnie&lt;br /&gt;
Albo założył warsztat garncarski&lt;br /&gt;
I ręce skalane zbrodnią&lt;br /&gt;
czyści w glinie stworzenia&lt;br /&gt;
Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem&lt;br /&gt;
właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do&lt;br /&gt;
&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Koryntian&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
lub - czego nie można wykluczyć -&lt;br /&gt;
stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrzcie i podziwiajcie zawrotną grę losu&lt;br /&gt;
o możliwości potencje o uśmiechy fortuny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Nazareńczyk&lt;br /&gt;
został sam&lt;br /&gt;
bez alternatywy&lt;br /&gt;
ze stromą&lt;br /&gt;
ścieżką&lt;br /&gt;
krwi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Rozmyślania Pana Cogito o odkupieniu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie powinien był przysyłać syna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zbyt wielu widziało&lt;br /&gt;
przebite dłonie syna&lt;br /&gt;
jego zwykłą skórę&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zapisane to było&lt;br /&gt;
aby nas pojednać&lt;br /&gt;
najgorszym pojednaniem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zbyt wiele nozdrzy&lt;br /&gt;
chłonęło z lubością&lt;br /&gt;
zapach jego strachu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
nie wolno schodzić&lt;br /&gt;
nisko&lt;br /&gt;
bratać się krwią&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
nie powinien przysyłać syna&lt;br /&gt;
lepiej było królować&lt;br /&gt;
w barokowym pałacu z marmurowych chmur&lt;br /&gt;
na tronie przerażenia&lt;br /&gt;
z berłem śmierci&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-3645676255642995208?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=WJYCre1dub0:B_CYwlmj95A:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=WJYCre1dub0:B_CYwlmj95A:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=WJYCre1dub0:B_CYwlmj95A:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=WJYCre1dub0:B_CYwlmj95A:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/WJYCre1dub0" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:03:34.578+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/triduum.html</feedburner:origLink></item><item><title>Samedi Saint ou le rituel païen - "Bracia Karamazow"</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/qRKkJijRuqk/samedi-saint-ou-le-rituel-paien.html</link><category>literatura rosyjska</category><category>Dostojewski</category><category>wypisy z ksiąg użytecznych</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:17:02 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-5694407468140271202</guid><description>Kto wie, czy przewrotna siła przekory nie należy do najpotężniejszych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki może być klucz do zrozumienia, czemu nawiązania do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;triduum&lt;/span&gt; pojawiają się w najmniej może oczekiwanym miejscu, u osoby może nawet nie uprawnionej do używania takich terminów. Co powiedzieliby mistrzowie moich młodych lat - Diderot, Voltaire, Breton, Crevel? Jestem pewna, że  nie sprzeciwiliby się dążeniu do uczciwości w myśleniu, do odrzucenia przesądów i hipokryzji. Nie będę wdawać się w rozważania, czy warstwa obrzędowości katolickiej kryje jeszcze jakąś głębię i prawdziwie chrześcijańską myśl. Może nie powinno się nawet krytykować czegoś, co niesie pociechę albo radość, może tylko trzeba mieć zdolność dostrzeżenia tego, co istotne pod warstwą tradycji - coraz bardziej rozpasanej, kolorowej, pełnej przepychu, uginających się stołów, jedzenia, jedzenia, jedzenia - iście gargantuiczna uczta, tylko o poście jakoś się nie pamięta, ani o tym, co najważniejsze. Zdaję sobie sprawę, że nie mam najmniejszego prawa do krytyki - outsider ma chyba więcej problemów niż praw. A jednak złożę ofiarę duchowi przekory i także w drugi dzień &lt;span style="font-style: italic;"&gt;triduum &lt;/span&gt;przytoczę słowa, które z całą siłą, bezpośrednio, omijając warstwy rytuałów katolicko-pogańskich dążą wprost do epicentrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fiodor Dostojewski, "Bracia Karamazow" op. cit. s. 202-204.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojcowie i nauczyciele, co to jest mnich? W świecie oświeconym wymawia się to słowo w naszych czasach nawet z szyderstwem, niektórzy jako wymysł i to im dalej, tym więcej. Prawda, niestety, że w mnisim stanie wielu jest darmozjadów, obżerców, lubieżników oraz bezczelnych włóczęgów i wydrwigroszów. Wskazują na nich ludzie światli: "lenie z was - powiadają - bezużyteczni członkowie społeczeństwa, z cudzej pracy żyjecie, bezwstydni żebracy!" A jednak iluż w stanie mnisim pokornych i cichych, łaknących połączenia z Bogiem i płomiennej modlitwy w ciszy. Na tych mniej wskazują, a nawet obchodzą milczeniem i jakżeby się zdziwili, jeżeli bym im powiedział, że od tych cichych i łaknących cichej modlitwy wyjdzie raz jeszcze zbawienie ziemi rosyjskiej! Albowiem zaiste przygotowani są w ciszy "na dzień i na godzinę, na miesiąc i na rok". Obraz Chrystusa ochronią dotąd w samotności swej zbożnie i bez skazy, w czystości prawdy Bożej według najstarszych ojców, męczenników i apostołów. I gdy dzień przyjdzie, ukażą go zachwianej prawdzie świata. Oto myśl wielka. Od wschodu gwiazda zajaśnieje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tak myślę o mnichu i czyżbym myślał fałszywie, czyżby pysznie? Spójrzcie, czyż u świeckich w całym świecie nie wypaczył się obraz Boga i prawdy Jego? Mają naukę, a w nauce to tylko, co zmysłom podlega. Świat duchowy, wyższa część istoty ludzkiej, odrzucony został całkowicie, wygnany z triumfem, z nienawiścią. Obwieścił świat wolność, w ostatnich zwłaszcza czasach, ale cóż w tej wolności widzimy - niewolnictwo jedynie i samobójstwo. Rzecze świat bowiem: "masz potrzeby, więc i nasycaj je, bo masz takie same prawa, jak najznakomitsi i najbogatsi" - oto najnowsza nauka świata, w tym widzą wolność. A cóż z tego prawa wynika? Dla bogatych samotność i duchowe samobójstwo, dla biednych - zawiść i mord, bo prawa na to dali, ale środków zaspokojenia potrzeb nie wskazali. Zapewniają, że świat coraz bardziej łączy się w braterstwie, bo zmniejszają się odległości, myśli się na odległość przekazuje.* Niestety, nie wierzcie takiemu braterstwu. Pojmując wolność, jako szybkie zaspokojenie potrzeb, wykrzywiają naturę swoją, wytwarzając wiele bezmyślnych i głupich żądz, nałogów i najniedorzeczniejszych wymysłów. Żyją jeno zawiścią, rozwiązłością i sknerstwem. Obiady, przejażdżki, powozy, dostojeństwa i słudzy-niewolnicy, to konieczności, dla których poświęca się nawet życie, honor i miłość bliźniego, wielu zaś, gdy tego nie osiągnie, zabija się. Biedni chwilowo jeszcze zagłuszają w sobie niedostatek i zawiść pijaństwem, prędko jednak zamiast wina upiją się krwią, do czego już ich nawołują. Zapytuję was: zali wolny jest taki człowiek? Znałem jednego "bojownika za ideę", który sam mi opowiadał, że gdy w więzieniu pozbawiono go tytoniu, tak był umęczony tym brakiem, że omal nie poszedł i nie zdradził swej "idei" byle tylko dano mu tytoniu. I taki powiada: "za ludzkość idę w bój". No i dokąd taki pójdzie i do czego się nadaje? Nic dziwnego, że zamiast w swobodę, popadł w niewolę, a zamiast w braterstwo i jedność ludzkości - w to osamotnienie, o którym mówił tajemniczy gość, nauczyciel mój**. Dlatego też w całym świecie z dnia na dzień gaśnie myśl o służeniu ludzkości, o braterstwie i jedności rodzaju człowieczego i doprawdy spotyka się myśl ta nawet z szyderstwem, bo jakże oderwać się od nałogów swoich? I doszli do tego, że bogactw materialnych nagromadzili, a radości mają coraz mniej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jakże inna jest droga mnicha! Z posłuszeństwa, postu i modlitwy nawet, śmieją się świeccy, a przecież przez nie jeno wiedzie droga ku prawdziwej swobodzie. Wyrzekam się potrzeb ziemskich i zbędnych, samolubną i pyszną wolę swoją uspokajam i biczuję, osiągając tym z pomocą Bożą wolność ducha, a z nią i wesele ducha! Któż z nich zdolny jest objawiać wielką myśl i jej służyć - czy samotny bogacz, czy wyzwolony z tyranii rzeczy i nałogów?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Słowa pisane przed stu trzydziestu laty.&lt;br /&gt;
** Nawiązanie do innego fragmentu, o uderzającej zresztą aktualności, który przytoczyłam &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/czytanie-dostojewskiego.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-5694407468140271202?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=qRKkJijRuqk:rUbpit0C9lQ:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=qRKkJijRuqk:rUbpit0C9lQ:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=qRKkJijRuqk:rUbpit0C9lQ:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=qRKkJijRuqk:rUbpit0C9lQ:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/qRKkJijRuqk" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:17:02.560+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/samedi-saint-ou-le-rituel-paien.html</feedburner:origLink></item><item><title>recenzja - rozważania na marginesie</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/Kp0q73LoMuE/recenzja-rozwazania-na-marginesie.html</link><category>odautorskie</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:00:57 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-3978492465759410708</guid><description>Zamiast podsumowania wrażeń z czytania "Braci Karamazow", zamiast próby recenzji - nastąpi dygresja, tak bywa, gdy potykam się o jakieś słowo a ono wywołuje całą chaotyczną lawinę - rzecz niedopuszczalna i gdyby wśród moich czytelników zdarzyły się osoby rygorystyczne i ceniące sobie logikę wypowiedzi, to proszę je już teraz o wyrozumiałość...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To słowo "recenzja" brzmi dla mnie w tym kontekście (Dostojewski, czy w ogólnym rozumieniu "literatura wysoka") jak zgrzyt i pomyślałam, że warto by zastanowić się nad źródłem tej niechęci, niechęci do ich pisania, bo przecież czytam chętnie dobrze napisane recenzje. Myślę, że uprzedzam się tutaj do samego terminu, trudno mi pogodzić się z tym, co niesie jego etymologia, poza tym wszystkim przemawia przeze mnie niechęć do ferowania wyroków, do wyrażania sądów i ocen - bo i z jakiej właściwie racji? z czyjej perspektywy? Dlaczego mój "wysiłek" czytania ma mnie uprawniać do krytyki tworzenia? Czy to nie jest niewspółmierne?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjaśnię - nie chodzi mi o formułowanie opinii, ale o krytykę, która zbliża się wręcz czasem do wymiaru sprawiedliwości, przy czym  mówiąc o "obiekcie krytyki" czy "przedmiocie recenzji" mam tu ciągle na myśli ten rodzaj literatury, jaki czytuję już od pewnego czasu, to znaczy wybierane świadomie dzieła należące do klasyki - jakkolwiek ten termin byłby nieprecyzyjny, dla mnie oznacza też dzieło, wobec którego odczuwa się podziw. Prawda, jakie niemodne pojęcie? Mogę sobie wyobrazić oburzenie wszelkich "dekonstrukcyonistów" żądających desakralizacji literatury i wyśmiewających każdą opinię, w której przejawia się szacunek i właśnie podziw, co w ich mniemaniu jest przejawem czołobitności, niezdolności do samodzielnego myślenia i tworzenia. Przecież to rzecz oczywista, że każdy z nich, gdyby zechciał, napisałby to lepiej, jego wersja jest równoprawna z wersją pisarza, co ja mówię, o wiele lepsza, dlatego właśnie, że jego - może jej nawet nie pisać, a i tak będzie najlepsza. Cóż... w takim razie pozostaje powiedzieć jedno: napisz to, stwórz coś na miarę książki, którą recenzujesz, zamiast krytykować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeby było ciekawiej (curiouser and curiouser, jak mawiała Alicja) - słowa te kieruję przede wszystkim do siebie, jako że nazbyt często zdarza mi się wypowiedzieć jakąś bezmyślną opinię i krytykę - jak ostatnio w dyskusji o Dostojewskim. Tak bywa najczęściej, gdy straci się z oczu perspektywę całości i skoncentruje na jakimś uwierającym drobiazgu, który irytuje najczęściej tylko dlatego, że się go nie rozumie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro już udało mi się mocno okrężną drogą powrócić do Dostojewskiego, zakończę moje marginalne (bo na marginesie i w zasadzie niewiele warte) rozważania o recenzjach takimi jeszcze uwagami: przede wszystkim mówiąc "recenzja" nie miałam na myśli ani przemyślanej opinii, do której ma prawo każdy porządny czytelnik, ani myśli krytycznej, tzn. poważnego eseju stworzonego na solidnej bazie wiedzy. Po drugie, myślę, że gdyby już zaistniała taka konieczność, to najchętniej pisałabym recenzje książek złych - to znaczy w moim przekonaniu byle jakich, nieudolnych, pełnych rażących błędów, książek, które przy tym wszystkim są modne, poczytne i szerzą epidemię powszechnego ogłupiania. Bardzo możliwe, że to wyraz neo-pozytywistycznej manii, egotyzmu albo snobizmu, na szczęście jednak ten zamiar nie zostanie zrealizowany - za bardzo sobie cenię czytanie rzeczy dobrych i pisanie o nich - tak, z podziwem!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-3978492465759410708?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Kp0q73LoMuE:ECgaIFkCeR4:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Kp0q73LoMuE:ECgaIFkCeR4:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Kp0q73LoMuE:ECgaIFkCeR4:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Kp0q73LoMuE:ECgaIFkCeR4:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/Kp0q73LoMuE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:00:57.738+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/recenzja-rozwazania-na-marginesie.html</feedburner:origLink></item><item><title>Vendredi Saint ou la profession de foi non-chrétienne</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/3p0TL-NFWQc/le-vendredi-saint-ou-la-profession-de.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Herbert</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:58:31 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-1410313887140387966</guid><description>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
Ballada o tym że nie giniemy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Którzy o świcie wypłynęli&lt;br /&gt;
ale już nigdy nie powrócą&lt;br /&gt;
na fali ślad swój zostawili -&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
w głąb morza spada wtedy muszla&lt;br /&gt;
piękna jak skamieniałe usta&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ci którzy szli piaszczystą drogą&lt;br /&gt;
ale nie doszli do okiennic&lt;br /&gt;
chociaż już dachy było widać -&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
w dzwonie powietrza mają schron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a którzy tylko osierocą&lt;br /&gt;
wyziębły pokój parę książek&lt;br /&gt;
pusty kałamarz białą kartę -&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zaprawdę nie umarli cali&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
szept ich przez chaszcze idzie tapet&lt;br /&gt;
w suficie płaska głowa mieszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
z powietrza wody wapna ziemi&lt;br /&gt;
zrobiono raj ich anioł wiatru&lt;br /&gt;
rozetrze ciało w dłoni&lt;br /&gt;
będą&lt;br /&gt;
po łąkach nieść się tego świata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbigniew Herbert, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiersze zebrane&lt;/span&gt;, Wydawnictwo a5, 2008, s. 54&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-1410313887140387966?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=3p0TL-NFWQc:S6Alo2h4ENE:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=3p0TL-NFWQc:S6Alo2h4ENE:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=3p0TL-NFWQc:S6Alo2h4ENE:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=3p0TL-NFWQc:S6Alo2h4ENE:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/3p0TL-NFWQc" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:58:31.199+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/le-vendredi-saint-ou-la-profession-de.html</feedburner:origLink></item><item><title>Bajka na przejście...</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/flxR3PtNRJE/bajka-na-przejscie.html</link><category>czytanie poezji</category><category>Herbert</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:57:56 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-7841249925212030513</guid><description>... od Dostojewskiego do Herberta. Absurdalne? Czemu nie. Obiecywałam sobie dla wytchnienia po "Braciach Karamazow" kojącą lekturę i chłodny kompres, zresztą, czy potrzebuję pretekstów do czytania Herberta? Niedawno w znanej, jak sądziłam, &lt;a href="http://cojestgrane.pl/nowe-ksiazki/ksiazka/2168/"&gt;książce&lt;/a&gt; odkryłam nieznane stronice: proza poetycka. Niektóre fragmenty czytałam, o innych zapomniałam, inne jeszcze ominęłam kiedyś, by odkryć je teraz właśnie. Do tego prowadzi brak systematyczności w czytaniu - do olśnień!&lt;br /&gt;
Oczywiście "Bajka ruska" tak się ma do "Braci Karamazow" jak...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[tutaj miejsce na dowolnie wybraną analogię]&lt;br /&gt;
zresztą, niech każdy odczyta to jak zechce, może być nawet w odniesieniu do polityki - co więcej, to podobno najbardziej właściwe odczytanie wielu dzieł Herberta, w przekonaniu samego autora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bajka ruska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Postarzał się car ojczulek, postarzał. Już nawet gołąbka własnymi rękami nie mógł zadusić. Siedział na tronie złoty i zimny. Tylko broda mu rosła do podłogi i niżej.  Rządził wtedy kto inny, nie wiadomo kto. Ciekaw lud zaglądał do pałacu przez okno, ale Kriwonosow zasłonił okna szubienicami. Więc tylko wisielcy widzieli co nieco.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;    W końcu umarł car ojczulek na dobre. Dzwony biły, ale ciała nie wynoszono. Przyrósł car do tronu. Nogi tronowe pomieszały się z nogami carskimi. Ręka wrosła w poręcz. Nie można go było oderwać. A zakopać cara ze złotym tronem - żal.*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inny fragment poetyckiej prozy, tak zwięzły, że przypomina dzieło japońskich mistrzów - to impresja, zapis widzenia, wrażenia wywołanego obrazem - może jednym konkretnym, może wieloma podobnego rodzaju, zapamiętanymi z muzealnych peregrynacji, jako ich synteza. Niech mi będzie wolno pozostawić marny opis tego wiersza tam, gdzie jest, to znaczy na przedpolu tego, co istotne. A sama "Martwa natura"  niech będzie ilustracją do słów, jakie poświęciła Herbertowi autorka &lt;a href="http://slowemmalowane.blogspot.com/2009/04/zbigniew-herbert-mistrz-z-delf-i-inne.html"&gt;Słowem Malowane. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Martwa natura&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Z przemyślaną niedbałością wysypano na stół te kształty przemocą odłączone od życia: rybę, jabłko, garść jarzyn przemieszanych z kwiatami. Dodano do tego martwy liść światła i małego ptaka o skrwawionej głowie. Ów ptak zaciska w skamieniałych szponach małą planetę złożoną z pustki i zabranego powietrza.**&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* s. 231&lt;br /&gt;
** s. 215&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-7841249925212030513?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=flxR3PtNRJE:YwLyNBPUdNA:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=flxR3PtNRJE:YwLyNBPUdNA:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=flxR3PtNRJE:YwLyNBPUdNA:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=flxR3PtNRJE:YwLyNBPUdNA:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/flxR3PtNRJE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:57:56.389+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/bajka-na-przejscie.html</feedburner:origLink></item><item><title>czytanie Dostojewskiego</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/eBKwMviXRUI/czytanie-dostojewskiego.html</link><category>literatura rosyjska</category><category>Dostojewski</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:56:49 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-5404826700182960266</guid><description>Czytanie Dostojewskiego można by opisać jako znane fizyce zjawisko naprzemiennego - a czasem jednoczesnego - działania dwóch przeciwstawnych sił. Atrakcja i repulsja.&lt;br /&gt;
Po stronie przyciągania zapisać trzeba wyjątkową przenikliwość widzenia (wizjonerstwo?) i ponadczasowość. Czasem wydaje mi się, że taki Houellebecq (choćby w "Cząstkach elementarnych") tłumaczy fragmenty z Dostojewskiego na francuski i podaje je jako własne, przyprawiając jedynie pornografią i wyciągając skrajnie odmienne wnioski (wiara - ateizm). Opisy syndromów choroby, jej genezy, wydają się być zaskakująco podobne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;[...] najpierw nastąpić musi okres ludzkiej samotności [...] takiej, jaka obecnie wszędzie króluje, bo każdy dąży, by swoją osobistość wynieść ponad inne, chce odczuć w samym sobie najwyższą pełnię życia. Lecz wysiłki te prowadzą do duchowego samobójstwa, bo zamiast w pełnię samopoczucia jednostki, wpada człowiek w zupełną samotność. Wszystko w naszym wieku rozpada się na jednostki, każdy kryje się w swojej norze i ukrywa, co może, i kończy się na tym, że się oddala od ludzi, i sam ich od siebie odpycha. Gromadzi w samotności bogactwa, myśląc: "jaki ja jestem silny i bezpieczny", a nie wie szaleniec, że im więcej gromadzi, tym głębiej pogrąża się w samobójczą bezsilność. Bo przywykł liczyć tylko na siebie samego, oddzielił się jako jednostka od całości, nauczył duszę nie wierzyć w pomoc bliźniego, w ludzi i ludzkość, i drży cały czas, że przepadnie złoto oraz prawa jego. Powszechnie dziś ludzki umysł z uśmiechem nie pojmuje, że zabezpieczenie praw jednostki zależy nie od jej własnych zabiegów, lecz od całości powszechnej. Wybije jednak godzina dla tej strasznej samotności i zrozumieją wszyscy, jak sprzeczne z naturą jest to oddzielenie jednego od drugiego - aż się zadziwią, jak długo błądzili w ciemnościach.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;Fiodor Dostojewski, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bracia Karamazow&lt;/span&gt;, przełożył Wacław Wireński, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2005, s. 196-197&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno uwierzyć, że taka diagnoza dotyczy drugiej połowy XIX wieku, a nie początków XXI.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-5404826700182960266?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=eBKwMviXRUI:s-WRKU1etgY:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=eBKwMviXRUI:s-WRKU1etgY:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=eBKwMviXRUI:s-WRKU1etgY:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=eBKwMviXRUI:s-WRKU1etgY:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/eBKwMviXRUI" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:56:49.878+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">10</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/04/czytanie-dostojewskiego.html</feedburner:origLink></item><item><title>fragmentary road - Miłosz, "Hymn o Perle"</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/q7laZmOxhRE/fragmentary-road.html</link><category>czytanie poezji</category><category>literatura polska</category><category>Miłosz</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:55:11 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-8885170487605631588</guid><description>Pamiętam popołudnie, kiedy kupiłam tę książkę - tak dawno temu, że nawet wspomnienie o tym wydaje się nierealne. Nie ma już tamtej księgarni, ani dziewczyny, która kupowała książkę.&lt;br /&gt;
Książka - zbiór wierszy - czekała tyle lat, nieczytana, nieczytelna, wreszcie zapomniana. Odkryta niedawno, niesie radość i gorycz wszystkich archeologicznych odkryć.&lt;br /&gt;
Miłosz, zbiór wierszy "Hymn o Perle"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tworzą go wiersze, przekłady - czy raczej adaptacje, aforyzmy, luźne kartki wspomnień - wszystko ujęte w sześć części:&lt;br /&gt;
I Hymn o Perle&lt;br /&gt;
II Czarodziejska Góra&lt;br /&gt;
III Ciemne i zakryte&lt;br /&gt;
IV Osobny zeszyt&lt;br /&gt;
V Kabir&lt;br /&gt;
VI Rue Descartes&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miłosza czytam chaotycznie, po dyletancku, pokonując niezliczone przeszkody - odnajdując czasem niespodziewanie klucz do odczytania tego czy innego wiersza, fragmentu, najczęściej w innym wierszu, innym pasażu, fragmencie zdania. Odpowiadają sobie wzajem, prowadzą niekończący się dialog - czasem udaje się odkryć takie powiązania, podsłuchać fragment takiej rozmowy. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trzy zimy - Ziemia Ulro - Ocalenie - Poema naiwne - Dolina Issy -Gucio zaczarowany&lt;/span&gt;: splątane ze sobą myśli, ponad czasem, powracające echa, transfiguracja obrazów. Czasem je odnajduję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzecz jasna - poloniści odkryli już dawno te współbrzmiące głosy, na pewno wszystko zostało już wyjaśnione. Dlatego nie znajdzie się u mnie - recenzji, omówienia, analizy. Do tego potrzebna jest wiedza, aparat krytyczny, metoda i przygotowanie, warsztat pisarski, naukowe podejście. Wyjątkowo aktualne i trafne spostrzeżenia dotyczące sztuki recenzji i warunków, jakie ta powinna spełnić, jeżeli ma być czymś więcej niż publicystyką sterowaną marketingowymi wymogami, można znaleźć na blogu Sztuka Literacka w notce pod znamiennym tytułem &lt;a href="http://sztukaliteracka.blogspot.com/2009/03/biznes-literatury.html"&gt;"Biznes literatury"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;legere necesse est&lt;/span&gt; nie będzie z całą pewnością ani naukowych recenzji (niestety) ani literackiego dziennikarstwa - jedynie zapis chwili. Ułamki chwil, odpryski, fragmenty, ślady czytania - o tym już wiedzą ci, którzy towarzyszą mi na tej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;fragmentary road&lt;/span&gt;, zawsze mile widziani &lt;span style="font-style: italic;"&gt;compagnons de voyage&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś - poetyka fragmentu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;par excellence&lt;/span&gt;. "Zdania" należą do działu "Czarodziejska góra".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Zdania&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: 100%; font-weight: bold;"&gt;Portret&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Zamknął się w wieży, czytał starożytnych autorów, na tarasie karmił ptaki.&lt;br /&gt;
Bo tylko tak mógł zapomnieć o poznaniu samego siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Republika doskonała&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Od samego rana, ledwo słońce tam trafi przez cieniste klony,&lt;br /&gt;
Chodzą rozpamiętując święte słowo: Jest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ład&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Pozbawiony. A dlaczego nie miałbyś być pozbawiony?&lt;br /&gt;
Lepsi od ciebie byli pozbawieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pocieszenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Uspokój się. I twoje grzechy i twoje dobre uczynki okryje niepamięć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Poeta nowoczesny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Zamknięty w Piekle mówi, że Piekło nie istnieje&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zagrożenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Straszno pomyśleć że co zapomniałem będzie przypomniane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pamięć i pamięć&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć. Nie pamiętać. Z tą jedną nadzieją:&lt;br /&gt;
Że jest za rzeką Lethe pamięć uleczona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tęsknota&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Nie żeby zaraz być jednym z bogów czy herosów.&lt;br /&gt;
Zmienić się w drzewo, rosnąć wieki, nie krzywdzić nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ruch odwrotny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Już ruiny ich siedzib młody las porasta.&lt;br /&gt;
Wracają wilki i niedźwiedź śpi bezpiecznie w gąszczu malin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Góry&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Mokre trawy do kolan, maliniak na porębach wyższy od człowieka, chmura&lt;br /&gt;
u stoku, w chmurze czarny las.&lt;br /&gt;
I pasterze w średniowiecznych skórzniach nam na spotkanie schodzili.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-8885170487605631588?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=q7laZmOxhRE:CDK1DHQKkis:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=q7laZmOxhRE:CDK1DHQKkis:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=q7laZmOxhRE:CDK1DHQKkis:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=q7laZmOxhRE:CDK1DHQKkis:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/q7laZmOxhRE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:55:11.787+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/fragmentary-road.html</feedburner:origLink></item><item><title>czytanie muzyki</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/jM4p-7LvcsE/czytanie-muzyki.html</link><category>wydarzenia kulturalne</category><category>koncerty</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:53:52 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-3596869860540390941</guid><description>Czytanie muzyki - taki dział mógłby się pojawić na legere necesse est, gdyby moja wrażliwość muzyczna była poparta wiedzą, gdybym znała alfabet muzyki, jej gramatykę i składnię.&lt;br /&gt;
A nie - wpatrywać się z zachwytem jak w średniowieczną księgę, piękną, zdobioną iluminacjami, napisaną nieczytelnym charakterem pisma w nieznanym języku...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chociaż pamięć podpowiada także i to: takie dzieło, nawet nieczytelne w pierwszej warstwie, przemawia w inny sposób - jest rozdarciem czasu, dotykiem nieznanej przeszłości, zrudziały atrament w kolorze krwi przywraca pamięć, świadomość tylu innych pokoleń, tętniącego życia, żywej ręki kopisty. Jest to zapewne barbarzyńskie odczytanie starych manuskryptów - to prawda, jestem jak barbarzyńca w ogrodzie muzyki. Nie potrafię odczytać muzyki na sposób akademicki, a moje prywatne czytanie nie daje się zapisać, właśnie dlatego, że prywatne.&lt;br /&gt;
Jednak słowo o muzyce będzie się czasem pojawiać - jako zatrzymanie chwili, przypomnienie, zapis mnemotechniczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczoraj, w czwartkowy wieczór - koncert pod wieloma względami wyjątkowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludwig van Beethoven&lt;br /&gt;
- Uwertura  &lt;i&gt;Geschöpfe&lt;/i&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;des Prometheus&lt;/span&gt; op. 43&lt;br /&gt;
- Koncert skrzypcowy D-dur op. 61&lt;br /&gt;
- VII Symfonia A-dur op. 92&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sinfonia Varsovia&lt;br /&gt;
Dyrygent: Krzysztof Penderecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skrzypce: Anne-Sophie Mutter - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;le &lt;/span&gt;&lt;i&gt;génie fait femme.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-3596869860540390941?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=jM4p-7LvcsE:0Ioi6uFmAGw:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=jM4p-7LvcsE:0Ioi6uFmAGw:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=jM4p-7LvcsE:0Ioi6uFmAGw:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=jM4p-7LvcsE:0Ioi6uFmAGw:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/jM4p-7LvcsE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:53:52.099+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/czytanie-muzyki.html</feedburner:origLink></item><item><title>hierarchia, degradacja i parodia</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/v-AY3N_JjlE/hierarchia-degradacja-i-parodia.html</link><category>literatura polska</category><category>Miłosz</category><category>wypisy z ksiąg użytecznych</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:17:02 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-2070652064923959122</guid><description>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[...] Następne pojęcie: hierarchia. Gdziekolwiek mamy do czynienia z ludzkim umysłem i sercem, równość jest fikcją, nierówność powszechnym prawem. Dlatego też konfraternie artystów i poetów, jako że w sztuce objawia się dotykalnie umysł i serce, są ciągle zajęte stawianiem stopni, wywyższaniem jednych, spychaniem w dół innych. Za grą ambicji, za śmiesznością, skoro przeważnie słabeusze sądzą słabeuszy, za  pospolitym błędem należy umieć dostrzec pragnienie wielkości autentycznej, cóż z tego, że przeważnie niewłaściwie skierowane. I ostatecznie żaden wielbiciel ludzkich dokonań  w filozofii, w nauce, w sztuce nie jest naprawdę zwolennikiem równości, niezależnie od swoich politycznych poglądów. Ponieważ padło nazwisko Hölderlina, przypomnę, że jego dewiza brzmiała: Hierarchia, Braterstwo, Wolność. Zauważmy, w jakim trzy słowa idą porządku. Może polityk, przywłaszczając sobie tę dewizę, zmieniłby ją w coś szpetnego, ale hołd składamy jej bez ustanku w państwie nauk i sztuk.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Z prawem hierarchii idzie w parze prawo degradacji i parodii. Nie ma pomysłu, odkrycia, idei, które by, odbite w umyśle o stopień niższym albo w "kościele między-ludzkim" o stopień niższym, nie obniżały się proporcjonalnie. Gdyby to jednak na tym niższym poziomie zachowywały swoje zalety, trochę słabsze tylko, trochę mniej wyraźne! Ale różnica stopnia bywa całkowitą różnicą jakości i tak oto rozwodniona prawda zwraca się przeciwko wyższej jako jej parodia. Dokoła nas trwa zgiełk ścierających się ze sobą pierwszych natchnień, ich parodii i parodii parodii. Innej używając przenośni, można mówić o wydrążaniu wszelkiej substancji od wewnątrz przez termity podrzędności. Któregoś dnia okaże się na przykład, że padliśmy ofiarą złudzeń przypisując maskom i fasadom rzeczywiste istnienie. Ksiądz wychowany na popłuczynach teilhardystyczno-marksistowsko-freudowskich będzie z pozoru tylko księdzem, nauczyciel, choć umiejący czytać i pisać, będzie naprawdę analfabetą i demoralizatorem, polityk oprychem, pisarz i artysta pomocnikami przedsiębiorców urządzających widowiska w cyrku, z prawdziwą krwią i prawdziwą kopulacją na scenie, dokładnie tak jak rzymskie cyrki-teatry opisuje Tertulian.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czesław Miłosz, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziemia Ulro&lt;/span&gt;, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994, s. 100-101&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzisiaj skryję się za cytatem. Zapewne, wybór takiego czy innego fragmentu zawsze jest znaczący, ale klucz do tego znaczenia jest jeden i nikomu przecież poza mną niepotrzebny. Każdy natomiast może wejść w tekst na swój sposób, przymierzyć go do siebie i zmierzyć się z nim. Może odczytać go jako prowokacyjny - bluźnierczy - wizjonerski - przenikliwy - oszczerczy. I wygłosić swoją (nie)poprawną politycznie opinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla kogo hasło: "Wolność, Równość, Braterstwo" ma realną wagę, nie jako symbol i utopia, ale zasada życiowa, ten w swoich przekonaniach może się poczuć urażony, gdy głosi się pochwałę hierarchii i ukazuje iluzję demokratycznych systemów. Urazić nikogo nie było moim zamiarem. Zwykły zapis moich lektur, niekończącej się zimy i nastroju, który opisać by można: "innego końca świata nie będzie".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-2070652064923959122?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=v-AY3N_JjlE:Dr3tMeHN9Ys:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=v-AY3N_JjlE:Dr3tMeHN9Ys:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=v-AY3N_JjlE:Dr3tMeHN9Ys:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=v-AY3N_JjlE:Dr3tMeHN9Ys:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/v-AY3N_JjlE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:17:02.561+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/hierarchia-degradacja-i-parodia.html</feedburner:origLink></item><item><title>William Blake - geniusz i wizjoner . Retrospektywa.</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/Jo5d6Ts7E2I/blake-geniusz-i-wizjoner-retrospektywa.html</link><category>francuskie okno</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:51:25 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-5089230418736192054</guid><description>Nie jest to zapewne tajemnicą - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;le hasard objectif&lt;/span&gt; istnieje i miewa się dobrze, choć jego odkrywcy, surrealiści, dawno już przeszli na zasłużony spoczynek. Pytanie brzmi tak: gdy czyta się "Ziemię Ulro", zastanawiając przy tym nad różnymi &lt;i&gt;correspondences&lt;/i&gt;, z rzadka jedynie wyglądając na świat zewnętrzny - to zapowiedź wystawy prac jakiegoż to malarza odkrywa się przypadkiem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem, dziś kolejna odsłona aktualności widzianych przez &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/search/label/francuskie%20okno"&gt;'francuskie okno' &lt;/a&gt;- dział na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;legere necesse est&lt;/span&gt; poświęcony odkrywaniu francuskich pejzaży kultury.&lt;br /&gt;
W paryskim muzeum &lt;a href="http://www.paris.fr/portail/Culture/Portal.lut?page_id=6228"&gt;Petit Palais&lt;/a&gt; (&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;Musée des Beaux-Arts de la Ville de Paris), które samo w sobie byłoby warte poświęcenia co najmniej jednego z paryskich dni, będzie można zwiedzić wyjątkową retrospektywną wystawę, otwartą od 2 kwietnia do 28 czerwca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;William Blake - geniusz i wizjoner romantyzmu angielskiego.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około stu trzydziestu prac, wypożyczonych przez największe brytyjskie muzea - to pierwsza na taką skalę wystawa prac Blake'a we Francji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy &lt;a href="http://www.magazine-litteraire.com/content/Homepage/article.html?id=12954"&gt;artykuł&lt;/a&gt; przybliżający sylwetkę i twórczość Blake'a zamieścił &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Magazine litt&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;b style="font-style: italic; font-weight: normal;"&gt;é&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;raire&lt;/span&gt; - na ile oczywiście prawowity potomek Woltera potrafi pisać o angielskim mistyku. Z moich prywatnych odkryć - czy raczej przypomnienia zapomnianych faktów - to Andr&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;é Gide przetłumaczył jako pierwszy Blake'a na francuski. Warto byłoby jeszcze poszukać faktów - kiedy tłumaczył, jak długo - ale już teraz zaryzykuję teorię, że jego "Nourritures terrestres" może łączyć pokrewieństwo z pismami Anglika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jeśli przypomnieć na zakończenie fakt, że dziełem Blake'a fascynowali się przede wszystkim surrealiści - powrócimy do ścieżek &lt;span style="font-style: italic;"&gt;le hasard objectif&lt;/span&gt; i jego mocnej, choć irracjonalnej, obecności.&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-5089230418736192054?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Jo5d6Ts7E2I:xE3p7_OhIi8:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Jo5d6Ts7E2I:xE3p7_OhIi8:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Jo5d6Ts7E2I:xE3p7_OhIi8:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=Jo5d6Ts7E2I:xE3p7_OhIi8:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/Jo5d6Ts7E2I" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:51:25.810+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/blake-geniusz-i-wizjoner-retrospektywa.html</feedburner:origLink></item><item><title>przypowieść, ekstrakt, metonimia</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/kQx6C9ptmt8/przypowiesc-ekstrakt-metonimia.html</link><category>literatura polska</category><category>Miłosz</category><category>wypisy z ksiąg użytecznych</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 16:17:02 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-6629699389503635936</guid><description>"Ziemia Ulro" Miłosza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mogłabym, parafrazując tytuł znakomitego eseju Konstantego Jeleńskiego "O &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziemi Ulro&lt;/span&gt; po dwóch latach", napisać: "O &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziemi Ulro&lt;/span&gt; po trzech nocach czytania". Zapewne mówi to wiele o moim czytaniu, prawdziwie lub fałszywie. Ułamki, wycinki, odpryski - nawet jeśli same prawdziwe - nie dadzą prawdziwej całości. Ale to banał przecież.&lt;br /&gt;
Chciałam, żeby został ślad czytania Ziemi Ulro, przypadkowego i koniecznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Wymawiam: dwudziesty wiek, i skóra mi cierpnie. Ogromy milczenia. Bo przy całym zgiełku mowy, miliardach słów na minutę, przy rozmnożeniu się prasy, filmu, telewizji, rzeczywistość nie nazwana olbrzymieje, natomiast ta druga, przetłumaczona, nie nadąża za tamtą i jest proporcjonalnie słabsza, niż była w ubiegłym stuleciu. Wie o czym mówię każdy, kto zdumiewał się nad przepadaniem bez śladu wydarzeń, sytuacji, atmosfery, a także przepadaniem ludzi i całych miast, i całych krajów, niejeden też z piszących ubolewa, jak ja ubolewam, że zdołał z poznanej przez siebie rzeczywistości uchwycić tak mało. Opór przez nią stawiany (a usadowił się już w nas samych) zniszczył ideę powieści jako "zwierciadła przy drodze" i zamiast szukać prawdy o epoce w mnóstwie niby to realistycznych powieści, które nas odpychają, nie wiemy czemu, jakimś swoim fałszem, jesteśmy skazani na przypowieść, na ekstrakt, na metonimię, albo po prostu odwracamy się od tzw. literatury i sztuki, woląc polegać na zbiorach dokumentów i pamiętników." *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czesław Miłosz, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziemia Ulro&lt;/span&gt;, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994, s. 57.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie pamiętam, kiedy pojawił się we mnie opór, o którym tu mowa. Pewnie pojawia się naturalnie na jakimś etapie, nie mówię o intelektualnym rozwoju, Dieu m'en garde! raczej o sumie doświadczeń. I kiedy się pojawił - stopniowo kolejne rozczarowania, każda czytana powieść była rozczarowaniem, ułudą, stratą czasu. A trzeba wiedzieć, ile czytałam wcześniej, żeby pojąć rozmiar klęski. Właściwie nosiło to symptomy choroby - i wcześniejsze czytanie, i późniejsza repulsja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie, nie skierowałam się ku lekturze memuarów, przynajmniej to zostało mi oszczędzone. Chociaż - Gide? Gombrowicz? Gdyby zamienić nieszczęsne "memuary" na neutralne "dzienniki", to przyzwoitość wypadałaby się przyznać do winy. Jakkolwiek "Dziennik" Gombrowicza nie jest dziennikiem, no ale to u niego nie dziwi. I listy czytywałam, choć to nieładnie - jak mawia &lt;a href="http://vogler.wordpress.com/"&gt;pan Vogler&lt;/a&gt;. Miłosza, Herberta, Elzenberga, Stempowskiego i wielu innych jeszcze, mea culpa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jestem skazana na "przypowieść, ekstrakt, metonimię". Co - jak się wydaje - nie jest skazaniem lecz wyzwoleniem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-6629699389503635936?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=kQx6C9ptmt8:WBiO07P9UQc:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=kQx6C9ptmt8:WBiO07P9UQc:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=kQx6C9ptmt8:WBiO07P9UQc:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=kQx6C9ptmt8:WBiO07P9UQc:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/kQx6C9ptmt8" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:17:02.562+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/przypowiesc-ekstrakt-metonimia.html</feedburner:origLink></item><item><title>tłumacz idealny</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/HmxNrb12Wvw/tumacz-idealny_21.html</link><category>Lichtenberg</category><category>o sztuce przekładu</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:44:32 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-5822949295104836046</guid><description>Jakie są cechy idealnego tłumacza, jakie umiejętności winny go wyróżniać? Temat - rzeka, zapewne... Zdaję sobie sprawę, że zapisano całe tomy usiłując zbliżyć się do tego, co pojęcie to oznacza. Nie przeczę - teoria przekładu to nauka rozległa i wiele na pewno ustalono niepodważalnych praw i kanonów, tyle że wiodą one teraz smutny żywot zakurzonych tez, w zapomnianym pozaczasie uniwersyteckich produkcji, nieszczęsne dysertacje, analizy po mistrzowsku tnące literaturę na tysiące drobnych kawałeczków. Ożywić je, przywrócić praktycznym zastosowaniom, powrócić do nich choćby w dyskusji - to projekt legere necesse est.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czasem jednak takie kwestie powracają w pełnym świetle, swobodnie. Dlatego, że nie są wyłącznie domeną specjalistów od analizy tekstów literackich, ale wszystkich, którzy czytają, piszą, myślą - a to, co czytają, nie jest im obojętne. I dlatego, jeżeli ktoś zabłądzi w te strony, może zechce wziąć udział w wymianie zdań, która zaczęła się &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/prawa-perpetuum-przekadu-czesc-2.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, a którą warto przenieść do osobnego wpisu, opatrzonego stosownym tytułem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W moim mniemaniu, zapisanym na gorąco i bez większej refleksji - a zatem na pewno wrócę jeszcze do tego i pogłębię - sprawa przedstawia się w ogólnym zarysie tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co wyróżnia tłumacza idealnego (poza tym, że nie istnieje)?&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;wierność: i literze i duchowi tekstu - oczywiście w idealnych proporcjach - dokładnie takich, jakich wymaga specyfika danego tekstu i typ odbiorcy;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;intuicja i smak: by umiał te proporcje ustalić;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;doskonała znajomość obydwu obszarów językowych (właśnie nie języków, ale tego wszystkiego, co nadaje kontekst - kultura, obyczaj, historia, mentalność)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;talent pisarski - i skromność konieczna do stworzenia rzeczy "niewidocznej"&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Przywołam jeszcze słowa mojego &lt;i&gt;maître à penser&lt;/i&gt; - Lichtenberga:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czyż nie jest osobliwe, że tłumaczenie dosłowne prawie zawsze jest tłumaczeniem najgorszym? A przecież wszystko da się dobrze przetłumaczyć. Widać stąd, jak to wiele znaczy, gdy się mówi: znać język w całej jego pełni. A znaczy to tyle, co znać naród który nim mówi.&lt;/span&gt; *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zatem dla mnie jednak najważniejszą cechą będzie wierność - rozumiana głęboko, nie zaś powierzchownie, nie jako tłumaczenie dosłowne, trzymające się kurczowo litery tekstu. Dla innych jednak tłumaczenie jest zdradą. Traduire - trahir, traduction - trahison.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chętnie poznam Waszą - zaglądający tu czasem niespieszni czytelnicy - opinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Istnieje osobny dział &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;legere necesse est&lt;/span&gt; zawierający rozważania &lt;a href="http://legere-necesse-est.blogspot.com/search/label/o%20sztuce%20przek%C5%82adu"&gt;o sztuce przekładu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*Georg Christoph Lichtenberg, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pochwała wątpienia, Bruliony i inne pisma.&lt;/span&gt; Wybór, przekład, wstęp i przypisy Tadeusz Zatorski, słowo/obraz/terytoria, s. 146.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-5822949295104836046?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HmxNrb12Wvw:6TaGNu5Gn8A:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HmxNrb12Wvw:6TaGNu5Gn8A:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HmxNrb12Wvw:6TaGNu5Gn8A:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=HmxNrb12Wvw:6TaGNu5Gn8A:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/HmxNrb12Wvw" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:44:32.206+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">11</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/tumacz-idealny_21.html</feedburner:origLink></item><item><title>Prawa perpetuum przekładu - część 3 i ostatnia</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~3/w4IwHx6GzbE/prawa-perpetuum-przekadu-czesc-3-i.html</link><category>stracone w tłumaczeniu</category><category>o sztuce przekładu</category><author>noreply@blogger.com (Ada)</author><pubDate>Sat, 01 Jan 2011 15:46:10 PST</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4753747126412478795.post-2145186170117835126</guid><description>Trzecia i ostatnia część tekstu poświęconego kwestiom przekładu, a dokładniej - konieczności nieustannego powrotu do dzieł klasycznych i tłumaczenia ich na nowo. Całość ukazała się na stronie &lt;a href="http://www.magazine-litteraire.com/content/recherche/article?id=11993"&gt;Magazine littéraire&lt;/a&gt;, tutaj natomiast - spore fragmenty w moim tłumaczeniu. Tym razem mowa będzie o tłumaczeniu wiernym (Goethe jako tłumacz!) oraz o tym, kogo właściwie dotyka kwestia ponownych przekładów - czy samych tylko tłumaczy? I wreszcie - co nadaje pewnym tekstom wartość klasyczną, kto zaś obdarza je siłą oddziaływania (ten punkt, w moim mniemaniu, dyskusyjny - nie przemawia do mnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;hybris&lt;/span&gt; cytowanych tu francuskich tłumaczy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
[…] „Słowo w słowo” i wirtuozeria? Tłumacze akademiccy wybierają często automatycznie opcję przekładu dosłownego, podczas gdy inni po namyśle dają jej pierwszeństwo i wybierają z zasady, akceptując nawet ewentualne niedorzeczności, które jej wybór może implikować we francuskim. Do tych tłumaczy należy Georges-Arthur Goldschmidt. Ów germanista jest obrońcą szkoły pokory motywując to przekonaniem, że dobry, prawdziwy tłumacz ma być na usługach autora i chętnie przywołuje przypadek książki "Kuzynek Rameau". Niektórzy być może znają tę historię: niegdyś, jako że oryginał Diderota zaginął, studia nad tą książką opierały się na przekładzie Goethego; niespodziewanie w końcu XIX wieku odnaleziono rękopis u jakiegoś bukinisty, można było porównać obie wersje i dostrzec niespotykaną wierność przekładu – jego autor odsunął w cień swą własną literacką osobowość, ażeby jak najlepiej odsłonić geniusz Diderota…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kwestia ponownego przekładu wykracza dziś poza środowisko samych tłumaczy i dotyka wszystkich intelektualistów, bowiem jej przeznaczeniem jest gwałtownie przemienić całą wizję kultury: „powinna na nowo otworzyć drogi dostępu do dzieł, które niegdyś posiadały szczególną moc: potrafiły wzywać ku sobie i wywoływać drżenie, a teraz ów dar jest zagrożony zarazem poprzez nadmierną tych dzieł „chwałę” (nadmiar światła oślepia, silne promieniowanie wyczerpuje), jak też przez tłumaczenia przynależące do takiej fazy zachodniej świadomości, która nie odpowiada już naszej”, pisał Antoine Berman na ostatnich stronach "L'Épreuve de l'étranger".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każde nowe tłumaczenie dzieła klasycznego przede wszystkim umacnia to dzieło w jego pozycji klasyka. Brice Matthieussent słusznie zauważa, że bardzo często nie język oryginału, lecz język docelowy przekładu jest tym, co nadaje jakiemuś tekstowi wartość klasyczną, niejako go w niej konsekruje; co więcej, przekonany jest, że to jego koledzy po piórze – tłumacze – w większym stopniu niż wydawcy, odgrywają decydującą rolę, by narzucić dany tekst, nadać mu siłę oddziaływania. Nawet jeżeli – wydawcy sami to przyznają – decyzja o podjęciu ponownego przekładu jest mniej bezinteresowna, niż się sądzi, często nowy przekład ma na celu uświetnienie takiej czy innej rocznicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy zatem, podsumowując, dzieło klasyczne zostało kiedykolwiek przetłumaczone? Rosie Pinhas-Delpuech zauważa, że pomimo wspaniałej pracy Henriego Meschonnica (nadal w wydawnictwie Desclée de Brouwer) i zbiorowym wysiłkom grupy kierowanej przez Frédérica Boyera, wielka książka „czeka nadal na wersję czytelną w języku francuskim”. Klasyk nad klasykami: Biblia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4753747126412478795-2145186170117835126?l=legere-necesse-est.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=w4IwHx6GzbE:dMBZGstl0Ng:63t7Ie-LG7Y"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=63t7Ie-LG7Y" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=w4IwHx6GzbE:dMBZGstl0Ng:dnMXMwOfBR0"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=dnMXMwOfBR0" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=w4IwHx6GzbE:dMBZGstl0Ng:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?a=w4IwHx6GzbE:dMBZGstl0Ng:7Q72WNTAKBA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury?d=7Q72WNTAKBA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/LegereNecesseEst-KlasykaLiteratury/~4/w4IwHx6GzbE" height="1" width="1"/&gt;</description><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T00:46:10.391+01:00</app:edited><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total><feedburner:origLink>http://legere-necesse-est.blogspot.com/2009/03/prawa-perpetuum-przekadu-czesc-3-i.html</feedburner:origLink></item><media:rating>nonadult</media:rating></channel></rss>

